Wyszukaj na forum

Forum


Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wyszukano

(563)
Komentarze użytkownika: vps
  • 2011-04-13 20:34 | vps

    Mentalność następnych pokoleń.

    W opłakanym stanie mamy drogi, służbę zdrowia, edukację, armie, administrację i tak dalej dalej i dalej. Bardzo łatwo podpatrzeć rozwiązania, które się sprawdzają, np. na zachodzie, dostosować je do naszych warunków gospodarczych i charakterystyki społeczeństwa, tu nie ma co wiele debatować. Wszelkiego rodzaju zmowy, układy, powiązania, cała ta nasza kombinatorska mentalność i brak poczucia jakiejkolwiek odpowiedzialności społecznej są dobrze znane każdemu w kraju nad wisłą, bez wyjątku. Ile można dyskutować? Ile można przeciągać line na swoją strone? Jesteśmy narodem z trudną historią, który stał się taki, jaki się stał, lub jest jaki jest i nic się nie zmieni jeśli będziemy upatrywć rozwiązań w jednej rzeczy. Nie mamy w sobie ducha poszanowania prawa, żadnego poczucia społecznego obowiązku, wszyscy od rolnika rzucającego bronami pod sejem po "Pana Prezesa" kupującego stawiającego drugi dom, wszyscy jesteśmy pochłonięci w sieci własnych spraw i interesów. Jakiekolwiek rozwiązania konstytucyjne by nie zostały wymyślnone, to albo zawsze się znajdzie opcja na to by je obejść, albo zaczniemy krzyczeć, że to już nie demorkacja. Historia sprawiła, że staliśmy się narodem głupców, bez urazy dla nikogo ale takich narodów jest więcej niż mniej i to przysłowiowe "sranie we własne gniazdo" nie jest wyłącznie polską specjalnością. Edukacja przyszłych pokoleń i małe kroki - ja tylko w tym widze szanse na konkretną zmiane sytuacji, w sądach i nie tylko. Nie można mówić o tym aby w danym kraju dobrze funkcionowały prawa i opowiązki konstytucyjne, bez dobrego wymiaru sprawiedliwości, fakt, ale nie ma dobrego wymiaru sprawiedliwości w miejscu w którym poczucie obowiązku ustępuje pola interesom środowiskowym. Nie oszukujmy się, wszyscy mamy w pewnym sensie wyj...ne na swoją prace i najpierw zrobimy to co się opłaca, a potem to co jest mądre i dobre dla wszystkich, nie koniecznie dla nas. Jak nie oduczymy tego naszych dzieci to żadne debaty nam nie pomogą. Doceniam jednak akcje Polityki i jestem za tym aby takie dyskusje prowadzić. Sądownictwo w Polsce, jakio pierwsze do zmiany, a co konkretnie? - niech mówią eksperci.
  • 2011-04-14 13:37 | vps

    Re:Edukacja prawna.

    Uważam, że to ciekawy trop. Ból bierze się z ignorancji, wszystkich. Do narzekania każdy chętny, do wysiłku jakim jest zapoznanie się szczegółowo z tematem i trudna dyskusja, w której nie ma prostych odpowiedzi, już nie wielu. Właściwie to przydała by się debata na temat - jak bardzo jesteśmy leniwi i co my w rzeczywistości wiemy? Niestety odnosze wrażenie, że nasi intelektualiści w dużej większości używają swojej inteligencji do walki o własne prywatne sprawy i przekonania, często zbudowane na fudamencie swoich subiektywnych odczuć. Przykre to, bo ryba zaczyna się psuć od głowy, a w Polsce "głowy" mają niewielkie puczucie zbiorowej odpowiedzialności. Każdy przeciąga line w swoją strone. Podobno w Skandynawi, dzieci w szkole wstydzą się sciągać na lekcjach, podobno nasze dzieci w szkołach, sciąganiem się szczycą i przechwalają, a jak się uda już wszystko odpisać ze ściągi to jest się "kozak". Te dzieci kiedyś wyrosną na sędziów i lekarzy i nadal będą się bawić w "kozaków". Być może niewiele uda się zmienić dziś ale zawsze można tworzyć dogodniejsze środowisko dla następnych, którzy będą tu żyć po nas.
  • 2011-04-14 16:32 | vps

    Re:Edukacja prawna.

    Oświata, ale nie zawsze dosłownie rozumiana. Za kulture nas wszystkich odpowiedzialne są w dużej części media, celebryci, artyści, wszyscy Ci kreujący trendy i mody. Od XVI wieku "wyczyszczano" naszą tożsamość. Teraz mamy wolność i demokracje ale żyjemy w zglobalizowanym świecie gdzie wygrywają uniwersalne, pragmatyczne wartości, głównie z zachodnich kultur. Nie ma w tym nic złego, gdyż jest tam ogromna masa praw i obowiązków, które sprawiają że demokracja działa i każdy, niezależnie kim jest może znaleść dla siebie miejsce. Problem w tym, że wolność i wolna wola nie oznacza, że wszystko wolno. Ja osobiście, podchodze do tematu słowiańskiej natury, psychologicznie. Jeśli człowiek przez jakiś okres czasu głoduje i nagle sytuacja się odmienia, zaczyna szybko i łapczywie jeść, to można się rozchorować. Właśnie tak widze demokracje w krajach takich jak Polska. Za szybkie i zbyt łapczywe kęsy, dlatego boli nas wiecznie brzuch. Musimy pamiętać, że jesteśmy nadal tym chudym i wygłodniałym człowieczkiem, który tyle lat nie miał nic dobrego w ustach. Wszyscy nosimy w sobie jeden wielki strach, stąd ta krótkowzroczność i łapczywość. Nie widze tu innego rozwiązania jak zbiorowa odpowiedzialność. Tworzenie trendów i popytów na " nie ściąganie na lekcjach". Nie osiągniemy tego wprowadzając dodatkowe zajęcia w szkołach, bo i tak mamy materiału zbyt dużo. Uważam, że bycie mądrym i inteligętnym człowiekiem, tzw intelektualistą, artystą, naukowcem, to poczucie odpowiedzialności za tych " głupszych" od siebie. Tylko Polska inteligęcja może zmienić naszą kuturę, bo głównie ona ją tworzy. W obecnej chwili mamy sytuacje siania propagandy i rozdzierania łupów, przynajmniej w większości. Jeśli nie chcemy stać się pustymi maszynami kapitalizmu, lub neoliberalizmu czy radykalizmu, musimy odnieść się do etyki, wartości moralnych i poczucia jekiejś niezależnej misji, ( byle nie powiązanej z religią ), a mogą to zrobić tylko ci, którzy rozumieją znaczenie takich pojęć. Debata jest nadal ta sama. Wymiar sprawiedliwości jest zębatką systemu jeśli nie ma w nim miejsca na etykę. Etyka jest powiązana z montalnościa danej kultury i to od tej kultury musimy zacząć.
  • 2011-04-14 17:03 | vps

    Re:Edukacja prawna.

    Przykład, który przychodzi mi teraz na myśl. Jestem młodym człowiekiem i mam dużą styczność ze studentami. Często słysze o sytuacjach gdzie profesorowie podrzucają do góry kartki z pracami studentów ( np. kolokwium ) i zaliczają tylko tym, których kartki spadną na biurko. Można się rozpisać bo, przykładów takich wypaczeń jest wiele. Ślad jaki pozostaje w głowie jest jeden - wszyscy mają wszystko daleko w d... . Wystarczy pójść do urzędu, szpitala, szkoły, sklepu, czy nawet sądu, żeby poczuć to samo - nikogo nie obchodzisz. Jesteśmy uczeni tego od dziecka, widzimy to wszędzie wokoło nas, a największy ból przychodzi wtedy, kiedy musisz stać się dorosłym. Kończysz studia i cały wypełniony marzeniami ruszasz w świat, z misją zabłyśnięcia i wprowadzenia zmian. Szybko okazuje się jednak, że nikogo nie obchodzi to kim jesteś i co robisz. Jedni szydzą bo są "kozakami", inni rozkładają ręce bo się wypalili i pogodzili, reszta jest zbyt słaba i przestraszona aby wychylić nosa. Zostajesz sam i czujesz się sam, jak w lesie pełnym wilków. Robi się dziko więc z czasem sam stajesz się wilkiem bo kochasz Baske S. i chcesz z nią mieć dzieci i dom, chcesz żeby twoja mama już tak ciężko nie pracowala i była z ciebie dumna, tak jak cała rodzina, chcesz wreszcie być kimś i mieć to co wszyscy za szklanym ekranem. Przyjmujesz zasady gry i rozpływasz się w systemie. Nawet sobie nie zdajemy sprawy z tego jak nasze codzienne zachowanie w pracy, w sklepie, na ulicy, na osiedlu czy przy rodzinnym stole wpływa na innych. Nie wiemy, kto patrzy, słucha i się od nas uczy, nie wiemy jaką siłę ma jeden człowiek na to aby ogłupić tłum i pociągnąc go za sobą. Ten jeden profesor, który podrzuca do góry kartki studentów, sprawia, że większość z nich następnym razem będzie chciała przyjąć jego zasady gry, bo przegranym nie chce być nikt.
  • 2011-07-24 10:46 | vps

    Re:anro

    Wyobraź sobie, że studiowałem filozofię i chciąłbym poznać te odpowiedzi. O ile wiem, etyka jeszcze niczego nie udowodniła, a podejście religijne jest jedną z wielu opcji. Wystarczy, że odrzucisz polityczne dogmaty i Biblia staje się kolejnym dziełem filozoficznym, a każde rozważania etyczne mogą być dowolnie interpretowane. Co do cierpienia to chyba oczywiste, że na myśli miałem jego istote i sens, a nie uwarunkowania biologiczne, czy psychologiczne. Jak usłyszysz, że świat jest wspaniałym dziełem stworzenia od filozofa to zmienia to znaczenie jeśli te słowa wypowie ksiądz? Nauka zajmuje się faktami, a dyskusje na temat istoty pojęć abstrakcyjnych i metafizycznych, to nie fakty ale domysły i interpretacje ( co naukowego jest w Ideach Platona?). Krytykuje ateistów za odrzucanie teori religijnych w całości, choc sami, na żadne pytanie związane z duchowymi zagadnieniami nie potrafią odpowiedzieć, ani też udowodnić, że ktoś się myli. Gdybyśmy wszyscy myśleli ściśle naukowo, to nikt by nie wstał z łóżka, bo nie da się udowodnić, że jutro też będzie dzień. Pan Dawkins też WIERZY, że jego życie i praca mają sens, choć napewno jeszcze tego nie udowodnił. @Bartosz, jakbyś nie cierpial to byś nie wzią ani jednego oddechu, bo byś nie miał tekiej potrzeby. Cierpienie to fundament istnienia.
  • 2011-07-24 11:01 | vps

    Re:p.berg

    Ja też nie moge uwierzyć, że ktoś może wypisywać takie rzeczy:) Przecież ja nie krytykuje Pana Rees'a i nominacji do nagrody tylko Richarda Dawkins'a i poglądy skrajnie ateistyczne. Może nie dokońca związane to z tematem artykułu, ale zainspirowało mnie i se napisałem co myśle. Druga sprawa, to to, iż ja własnie pisze o tym, że zagadnienia związane z cierpieniem, wolą itp itd nigdy nie będą do udowodnienia w sposób naukowy i tak Matka Teresa, Schopenhauer czy Jasio z podwórka mogą mieć tyle samo racji. Pan Dawkins stanowczo odrzuca religie ale nie mówi nam, jak mamy postępować choćby względem moralności. Dlaczego więc mieszanie nauki z duchowymi aspektami jest odrzucane, skoro On sam sobie dał powód na to by nie kraść w sklepie, choć nie potrafi naukowo udowodnić, dlaczego. Nie popadajmy w przesade, nie samymi faktami człowiek żyje i takie nagrody są potrzebne.
  • 2011-07-24 17:51 | vps

    Re:Martin Rees laureatem nagrody Templetona

    Akurat z poglądami Pana Dawkins'a w większości się zgadzam i sam jestem niewierzącym agnostykiem, więc nie o moralność się spieram. Krytyka religii jako czegoś totalnie abstrakcyjnego jest tym samym co krytyka nauki jako dzieła pochądzącego od szatana i to mnie boli. I jedni i drudzy przekonują, że coś jest, a czegoś nie ma, nie udowadniając niczego zarazem. Kompletnie nienaukowe jest głoszenie, że religa to The Root of All Evil (co Pan Dawkins robi), gdyż równie dobrze można powiedzieć, że postępy nauki w dziedzinie energii nuklearnej to też zło - tyle ludzi przecież zgineło. Wrzucanie do jednego worka całej masy tak bardzo złożonych spraw nie kojarzy mi się z nauką. Dlatego proponuje zagorzałym promotorom ateizmu, ogromny dystans do aspektów duchowych. Pomagają i przeszkadzają w życiu tak samo jak i owoce nauki - wszystko zależy od użycia.
  • 2011-07-25 10:05 | vps

    Re:Martin Rees laureatem nagrody Templetona

    No to ja kończąc powiem, że obecne komentarze oddają problem, które mnie osobiście boli, czyli wrzucanie do jednego worka, wyrywanie z kontekstu i pomijanie oczywistych faktów. Nigdzie nie napisałem, że religia jest dobra, zła lub podobnie względem nauki. Wszystko ma plusy i minusy, a religia jest tylko jedną z wielu hipotez i każdy ma prawo przyjąć swoją, dopuki nie udowodni się, że druga osobą jest w błędzie. Religie tkwią w wielu błądach, choćby zaprzeczanie ewolucji, co nie znaczy, że we wszystkim się mylą. To co głosił Chrystus po części jest powtarzane przez wieki, przez myślicieli matki wszystkich nauk, czyli filozofii - inaczej tylko się zwie. Nie zgodze się z tym, że nauka to wszystko co mamy - świat w którym, sprowadzimy miłość matki do dziecka wyłącznie do chemi i biologicznych instynktów jest światem z katastroficznych produkcji hollywood, czy powieści rodem z Orwell'a. Metafizyka i duchowość istnieje wokoło nas czy chcemy czy nie, różnie się tylko nazywa i różnie się ją wykorzystuje, a jeśli to wszystko to tylko odmęty, to wyrazy współczucia, choć sorki... naukowcy/racjonaliści nie współczują, bo to przecież szaleństwo.
  • 2011-07-26 10:41 | vps

    Re:Mniejsze zło? Żakowski o dylematach w polityce

    Szanowny Panie Jacku, w książce pt. "Konieć" na pytanie prof. Ulricha Becka - do kogo mówimy? Odpowiedział Pan - do 200 tysięcy polskich inteligentów. Ten artykuł przeczyta również jakieś 200 tyś ludzi albo może i z 20tyś lub 2 tyś ludzi. Do urn wyborczych chodzi połowa Polaków, czyli około 20milionów ludzi. Zgadzam się ze wszystkim co tu zostało napisane i myśle, że takie poglądy to naturalna, ewolucyjna konkluzja dla człowieka " oświeconego ". Co z tego, jeśli większość moich znajomych, którzy pokończyli medycynę i są lekarzami, lub inżynierami i budują super silniki, znają po 5 języków, nie mówiąc już o mojej biednej chłopskiej rodzinie, nie ma pojęcia o czym ten artykuł jest. Niektórzy z nich nie wiedzą kto to jest Piłsudski, więc nie zgodze się z twierdzeniem, że " kończąc liceum, wszyscy teoretycznie coś wiemy" Wie coś, teoretycznie połowa. Druga część wie tylko jak dobrze zakombinować, żeby mieć lub przetrwać. Problemem jest edukacja mas. Ludzie nie znają podstawowych pojęć, połowa społeczeństwa idąca do urn wyborczych nie ma pojęcia co to jest liberalizm. Trudno się dziwić, że jakiś populista wyczówa sprawe i zbiera ludz na wojne ze złem. Potem ci sami ludzie idą w tłumie protestować przeciw tej samej wojnie, którą poparli, bo w tv zobaczyli, że na wojnie ginie nie tylko wróg ale także i swój. Politycy, media, celebryci jak i ludzie odpowiedzialni za kluture i naukę, po części ogłupiają społeczeństwo, bo z góry zakładają, że jest głupie i trzeba operować uproszczeniami. To jest jedno wielkie błędne koło. Za świat odpowiadają niestety wszyscy, a nie 200 tyś inteligentów, których i tak nikt nie posłucha o ile nie przyjmą populistycznej formy wypowiedzi. Chciałbym aby taką książke jak " Koniec" i nie tylko, przeczytali wszyscy wyborcy PiS. Wiedzieliby, czym się różni liberalizm od kolektywizmu i można by było prowadzić rzeczowe dyskusje i spory. Populizm jest największym złem, bo z człowieka myślącego robi człowieka krzyczącego, a takiemu nic nie wytłumaczysz.
  • 2011-07-26 17:05 | vps

