Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Jak Polacy na własną rękę szukają zabytków

(5)
O tym, że Polska to raj dla nielegalnych poszukiwań i handlu zabytkami, oraz jak walczyć z tym procederem, opowiada dr hab. Katarzyna Zalasińska.
  • 2019-03-24 13:59 | niker

    ryj jak dzik

    Zabytkowa misa sprzedana w Dubaju za dwa miliony PLN ? Baju, baju będziesz w Dubaju. Osobie ze znaczącymi stopniami naukowymi wprost nie przystoi powielanie takich pogłosek, wymyślonych przez małego Kazia przy piwie. Powoływanie się na kilku amatorskich poszukiwaczy i zarazem handlarzy - nieudaczników z Miastka jest przejaskrawianiem problemu. A niby dlaczego nie można w Polsce wprowadzić systemu brytyjskiego czy duńskiego ? Co racjonalnego stoi na przeszkodzie, bo przecież nie pieniądze, wykupu zabytków od znalazców czy posiadaczy. Wystarczy, że pozwoli się detektorystom na przekazywanie informacji o miejscach, gdzie natrafili na coś ciekawego pod warunkiem wypłaty wynagrodzenia materialnego i problem zniknie. Archeolodzy przyjadą w takie miejsce i przeprowadzą profesjonalne badanie. Rzeczoznawca określi wartość znaleziska i odkrywca otrzyma np. 50% wartości rynkowej znaleziska. A pojedyncze znaleziska - zguby sprzed stuleci, mogłyby być wykupywane od znalazców za 100% wartości rynkowej, o ile są znaczące. Wielu detektorystów chce sobie dorobić, bo nie każdy ma znajomości w NBP, by objąć synekurę za 40 tysięcy PLN brutto, wypłacanych za picie kawy i pudrowanie nosa. W Polsce współczynnik Giniego ma się dobrze i zaklinanie rzeczywistość w imię dziedzictwa narodowego tego nie zmieni, a perspektywa głodowych emerytur tylko motywuje do nielegalnych poszukiwań.
  • 2019-03-26 10:59 | Przemyk

    Re:Jak Polacy na własną rękę szukają zabytków

    Artykuł napisany w formie bardzo tendencyjnej, stawiający ludzi, pasjonatów historii, na równi ze złodziejami i nieukami. Samo podejście do sprawy w taki sposób, że człowiek chodzący po polach z wykrywaczem metali może być skazany na 2 lat wiezienia jest jakimś absurdem. Należy rozdzielić niszczenie stanowisk archeo a chodzenie po lasach. To 2 różne sprawy. Każdy może sobie sprawdzić w internecie gdzie są stanowiska archeo. Niestety, przepisy są ta skonstruowane, że nawet na własnym podwórku nie można poszukiwać nic wykrywaczem. Do tego w polskim pawie nie jest sprecyzowane co jest zabytkiem a co nim nie jest. I jeszcze jest określenie w przepisach które brzmi "poszukiwanie zabytków przy pomocy urządzeń" - Czy chodząc po polach lub lesie ktoś koniecznie musi być uznany za poszukiwacza zabytków? Jeśli ktoś spotkał takiego poszukiwacza i zajrzy mu do plecaka to zobaczy w nim najwięcej różnej maści złomu, puszek po piwie, gwoździ itp... A co do niszczenia stanowisk, ściółki leśnej itp... więcej szkody robią leśnicy swoimi maszynami, wycinką drzew itp.. ale to w tedy nazywa się gospodarka leśna... pozdrawiam
  • 2019-03-29 09:46 | ZbyszekAl

