Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Lwy oświecenia i matematołki

(10)
Zarówno matematyki, jak i przedmiotów ścisłych może w jakiejś mierze uczyć się i nauczyć tylko niewielki odsetek utalentowanej w tym kierunku populacji.
  • 2019-03-05 18:16 | jajo13

    Jak otoczyć opieką tych, których nie znamy.

    Panie profesorze;
    absolutnie miesza pan w głowach, a znajdzie popularność co najwyżej w kręgach tych osób, którzy matematyki nie lubią, a często matematykę mylą z rachunkami.
    A pan ponoć matmę lubił; to co się stało, że chce ją z podstawowej wiedzy wyrzucić albo okroić? I jak mamy (kto my? - starsze pokolenie, które jeszcze matematykę jako tako poznawało) otoczyć opieką geniuszy matematycznych i fizycznych i chemicznych i informatycznych, jeżeli nie będziemy w stanie zauważyć tych cech, bo będą ci przyszli nieliczni rozumiejący matematykę itd nieodkrytymi talentami? Matematykę i inne pochodne nauki zapewne więcej uczniów by rozumiało, gdyby miało nauczycieli, którzy sami tę wiedzę przyswoili i którzy ją przekazać potrafią.
    Serdecznie pana profesora pozdrawiam - Janusz Plewniak, absolwent mat-fiz-chem Uniwersytetu Wrocławskiego (przy okazji pozdrowienia dla Hanki).
  • 2019-03-06 01:08 | JanKalema

    Re:Lwy oświecenia i matematołki

    "Zarówno matematyki, jak i przedmiotów ścisłych może w jakiejś mierze uczyć się i nauczyć tylko niewielki odsetek utalentowanej w tym kierunku populacji" - oto Pana zdanie.
    Moje - Tylko ucznia z poważnym uszkodzeniem mózgu nie da się nauczyć przedmiotów ścisłych. Problem polega na tym, że nauczyciel ucznia musi szanować, samemu znac przedmiot wykładany oraz wiedzieć jak to robić.
    Nauczanie matematyki jako nieskończony ciąg coraz trudniejszych "słupków" do wyliczenia, zaś fizyki, jako rozwiązywanie łamiących głowę zadań daje w rezultacie wynik przedstawiony przez Pana .
    Nie jest on jednak konieczny.
    Rada na dziś. Kochać uczniów, strzelać do rodziców, nerwy jak postronki i ciągle się uczyć, czytać i uczestniczyć w kulturze.
  • 2019-03-06 11:08 | kamyk_wj

    Re:Lwy oświecenia i matematołki

    W zasadzie zgadzam się z tezami autora, jednak na początek trzeba ustalić terminologię.
    Określenie "nauki ścisłe" jest błędne i przestarzałe. Fizyka, chemia, a takoż biologia i geografia to nauki przyrodnicze. Mówią o tym, jak działa świat materialny. Prawo, socjologia, historia czy filozofia mówią o tym, jak działają ludzie. Matematyka, w tym logika, bywa użytecznym narzędziem zarówno w pierwszej jak i drugiej grupie przedmiotów.
    Ale zgoda: nie każdy abiturient musi być fizykiem czy socjologiem. Nie ma potrzeby ani celu obciążania edukacji takim narzędziem. Pewnie dla przyszłych badaczy, zarówno socjologów jak i chemików czy inżynierów, dało by się stworzyć dodatkową szkołę przygotowawczą, między maturą a studiami, która wyposażyłaby młodych ludzi w odpowiednie kompetencje badawcze.
    A teraz najważniejsze: nie znalazłem (może za słabo szukałem) rzeczowej debaty nad tym, czy absolwenci szkół mają wiedzieć, jak działa świat materialny. Czy też ważniejsze jest, aby wiedzieli jak działają ludzkie jednostki i społeczeństwa? Pewnie trochę jednego i trochę drugiego, ale w jakich proporcjach?
    Dopiero wówczas, kiedy odpowiemy sobie na takie pytanie, będzie sens zastanawiać się, ile historii, ile matematyki, ile propedeutyki prawa, a ile socjologii.
  • 2019-03-06 19:34 | asfaltowicz