    Re:Mniejsze zło? Żakowski o dylematach w polityce

    @Slawczan. Pupulizm liberalny też jest bee. Podałem tylko taki przykład, bo liberalizm to takie proste pojęcie, a tak niewielu rozumie. Wymazywanie humanizmu z edukacji jest tylko częścią problemu. Masy zawsze dawały się nabierać na puste ale fajnie brzmiące hasła, które pchały ku przepaści. Odhumanizowywanie edukacji nie miało by miejsca gdby te masy były bardziej świadome, bo każdy by sobie zdawał sprawe, że bogacić trzeba się nie tylko materialnie ale i duchowo, dla dobra własnego i potomstwa. Ludzkość jako całoś, to głupie i rozpuszczone dziecko, które pomimo tego, że będzie się uczyć na błedach, nie ma skąd brać przykładu jak sobie radzić z czymś nowym. Jedyną opcją aby sobie nie parzyć łapek w przyszłości, jest lepsze zagospodarowanie więdzy, którą się już posiada.
  • 2011-07-27 19:03 | vps

    @janko muzykant

    ...i dlatego nazywa się to "wiarą w boga". Udowodnić się tego nie da bo fakty się przyjmuje, a wierzy się w to czego się nie jest pewnym i o tym wszyscy piszemy:) Są rzeczy których pewien nie jesteś i pewnie nie będziesz, dlatego musisz uwierzyć w jakąś opcje. Może i boga nie ma ale to tylko 50%szans.
  • 2011-07-27 19:06 | vps

    @janko muzykant

    Spróbuj wstrzymać oddech na maxa. Potem opisz jak przyjemne jest to uczucie, kiedy już wytrzymać nie możesz:)
  • 2011-07-27 22:17 | vps

    Re:Mniejsze zło? Żakowski o dylematach w polityce

    Jak już do kogoś przemawiam :) to pozwolę sobie dodać. Schopenhauer mówił, że człowiek z natury jest zły, bo bardziej zależy mu na tym, żeby mieć racje, niż na prawdzie lub istocie rzeczy. Inaczej, bardziej zależy nam na tym, żeby prawda była po naszej stronie, niż abyśmy sami byli po stronie prawdy. Taka natura każdego z nas, nic nie poradzimy, można się wysilać i trochę to kontrolować. Miłosz znowu, w " Zniewolonym umyśle" cytuje nijakiego Żyda z Podkarpacia, który mówi, że ten kto upiera się przy 100% racji, to największy łgarz ( dokładnie nie cytuje ). Większość z nas komentujących, zgodzi się z Panem Żakowskim, co do odpowiedzi na te kilka pytań ale pewności w 100% nie będziemy mieli, a raczej nie powinniśmy mieć. Wydaje się więc, że najistotniejszą rzeczą nie jest wybór opcji prawej czy też lewej, ale rzeczowa i sensowna dyskusja. Jeśli obie strony, będą wykorzystywać maksimum swojej wiedzy w uczciwy sposób i nie będą tkwiły w jakimś znaczącym błędzie, wierze, że wygra prawda. Inna opcja prowadzi na do podziałów na grupy wzajemnej adoracji ( co chyba we współczesnym świecie ma miejsce )i niekończącego się sporu, albo do wybrania czegoś innego niż prawda. Z historii wiemy bardzo dobrze jak to się kończy. Nie dogadujemy się, bo nie potrafimy rozmawiać. A nie potrafimy rozmawiać, bo jeden nic nie widzi z wysokości, a drugi nie dostrzega niczego z dołu. Obydwaj i tak myślą, że mylić się nie mogą, a od wątpliwości by należało zacząć.
  • 2011-07-29 09:08 | vps

    Re:Jak oceniać agencje ratingowe

    Ja bym jeszcze chciał przeczytać artykuł odnoszący się do cen paliw. Kto na tym zarabia, a kto traci? Paradoks kapitalizmu, spółki naftowe plus wszystkie gałęzie przemysłu związane ze sprzedażą i dystrybucją paliw, nie pozwolą sobie nawet na minimalne spowolnienie machiny. Zysk musi być na plusie i musi rosnąć, nawet kosztem niszczenia rynku na którym sami operują. To co np. Orlen zaoszczędzi na dostosowywaniu się do cen baryłek na giełdach będzie i tak musiał wydać na zwiększone koszty wynikające z wysokich cen paliw, bo na wodę nie jeżdżą i droższy chleb jest droższy również i dla nich? Dobrze myślę czy się mylę?
  • 2011-08-01 09:53 | vps

    Re:Jak rządził premier Kaczyński

    Trudno się nie zgodzić. Pan Kaczyński jest maniakiem, ale to wszystko gra o władze, lub o utrzymanie się o władze, jak się nie ma rzeczowych argumentów aby przekonać społeczeństwo. Myślę, że Polacy jako zakompleksiony i niepewny naród/społeczeństwo w 90% głosują przeciw komuś, niż za kimś. Wydaje mi się też, że 90% wyborców PO głosuje, bo nie widzi lepszej alternatywy, lub nie chce rządów tego i tamtego. Wątpię aby dziś jeszcze wierzono, że jakaś opcja polityczna przyniesie znaczące i widoczne zmiany, no może poza jakimś nie wielkim procentem oczarowanych nową Irlandią, odcinaniem od koryta, czy przywracaniem "utraconej godności". W takich sytuacjach do polityki wdziera się obietnica zlikwidowania czegoś tam i głownie tym argumentem przyciąga się wyborców. Mamy likwidacje układu/korupcji z jednej strony, likwidacje wpływów kościoła z drugiej, potem znowu likwidacje eutanazji i aborcji, likwidacje koryta, likwidacje armii urzędników itd. itd. posypujemy to trochę obietnicami, może z jedno konkretne dofinansowanie typu becikowe i zupa gotowa. Platforma dobrze wie, że wesoło nie jest, zachód się sypie, wszystko zwalnia, a u nas za rok, czy dwa będzie trzeba budować za swoje, bo dotacje się kończą. Są w komfortowej sytuacji, bo nie mają opozycji. Większość ludzi boi się szaleńców z PiS i pójdzie głosować przeciw nim. Gdyby jednak zapytać o konkretne pomysły, jak sobie poradzić z tym co nas czeka i cała masą problemów jakie już dziś mamy, to i tak dostaniemy przepis na tą samą zupę - trochę likwidacji tego czego nie lubimy, posypane jakąś obietnicą, przyprawione sukcesem z przeszłości, zamieszane i zupa/odpowiedź gotowa. Zjemy, bo głodni ale smakiem już nikt się nie delektuje.
  • 2011-08-01 11:55 | vps

    Re:Gry komputerowe naprawdę wyzwalają agresję

    HA HA to dobre. Może zacznijmy od tego - co nie powoduje u nas agresji i nas nie ogłupia? Będzie szybciej. Cały świat przestępczy, mafie, kartele narkotykowe, różnego rodzaju bojówki militarne, naziści, dzieci żołnierze, no i oczywiście terroryści grają w gry komputerowe i dlatego są agresywni. Wyeliminujmy przemoc z rozrywki to będziemy grzeczni, wszyscy zaczniemy czytać książki, pić herbatkę i rozmawiać o filozofii, do czasu aż komuś puszczą nerwy i zacznie wszystkich zabijać z nudów. Wtedy naukowcy opublikują listę książek zakazanych no i oczywiście z herbatki zrobią ogłupiający narkotyk. Spoko, mogę udać na chwile, że gry są problemem, tylko ciekawi mnie co ci sami naukowcy, głoszący owe teorie, powiedzą na kampanie reklamowe wojsk zawodowych? Co one promują, sport? uczciwą rywalizację? zdrowy tryb życia? niezapomniane emocje? HA HA jakbym przeczytał taki artykuł w Naszym Dzienniku to bym się nie dziwił, ale, że Polityka publikuje takie bzdury, to mnie przeraża. Ten psychol z Norwegii miał jakieś powody ideologiczne aby zabijać i tam leżą przyczyny, podobnie jak każdy kto zabija, bo nie agresja jest problemem ale myślenie, które skłania do rozwiązywania problemów za jej pomocą.
  • 2011-08-01 15:45 | vps

    Re:Gry komputerowe naprawdę wyzwalają agresję

    Wydaje mi się, że nie potrzebne są naukowe badania do takich wniosków. Postawmy obok siebie osobę, która przebywać będzie w środowisku pełnym agresji, a z drugiej strony kogoś kto nie ma z nią żadnej styczności. Wnioski są oczywiste. Problem w tym, że ta agresja jest wszędzie, jest też częścią nas samych. Szkodzi tylko wtedy kiedy przedawkujemy, nie mamy od tego odskoczni, ogarnia nas z każdej strony. Ktoś wychowany w surowej patologicznej rodzinie, w biednej dzielnicy nie ma żadnych szans aby porównać swoją postawę do tej pozbawionej agresji, dlatego wydaje mu się to najlepszym rozwiązaniem. Z grami jest tak, że jeśli się nie robi nic innego i to wypełnia większość naszego czasu, to staje się to częścią nas. Podobnie jest z medytacją w jaskini, przyzwyczajamy się i oswajamy z tym co jest wokoło nas i stajemy się spokojni i wyciszeni jak ta jaskinia. Wystarczy zachować zdrowy umiar, mieć jakąś odskocznie, a rozwalanie czaszek za ekranem monitora może pozwolić nam się w bezpieczny sposób pozbyć stresów całego dnia. Dzieciakom odbija, bo na tych super odnowionych i bezpiecznie ogrodzonych osiedlach, na tych czystych i bezpiecznych ulicach, gdzie każda kostka brukowa i każdy trawnik ma swoje miejsce w ustawie, najzwyczajniej w świecie nie ma co robić. Mieszkałem chwilę w Wielkiej Brytanii i naprawdę współczuje tamtym dzieciom. Żeby pograć w piłkę, trzeba iść pół dzielnicy do wyznaczonego miejsca. W południowym Londynie taka wycieczka może się zakończyć nożem w plecach i to nie z powodów gier komputerowych, ale ze zwykłej nudy.
  • 2011-08-07 08:26 | vps

    Komiksowa świetność herosów przemija

    W tym całym zarabianiu pieniędzy przez wielkie studia i wydawnictwa widze dobrze nam wszystkim znane, sranie we własne gniazdo. Kumam, że dziś największym odbiorcą jest młodzież z przedziału 14-20lat, ale starsi ludzie też pamiętają Batmana itp. i chcieli by aby te wspomnienia pozostały takie same. W przypadku Batmana to im jeszcze wychodzi ale cała reszta ekranizacji ma jeszcze bardziej naiwną i kiczowatą fabułe niż same komiksy.
  • 2011-08-07 08:26 | vps

    ah te money money

    W tym całym zarabianiu pieniędzy przez wielkie studia i wydawnictwa widze dobrze nam wszystkim znane, sranie we własne gniazdo. Kumam, że dziś największym odbiorcą jest młodzież z przedziału 14-20lat, ale starsi ludzie też pamiętają Batmana itp. i chcieli by aby te wspomnienia pozostały takie same. W przypadku Batmana to im jeszcze wychodzi ale cała reszta ekranizacji ma jeszcze bardziej naiwną i kiczowatą fabułe niż same komiksy.
  • 2011-08-07 09:06 | vps

    Re:Jak Polacy doją Unię na eko-żywności

    " Ty nie wiesz kim ja jestem" ha ha. To powiedzenie powinno być dodane do naszego hymnu narodowego. Cham ze wsi wyjdzie ale wieś z chama nigdy. Myślę, że w ww haśle leży przyczyna bezradności uczciwych i bezkarności nieuczciwych. To już nie o przekręty się rozchodzi ale o to, że jak cham ugryzie kęs, to w interesie jego "godności", a nie zysku czy strat, jest nie wypuścić tego z ust. Stalin w raz z następcami nakarmił nas trucizną, którą będziemy trawić jeszcze sporo lat. Przykre, ale tylko dla tych, którzy hasła " Ty nie wiesz kim ja jestem" nie używają.
  • 2011-08-08 10:02 | vps

    Re:Żakowski rozmawia z socjologiem Rafałem Pankowskim o prawicowych radykałach

    Mieszkałem kilka lat w Wielkiej Brytani i naprawde trudno pozostać tolerancyjnym żyjąc z muzułmanami w sąsiedzctwie. Tak jak kiedyś Żydzi wprowadzili "lichwe" i robili wyjątki tylko dla swoich tak dziś muzułmanie nadużywają demokracji, naszych praw i standardów dla osobistych korzyści. Nikt nie chce pracować z, ani dla muzułmanina bo to się najczęściej kończy oszustwem. Podobnie z robieniem interesów. Wyciąganie socjalnych benefitów i wyszukiwanie luk w prawie opanowali do perfekcji. Nawet Polacy mogą się schować. Całe rodziny, żyją w domach, jeżdżą drogimi samochodami, stołują się w restauracjach, za zasiłki socjalne, gdzie rodzimi Brytyjczycy stoją w kolejkach po mieszkania socjalne. Oczywiście, nie wszyscy są tacy, tak jak nie każdy Żyd to zawodowy lichwiarz, ale jest taka przynajmniej połowa. Kłamią, oszukują, udają zawsze poszkodowanych i biednych a potem się smieją za plecami. To nie jest moja opinia, takie jest zdanie każdego, kto ma z tą społecznością stały kontakt. Prawicowcy nie zawsze więc, są przeciwni demokracji. Często walczą z hipokryzją jaka wdarła się do demokracji i w imie jej dobra przyzwala na nadużycia jakich dopuszczają się ci, którzy się chowają za pojęciem rasizmu czy też nietolerancji. Nie popieram radykalizmu, ani sam osobiście nie jestem osobą konserwatywną. Myślę jednak, że tacy ludzie jak Breivik uaktywniają się aby zostać wysłuchanym i tutaj leży przyczyna problemu. Przyjeło się, że z radykałami się nie rozmawia bo są groźni. Troche w tym prawdy jest, ale jak ich będziemy wrzucać do szufladki - czubek - to będą jeszcze groźniejsi. Mogę podać komuś ręke i zaprośić go do swojego domu. Ubrać i nakarmić. Potem, aby nie czarować z altruizmem mogę poprosić aby odpracował ten posiłek kosząć mi trawnik. Mogę się też z nim umówić, że będe go karmił wzamian za koszenie trawnika. Jeśli jednak ta osoba, będzie przychodzić stale na obiady, a trawnika nie skosi, potem zacznie mieć do mnie pretensje i żale, że nie ma takiego domu jak ja i nie żyje jak ja i będzie chciała zając moje miejsce, no to hallo - to już nie jest demokracja, to już się nazywa - bycie frajerem. Frajerem powoli staje się Europa i sytuacja z emigrantami przypomina ww sytuację. Pomogliśmy im się wyrwać, odpracowali swoje i mają podobne szanse zbudować to co sami zbudowaliśmy, problem w tym, że wcale nie chcą iść tą samą drogą. Po co, skoro mają rasizm i mogą wszystko mieć za darmo już teraz. To najbardziej boli wszystkich nacjonalistów i radykałów. Nie popieram ich w poglądach ale w bólu czasmi się łącze.
  • 2011-08-08 18:37 | vps