    Re:Jak Polacy na własną rękę szukają zabytków

    Większość zarzutów i wypowiedzi w kierunku detektorystów (nie mylić z poszukiwaczami zabytków) tej Pani to brednie powtarzane przez większość środowiska archeo a od dawien dawna wiadomo, że największymi złodziejami i handlarzami zabytków są sami archeolodzy. Co do ustawy ta Pani zdaje sobie sprawę, że to bubel prawny (mix dawnego ustroju z dodatkowymi opresjami) wymuszającym restrykcje i opresję wobec hobbystów (kradniesz w sklepie wykroczenie, chodzisz z wykrywaczem złodziej). Bo środowiska archeo nie było stać na utworzenie mapy wg, której hobbyści mogliby unikać miejsc historycznych, co nie narażałoby ich na różnego ataków służb a pozwoliłaby na ściganie czarnych owiec w środowisku poszukiwaczy. Następna sprawa i zarazem kluczowa definicja zabytku przez tyle lat nie było stać środowiska na dokładną jego interpretację dziś 1 zł PRL r. 1977 (którą osobiście płaciłem w sklepie) wg biegłego na sprawie jest unikalnym odkryciem archeologicznym i podczas przeszukania w mieszkaniu jest traktowana, jako dowód w sprawie. Co do opresji niech Pani zwróci uwagę na porozumienie (nie jestem w stanie ustalić czy tajne) o ściganie każdej osoby z wykrywaczem. Jeśli Pani sobie z tego sprawy nie zdaje posiadam wszelkie dostępne materiały do wglądu. A wracając do ustawy to jej debilizm polega na tym, że dziś można oskarżać samych archeologów o niszczenie zabytków, do czego gorąco namawiam wszelkie wykopaliska wszelkie odkrycia, przy których pojawiają się archeolodzy powinny być zgłaszane do prokuratora o niszczenie zabytków, bo jak wiadomo archeologia posiada jedynie narzędzia destrukcyjne a co za tym idzie niszczony jest nie tylko zabytek, ale jego kontekst i wiele informacji zostaje bezpowrotnie utracona (chociaż można było by sądzić inaczej). Dziś można oskarżać hobbystę, który przeszukuje publiczną plaże w poszukiwaniu, np. zgub właścicieli albo poszukiwaczy meteorytów i skazywać go za poszukiwanie zabytków, ale i można dokopać samym archeologom, którzy niszczy świadomie zabytki. Bardzo dużo ludzi w tym ja przeszukiwałem hobbystycznie jedynie plaże publiczne morskie, ale również kąpieliska. Nie poszukiwałem zabytków a gdybym jakikolwiek znalazł postąpiłbym jak prawdziwy pasjonat i zgłosił zabytek. Wsadzanie wszystkich poszukiwaczy do jednego worka jest obrzydliwe i można było by tym samym twierdzić, że wszyscy archeolodzy to złodzieje zabytków. Niestety osaczony na plaży przez Policję nie mam żadnej możliwości obrony i włączenie samego wykrywacza stawia mnie na miejscu złodzieja, którym nie jestem. Wystarczy samo domniemanie, samo usiłowanie poszukiwania i sprawa kończy się na sali sądowej. Niestety prawo zostało ustalone jednostronnie bez konsultacji ze środowiskiem detektorystów wiec z tego wynikają problemy. Mnie nie interesują zabytki, nie zbieram złomu wojennego i nie chodzę po miejscach historycznych w moim zainteresowaniu są jedynie plaże, które i tak w 100% przez lata były tak dokładnie przeczesywane przez miłośników tego zajęcia i prędzej mi kaktus na czole wyrośnie niż znajdę tam zabytek, ale w chorym układzie środowiska archeo może spinka do włosów produkcji r. 2018 jest zabytkiem wiec nie wiem, czego mogę się spodziewać. Tym sposobem sumując wszyscy powtarzam wszyscy, którzy nie przestraszyli się gestapowskich metod przejdą do podziemia i nadal będą szukać a wszelkie znaleziska w tym wyjątkowe nawet nie ujrzą światła dziennego, co było by ogromną stratą. Bez konsultacji bez wypracowania kompromisu jak to się dzieje np. w Anglii nie unikniemy tego typu zamieszania i wzajemnych oskarżeń. Detektoryści mogą wnieść wiele bardzo wiele w rozwój archeologii i pomnażanie zabytków w Polsce, ale tym sposobem wszyscy jesteśmy złodziejami w muzeach leżą „średniowieczne monety” krążek owinięty w folie śniadaniową. Ale może to o to chodzi nie wiem. Mi ustawa odpowiadałaby z pewnymi wyjątkami wystarczyłoby wyłączyć plaże publiczne oddać je hobbystom z szacowanego na 150 tys. detektory stów nielegalnie poszukiwałby już tylko 70 tys. Bo reszta skupiłaby się na plażach. Dodatkowo ujednolicenie zezwoleń na poszukiwanie w danym terenie i ułatwienie procedur dałoby możliwość poszukiwać zupełnie legalnie. Następną sprawą jest opublikowanie wiarygodnej mapy miejsc historycznych wykluczyłoby szwędanie się przypadkowych detektorystów w tych miejscach a reszta, która robi to celowo trafiałaby na salę sądową . Najważniejszą sprawą jednak jest definicja samego zabytku np. ustalenie progu rocznika 1900 (wg niektórych obecnym progiem był roczni 1945 wiele razy rozmawiałem z poszukiwaczami i 90% powoływała się na ten rocznik). Wprowadzając rejestrację urządzeń koncesje oczywiście na dobrych warunkach wszyscy by zyskali a dziś mamy bezprawie chaos i dezinformację a wiadomo to do niczego nie doprowadzi, aby do pogłębienia konfliktu. Zapraszam Panią profesor na jeden wyjazd nad morze z wykrywaczem naocznie przekona się, że większość użytkowników wykrywaczy to nie złodzieje a pasjonaci, którzy na tematy geologii, technologii czy historii wiedzą więcej niż 50% środowiska archeo.
  • 2019-03-29 15:16 | Niebieskislon

    Re:Jak Polacy na własną rękę szukają zabytków

    Ta pani zapomniała dodać że prawo o ochronie zabytków w Polsce jest jednym z najgorszych na świecie. Większość archeologów i historyków chce jego zmiany niestety beton będądzy u władzy skutecznie lobbuje za utrzymaniem tego chaosu. W Polsce do dzisiaj nie określono czym jest zabytek archeologiczny a czym historyczny , nie jest określone tak naprawdę do dzisiaj jaki przedmiot można nazwać zabytkiem. Ta pani zapomniała powiedzieć że ten chaos prawny służy także złodziejom archeologom będącym przy przysłowiowym korycie . Dlaczego nie wspomniała o archeocharaczach o chaosie panującym w określaniu w Polsce miejsc archeologicznych itd. Artykuł jednostronny jeżeli polityką chce naprawdę dowiedzieć się jak to wygląda skontaktujcie się z Polskim Związkiem Eksploratorów , wiele się nowego dowiedzie . Proszę dziennikarza który napisał ten artykół o taki wysiłek by poznał jak to wygląda od strony sprzeciwiającej się archeobetonowi.
  • 2019-03-29 15:27 | Niebieskislon

    Do Zbyszka

    Chodzenie po plaży to twoje hobby ale nie wszystkich co oznacza że jeżeli ktoś nie chce chodzić po plaży ale po polu także nie chce się czuć złodziejem. Nie uważam także że każdy przedmiot historyczny ma być tylko za szybką czy w magazynie muzeum. Na zachodzie uporano się z tym problemem w cywilizowany sposób tego samego chciałbym w Polsce.