    Re:Lwy oświecenia i matematołki

    Panie profesorze - nie poruszył pan jednej jeszcze sprawy w związku ze znajomościa matematyki. Otóż każdy szanujący się (i szanowany) intelektualista w swoich wypowiedziach zawsze podkreśla, ze nie był w stanie pojąć matematyki w szkole i cudem udało mu si ę ją ukończyć.
    Wniosek z tego jest taki, że nieznajomość matematyki jest warunkiem koniecznym do zostania intelektualistą. Nieznajomośc ta jednak nie wyklucza umiejętności liczeni honorariów za różnorakie występy. Czy zna pan jakiegoś intlektualistę który jest/był - na przykłąd - światowej sławy specjalistą od nawożenia ? albo genialnym metalurgiem ? albo wybitnym specjalistą od utylizacjoi ścieków ?
  • 2019-03-07 01:41 | JanKalema

    Re:Lwy oświecenia i matematołki

    Panie Profesorze, próbuję jakoś odpowiedzieć Panu na tekst, który niewiele może pomóc tym, którzy starają się coś zrobić, zaś dla wielu durni może być wywieszaną płachtą wzywającą do kapitulacji szkolnictwa. Ciągnąca się grypa, wiek jak i przebyty udar nie ułatwiają mi zadania. Zacznijmy może w punktach.
    1. Ad NIK, wysoki współczynnik korelacji wcale nie musi ( i nie jest w tym przypadku) dowodem na istnienie jakichkolwiek zależności przyczynowo skutkowych.
    2. Jest zasadniczą sprawą czym dla nas jest nauczanie matematyki, Czy spacer po pięknie jej struktur, rozwiązywanie łamigłówek mających rzekomo rozwijać kształcenie umysłu czy tez matematyka jako narzędzie opisu, jako język. Patrząc na to, co dzieje się w szkołach i w uczelniach wyższych, dzieci i młodzież rozwiązują idiotyczne słupki, niczego nie ilustrujące, niczego nie rozwiązujące. Odruch wymiotny u 90% uczniów jest oczywisty. To tragedia narodowa. Zdaje się, że nauczaniem matematyki zawiaduje sekta tajemniczych półgłówków dbających by nikt nigdy niczego się nie nauczył. Istotnie, mózgi młodzieży z objawami wstrząśnienia, torturowane bez znieczulenia starają się jedynie wyprzeć tragiczne wspomnienia. I tu rację ma i Pan i NIK, że długość matematycznych tortur nie wpływa znacząco na uzyskane kompetencje.
    3. Jakieś dwadzieścia lat temu miałem kapitalne doświadczenie. Moja żona, prawnik, zapragnęła postudiować sobie jeszcze na Uniwersytecie Ekonomicznym zarządzanie. Ze szkolnej matematyki pamiętała niewiele. Pozbierałem programy nauczania w podstawówce i liceum by przygotować ją do studiów. Parę miesięcy starczyło, zresztą była pod moją ciekawską opieką. Mało apopleksji nie dostałem gdy żonę zmuszano do "ręcznego" wyliczania wyznaczników macierzy. Na pytanie po co nie było żadnego po to. Kurs matematyki się skończył. Oto polski cel nauczania matematyki - w podstawówce - by dostać się do liceum, w liceum - by zdać maturę, na studiach by zdać egzaminy. Była też statystyka, wstrętna, gdybym jej nie znał nie dowiedziałbym się po co. Zakuć, zdać, zapomnieć.
    4. Matematyka to narzędzie, to język. Statystyka to nauka i prawo jazdy po informacjach, coś cudownego. Jak wiele, znając składnię można przekazać, jak wiele można odebrać i zrozumieć. Statystykę można uczyć już w czwartej klasie, ale trzeba wiedzieć po co. Bez znajomości tego języka, w 21 wieku, jesteśmy bezbronni. Wszystkie pracownice żony musiały się statystyki douczać, od opracowywania danych po test Studenta (HR w jedne z większych uczelni).
    5. Matematyka to narzędzie, które się zmienia. Studiowałem w latach 60 tych. Jakiż przeskok nastąpił. Rok 70, pracuję na Riadach, w instytucie dostaję osobisty, bodaj PDP11, kalkulator HP45 -prywatny. I gdzież podziała się wyczislitielnaja matiematika?
    6. Wnuk poszedł teraz na studia na Politechnikę - jedną z z trójki najlepszych w Polsce. Zalecany podręcznik - Fichtenhotz !, ten sam, na którym jeszcze ja się uczyłem pięćdziesiąt lat temu, i ręczne liczenie wyznaczników i ... . Czy jest choć tak samo? Nie. Zamiast wykładów facet mruczy na bezsensowną prezentację z błędami, Panienka na kolokwiach sprawdza tylko czy wyniki się zgadzają, ocena 0 - 1. Na stare lata prowadzę dla wnuka wykład i ćwiczenia z matematyki, trzy razy w tygodniu po trzy godziny. I chce przychodzić.
    To nie jest tylko PiS, i za PO i SLD było tak samo. Teraz wystarczy matematykę usunąć i zdrowaśki mamrotać na czas.