    Re:Żakowski rozmawia z socjologiem Rafałem Pankowskim o prawicowych radykałach

    Nie jestem rasista ale...pozwól, że wyjaśnie. Mam znajomą, która się urodziła i wychowała w Londynie. Dziś ma nastoletniego syna i mieszka w Cardiff, bo w miejscu które kiedyś było jej domem, nie został nikt ze znajomych. Wszędzie zamieszkali emigranci, a ona sama postanowiła się wyprowadzić, bo jej syn był jedynym białym w klasie, przez co dostawał często po łbie. Jak w takiej sytuacji nie czuć frustracji? Kiedyś u siebie w domu, dziś obcy. Takie sytuacje są we Francji, Niemczech, Norwegii... wszędzie gdzie jest silna gospdarka, dobry socjal i tolerancyjne ustawodastwo. Prosze sobie wyobrazić, że np na Targówku w Warszawie osiedlają się Wietnamczycy i z czasem wchodząc tam, przestajemu czuć się u siebie i przestajemy czuć się bezpiecznie. Dziś na Targówku też za przyjemnie nie jest, ale nikt tam nie może się zasłaniać rasizmem. Ludzie nie wychodzą na ulice i nie palą samochodów, nie prowokują zamieszek, ( jak to miało miejsce we Francji ) tylko dlatego, że są biedniejśi i mają mniejsze szanse się wyrwać. Nit nie mówi - umieściliście nas tam bo jesteśmy czarni, muzułmanie itp. Nikt niczego nie wysadza w powietrze, choć bieda jest taka sama albo i gorsza. Tutaj mamy natomiast sytuacje w której, taki emigrant pół życia spędził na walce o miske ryżu w Pakistanie czy gdzieś tam, a po kilku latach mieszkania na zachodzie, potrafi wyjść z restauracji nie płacąc, bo zupa była niedosolona. Zresztą podobnie odbija emigrantom z Polski, dostają palec, a chcą odgryść ręke. Rasizm, nacjonalizm, antysemityzm i antyislamizm nie biorą się z powietrza. To nie jest kaprys klasy średniej. Dużo ludzi czuje naprawde ogromna frustracje dlatego uogulnia i łatwo kupuje prawicowe ideologie. Jest to problem, który moim zdaniem dopiero się zaczyna i jeśli nie zaczniemy dyskutować z radykałami to takiego Breivika każdy będzie miał w bloku obok.
  • 2011-08-09 09:39 | vps

    Re:Żakowski rozmawia z socjologiem Rafałem Pankowskim o prawicowych radykałach

    Przecież pisze, że Polacy są nie lepsi. Zdaje sobie sprawe, że wszystko jest przerysowane i wrzucone do jednego worka. Chcę tylko zauważyć, że nie dokońca są to czyste wymysły fantazji. Sam byłem bardzo liberalny w kwestiach wielokulturowości, do czasu aż nie doświadczyłem tego na własnej skórze i dziś twerdze, że to nie dokończa przemyślany pomysł. Fajnie się głosi w teorii hasła o zniesieniu granic i podziałow, do czasu aż sami zostajemy postawieni w sytuacji, kiedy drzwi do naszego domu nie da się już domknąć. Proszę więc mnie źle nie zrozumieć. Nie twierdze, że ktoś tu jest gorszy lub lepszy, uważam tylko, że ludzie którzy są " u siebie " mają prawo czuć się źle, jeśli ktoś, kto jest w ich kraju od 5-10lat wychodzi na ulice i krzyczy - dałeś mi gorszą szanse, gdzie sam fakt otwarcia granic jest już szansą. Proszę sobie wyobrazić, że zatrudniamy 5 murzynów, którzy źle pracują, zwalniamy ich i zatrudniamy 5 białych, którzy pracują kilka razy lepiej. Przy zatrudnieniu 6 osoby wybieramy z dwóch kandydatów białego a czarnemu dziękujemy - czy to jest rasizm? Jeśli tak, to zatrudnianie Polaków w UK też jest rasizmem, bo w teorii pracują lepiej od Brytyjczyków i w wielu niższych zawodach Polak ma pierszeństwo - czy to też jest rasizm? Dla mnie jest to zdrowy rozsądek i praktyczne podejście do sprawy. Jeśli zostałem oszukany 2 razy, przez emigranta z Azji, wynajmując mieszkanie, to czy za 3 razem, wynajmując mieszkanie u rodzimego Europejczyka, staje się rasistą? Właśnie przez takie, życiowe przykłady rodzą się w naszych głowach uprzedzenia. Jak usłyszymy podobne historie od znajomych i jeszcze przeczytamy to w " gadzinowce Murdocha ", to bomba gotowa. Tych problemów, żadnymi liberalnymi hasłami nie rowiążemy. ad.andsol Z Żydami jest podobnie - dużo złych doświadczeń i stereotyp gotowy. Nie wiem ilu z nich do zawodowi lichwiarze, wiem, że tego nikt nie wyssał z palca, tak jak nikt nie wymyślił bajki o Polakach, którzy tylko piją i kradną. Przynajmniej połowa naszych rodaków na emigracji taką opinie nam zagwarantowała. Pisze połowa na chybił-trafił. Gdybym miał się opierać na własnych doświadczeniach, to wynik byłby gorszy.
  • 2011-08-09 10:04 | vps

    Re:Żakowski rozmawia z socjologiem Rafałem Pankowskim o prawicowych radykałach

    Dodam jeszcze przykład uprzedzając komentarze, które mogą się pojawić. Jeśli statystycznie w danym rejonie Lipiec jest w 70% deszczowym miesiącem, a Sierpień słonecznym, to na jaki miesiąc zarezerwujemy urlop? Jeśli w Nowym Jorku 70% przestępstw popełniają czarni, to jak powinna wyglądać praca nowojorskiej policji? Powinni patrolować wszystkie dzielnice w takim samym stopniu aby zachować pozory tolerancji? Niestety ofiarami statystyk są często niewinni. Niestety, nic innego nie mamy. Nie jesteśmy w stanie zbadać niektórych procesów w 100%. Jeśli we Francji w 70% bezrobotni i przestępcy to emigranci, to co mają zrobić Francuzi? Udawać, że wszyscy jesteśmy tacy sami? Proponuje się grubo zastanowić nad genezą pojęć - rasizm, tolerancja czy nacjonalizm i skonfrontować to z teraźniejszością. Czasy Klu Klux Klanu czy faszystów przemineły. To co nam grozi, to sytuacja w której obie strony konfliktu mają trochę racji, a rozwiązaniem będzie tylko eliminacja jednej przez drugą.
  • 2011-08-09 20:05 | vps

    Re:Żakowski rozmawia z socjologiem Rafałem Pankowskim o prawicowych radykałach

    ad.sier Proszę tu nie wyciągać błednych wniosków. Ktoś jest u siebie w domu, wychował się w pewnym otoczeniu od małego, dziś jego dzieci zastają zupełnie inne środowisko, w którym nie czują się bezpiecznie. Taką frustracje miałem na myśli. Państwo cały czas podciągają wszystko pod rasizm, a to nie o uprzedzenia chodzi tylko, o prawa jakie ludzie powinni mieć w swoim domu. Nie ma znaczenia czy są to Muzułmanie, czarni, czy Polacy. Zmieniają bezpowrotnie miejsca w których ludzie żyją od pokoleń. Jak ktoś nie wierzy, to proszę odstąpić blok lub ulice w sąsiedztwie kilkunastu rodzinom z Somalii czy Pakistanu. Po roku ich liczba się podwoi albo potroi, a po 5latach będą dzielić miejsca pracy. Wszystko będzie fajnie do czasu, aż ktoś zauważy, że ci ludzie są inni, mają inne obyczaje, mentalność inne podejście do moralności, uczciwości, dzieci i kobiet i za nic w świecie nie idzie to w parze z naszym podejściem do życia. To nie jest Discovery Travel, gdzie wymieniamy się legendami i przepisami na orientalną zupę. Obce kultury na dłuższą metę stoją w sprzeczności z europejską kulturą, nie we wszystkim ale w wystarczającym stopniu aby powodować niechęć i napięcia.
  • 2011-08-10 08:55 | vps

    Re:Żakowski rozmawia z socjologiem Rafałem Pankowskim o prawicowych radykałach

    Trochę gubi Pan główny wątek. Nikt tu nie pisze, albo inaczej, ja nigdzie nie pisałem o nienawiści do czarnych, żółtych itd. Skoro wszyscy kradną to dlaczego w Los angeles przestępcami są w większości czarni i latynosi? Nie, nie dlatego że mają to we krwi, i należy ich tępić, ani nie dlatego, że to jest inna kultura - to jest rasizm, a o czymś takim nikt nie pisze. Kradną, bo w połowie są tam nielegalnie, kradną bo większość nie ma kwalifikacji i umiejątności aby podjąć dobrze opłacaną prace. Podobnie jest w każdym kraju, który przyją za dużo emigrantów. Polak w Nowym Jorku czy UK bez kwalifikacji i znajomości języka miał takie same szanse społeczne jak murzyn, azjata czy latynos i też kradł. Nie ważne więc kim się jest, jaką się ma religię i kolor skóry. Emigrant nie jest u siebie, jest w innym społeczeństwie i w innej kulturze. Obama zezwolił na budowe meczetu niedaleko bylych wież WTC, więć tak, można żyć obok siebie, o ile w społeczeństwie jest miejsce dla tych ludzi, jest społeczna luka do wypełnienia i wszystko jest rozsądnie unormowane. Wątpie, żeby Obama miał podobny entuzjazm jakby płyneło do niego z 5 statków wyładowanych uciekinierami z Syrii albo Libii. W tym wszystkim jest granica, o czym napisałem w pierwszym poście, a emigranci oczekują, że jeśli zostali wpuszczeni i przyjęci do jakiegoś kraju, to są już u siebie. Jeśli się Pan nadal nie zgadza, to proszę przyjąć 300 Romów, których wyrzucił z Francji Sarkozy na swoje podwórko. Zobaczymy do którego pójdzie Pan na kawe, a do którego na ciastko.
  • 2011-08-11 08:59 | vps

    Re:Żakowski rozmawia z socjologiem Rafałem Pankowskim o prawicowych radykałach

    Mam takie pytanie? Czy uznawanie grupy około 400 kibiców za chuliganów to też rasizm, jeśli z tej grupy tylko 50-70 osób wszczyna rozruby? Czy mówienie, że główną odpowiedzialność za światowy kryzys ponoszą chciwi bankowcy z Wall St. to też rasizm, skoro duża część tych bankowców to ludzie uczciwi? Czy obarczanie Komunistów za niszczenie społecznośći i gospodarki kraju, to też rasizm, skoro wielu komunistów było tylko ofiarą systemu i mieli uczciwe intencje? Czy pojęcie mocherowy beret też jest rasizmem? Czy każdy niemiecki żołnierz w czasie IIWŚ to faszysta i hitlerowiec? Wreszcie, czy pojęcie - radykał, albo skrajny konserwatysta, to też rasizm, skoro wiele osób może tylko stać w tłumie, będąć nie do końca świadomym co robi? Skrajne lewicowe poglądy są tak samo żałosne i przesiąknięte hipokryzją jak i te prawicwe. Przeciąganie liny na swoją stronę, za wszelką cenę.
  • 2011-08-11 22:05 | vps

    Re:Zamieszki na Wyspach wzmacniają obóz anty-multikulti

    Właściwie to się zgodzę i nie zgodzę. System jest słaby, ale kiedy nie był, może jest najlepszy jaki jesteśmy w chwili obecnej skonstruować. Nie zwalałbym na niego winę, bo dzieciaki w Polsce mają owiele gorsze szanse się wyedukować. Nie ma takiej pomocy stypendialnej i wiadmo zarobki rodziców niższe. W UK mieszkałem 4 lata i oni tam naprawde mają pościelony czerwony dywan, ale do pracy. Nie ma miejsca na ziemi gdzie podając kawę, albo jeżdżąc taxówką, kupimy sobie dom w dobrej dzielnicy i poślemy dzieci na Harvard. Taki lament jest żałosny. Socjal też nie jest problemem, jak już to dla finansów publicznych państwa, ale nikt na socialu się nie dorobi niczego stałego i pewnego, to jest zawsze okresowe i mocno ograniczone, więc jaki by on nie był, trzeba mieć naprawde mocne blokady w mózgu aby budować sobie na takich filarach jakąkolwiek przyszłość. Mówie o nikłych szansach poprawienia swojego losu też jest przesadą. W Europie, może prócz Skandynawi nie ma lepszego miejsca żeby ze sobą coś zrobić, albo zrealizować marzenia. Wystarczy tylko chcieć i ciężko pracować, a przykładem są Polacy, którym się nie wiodło nad Wisłą, a odnieśli sukces na wyspach. Także nie wszyscy mieszkają na kupie, w podłych dzielnicach, jak ktoś chce coś zrobić, to w UK można, bo państwo nie przeszkadza tak jak np. nasze. Myśle, że probleme jest dobrobyt sam w sobie, który rozleniwia, bo lekarzami i prawnikami wszyscy nie będziemy ale można mieć przeciętne zawody o przeciętnej płacy, która wystarczy na wszystko. Problem w tym, że w UK bycie przeciętnym jest nudne. Cała ta multikulturowość sprawiła, że kraj jest jednym wielkim targowiskiem, gdzie atrakcją jest tylko towar. Instytucja rodziny, jakiejś tradycje, środowiska lokalne odgrywają tak minimalną role w życiu takiego multikulturowego społeczeństwa, że jedynem celem staje się hajs, ewentualnie osobiste pasje. Tym ludziom niczego nie brakuje, bo o brakach to mogą mówić chłopaki na polskich blokowiskach, oni materialnie mają zapewnione wszystko, nikt nie głoduje, nie śpi ze szczurami, nie zbiera na niedziurawe buty. Jedyne czego tym ludziom brakuje to jutra. Całe życie jakie ich czeka może się ograniczyć albo do robienia kariery albo do zwykłej nudy. Polska jest pod tym wględem w zdecydowanie lepszej pozycji. Mamy swoje sprawy, swoją historie i ttradycje, swoje lokalne problemy, jest tyle wyzwań, tyle rzeczy do zrobienia, tyle przeszkód do pokonania i tyle do naprawy, że to samo przez się inspiruje do życia. Żyjąc w UK przez te 4 lata nie miałem żadnych problemów ani stresów. Jedyne o czym myślałem to jak zarobić i na co to potem wydać. Tak wygląda neoliberalne i multikulturowe, zglobalizowane państwo. Nie dbasz o miejsce, bo jest otwartym targowiskiem dla wszystkich, dbasz tylko o siebie.
  • 2011-08-12 08:52 | vps

    Re:Zamieszki na Wyspach wzmacniają obóz anty-multikulti

    Tylko, że ci "Brytyjczycy" są imigrantami. To, że dostali paszporty nie czyni z nich "tubylców". Polak pracuje dlatego, że przyjechał po to zaby zapracować na coś. Emigrant uciekający przed biedą ale innym nieszczęściem ucieka do "lepszego" miejsca na stałe. Tutaj jest ogromna różnica, gdyż ci "Brytyjczycy" mają znikome korzenie na wyspach, nie mają krewnych na wsi, jak co drugi z nas, wreszcie nie mają żadnych majątków przekazywanych przez pokoloenia. Czasami jedyny dobytek to mieszkanie w szeregowej kamienicy przy jakiejś ruchliwej ulicy. Ich persepktywy są mocno oraniczone, ale nie przez rasizm, system itp. bo na świecie dla emigranta nie ma lepszego miejsca niż UK czy USA. Problem w tym, że aby czegoś się dorobić, potrzebny jest czas. Potrzeba generacji aby jakaś rodzina pomnożyła majątek, zdobyła ugruntowaną pozyjcę w społeczeństwie itp. Większość tych osób jest w UK od 20 lat, mają niskie kwalifikacje zawodowe i nie wiele robią, aby ten stan zmienić, zasłaniają się ksenofobią i rasizmem. Bądźmy realistami, biedni rodzice tych nastolatków są często konserwatywni, ani myślą przystosowywać się do europejskiej kultury korporacyjnej gdzie trzeba mieć błyszczący krawat jak i zęby, super sylwetke i do pracy wstawać o 4 rano. Nie ma się co dziwić, że zawodowo przez te 20-40 lat pobytu nie odnieśli sukcesów materialnych. Ostatnia rzecz, to poczucie tożsamości i jakiegoś szacunku dla ziemi po której się stąpa. Ich dziatkowie nie walczyli o wolność tego kraju, kultura oświecenia czy romantyzmu ich nie dotyczy, królowa jest tylko ich królową urzędowo, nie czują w sobie niczego sentymentalnego względem korony itp. To że mają paszport nie sprawi, że pokochają chodniki na Brixton itd. Wszelkie tradycje rodzinne jakie posiadają, kojarzone są z ich rodzimym krajem, a nie z UK. Tylko materializm nadaje im tożsamość na tej ziemi. Może to nieistotna bzdura, ale wierze, że w podświadomości odgrywa już nieco ważniejszą rolę. System szkolnictwa czy rozdawania zasiłków tutaj nie zawinił. Rodzimi brytyjczycy uczą się tego samego w szkołach i też nie jeden może siedzieć na benefitach, zamiast np być kierowcą autobusu, czy hydraulikiem. Tutaj zawinił system przyznawania obywatelstwa byle komu. Co innego jest wpuścić obcych do swojego kraju, a co innego jest przyznawać im paszporty, mieszkania i zasiłki socialne.
  • 2011-08-17 08:11 | vps

    Re:DEBATA: Czy pogodzenie macierzyństwa i kariery jest możliwe?

    Odpowiedź jest prosta choć problem jest trudniejszy :) Każdy z nas ma matkę, wystarczy sobie wyobrazić jak sami chcielibyśmy być wychowani. Natura dała mężczyźnie kilka cech które sprawiają, że to on powinien zapewnić płci przeciwnej odpowiednie warunki do bytu i wychowania potomstwa. Dlatego to samce konkurują o samice a nie odwrotnie. Społecznie natomiast wszystko idzie w innym kierunku. Naturalne atrybuty rozmywają się na rzecz intelektu, który już nie jest zależny od płci, choć część może sądzić inaczej:) Jestem za szczęściem matek, bo sfrustrowana matka to kiepska matka, tylko że muszą one pamiętać o tym, że równouprawnienie nigdy nie zamienia jajnika na plemnika. Tutaj biologi nie odwrócimy do góry nogami, a krzyk o równe szanse na robienie kariery zawodowej równa się krzykiem o krótkie urlopy macierzyńskie itp. bo dwóch srok za ogon złapać się nie da. Chyba, że ktoś traktuje macierzyństwo jako obowiązek do odbębnienia przez 9 miesięcy, a potem się tatusia sadza przed łóżeczkiem - takie opcje może wymusić na nas jedynie ekonomia, bo raczej nie marzyłbym o mamie, która świadomie i nieprzymuszona, dokonuje takiego wyboru.
  • 2011-08-17 14:20 | vps

    Re:DEBATA: Czy pogodzenie macierzyństwa i kariery jest możliwe?

    Dodam jeszcze od siebie, że powinniśmy się zastanowić nad systemem ekonomicznym jaki sobie tworzymy. Aby przeżyć nie wystarcza już praca samego mężczyzny. Oboje partnerów od rana do wieczora biega za pieniędzmi, a dzieci wychowywane są przez różnego rodzaju opiekunów i instytucje. Wszystko jest ok do czasu, aż nie wydarzy się coś takiego jak ostatnio w Londynie. Wtedy się pytamy, gdzie są rodzice? Gdzie system wartości? Odpowiedź na to pytania może udzielić ekonomia - w pracy, w kalkulacji zysków i strat. Chciałbym aby dylemat matek dotyczył samorealizacji, a nie kalkulacji ekonomicznej. Dochodzimy do czasów, w których każda wartość zaczyna być zależna od ekonomi. Za niedługo rodzice będą tylko sprowadzać potomstwo na świat i wydawać pieniądze jak bankomaty, a wychowaniem zajmą się sztuczne uniwersalne systemy jakimi będą kierować się szkoły, przedszkola i żłobki. Pomyślmy też i o tym, bo w chwili obecnej przyjmujemy nasz styl życia bezrefleksyjnie, a krytykujemy jego efekty uboczne lub stawiamy nowe żądania, nie zadając sobie sprawy, że to się wszystko wzajemnie wyklucza.
  • 2011-08-17 23:05 | vps

    Re:Joanna

    Tata może być dobrym i czulym opiekunem, powinien być ale co do charakterów i instynktów to się raczej nie zgodze. Różnice są, i to ogrmone w motywacjach, podejściu do różnych spraw, odbiorze emocjonalnym i tak dalej. Nikt tu nie mówi o ideałach, proszę samemu sobie wyobrazić swoje dzieciństwo z tatą w domu, a mamą wiecznie zabieganą w pracy albo odpoczywającą przed tv. Kobiety z samej definicji kojarzą się z czymś czystszym, delikatniejszym, bardziej wrażliwym i nie jest to przypadek, bo jak przychodzi do jakiegoś poważnego zagrożenia to mężczyzna jest na froncie. Nie chciał bym żyć w świecie w którym to facetom rzucamy się w ramiona aby się przytulić i wypłakać, a kobiety z zimną krwią robią interesy lub naprawiają auto w garażu. Fakt, niech sobie każdy rozdziela obowiązki po swojemu i śmiało, może Pani zostać rybakiem albo strażakiem, to w wychowaniu i byciu rodzicem nie przeszkadza o ile to dziecko nie krzyczy częściej mama niż tata. Państwo tu też niczego nie wymyśla, żyjemy w świecie w którym każdy dźwiga ciężar adekwatny do siły i faceci wcale nie mają lżej. Problemy jak już, wynikają z czynników ekonomicznych lub nieudolności jakiegoś ustawodastwa. Rodziny żyją jak chcą odkąd pamiętam, a będąc przedsiębiorcą i zatrudniając kilka osob, Pani sama poczuła by ból w piersi na myśl o płaceniu przez rok na pracownika którego nie ma. Ekonomia to przeszkoda i dlatego tatusie robią częściej karierę - bardziej się wszystkim opłaca.
  • 2011-08-18 09:54 | vps

    Re:DEBATA: Czy pogodzenie macierzyństwa i kariery jest możliwe?

    Ile gatunków np. ssaków potrafi Pani wymienić w których to samce wychowują potomstwo, a nie samice? To co napisała Pani o mężczyznach jest wynikiem właśnie tej różnicy, że od początków istnienia gatunku ludzkiego, samiec musiał zapewnić byt i dobre warunki do odchowania potomstwa, musiał, nie chciał. Żadne społeczeństwo tego nie wymyśliło, bo tak się działo zanim powstały wszelkie społeczeństwa, a jeszcze do niedawna, przetrwanie często było uzależnione od warunków fizycznych. Skoro to "socjalizacja" wymyśliła podział na delikatne kobiety i brutalnych mężczyzn, to proszę sobie wyobrazić, że jej nie było. Jak Pani sobie wyobraża wtedy świat? Osobnik o lepszych warunkach fizycznych bierze słabszą i mniejszą kobietę do pomocy aby pokonać niebezpieczeństwo, a rośli faceci zrywają marchewki czy karmią piersią? Marzy się troche zabawa w Pana Boga. Dopiero dziś dożywa Pani czasów gdzie fizyczność jest drugorzędna i liczy się intelekt, pod tym wględem jest plus minus remis, dlatego kobiety zaczynają wychodzić z domów, choć i tak motywację do działania mamy inne, bo na facetach z "definicji" czuwa cieżar zapewnienia tego i owego. Od kobiet nigdy się nie wymagało takiej odpowiedzialnośći, dlatego podejście do wielu kwestji mają inne. Trochę minie zanim do wszystkich dotrze, że wykonują panie tak samo dobrze prace jak i mężczyźni, Trochę też minie zanim po równo panie będą chciały wykonywać tą samą pracę co mężczyźni, trudno, nie w tym rzecz. Podział obowiązków w domu będzie równy jak będziemy po równo pracować. Nigdy nie będziemy po równo pracować, bo kobiety rodzą dzieci, do prac fizycznych mają gorsze warunki a zostawić wszystko i poświęcić się dla sprawy nie potrafią ze względu na przywiązanie do potomstwa i mocniejsze instynkty macierzyńskie, których u faceta często nie ma wcale. Dlatego w wielu zawodach ma samce mają przewage, łatwiej go poświęcić, zamienić w maszynę no i z brzuchem chodził nigdy nie będzie. Wojny nie są wynikiem męskiej polityki? prosze nie być aż tak naiwnym, świat aż tak prosty nie jest. Widziałem i pracowałem wiele razy z kobietami i do porozumienia oraz współpracy to one mają najdalej, jest to zresztą zdanie większości kobiet jakie znam. Wychowanie to ciężar? Zarabianie na dom i presja związana z ryzykiem to jest pewnie odpoczynek i przyjemność? Podział ról nigdy nie będzie równy, bo żyjemy w świecie, gdzie nadal dużo sfer gospodarki więże się z pracą fizyczną i zawsze będą ją wykonywać w większości mężczyźni. Nie odmawiam kobietom determinacji, czy zimnej krwi, ale jeśli chcę Pani aby było po równo, to w takim razie połowa mężczyzn musi stać się zniwieściałym, a połowa kobiet musi sobie oszlifować temperament do tego brutalnego świata. Jak narazie ani jedni ani drudzy nie palą się do zmiany swoich charakterów i chyba nie dlatego, że społeczeństwo im zabrania. O jakimś innym podziale na równo Pani wspomina? Jeśli na wojnie oszczędza się kobiety i dzieci, to jest to wynik męskiego szowinizmu? Otwieranie drzwi i puszczanie przodem to też męski szowinizm, a może bycie jedynym żywicielem rodziny i utrzymywanie kobiet od stuleci aż do wieku XX, też jest niesprawiedliwością? Czy ktoś kiedyś mężczyzne pytał czy zarabianie na dom i dzieci nie jest za dużym ciężarem? Skoro w teorii mamy większe zarobki, to więcej tego co zarabiamy oddajemy rodzinie, czyli połowe zarobku w pracy, zabiera nam ktoś inny. Proszę się dobrze zastanowić, dlaczego kobiety muszą pogodzić macierzyństwo i pracę na pełen etat, bo mi się wydaje, że wpływ ma gospodarka, a nie utarty stereotyp, że kobiety muszą. Od stuleci praktycznie do niedawna, kobiety w kwestjach zarabiania nic nie musiały, bo były utrzymywane. Parzy Pani na sprawę z perspektywy miejskiej klasy średniej, zapominając, że świat duży i szeroki. W większości domów, mężczyzna ogarnia warunki, a kobieta wychowuje, bo nie ma innej opcji. Nie wszyscy pracujemy pod krawatem w szklanych wieżowcach gdzie różnica jest tylko poziom inteligencji. W większości miejsc na ziemi nadal główną kartą przetargową są "big balls" i duża przedramie. Tutaj równości nie będzie.
  • 2011-08-18 10:12 | vps

    Re:DEBATA: Czy pogodzenie macierzyństwa i kariery jest możliwe?

    Zgadzam się, dlatego troche mnie to dziwi, że nie staramy się walczyć z przyczynami problemów, a minimalizujemy jedynie skutki. Walka matek o lepsze warunki na pogodzenie pracy i macierzyństwa w obecnych czasach jest jak najbardziej słuszna. Tylko, że rozwiązaniem może być jedynie poprawa materialna albo zmiana trybu życia. Jeśli chcemy być rodzicami i mówić o wychowaniu to trzeba pamiętać o tym, że to nie przycisk w komputerze ale czasochłonne zadanie. Jeśli czas poświęcamy na zarabianie, to o czym mu tutaj mówimy? Żadne rozwiązania systemowe niczego nie zmienią jeśli obciążać będą jedynie budżety, a to i tak ktoś będzie musiał odpracować więc koło się zamyka. Ci co to odpracowują są ofiarami niedostatku wartości przez to nie przekazują ich dalej. Kapitalizm jest systemem tak samo niszczącym jak każde inne i o tym trzeba pamiętać.
  • 2011-08-18 10:30 | vps

    Re:DEBATA: Czy pogodzenie macierzyństwa i kariery jest możliwe?

    Dodam jeszczę trochę czystej kalkulacji. Wychowanie dzieci i zajmowanie się domem jest także ciężką pracą. Mężczyzna pracuję aby zapewnić takie warunki, w których kobieta może dobrze wykonać tą cieżką pracę. Jeśli chcę Pani teraz równego podziału obowiązków, to mężczyzna powinien zarabiać mniej na rzecz większych zarobków kobiet tak aby było po równo. W takim układzie, kto wykonuje pracę wychowania i ogarnięcia domu? Osoba zatrudniona. Jednym słowem, ta praca cały czas pochłania te same środki, tylko, że teraz mężczyzna jest odciążony i kobieta pokrywa po równo wspomniane koszty. Ma Pani do wyboru 3 modele rodziny. 1. Kobieta i mężczyzna pracują i środki na dom i wychowanie przekazują osobie trzeciej. 2.Meżczyzna pracuje, kobieta zajmuje się domem i potomstwem, Środki ogarnia facet. 3. Kobieta zapewnia środki, facet odwala pracę domową. Wspomniałem już wcześniej - na tym świecie opcja nr 3 nie wszędzie się uda, bo kobieta musi urodzić, czyli jest mniej wydajnym pracownikiem, oraz część zawodów jest związanych z pracą fizyczną. Opcja nr 1. jest w teori sprawiedliwa ale do instytucji rodziny dochodzi osoba z zewnątrz, która odpłatnie przejmuje część obowiązków rodziców. Opcja numer jeden jest najbardziej optymalną, do warunków w jakich żyjemy, gdyż znika ryzyko urlopów macierzyńskich a mężczyzna jest lepszą maszyną pracującą w wielu zawodach. Żyjemy w świecie z opcją nr 2. Wszystko idzie w tym kierunku i nie jest to złe o ile ta równość nie sprawia, że mama i tata noszą te same sukienki i codziennie golą sobie wąsy. Równość to komunizm, nic w naturze nie jest równe i nigdy nie będzie, proszę o tym pamietąć, że każdy ma swoją rolę i ciężar adekwatny do sił.
  • 2011-08-18 10:33 | vps

    Re:DEBATA: Czy pogodzenie macierzyństwa i kariery jest możliwe?

    Przepraszam, pomilelem numerowanie opcji 1 i 2 :)
  • 2011-08-19 15:00 | vps

    Re:WYWIAD: Nasza narodowa bylejakość

    Ajajaj..bardzo się ciesze, że ktoś wreszcie wypuścił taki artykuł i poruszył ten temat. Dodam, że prócz nieciekawej przeszłości, przyczyną może także być ignorancja i duma "Polaka-Kozaka". Przecież MY od zawsze wszystko i wszystkich wyśmiewamy, do błędu nie przyznaje się nikt, do krytyki każdy pierwszy, a coś takiego jak KOMPROMIS jest niezwykłą rzadnkością. Myślę, że mamy duże kompleksy. Unia to i tamto, w Europie robią tak i owak, a na zachodzie to już by dawno to i tamto, w Ameryce coś takiego by nie przeszło... itd. Jeden wielki kompleks ZACHODU, cały czas porównywanie się do innych, idealizowanie. W teorii powino to prowadzić do podwyższania poprzeczek, czyli do niezwykłej troski o kompetencje. Na przeszkodzie stoi jednak duma i klasyczne powiedzenie każdego chama - " Czy ty wiesz kim ja jestem? ". Proszę wytknąć błąd, a się obrazi albo zrobi na złość. Przecież w tym kraju popełniają błędy wszyscy tylko nie ci, którzy wytykają, a że wytyka każdy do błędu nie popełnia nikt. Kompleks zachodu - musimy już dziś mieć to co mają oni, to nieistotne, że państwo było robierane od stuleci i jego budowa potrwa tyle samo, musi być już dziś bo tak mają tamci. W takiej sytuacji kompetencja ma drugorzędne znaczenie, bo szybko, tanio i solidnie się nie da, najczęściej można tylko wybrać tylko dwie opcje. Cham z kompleksem wybierze szybko i tanio byle mieć tak jak mają ONI NA ZACHODZIE. Duma Kozaka - nazywana czasami partiotyzmem, czyli z szblą na czołgi i nie waż się mówić, że się mylę. Możemy pić i kraść ale nikomu w twarz tego powiedzieć nie wolno... bo krew się poleje. Dusza, jak najbardziej romantyczna, zwalczająca wszelki pragmatyzm, bo to takie świeckie, a jak nie świeckie to wdepniemy znowu w to bagno w którym tkwi zachódz, czyli po szyje w materialnym świecie bez wartości. itd.itd.itd. Wszyscy to wiemy od dawna i tu leży problem. Takie "narodowe wady" porównałbym do nałogu. Potrzeba koncentracji i determinacji aby się pozbyć uzależnienia. Problem w tym, że Zachód ucieka, a pomocy nie przyjmę, bom dumny :)
  • 2011-08-19 18:21 | vps