    Zresztą, po co komu matematyka.
    Ukłony Panie Profesorze

  • 2019-03-07 11:58 | Tablis

    Re:Lwy oświecenia i matematołki

    Ciekawa opinia. Jestem matematykiem z zawodu, więc osobiście skorzystałem z rozbudowanego nauczania matematycznego, ale mam jednocześnie wrażenie, że można by jej nauczać z mniejszą ilością godzin, a większym pożytkiem dla wszystkich. Odjęcie godzin matematyce i nauczenie logiki oraz erystyki uważam za potencjalnei dobrą transakcję. Podobnie gdyby ograniczyć materiał, a skoncentrować się na rozwijaniu matematycznego myślenia. Obecnie szkoła uczy w dużej mierze zbioru regułek, których należy się nauczyć na pamięć, po czym natychmiast o nich zapomina. Niestety współczesna szkoła jest zorganizowana jak fabryka, w której celem jest wytworzenie produktu, który przejdzie przez testy kontrolne. Zamiast tego ogół dzieci powinno się wyposażyć w umiejętności uniwersalne (i znajomość "Nad Niemnem" też nie powinna należeć do tej kategorii), dla szczególnie uzdolnionych powinny być zajęcia dodatkowe, które są dużo bardziej efektywne.
  • 2019-03-07 17:37 | abchaz

    Re Czym jest matematyka ?

    Rozjaśnienie tego zagadnienia winno być celem nauczania szkolnego.
    Takze historia rozwoju matematyki i współczesne jej rozpoznane ograniczenia.
    Co wniósł De Cart,co Leibnitz,co Riemann,co Banach i dlaczego CAD i ADA.
    Nie bedą .rozwijać.Niektórzy ze zrozumieniem będą się posługiwać np ww narzedziami.
    Nieliczni bardzo pójdą dalej od Riemanna i Banacha.
    Wiekszość bedzie zachwycona potegą i uzna geniusz nielicznych.
    Większość będzie mysleć logicznie i krytycznie skreśljając obskurantym.
    Wspaniale będzie.
  • 2019-03-07 23:48 | elte2000

    Re:Lwy oświecenia i matematołki

    Ciekawy to język "Dzisiaj jednak uczy się cała młoda populacja, a nie tylko panicze", rodem z poradnków agitatorów lat 50' ubieglego stulecia. Zresztą, nieleżnie od tej przebrzmiałej stylistyki, autor nie zdaje sobie sprawy z tego, że zdolności matematyczne są rozdzielone osobniczo, a nie klasowo - tak więc w kontekście przyswajalności matematyki argument jest chybiony.
    Paradoksalnie, akurat w przypadku humanistyki warunki dorastania i środowisko mają ważny walor formujący, chociaż łatwo jest wskazać wielu naprawdę wybitnych humanistów pochodzących z klas nienależących do uprzywilejowanych.
    Przy owe trosce o lepszą dystybucję godzin szkolnych, obciążonych nadwymiarową matematyką, zastanawiąjący jest brak najmniejszej nawet wzmianki o rozbuchanej religii, która godzinowo bije matematykę na głowę. Czyżby autor czekal na kolejny raport NIK-u, szkolnej religii poświęcony?
  • 2019-03-08 12:18 | wladimirz

    1.Ojciec, wybitny matematyk, się w grobie przewraca :-( 2. Polecam książkę "Modne bzdury" Sokala i Bricmonta - to o takich :filozofach z bożej łaski, jak pan!

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Modne_bzdury
  • 2019-03-08 12:36 | kwant25

    Re:Lwy oświecenia i matematołki

    A ja myślałem, że matematyki uczy się przede wszystkim po to, aby mózg młodego człowieka mógł się prawidłowo rozwijać. Z tego, co mi wiadomo nie ma lepszego sposobu na wykształcenie myślenia abstrakcyjnego, które jednak potrzebne jest na każdym etapie życia.