    Re:WYWIAD: Nasza narodowa bylejakość

    No z tym "naszym kołem" tyż prawda, ale czy to nie jest wynikiem ukrytego kompleksu albo dumy? Granica między kompleksem, a porównywaniem się jest bardzo cienka. Przykładem może być np polska kinematografia. 90% polskich filmów rozrywkowych to na żywca sciągnięte rozwiązania i pomysły z zachodu, brakuje jeszcze tylko amerykańskich aut na ulicach Warszawy. Czy mrówka porównując się do słonia, dąży ku lepszemu, czy ma poprostu kompleksy? Pewnie i jedno i drugie ale jak popada się w przesadę to już tylko to drugię. Z artykułu wynika, że nie mieliśmy mieszczaństwa. Jedyne co polskie więc to kultura chłopska. To jak się dziś traktuję wieś i to jak ci z miasta patrzą na tych ze wśi, doskonale pokazuję, że wcale nie o "nasze polskie" biega. Fakt, mamy globalizację i dziś każdy 14latek, wszędzie chce być 50cet niezależnie od kultury z jakiej pochodzi ale jak dorośli chcą mieć samochód z reklamy, mieszkanie z serialu i partnerke jak James Bond, to trzeba wstrzymać pensję pracownikom, wynająć tańszego fachowca, a niektóre kosztowne przepisy obejść. Proszę się też przyjżeć polskim biznesmenom. Ci ludzie mają po kilka samochodów, ogromne domy z basenem ale większość z nich nigdy nie była w muzeum czy teatrze, książek nie czytają, na sztuce się nie znają, już nie mówiąc o zachowaniu większości z nich. Nie są zainteresowani byciem "na poziomie", chcą tylko wyglądać jak ludzie " na poziomie" ( Napieralski robi telefonem zdjęcia Obamie ). Podobnie jest z naszą klasą średnią. Ludzie wolą wyłożyć kase na nową kostkę brukową pod domem niż iść do galerii i kupić dobry obraz, kupować ksiązki albo zainwestować te środki w realizacjie jakiś pasji. Kto w Polsce ma jakieś pasje? Jak zapytasz to i tak usłyszysz - nie mam na to kasy ani czasu. Fakt zmienia się to powoli i dobrze, ale wyścig szczurów który ogarnia od zawsze cały świat, w krajach takich jak nasz przybiera mocno przerysowaną formę. Są szklane domy ale drogi dziurawe, bo się pomieszały priorytety, inwestuje się w formę, a nie w treść.
  • 2011-08-21 08:54 | vps

    Re:WYWIAD: Nasza narodowa bylejakość

    Ja bym tu patriotyzmu nie mieszał, bo niby kto się bogaci dla ojczyzny? Są narody w Europie, gdzie z kompetencją jest gorzej. Rzecz w tym, że inwestuje się w uczciwość bo ona się najbardziej opłaca dla każdej poszczególnej jednostki. Czyli tworzymy uczciwe środowisko w którym dajemy sobie maxymalne szanse rozwojowe. To, że są społeczeństwa ktore tego nie pojmują, wynika czysto z ewolucyjnego zacofania. To zacofanie polega na tym, że taki osobnik nie potrafi postawić pragmatyzmu ponad własne fobie, uprzedzenia czy słabości jaką jest chciwość, zazdrość, nieufność, strach itp. Chińczycy też są zacofani, pomimo że postawili na pragmatyzm, chłodną kalkuacje, to nie zauważyli, że sam wzrost pkb nie zapewni szczęścia, bo do szczęścia potrzebna jest uczciwa i nieskrępowana atmosfera, w której docenia się starania i wysiłki innych. Tylko wtedy jednostka daje z siebie wszystko co najlepsze i tworzy kulturę, o której każdy marzy. Norwegia, Szwajcaria, Szwecja też są "rajem na ziemi" ale wszyscy mają amerykański sen, bo amerykanie stworzyli mit, w którym jednostka jest ponad systemem i ograniczeniami, czyli ciężką i uczciwą pracą może góry przenieść. Niestety to tylko mit, ale chcąc nie chcąc do takiego życia wszyscy dążymy. Polacy jeszcze długo tego nie skumają, bo tkwią we własnych ideologiach, fobiach i strachu przed nieuczciwością i powrotem biedy. Zaufanie polega na ryzyku, a tego w tym kraju nikt nie lubi. Myślę, że dopiero dzieci, które będą się rodzić w pewnego rodzaju dostatku i bezpieczeństwie, zaczną się skupiać na istocie rzeczy a nie na pustym wyścigiem za kasą. Oby tylko rodzice nie przekazali im tej dumy wiecznie pokrzywdzonego, najlepszego ze wszystkich Polaka i tego kompleksu typu - "popatrz synu ile on ma kasy, to jest gość".
  • 2011-08-22 16:35 | vps

    Re:WYWIAD: Nasza narodowa bylejakość

    Akurat podałem przykład filmu bo sam o tą branżę się ocieram. To nie działa tak dosłownie. Jest w tym troche tego "pozornactwa podbudowanego lenistwem" Kopiuje się gotowe wzorce z zachodu bo jest mniejsze ryzyko niewypału, niż w przypadku czegoś nowego i oryginalnego. Martwi mnie bardziej to, że odbiorcy z taką łatwością to kupują, i tutaj widze kompleks. Dumę widzę w tym, że jak już się coś kopiuje od kogoś, to po co udawać, że to nasze? Przecież można zrobić ścieszkę rowerową tak jak w miejscu w którym jest zrobiona najlepiej. To o czym piszesz nie wyklusza tego o czym ja pisze.
  • 2011-08-23 10:22 | vps

    Re:Zachód w kryzysie. Ale kto zawinił?

    No zawsze odpowiedzialni są wszyscy i zawsze tak można tłumaczyć. Ja bym jednak pozostał przy teazach z artykułów. Najbardziej boli takie gdakanie cyników - a jakby wyglądała gospodarka jakbyśmy regulowali rynki? - Normalnie, bez spekulacji i wielkich kryzysów, kilka procent finansowych rekinów zarobiło by mniej i to byłaby różnica. Oni już nie napędzają gospodarek, tym sztucznym wirtualnym pieniądzem, chciwość sprawia, że zarabiają dla samego faktu wyscigu i " lepszych wyników finansowych". Cywilizacje istnieją od 10tyś lat i do dziś nie nauczyliśmy się, że człowiek, w żadnym systemie nie może pozostawać w pełni wolny. Zawsze z czasem góre wezmą jego słabości i zawsze są to te same, chęć nieograniczonej władzy i chciwość. Tak jak nad zwykłym Kowalskim czuwa surowa ręka prawa tak nad nad rynami finansowymi powinny czówać regulacje państwa, aby te forexy służyły wszystkim, a nie tylko wybranym, jak ma to miejsce od pokoleń. Popieram jak najbardziej pomysł o przeniesieniu protestów pod Canary Wharf. Ci ludzie patrzą z góry na spółeczeństwa i naszą moralność traktują jak słabość.
  • 2011-08-23 16:56 | vps

    Re:Zachód w kryzysie. Ale kto zawinił?

    A dlaczego odrazu socjalizm? Przecież regulacja oznacza zarządzanie. Wystarczy sprawnie rządzić. Państwo jest jedną duża firmą, która ma wydatki, koszty oraz musi przynosić zysk. Do takich przykładów jak Białoruś, Korea PN bym się nie odwoływał, bo tam w gre wchodzi dyktatura władzy a nie regulacja, to są inne pojęcia. Poprzez regulację nie można rozumieć całkowitej kontroli, nie bądźmy dziećmi, bo to wprowadzą niepotrzebny zamęt. Wystarczy że będą ustalone wyraźne granice, których przekraczać nie wolno. Wcale nie będę płakał, że kilku rekinów z Wall St czy Canary Wharf nic nie zarobi, bo oni i tak nie napędzają gospodarki ani konsumcji jak to oryginalnie miało działać. Bawią się między sobą w swoim świecie wirtualnych pieniędzy i jak idzie dobrze to rozrzucają hajs z samolotów, a jak idzie źle to odbierają ludziom domy. Śmieszy mnie też zwalanie na " polityków - dobrodziejów ". Czy ktokolwiek z Państwa dostając na święta 13-skte albo jakiś inny bonus, zastanawia się jaki to jest koszt dla pracodawcy? Myślę że nawet 1% nie ma takich myśli, a z 50% myśli sobie - przynajmniej tyle dał ten złodziej. Na 8 miliardów ludzi, 8 miliardów to samolubne bydlaki, nasze matki, żony, córki i siostry też, myśle że czas się z tym pogodzić i tak jak na paczkach papierosów piszemy - uwaga trucizna - tak samo z rynkami finansowymi powinniśmy być świadomi znaku - uwaga nieludzka chciwość. Człowiek jest wolny tylko jak nic go nie zniewala. W świecie pieniądza mowa o wolności i totalnym liberaliźmie jest hipokryzją.
  • 2011-08-24 10:17 | vps

    Re:Zachód w kryzysie. Ale kto zawinił?

    Socjalizm to przykład państwa które reguluje źle, bo robi to w imię podtrzymania władzy a nie dobra obywateli. Kapitalizm na przełome XIX i XX wieku się zmienił, Stawianie fabryk już nie wszędzie przynośiło ten sam zysk, dlatego powstały rynki finansowe, obracające czymś co nie istnieje aby pobudzić gospodarkę ( żaden biurokratyczny socjalizm ). Dziś pobudzanie gospodarki się kończy bo ile można napędzać maszynę wodą i udawać, że to paliwo? Powstają firmy za firmą, które się zajmują spekulacjami i handlem długami. To już nie jest kapitalizm, tylko zarabianie pieniędzy na nieszczęściu innych, na wróżeniu z fusów i są to duże pieniądze. Wszystko w imię " wolnego rynku", który miał działać sprawnie bo przecież w wolnej konkurencji zasady pilnują się same. Konkurencja się jednak kończy, jeśli rynki finansowe strachem uzależniają od siebie inne sektory gospodarki. Staliśmy się zakładnikami długu, który miał nam pomóc wrzucić szósty bieg, a dziś staję się nabojem w broni innych ludzi. Innym słowem mamy IM oddać pieniądze, które to MY wymyśliliśmy aby sobie ułatwić życie.
  • 2011-08-24 16:05 | vps

    Re:Zachód w kryzysie. Ale kto zawinił?

    Tutaj trochę płyniemy za głęboko. PRL to przykład zbyt dużej władzy państwa. Jak się decyduje o tym co leży na półkach to ciężko mówic o zdrowym rynku. Poprzez regulacje mam na myśli prawo, które mówi co na półkach nie może leżeć. Dziś mamy takie prawo i rynek radzi sobie doskonale. To co się nie udaje, to brak jakiegokolwiek hamulca dla rynków finansowych. Tutaj niezbędne są większe nakazy i zakazy prawa i nie po to aby powstrzymywać rozwój czy ograniczać konkurencyjność spółek ale po to, aby pamiętać, że najważniejszy jest człowiek. Dziś losy społeczeństwa oddajemy w ręce ludzi, którzy przychodzą do pracy w celu zarobkowym, a nie poprawu standardu życia innych, bo od tego jest państwo. Niestety w imię liberalnych zasad, państwo niewiele może zdziałać i życie narodów podległe jest instytucjom nastawionym wyłącznie na zysk. System jest tak stworzony, że żaden bank ani agencja rankingowa, fedexy i dupexy, żadna giełda nie zwolnią nawet na sekundę, bo nie mogą. Ich właścicielami są akcjonariusze i żaden z nich nie będzie świata ratował za swoje. Jedynie państwo ma taką władze aby powiedzieć - STOP, źle się dzieje, oszczędzamy, zwalniamy trochę, zmieniamy podejście, dajemy teraz tym a tym zabieramy. Tylko i wyłącznie państwo może poświęcać coś dla obywateli i pomagać im bezinteresownie. Żadna instytucja finansowa tego nigdy nie zrobi, bo to nie jej działka. Wolny rynek to takie samo zniewolenie ludzkośći jak komunizm czy socjalizm, dlatego, że "wolny" w tym przypadku to synonim słowa " dochodowy ", tak jak za komuny "równość" oznaczało " bez wyboru ". Jeśli człowiek żyje na tej planecie w imie nieustannego pomnażania dochodu, niezależnie od kosztów moralnych czy środowiskowych, to wydaje mi się, że długo tu nie pożyje.
  • 2011-08-25 09:15 | vps

    Re:Zachód w kryzysie. Ale kto zawinił?

    "Rynki finansowe to b. skomplikowany, ponadnarodowy i ewouluujący obszar, więc wątpie aby prawo nadązyło za zmianami" Zgadzam sie, to nie jest proste, ale ja w tym ponadnarodowym i ewoujacym obszarze widze zagrozenie, gdyz narody uzaleznily sie od jazdy pociagiem, ktory nie ma hamulca i nigdy nie staje. Co do kryzysu i zadluzania panstwa, to po pierwsze, nie ma rynku bez dlugu od poczatku XX wieku. Dlug to nasiono rynku finansowego, powstal aby pomagac, dzis zabija. Po drugie, kryzys zaczal sie w USA, gdzie nie ma polityki socjalnej prawie wcale. Powodem bylo zycie na kredyt calego spoleczenstwa, kredyt ktory byl udzielany bez zadnej konroli poprzez rozne instytucje finansowe, bo spekulanci glosili ze wszystko jest super.Panstwo niewiele mialo tutaj do powiedzenia, bo to wolny rynek wykreowal pusta banke wirtualnego dobrobytu, ktora pekla i okazalo sie ze pokrycia nie ma nigdzie. Placa za to najbiedniejsi oskarzani o socjalistyczne pociagi. Dlaczego? bo wszystkim zalezy na robieniu dobrego wrazenia przed spekulantami, wkoncu to odnich zalezy jak dobrze nam sie wiedzie. To jest chore, system zmusza nas do bycia na topie albo nas wyklucza, czysta kalkulacja. Twoja matka moze chorowac, ale jak zaczniesz sie nia zajmowac, to cie nie ma, z rynku odpadasz bo pociag jedzie dalej. Nikt tu nie chce powrotu socjalizmu, ale to nie oznacza, ze system w ktorym zyjemy obecnie, nie jest do zmiany. (sorki za brak polskich znakow )
  • 2011-08-29 09:09 | vps

    Re:Rynki finansowe - jak to działa

    Moje zdanie jest takie, że człowiek nie może być bezrefleksyjną maszyną nastawioną na akumulacje zysku. Fajny artykuł, zgadzam się z ostatnim akapitem, że rynki dyscyplinują gospodarkę, ale "ale" jest takie, że to jest system. Bezduszny sysem którego celem jest rentowność za wszelką cenę. Są takie problemy jak środowisko i zasoby naturalne, rodzina i wartośći moralne, pokój, prawa człowieka. Myślę, że radzilibyśmy sobie z tymi problemami lepiej, gdyby nie były one tak mocno powiązane z tym systemem wiecznej akumulacji zysku. Chinczycy są przkładem kraju, który dał się pochłonąć systemowi. Nieludzkie warunki pracy i wyzysk, czy niszczenie środowiska, już nie mówiąć o całkowitej materializacji życia, to nas wszystkich czeka, jeśli prawa rynku będą decydowały o naszym losie i wartości. Kapitalizm działał w okresie w którym 20 osób pracowało na jednego kapitalistę. Dziś wszyscy domagają się dobrobytu, nikt już nie chce należeć do klasy robotniczej. Pompowanie takich pieniędzy pozbawionych ekwiwalentu o czym pisze wyżej "ejd" dopiero się zacznie. Z braku laku zaczniemy zarabiać grając na emocjach innych i najbogadszy będzie ten, który najlepiej potrafi udawać.
  • 2011-09-07 12:21 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    Jak to było w pewnej piosence amerykańskiego rapera ? - " Life is f***ed up and it always gonna be this way. We don't study for tomorrow, cause we'r fillin' the day" ( życie jest "do kitu" i zawsze takie będzie, nie zajmujemy się jutrem bo jesteśmy zbyt zajęci ogarnianiem codzienności ) można mniej więcej tak to wytłumaczyć. Mam rodziców tak jak każdy i wiem, że mogli zrobić jakieś 50% więcej aby zapewnić mi lepszą przyszłość. Nie w tym rzecz, że jestem niewdzięczny, mam 28 lat i od 18 roku życia sam płace za wszystko, wyszło mi na dobre ale wiem, że krótkowzroczność jest przekleństwem każdego z nas. System systemem, zawsze można go usprawniać i też krytykować, wszystkiego przewidzieć się też nie da. Bądźmy bardziej wyrozumiali dla innych, więcej oczekujmy od siebie a będzie dobrze. Jeśli jestem odpowiedzialny ze innych ludzi jako nauczyciel, przedsiębiorca, polityk czy artysta - będąc nieszczerym tworze nieszczere środowisko dla własnych dzieci - proste. Kochać, nie oznacza dać synowi kluczyki do auta, które się kupiło za skubanie własnych pracowników albo inne przekręty - jak dla mnie bardzo proste i tyle w tym temacie. Skupmy się na jutrze to teraźniejszość się sama poogarnia.
  • 2011-09-07 13:54 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    @Slawczan - no a może nie wierzmy w bajki o lepszym jutrze tylko w konkrety. Ludzie mają tendencję do roszczeń wobec systemu, który jutro ma działać lepiej. Cokolwiek nie wymyślimy ( parz historia ) zawsze kończy się na tym ,że się system nagina dla własnych egoistycznych celów, czyli dla większej władzy, zysku itp. Na Balcerowicza bym nie zwalał. Co nam innego pozostało jak nie kapitalizm? Mieliśmy gospodarke w średniowicznym stanie, więc albo przyłączasz się do gry albo odpadasz. Polacy do gry już wiele razy chcieli się przyłączyć wyłącznie na swoich zasadach - skończyło się wymazaniem z mapy na ponad 200lat. Tutaj potrzebne jest chłodne spojrzenie - jesteśmy ułomni, mylimy się bez przewry, mamy mase słabości jako ludzie ale liberalna demokracja jest najlepszą opcją na jaką nas obecnie stać i właściwie system ten będzie działał jeśli zachowa się rozsądek i zdrowe proporcje. Dziś widzimy skutki uboczne - wolny rynek i konkurencja sprawiły że idzie się po trupach - degradacja środowiska i zasobów, wyzysk, materializm życia, rozbijanie rodzin, niż demograficzny - to wszystko są skutki uboczne wolnej konkurencji i rynku, ktory zmusza nas aby cały czas trzymać tępo ustalane przez czołówke - nie ma miejsca na refleksje i sentymenty. W takim wypadku możemy szukać lepszych rozwiązań, co jak narazie nie wychodzi nikomu albo popracować nad tym co jest, czyli nauczyć się kontrolować system tak aby nie kontrolował nas - tak rozumiem patrzenie na jutro, bo w założeniach każdy sestem jest dobry, nawet feudalizm jak na swoje czasy ne był czymś głupim. Zawiódł czynnik ludzki, czyli naginanie systemu pod siebie i krotkowzroczność. Skupiając się na dniu dzisiejszym, poddajemy się całkowicie naturze i procesom które są naszym wymysłem, a nie kontrolowane przejmują nad nami kontrole. Ja czytając różne fora zauważam, że wszyscy mają tendencję do szerzenia strachu przed tym co było. Dajcie ludzie spokój, żadnego socjalizmu nie będzie, nie będzie już Hitlera i Stalina. Może być gorzej ale to zawsze będzie coś nowego. Nie wszystko co nowe jest dobre i nie wszystko co nowe jest złe. Więcej pragmatyzmu a mniej ideologi i oglądania się za siebie. PZPR był procesem odpowiednim do swojego czasu, tak samo jak komunizm, faszyzm feudalizm i niewolnictwo. Tego już nigdy nie będzie, bo wszyscy jesteśmy inni i żyjemy w innej kulturze. Świat z Orwella może zawsze nadejść ale on nigdy nie nadciąga jak huragan. Takie rzeczy zawsze są spowodowane ignorancją i egoizmem społeczeństwa, które zajęte teraźniejszością, ma czas tylko na bajki o jutrze a nie na wnikliwe przemyślenia. Klaszcze się wodzom, a potem się chcę ich wieszać nie dlatego, że się nie wywiązują ze swoich obietnic ale dlatego, że dają ludziom to co chcą ( patrz Grecja, ostatnie wojny USA itd. ) Zła to jesteśmy świadomi zazwyczaj po szkodzie. P.S. Czy zastanawiali się państwo co będzie za jakieś 20lat, kiedy np. uda nam się dojść gospodarczo do poziomu na jakim jest dziś zachód ( pomijając kryzys i długi ). Czy ktokolwiek sobie zdaje sprawę, że na osiedlach które się mnożą jak grzyby po deszczu za te 20 lat nikt nie będzie chciał mieszkać bo będzie nas stać na tani kredyt na dom na przedmieściach? Kto maży o tym aby mieszkać na blokowisku? To nie jest ważne czy jest nowe, ogrodzone i bezpieczne, bo z czasem każde się zestarzeje. Dziś 30latki biorą kredyt, a kiedy ich dzieci będą miały po 25 lat, to stawiam na to, że żadno z nich nie będzie chciało mieszkać na tych pięknych ogrodzonych osiedlach. No chyba ,że będzie gorzej ale tego nikt nie zakłada. To jest przykład myślenia o dzisiaj a nie o jutrze. Takich przykładów w Polsce i na świecie jest więcej.
  • 2011-09-07 14:18 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    @Joanna.A co to jest " Państwo"? Worek z pieniędzmi który w nieskończoność rozdaje z magicznej skrzyni bez dna? W Polsce jest ok 40mln ludzi. Jeśli wszyscy będą mieli wyższe to znaczy, że obowiązkiem państwa jest zapewnienie im adekwatnej pracy? Pani sama żyje w utopii w której każdy powinien mieć wszystko zapewnione bo przez 5 lat się uczył. Sorry ale jak komuś będzie potrzebny taki a taki pracownik to przecież nie zastąpi się go workiem z piaskiem. Skoro nie ma pracy to znaczy, że nie ma zapotrzebowania na prace albo środów. Skoro nie ma zapotrzebowania na pracę to znaczy ze w systemie powstał błąd lub jakaś luka. Nikt tu nie tworzy utopi ani nikogo nie okrada, może z wyjątkiem jakiś indywidualnych przypadków. Obecna sytuacja jest wynikiem efektu ubocznego a nie złodziejskich inetncji organów państwowych czy kapitalistów, którymi wszyscy jesteśmy na swój sposób. Czas się pogodzić z faktem, że tytuł magistra nie równa super praca. To początek drogi i trzeba się dostosować albo proszę samemu wymyśleć coś na tyle dobrego aby każdy z 8miliardów ludzi bez wyjątku miał to co chce, a do tego, żeby wszyscy byli uczciwi.
  • 2011-09-07 15:31 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    Według mnie nie ma Pani szukać winnych, tylko pogodzić się z tym co jest. Nikt nie pociąga za sznurki i nie odbiera ludziom miejsc pracy z nudów czy innych egoistycznych powodów bo nikt takiej władzy nie ma. Zwalanie na organy państwowe i kapitalistów jest żenujące. To co się dzieje obecnie na rynku jest wynikiem procesów które trwają od kilkudziesięciu lat. Porszę mi wierzyć, wszystkim byłoby lepiej jakby miała Pania dobrą pracą za dobre pieniądze. Osobiście darowałem sobie kończenie studiów filozoficznych bo dziś na rynku nikt filozofów nie potrzebuje. Nie jest to wina ani polityków ani kapitalistów - tak porpostu jest, taka jest ewolucja i wszystko się zmienia, raz chcemy tego innego dnia chcemy czegoś innego. Pomijając fakt, że ogromne bogactwa są skumulowane w wąskich grupach, (co zresztą było zawsze i zawsze będzie, a jak się nie podoba, to proszę IM to odebrać) większośc ludzi, i organów zarządzania chce dobrze i ma dobre inencje. Czasami nie wychodzi bo jutra nie da się dokładnie przewidzieć. Pochodzę z Podkarpacia i większość ludzi mieszkających tutaj nie może zrozumieć, że rejon jest zubożały. Jest mało inwestycji, mało pieniędzy w obiegu, niski poziom usług. Taki jest ten rejon. Większość osób uważa, że jest to wynik celowego działania rządu lub że wszędzie jest tak jak tutaj. Odpowiedź jest jednak prosta - to jest taki rejon, Nikt tu nie inwestuje bo widocznie nikomu się nie opłaca i przyczyną nie jest zła intencja kogokolwiek. Pieniądze wybrały inny rejon bo widocznie ktoś lepiej poogarniał. Jeśli padłoby na Podkarpacie to z innego rejonu Polski psioczyliby, że jest im też źle przez kogoś. Dziś ma Pani probemy jako nauczyciel, ale proszę pomyślec, że czasami rozwiązanie Pani problemu może się odbyć kosztem dołożenia problemu komuś innemu. Państwo to My, Pani też, czyli po części jesteśmy współodpowiedzialni za wszystko co się dzieje. Jako stracone pokolenie, możemy być usprawiedliwieni wobec historii, nie nasza wina że tak nam posiecieli, ae odpowiedzialni będziemy wobec naszych dzieci. Narzekaniem i szukaniem wszędzie winnych niczego nie zmienimy. Jest jak jest, życze Pani jak najlepiej, sobie też, ale mamy ręce, nogi i rozum, nie uzależniajmy się całkowicie od systemu, bo on ma swoje prawa, do których litość nie należy.
  • 2011-09-07 17:03 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    Z uwolnieniem się od systemu mamy do czynienia wtedy, kiedy to człowiek ma nad nim kontrolę a nie system nad człowiekiem. Jeśli znajdzie się Pani na bezludnej wyspie z 10 osobami, to do przetrwania będzie potrzebny jakiś SYSTEM zarządzania dobrami i wykorzystywania czasu oraz pracy. Można albo się poddać systemowi i w imię prawa, wykonywać swoje obowiązki dzień w dzień, albo kontrolować system do tego stopnia, aby w momęcie wykrycia błedu i wad, można było odpowiednio szybko go zmieniać. 10 osób to nie 8mld ludzi i tu jest problem. Jest problem jest i rozwiązanie i jako pierwszy krok do celu widzę tutaj większą samokrytykę względem własnych słabości wraz z większą wyrozumiałością względem słabości innych. Jaka jest przyczyna ogromnej przepaści jaka dzieli bogatych od biednych? Jak dla mnie - zakłamana moralność, która usprawiedliwia nasze samolubne działania. W ten sposób zawsze możemy przepchnąć każdą zagrywkę bo robimy to w imię "rozwoju i wolnej konkurencji". To jest przykład tego, kiedy system jest ponad nami - wykorzystuje się go tak jak duchowni wykorzytują religię - do własnych celów. Szukanie winnych nic tutaj nie zmieni bo wielu z nas jest "nie winnych" tylko względem tych na górze, dół nas już mnie obchodzi. Z perspektywy dziecka w fabryce w Chinach jesteśmy takimi samymi ignorantami jak maklerzy z Wall St dla nas. Pani problemy więc, nie są są wyzssane z palca, wiem, że tak jest i wiem, że nie jest super, ale co nam da płacz i żal do innych, skoro ci INNI istnieją tylko wtedy kiedy im na to pozwalamy. Czy Hitler osiągną by cokolwiek, jakby nie głupota i poparcie ludzi takich jak ja czy Pani?
  • 2011-09-07 17:52 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    Sugerowałem, że dzięki niewiedzy i naiwności wyborców tacy ludzie jak Hitler dochodzą do władzy. To był tylko przykład, bo nie ma Pani pewności jakie będą poczynania osoby na którą Pani głosuje. Hitler obiecywal, że będzie lepiej. Nie chciałem Pani urazić. Bardzo przepraszam. Co do reszty to widze, że się nie dogadamy. Życzę więc powodzenia w użalaniu się i polowaniu na winnych:)
  • 2011-09-07 18:18 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    @Slawczan - Trochę upraszczasz. Czy to wina korporacji, lub rządów, że kupując towar w sklepie wybierasz tańszy z Chin, zamiast ten droższy z rodzimej produkcji? Przecież to od zachowania konsumenta zależy los korporacji. Nikt nikogo nie zmusza do wspierania rynku pracy w Chinach. Można wyszukiwać i kupować tylko rodzime produkty. Nie jest też winą Chin, że stworzyli tanią siłę roboczą, bo każdy ma prawo usiąść do stołu. Za droga ropa? To jedziemy rowerem. Przecież wojny o zasoby toczą się na rządania wiecznie niezapełnionych potrzeb konsumenta. Chcieliśmy mieć lepiej to mamy - żyje się wszystkim lepiej niż 50lat temu. Nigdy nie było tak, że wszystkim było dobrze, dopiero w latach ostatnich, wszyscy zaczeli tego wymagać od rządów. A rządy robią to co chce społeczeństwo bo chcą utrzymać się przy władzy. Bajka o lewicy czy prawicy, neoliberaliźmie ( którego w Polsce nie ma ) bajka o korporacjach i mocarstwach rządzących światem to tylko bajka i uproszczenia. Coś w tym jest prawdy ale tak na chłopski rozum - jak przy takiej liczbie korporacji, konkurecji i takim konflikcie interesów, gdzie prawie każdy kontynent jest pełen wzajemnych podziałow, jakaś grupa może rządzić? Co w takim razie robi konkurencja, co robią wrogowie, a takich ma każdy? Co robią Chińskie korporacje jeśli rządzą te prozachodnie, co robi Ameryka południowa i co robią Indie? Zbierają ochłapy z pod stołu? Świat jest jednym wielkim bałaganem, gdzie wszyscy się wzajemnie zwalczają - zwalanie winy i odpowiedzialności na jedną grupę jest porównywalne do twierdzenia, że w śród ssaków, pełną odpowiedzialność za wszystko ponisi tylko jeden gen. System działa na tak samo jak natura. Wygrywa najbardziej optymalna opcja, czyli naturalna selekcja. Co do Polski, to na wszystko potrzebny jest czas. Nie można w ciągu roku o tak odebrać ludziom przywileji do których byli przyzwyczajani całe życie. Trochę wyrozumiałości i cierpliwości a wszystko będzie lepiej. Nie da się zrobić wszystkim dobrze, nigdy się nie dało. Można krytykować obecny system ale dopuki jesteśmy bezmyślną masą ignorantów, ślepo nakręcającą każdą konsumpcję jaką się podsunie pod nos, wybierająca populistów do rządów, gardzącą ogólną wiedzą z wiecznym poczuciem, że należy mi się wiecej niż mam - żaden system nie wypali. Każdy system działa tak samo, są wilki i są owieczki. Wilki żyją ze głupoty owiec, które swój los uzależniają od pasterza. Teraz ja uproszczę. Zmień siebie to zmienisz caly świat. Cokolwiek nie budujesz, dopuki będzie z tobą oszust, zawsze jest ryzyko, że się zawali.
  • 2011-09-07 18:35 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    Z całym szacunkiem, cokolwiek piszę, nie piszę dosłownie do Pani. Prowadzimy dyskusję, to się zwracam bezpośrednio, ale to są tylko przykłady. Jeśli Państwo chce kogokolwiek zniszczyć, to jak będzie istnieć? Do rządzenia też są potrzebni wyborcy. Ma Pani wrażenie, że wokoło są sami oszuści. W większości przepadków to są tylko egoiści i ignoranci, którzy nie chcą oszukać, chcą jedynie po łatwiźnie załatwić byt sobie i najbliższym. Każdy w jakimś stopniu jest leniem i głupkiem, dlatego podaje takie przykłady. Nikt systemu nie kontroluje dopuki nie kontroluje się samego siebie. Ma Pani jedno życie, los dał Pani szczęście lub nie szczęście być w tym miejscu i w tym właśnie czasie - tylko od tego jak Pani spojrzy na swoje życie, będzie zależało czy jest udane czy nie, bo głodujące dzieci w Somalii chętnie się zamienią z Panią problemami. Rynek pracy, system emerytalny to są skomplikowane procesy, gdzie wszelkie zmiany wychodzą po czasie. Może ktoś zawalił, a może drugi poprawił, może jest więcej żłego niż dobrego, a może odwrotnie? Ocenianie z własnej persektywy procesu, który dotyczy takiej masy ludzi może prowadzić do poważnych błędów. Czasami rozwiązanie Pani problemu może spowodować powstanie dużego problemu dla mnie. Tego Pani nigdy nie będzie pewna, więc proszę pamiętać, że nawet jak jest źle, to ktoś ma zawsze gorzej. Ludzie nie są tacy okropnie, chcą tylko tego samego i nie potrafią się dogadać:)
  • 2011-09-07 20:44 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    Trochę zbyt dosłownie odbiera Pani moje przykłady i przenośnie. Już pisałem wcześniej, iż nie uważam, że Pani problemy są wyzsane z palca. Nie pisałem nigdzie też, że los pokolenia dzisiejszych 30latków jak i Pani to ich własna/Pani wina. Poprzez wzięcie sprawy w swoje ręcę miałem na myśli, próbę rozwiązania sytuacji, zamiast utwierdzania się w beznadzieji i wiecznego poszukiwania winnych. To co się dziś dzieje na rynku pracy nie jest niczyją winą. Jak już to można co niektórym zarzucić chciwość, bo to zachłanność rynków finansowych doprowadziła do długów, które spłacają ludzie niemający nic z tym wspólnego, między innymi Pani. Jeśli chce Pani wiedzieć "do czego to doszło?" to powiem Pani, że lepiej nigdy nie było, bo nigdy tylu ludzi nie miało szansy zdobyć wyższe wykształcenie. Przez stulecia był to przywilej dla elit. Dziś może i chcę tego każdy, a miejsca są ograniczone, stąd te problemy. Kontrolować system oznacza - nie dać się, co by się nie działo i zawsze grać fair wobec siebie. Jest Pani uczciwa? - Bardzo dobrze, ktoś kto przychodzi do pracy po to aby sprzedać fabrykę, też uczciwie wykonuje to co należy, dlatego, że tak jak Panią nie zajmuje los głodnych dzieci w Somali, tak i jego nie zajmuje los zwolnionych pracowników. Tak jak Pani mierzy wyżej tak i on chcę się tylko piąć w górę. To się nazywa brak kontroli nad systemem.
  • 2011-09-07 21:42 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    @ax - aaaahaaaa. To ciekawe. Co takiego dużego siedzi na czubku nosa, że nie widać? Proszę strącić i to szybko :) - czy brak rodzimych butów nie jest czasem wynikiem tego, że wybiła je produkcja Made in China, czyli tańsza? To jest skutek a nie przyczyna. -czyli KRUS już zostaje do końca świata. Nigdy nie będzie lepiej i nigdy to się nie zmieni?Wow zazdroszcze tej instytucji, pewnie będziemy za 300lat osiedlać księżyc a KRUS z udawanymi rolnikami nadal będzie istniał. - skoro w latach 90' było łatwiej dorobić się auta, to dlaczego ich liczba na naszych drogach się podwaja? Dziś co druga rodzina ma po 2 auta? O jakich mieszkaniach też mowa, skoro boom budowlany trwa niecałe 10 lat? Skoro było lepiej niż jest, to dlaczego mieszkań buduje się coraz to więcej? ...i najciekawsze: - czyli który to ten uczciwy, a który złodziej, bo się pogubiłem? O tym samym kraju mówimy? Skoro jednostka nie zmieni niczego, to czym jest tłum jak nie zbiorem jednostek? Czym jest kraj jak nie zbiorem jednostek? Od kiedy to 10+1=10? Skoro jest kraj złodzieji, to znaczy, że jednostki składowe to złodziej na złodzieju i zmienić je można tylko jedna po drugiej, lub wszystkie na raz - na to samo wychodzi kolego/koleżanko AX bo i tak musisz zmieniać jednostki. No chyba, że już nigdy nie będzie lepiej tak jak z KRUS'em i do końca świata pozostaje nam pchać ten ciężki kamień ajjjj tragedia;/
  • 2011-09-07 21:58 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    hmmm :) Obrazowałem sytuacje w której każdy po swojemu ocenia daną sytuację. Pani uważa, że "mierzenie wyżej" albo inaczej, dopięcie do jakiegoś poziomu jest naturalne. Tak samo myśli koleś zamykający fabryke w celach zysku. Nikt tu nikogo nie ocenia, każdy ma swoje priorytety i każdy patrzy na rynek pracy ze swojej prespektywy. Inaczej myśli udziałowiec inwestujący miliony w akcje, inaczej Pani jako nauczyciel inaczej polityk starający się nie obciążać budżetu a inaczej biedne dziecko w Afryce. Wszyscy nie mogą mieć tego czego chcą i wszyscy nie mogą mieć racji. Tutaj jest taki problem, że raz ktoś wygrywa a raz ktoś przegrywa. Wygrywają głównie bogaci własnie dlatego że jak Pani napisała, ponoszą za wszystko odpowiedzialność ludzie, a nie Zosia samosia. Tylko, że nieuczciwośc bogatych odbywa się tylko dzięki braku reakcji uczciwych. Tak samo jak złodziej okrada dom i jak nikt nie zareaguje nikt nie zostaje złapany. Rzecz w tym, że to nie takie łatwe wykryć tego żlodzieja, jeśli każdy ma coś na sumieniu. Im uczciwśi będziemy tym trudniej będzie im się ukryć. Nasze narzekanie i zwalanie winy na pierwszego lepszego polityka czy kapitalisty tylko im pomaga bo odwraca uwage od przyczyn i skupiamy się na skutkach. Tak jak pisałem - nie dać się. Amen, dziękuje i kończe tą dyskusje bo mam wrażenie, że umyślnie wyciąga Pani odemnie treść a ja mam mase pracy :) Słońce świeci - cieszyć się. Do tego dużo witaminy C i ciepły szalik na zime. Lepszych rad nie ma :)
  • 2011-09-07 22:40 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    Pocieszę Panią, od 6 mieśięcy dorabiam, jestem bezrobotny bo staram się o dotację na własny biznes. Nie mam gdzie mieszkać i się szwędam to tu to tam, część rzeczy niewypakowuje z walizek. Dodatkowo jak mi biznes nie wypali to jestem goły i wesoły plus długi. Nie ukonczyłem żadnej szkoły bo zawsze mierzyłem za wysoko i kończyły się srodki. Od rodziców nie dostaje żadnej pomocy. Mam jeszcze gorsze perspektywy i możliwości niż Pani... ale głowę mam pełną pomysłów i cieszy mnie słońce dzień w dzień bo sekrtet w tym, że wszyscy gonimy chwile, które tak na prawdę... są za darmo. Koniec idę :)
  • 2011-09-08 12:08 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    @Slawczan - czyli konsument nie ponosi odpowiedzialności? Chiny sprawjają, że za buty czy TV nie płacisz 3 razy więcej niż dziś. Jakby nie tania siła robocza to byśmy teraz dyskutowali na temat drożyzny i dalej szukali winnych. Na kogo byś zwalił? Nie rozumiem co trudnego jest w zrozumieniu prostego procesu - 20 osob zarabia na jednego kapitalistę. Im więcej osób chce życ jak kapitalista tym mniej osób może na niego zapracować. Dlatego raz jest na coś popyt, wyczerpuje się, a machina brnie dalej szukając następnych rozwiązań. To jest proces w ktorym wszyscy uczestniczymy i wszyscy ponosimy odpowiedzialność za to co się dzieje. Różnica jest taka, że są ludzie bardziej i mniej chciwi czy też uczciwi. Obecnie mamy prawo jakie mamy i tylko na podstawie przepisów prawa możemy wyłapywać tych bardziej szkodliwych. Żadna rewolucja niczego tutaj nie zmieni bo z historii wiadomo, że rewolucje zmieniają tylko władze na stołkach. Bogatym nadal się żyje bogato a biednym nadal się żyje biedno. Marks i Engels chcieli temu zaradzić ale nie wpadli na to, na co Państwo na tym forum nie chce również wpaść - człowiek jest ułomny, jak się go skuje łańcuchami to jest żle, jak się mu da pełną swobodę to przestaje być człowiekiem, a staje się samolubną bestią. Dlatego rozwiązania są trudne. Obecnie widzimy, że sytem finansowy pozwala dorabiać się wybranej grupie ludzi kosztem całych społeczeństw. Stąd się biorą inne mniejsze problemy. Jak temu zaradzić, skoro regulować to znaczy spowalniać, dać pełną swobodę ozancza dać się okraść? Tutaj naprwadę trzeba nie lada łba aby zrobić tak aby nikt nie był poszkodowany. Chcą państwo ograniczyć przywileje bogatych i zmieniszyć dystans biednych? W pełni popieram - teraz tylko proszę mi powiedzieć, jak to zrobić skoro sami pomagamy się bogacić bogatym. Jak szarańcze napędzamy bezmyślną konsumpcję, ignorujemy problemy innych jakbyśmy mieli mieć z niebos wypisane na czole - pierwszy - jeśli wychodzimy na ulice, to tylko po to aby wywalczyć przywileje dla siebie, nie zwracając uwagi na to, że czasami nasz przywilej może oznaczać zabranie pieniędzy z budżetu przeznaczone dla kogoś innego. Nie przedstawiamy żadnych propozycji obywatelskich aby ograniczyć wyzysk lub nieudolność prawa, oczekując, że przyjdzie polityk zbawiciel i wszystkich powymiania na tych uczciwych, najlepiej z świętymi medalikiami na szyji. Nie szanujemy wspólnej własności i środowiska które nas otacza, wiecznie zasłaniając się biedą albo cynicznie mówiąc, że tak jest wszędzie. Traktujemy instytucje jak ruchome schody - wystarczy stanąć a same dowiozą do celu, bo przecież mam papierek magistra to mi się należy, swojej wartości nie muszę udowadniać w żaden sposób. Dotego co bym nie miał zawsze mi jest źle bo zawsze jest ktoś kto ma lepiej i to do niego powieniem się porównywać, innymi słowy albo jestem pierwszy albo narzekam jak jest źle. Proszę sobie jeszcze raz przemyśleć, czy czasami nieuczciwy, chciwy człowiek nie dorabia się na naszej ingorancji i bezmyślności? Bo mi się wydaję że bogaci wszyscy nie będziemy nigdy a sprawiedliwości to można się domagać jeśli samemu jest się sprawiedliwym.
  • 2011-09-08 13:58 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    Ten pan miał na myśli - mniej narzekania, a więcej działania. Trochę dziecinne jest stawianie na równi pojęć - pogodzić się i nic nie robić. Aby zmienić rzeczywistość najpierw trzeba ją zaakceptować i przyjąć taką jak jest. Pani już wcześniej pisała, że nie akceptuje takiej patologicznej rzeczywistości . Cokolwiek to oznacza, najpierw proszę sprecyzować patologię, tych wszystkich oszustów i złodzieji, bo jak narazie wyrywa Pani z kontekstu i upraszcza, choć starałem się wytłumaczyć, że Pani sytuacja na rynku pracy nie jest wynikiem żadnego nieuczciwego działania, tylko skomplikowanych procesów do których każdy dolewa odrobinę oliwy w większym lub mniejszym stopniu. Jeśli winni są Ci którzy dolewają więcej, to którzy dokładnie to są i ile zła dokadają a ile można reszcie puścić płazem? Proszę też określić jak wygląda "normalna sytuacja" bo chyba nie tak, że wszyscy mamy to czego chcemy? To jest dopiero Nibylandia :) Ma Pani jeden wielki niesprecyzowany żal niewiadomo tak naprawdę do kogo. Jak się Pani "pogodzi" przestanie Pani tracić czas na frustrację, a zacznie Pani kombinować jak zrobić aby było lepiej:) Może nie wszystko samemu można ale zawsze można więcej i chyba tędy droga.
  • 2011-09-08 17:49 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    aaaa, że niby jest Pani nauczycielką i nikt nie chce zatrudnić? Hmmm, raczej się nie dziwię. Papatki:)
  • 2011-09-09 08:29 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    @Slawczan - kolego jak Robin Hood chcesz zabrać bogatym a rozdać biednym, a do tego wprowadzić sprawiedliwość i niszczyć oszustów - popieram. Wszyscy tego chcemy. Widzialeś jednak choć jeden prostest/strajk z podobnymi postulatami? Bo mi się wydaje, że "rewolucja młodych" w Hiszpanii czy Grecji, to zwykły krzyk - nie zabierajcie nam tego co mamy i dajcie nam jeść. Kolejna sprawa - wszyscy dobrze wiemy, że aby być politykiem trzeba mieć poparcie ludu oraz lobby kogoś kto w nas zainwestuje. Ludzie na szczeblach władzy, ludzie obracający ogromnymi pieniędzmi oraz cała reszta oszustów tak poprostu nie zniknie, nie dadzą się też posadzić w więzieniach bo to oni budują więzienia. Cokolwiek nie wywalczymy teraz dobrego, będzie to za mało bo ten syf który chcesz wytępić "zdmuchniesz tylko na inny mebel". Popieram postulaty, ale to jest malutki kroczek, który i tak sprowadzi nas do punktu wyjścia, jak to w historii ma miejsce od zawsze. Nam jest potrzebna rewolucja kulturalna, mentalna, w naszej moralności.. jeśli to ograniemy, to rzeczy które napisałeś wyżej zrobią się same przez się.
  • 2011-09-09 13:36 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    No i ? O tym właśnie piszę. My usprawiedliwiamy swoją zakłamaną moralnością wyłączne istnienie tego " Ja ". Propozycje rozwiązan praktycznych, takie jak tam wymieniłeś prędzej czy później się pojawią o ile będziemy się przy tym upierać. Ten "grecki arystokrata" jednak szybko nie wróci, dopuki będziemy uznawać, że dążenie do bycia na samej górze jest najwyższą miarą człowieczństwa - co nam wszystkim na całym świecie wcisneła amerykańska kultura. Ich pragmatyzm nie jest taki całkiem zły ale wszystko ma swoje granice. Bez większej refleksji przyjmujemy uniwersalną zglobalizowaną kulturę - innym słowem rób kariere bo to ona decyduje o twojej wartośći, osiągnij poziom życia jak z katalogu/reklamy bo inne życie to już nie jest życie, bądź zawsze piękny i na topie bla bla bla. Daliśmy się złapać. Ci ludzie robią hajs a my się dajemy nabierać. Piszesz o tym aby przestać udawać, że towar z Chin to ten sam towar co kiedyś, lub żeby ogrniczyć wydawanie dyplomów za opłacone czesne itp. - o czym to świadczy? O tym że jesteśmy tak głupi, że tylko poprzez przymus prawa możemy powstrzymać własną głupotę. Przymus prawa ma to do siebie, że zarabiają najwięcej Ci, którzy prawo omijają, a cierpią Ci którzy wiernie przestrzegają przepisów - tak wygląda dzisiejszy świat. Nie jestem zwolennikiem regulacji, jak i totalnej swobody ale wierze w ewolucję i uważam, że najwyższą miarą człowieczeństwa nie jest bogactwo ale samokontrola. Im bardziej świadome siebie społeczeństwo tym mniej ograniczeń jak i pułapek. Tylką tą drogą możemy wrócić do antycznych zasad o odpowiedzialności. Czytając tą debatę można wywnioskować, że większość chce aby było dobrze, ale już nikogo nie interesuje jakim kosztem. Nijak to się ma do odpowiedzialności, bo trzeba ją brać również za własne roszczenia i rządania. To miałem na myśli pisząc wcześniej, że zmiany należy zacząć od siebie.
  • 2011-09-09 14:12 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    @Slawczan - zastanawiałeś się też, dlaczego ludzie odeszli od klutury starożytnej Grecji, i dlaczego ich demokracja nie przetrwała? Pomijając problemy samej Grecji i podziały, to ludzkość zawładneło mażenie o imperium, czyli sen o władzy i bogactwie, potem mieliśmy strach przed gniewem z nieba aby dostrzec na nowo siebie i piekno swiata. Sypneło się jednak poraz kolejny przez ideologie i podziały. Prócz tego krótkiego okresu w historii gdzie kulturą rządziła humanistyka a dokładnie filozofia, do dziś kierujemy się wyłącznie ideologią o potędze lub bogactwie. Wierzyliśmy w Rzym, wierzyliśmy w Królestwo Niebieskie, potem znowu w Imperia i wielkie Republiki, aż przez Ploretariat, doskonałą rasę blond włosów i boską technikę doszliśmy do wiary w ekonomię. Wartości, które proponowała dmokracja ateńska od 2000lat wszyscy mają daleko w d...
  • 2011-09-11 09:14 | vps

    Re:DEBATA: 30-latkowie – stracone pokolenie?

    @topolówka - neoliberalna mantra? a co ma wspólnego obarczanie winą, z wprowadzaniem zmian i poprawy sytuacji. My się temu przyglądamy i pojękujemy własnie dlatego, że każdy narzeka i uogólnia winę sprowadzając ją do tak prostego pojęcia jak polityka czy kapitalizm. Obecna sytuacja pokolenia 30latków jest wynikiem wzrostu poziomu życia. Czyli tutaj akurat politycy dali nam to czego chcieliśmy. Rynek pracy przeniósł się tam gdzie jest tania siła robocza i ludziom nadal jest źle. W europie każdy ma skończone studia i chce zajmować stanowisko w jakim się wykształcił. A może za powodu niżu demograficznego i przesunięcia się rynków na wschód, najzwyczajniej w świecie nie ma zapotrzebowania na taką ilość "magistrów"? Może też nasza mentalność i styl życia powoduje zmianę w gospodarkach z produkcyjnych na usługowe, co w tym efekcie wyklucza część mniej przystosowanych? Jeśli polityka jest od tego aby kształtować to, co robi państwo to akurat robi to doskonale bo państwo zaspokaja żądania obywateli, gorzej już jest z odpowiedzialnością samych obywateli, których roszczenia często są większe niż możliwości. A ten niemoralny cwaniak, nie jest wynikiem, braku zaangażowania, ale raczej braku wiedzy na temat podstawowych procesów gospodarczych i kulturowych na całym świecie. Sami sobie takich wybieramy.
  • 2011-09-12 09:02 | vps

    Re:Rozmowa Żakowskiego z Benjaminem Barberem

    Niby fajne ale te wypowiedzi Pana Barbera trochę naiwne i zbyt poprawne politycznie. Proszę sobie wyobrazić, że po 11września Amerykanie nie reagują zemstą tylko inwestują w demokratyczne procesy w krajach, które wychowują ich własnych wrogów? Jaki naród, po takiej tragedii chce pomagać wrogom wstąpić na dobrą drogę? To by dopiero była krucjata. Druga sprawa, to unikanie tezy o tym, że te wojny to nie tylko wydawanie ale również zarabianie. Mi się wydaje, że to agresywna polityka zachodnich korporacji, które chcą na bliskim wschodzie prowadzić interesy, ale wyłącznie na swoich warunkach, tworzy terrorystów, a nie podziały kulturowe czy religijne - to papka dla mas jak i dla tych co idą się wysadzać. Jeśli Pan Barber tak chętnie cytuje historię, to powinien o tym wiedzieć, że ideologie są dla mas. Najbardziej naiwne natomiast, jest twierdzenie, że USA strzegły, lub mogą strzec demokracji na świecie. Oni tylko propagowali demokratyczne wartości ( chwała im za to ) poprzez swoją kulturę. Wszystkie interwencję zagraniczne z ich udziałem, były niszczeniem zagrożenia dla własnych interesów, przyszłych lub obecnych ( gdyby komunizm ich tak przerażał jak się głosiło, to by muru berlińskiego nigdy nie było, tak jak dzisiejszych Chin ). Co do multikulturowości, to fajnie się o tym mówi w teorii lub pisze w książkach. Z perspektywy niskich klas społecznych, które muszą dzień w dzień ścierać się tą odmienną, emigracyjną "kulturą" ( piszę w cudzysłowie, bo na tym najniższym poziomie jest to często kultura dżungli ) sprawa wygląda mniej ciekawie, niż na Discovery Travel. Dlatego tutaj proponowałbym krok w kierunku prawicy, bo żadna uchwała nie sprawi, że w ciągu jednego pokolenia, zaczniemy się wszyscy idealnie rozumieć. Wywiad wywiadowi nie równy - tym razem trochę papka :)
  • 2011-09-14 08:43 | vps

    Re:Co Ty wiesz o sobie, wyborco?!

    @podatnik - a na narzekanie nie szkoda czasu? Ciekawy quiz, popieram takie akcje, ale przedstawiony mało obiektywnie, a bardzo propagandowo. Wiem, wiem publicystyka zajmuje się interpretacją po swojemu, ale czy czytając treść pod każdym pytaniem, ma się jakikolwiek wybór? Z drugiej strony sam się boję powrotu PiS do władzy więc niech już tak będzie :)
  • 2011-09-14 11:22 | vps

    Re:Co Ty wiesz o sobie, wyborco?!

    @podatnik - a móglbyś poświęcić ten czas na opisanie swojej alternatywy na monopol PiS&PO :) Popatrz realnie, może i są inne partię ale nie mają takiej siły przebicia, poparcia grup społecznych i nie obiecują niczego rewolucyjnego. Było wyjaśnione na początku artykułu. Znając kulturę polskiej polityki jak i "mentalność narodu" nie wiele można zrobić, bo gospodarka jest już globalna, a graczem jesteśmy za słabym aby zmieniać jej tor. Lokalnie wszystko i tak uzależnione jest od sprawnego działania grup. Co z tego, że będziesz miał charyzmatycznego premiera z ciekawym programem, jak dużo zależy od jakości ministrów oraz samorządowców. Znasz może partię która ma zgraną ekipę kompetentnych, uczciwych, odpowiedzialnych i odpowiednio wykształconych ludzi, gardzących korupcją i nepotyzmem, w swych szeregach, przynajmniej w 70% ? Bo mi się wydaję, że w każdej partii jest po równo, mieszanka cwaniako-buraków oraz ludzi, którzy próbują po nich jakoś posprzątać. Jedyną różnicę jaką będziesz miał to zwrot w kierunku państwa narodowego, pełnego ideologi, z kolektywną i zachowawczą gospodarką, albo kierunek liberalny z naciskiem na wolny rynek oraz lewicowe i demokratyczne wartości. Zmienić możesz jedynie proporcję. Wierz mi większość by chciała pisać o konfrontacji np. PJNvsPO niż PiSvsPO, może mniej sensacyjnie ale przynajmniej bez absurdalnych tematów typu - smoleńsk, zdrada itd. To jest dopiero marnowanie czasu.
  • 2011-09-20 17:01 | vps

    Re:Londyńska młodzież się buntuje. Dlaczego?

    Po części uważam, że trafny artykuł ale od siebie dodałbym, że Wielka Brytania nie jest jakimś specyfikiem, które tworzy podziały klasowe itd. Nie do końca więc przyczyny szukałbym w tej kwestii, lub warunkach gospodarczych. Polacy też mieszkają na Brixton i się udaje wyrwać i nawet postrącać Brytyjczyków z wyższych klas i samemu powskakiwać na ich stołki, tym ambitniejszym. Nie ma więc żadnych ograniczeń ze strony państwa aby ci mniej zamożni nie mogli się przebić wyżej, bo skoro "naszym" bez obywatelstwa, socjalnego mieszkania itp. się udaje, to niby czemu innym się ma nie udać skoro często mieszkają tam już z jedno pokolenie. Myślę, że problemem jest sama kultura emigracyjna. Większość tych rodzin uciekała lub ucieka przed ogromną biedą lub innymi nieszczęściami, więc ciężko powiedzieć, że przywożą ze sobą wiedzę, kwalifikację i doświadczenia, bo jedyne co mają w głowach to strach i instynkty samozachowawcze. Trafiają do obcego miejsca, w którym wszystko toczy się inaczej, ludzie mają inne stresy i inne instynkty. Nie odnajdują się ale na zagubionych wyglądać nie chcą więc się adaptują jak mogą. Chodzą do pracy i zarabiają ile mogą zapominając już o jakimś rozwoju duchowym, bo on jest zawsze podparty wychowaniem rodziców, na tradycji i kulturze narzuconej już w dzieciństwie. Jak pisałem, dzieciństwo tych ludzi to strach albo przed kulami albo przed głodem. W świecie neonów i błyszczących witryn sklepowych są oni rodzicami tylko na papierze - bo niby jak mają wychować swoje dzieci, skoro sami nie zostali wychowani, a jak zostali to w zupełnie odmiennych warunkach z wyczuleniem innych potrzeb? Mogą oglądać seriale i sobie mówić - taką będę matka lub ojcem, ale charakter i wartości to się buduje całe życie, a najmocniej w dzieciństwie. Mój pogląd więc, polega na stwierdzeniu, że Europa to sobie systemowo z emigrantami radzi całkiem nieźle, problem w tym, że nikt nie uwzględnił tych braków kulturowych ani tego, że wartości to się ludzi uczy przez całe życie i przez pokolenia. Też pochodzę z biednej rodziny ale kraść się zawsze bałem bo mnie straszono, że gorszych rzeczy to już nie ma. Skoro 11latki sprzedają narkotyki to tylko w wyniku braki kontroli i obecności rodziców i nie mam tu na myśli obecności fizycznej bo ludzie pracowali i będą pracować zawsze, Ci bogaci często spędzają w pracy jeszcze więcej czasu. Rodziców nie ma bo nie wiedzą jak maja być, bo ich też nikt nie wychowywał. Żadne rozwiązania systemowe tutaj w niczym nie pomogą, do puki popkultura w której forma dominuje nad treścią, będzie szła w kierunku w którym idzie.
  • 2011-09-23 19:33 | vps

    Re:Rozmowa z prof. Touraine'em

    "nic z tego", "rozmowa o niczym"... poczekajmy jeszcze do rana, pewnie z 5-6 podobnych haseł poleci, że bzdura, kłamstwo, strata czasu ble ble ble, bo ja wiem jak jest. Moim skromnym zdaniem - to jest własnie problem. Demokracja to system, w którym każdy, czy wie czy nie wie, zna się lub nie, może mieć swoje zdanie i je głosić. Piękne, w praktyce jednak wygląda to tak - zgłupieliśmy. Niby tyle wiemy, bo jest sieć, tyle możemy bo jest sieć, ale kto nada temu jakikolwiek kierunek skoro każdy autorytet można obalić? Może i fajnie, że po jakiś 10000 latach istnienia cywilizacji, ludzkość doszła w ewolucji do etapu w którym, liczy się każdy, a nie tylko wybrani ( przynajmniej w oficjalnym tonie ). Było kiedyś o tyle łatwiej, że nawet jeśli ktoś wybierał złą drogę, to był w stanie ją narzucić światu, czasami poszliśmy za daleko i zbłądziliśmy, czasami opamiętaliśmy się w porę. Dziś wygląda tak, że jak już ten trzeci świat nas dogoni, nawet jak nas wyprzedzi, to i tak nie będzie miał nic innego do zaoferowania, jak zwykłą nudę konsumpcji i pustkę globalizacji. Dostojewski pisał o tym, że diabeł jest światu potrzebny, bo nie działo by się nic, nie istniałby nawet czas, a Pan Bendyk pisze w jednej ze swoich książek, że światu potrzebna jest miłość i to jedyna droga. Poetycko mówiąc, czekamy na diabła, który pchnie nas na drogę miłości. Oby ten okres przemian, którego teraz jesteśmy świadkami, tak własnie się skończył. Pamiętać tylko trzeba, że jak nie boli, to znaczy, że nie żyjesz.
  • 2011-09-24 08:44 | vps

    Re:Rozmowa z prof. Touraine'em

    @maksymilian - to oznacza, że jak kiedyś byłeś chłopem, to mogłeś decydować tylko, gdzie zasiejesz i jak. W innych sprawach nie miałeś nic do powiedzenia, przez co to klasy takie jak mieszczaństwo, arystokracja, chłopi decydowali o tym jak będzie, jedynie do granic swojej przynależności. Dziś na wybory ma prawo iść każdy, każdy może strajkować, każdy może napisać książkę i każdy może być Breivikiem, czyli samodzielnie zmienić historię. Jeszcze 100 lat temu, chłop jak miał dość i poszedł z kosą wyżynać mieszczuchów, to by kolesia odstrzelili i było by po sprawie. Dziś taki czyn sprawia, że świat jest zszokowany co oznacza, że jednostka ma taką władzę, że może w pewnym stopniu zmieniać ten świat, bo ciężko powiedzieć, że np. w Norwegii nic się nie zmieni. Każdy z nas ma tą władzę, bo każdy z nas może kształtować porządek poprzez wybory czy udział w kulturze i każdy może ten porządek niszczyć poprzez różne wychylenia od normy - ja to tak rozumiem. Od siebie dodam jeszcze, że aby uniknąć nieciekawej przyszłości i jakiś skrajnych zmian, musimy się nauczyć brać odpowiedzialność za WSZYSTKIE czyny, zamiast zwalać na polityków, media czy korporacje. To co ja napiszę, na tym forum, może mieć wpływ np. na to jaką decyzję wyborczą podejmie powiedzmy 10 osób, które przeczyta mój post. Mogę popełnić błąd i namówić kogoś do złego, ale fajnie by było jakbym to zrobił z powodu niewiedzy, a nie przez zwykłą ignorancję i lenistwo. Nigdy tej pewności nie mam, kto patrzy, a ocean składa się z kropel wody i mówienie, że jedna kropla tutaj niczego nie zmieni jest chyba dużym cynizmem.
  • 2011-09-24 13:52 | vps

    Re:Rozmowa z prof. Touraine'em

    @maksymilian - mówisz o wieku XX czyli o okresie kiedy powstawała demokracja, kwitł kapitalizm itd. Ja pisałem o okresach wcześniejszych. Te procesy zaczeły się około 100 lat temu, a trwają do dziś, i dziś ich skala jest już tak znacząca, że każdy odczówa to na własnej skórze. Student Gavrilo Princip musiał zabijać arcyksięcia aby coś zmienić, a Hitler musiał mieć armie i ideologię. Breivik może strzelić do pierwszych 10 osób które spotka w parku, cały świat o tym wie po 10 minutach i to powoduje wstrząs. Co do dosłownego tłumaczenia cytowanego fragmentu wywiadu, to jak już się upierasz przy latach 50np. to różnica byla taka, że klasa średnia swoimi potrzebami mogła nadawać kierunek gospodarce, kształtować mody i decydować o popycie. Dziś globalizacja rządzi się swoimi prawami, klasa średnia zanika, a każdy głupią paczką, wpisie na forum czy tagu na murze może powiedzieć co jest prawdą, a co nie jest, dlatego, coraz trudniej wybrać tą właściwą. 50 lat temu nie było globalnej sieci ani tak rozrośniętej komunikacji. Zanim ktoś się zorientował, że ktoś inny nas nabiera, musiało minąć trochę czasu. Wszyscy kiedyś kochali James'a Bond'a, a dziś każdy wie, że to sztuczki, i efekty komputerowe, coraz trudniej jest nas przekonać do jakiegokolwiek nurtu. Transformacja o której piszesz, trwa cały czas bo nic nie stoi w miejscu, dziś jest tylko gwałtowniejsza i bardziej widoczna. Jeśli masz inną teorię - chętnie przeczytam :)
  • 2011-09-25 09:20 | vps

    Re:Polscy lekarze nie wiedzą, jak leczyć ból

    All doctors are bastards. Popieram ten wpis. Znam 4 studentów stomatologi i 3 medycyny, z czego dwie osoby już w zawodzie. Z grona moich wszystkich znajomych oceniam ich inteligencję najniżej, a o moralności nawet nie wspomnę, bo po roku praktyki słyszę cały czas o smochodzie który sprowadza się z USA albo o tym, jakie teraz działki drogie pod budowę domu. Mają świadomość, że byli, są i będą ludziom potrzebni... więc się śmieją z nas wszystkich.
  • 2011-09-29 18:50 | vps

    Re:Jak przwidywać społeczne zachowania?

    a no trudno sie tutaj nie zgodzić z komentarzami. PiS ma swoje 10% i jakoś szału ni ma. Twitter w Polsce się przyjmuje słabo, a dodatkowo, kiedyś czytałem artykuł o tym, jak to korporacyjne zabiegi marketingowe co do budowania wielkich supermarketów w naszym kraju, przynoszą odwrotne skutki niż w całej Europie zachodniej i USA. Czyli do tego 10% pasuje dodać nadawce odbiorce, czas i miejsce plus miliony innych aspektów. Fajne badania ale to jest dopiero kolejka na lot w Himalaje, nie mówiąc o samym wspinaniu się na szczyt. Maja hajs niech wydają, zgłupieć nie zgłupiejemy, o ile nikt nie wykorzysta wyników do siania propagandy typu - bombardujemy Irak bo tam tkwi rozwiązanie wszystkich problemów.
  • 2011-09-29 19:10 | vps

    Re:DEBATA: Czy potrzebne jest nam wykształcenie ogólne?

    To chyba wina wychowania i rodziców, a nie córki.
  • 2011-10-01 10:39 | vps

    Re:Czy po kryzysie czeka nas wojna

    Moim zdaniem trafna analiza, trafny komentarz kolegi wyżej ale od siebie dodałbym jeszcze jeden aspekt - wojna, co to pojecie dziś może oznaczać? Z samego artykułu wynika, że ludzie dziś się skonsumowali i się nie interesują, więc nie mają żadnych celów i wizji społecznych a jedynie indywidualne. System w jakim żyjemy nie istnieje bez mas, bo to konsumenci są paliwem napędowym. Kiedyś klasom panującym wystarczyła grupa niewolników/chłopów, a reszta była zbyteczna. Wycinało się ich, prowokując wojny, tworząc armie. Dziś sama Ameryka musi kusić pensją, aby chłopcy i dziewczęta szli "na wojnę z terroryzmem". Młode pokolenia nie kupują żadnych ideologi, nie wierzą w nic, a do tego chcą wszystko robić za pomocą sieci bez wychodzenia z domów. Jeśli ktoś kupi za rok czy dwa całą Grecję, to Grecy postrajkują miesiąc, dwa a potem się pogodzą, bo dziś nie tylko inteligencja wyciąga lekcje z przeszłości, " nygusy, dziedzice fortun i cwaniaki" również się nauczyli, że nie opłaca się wymazywać nikogo z mapy i zmieniać języków w szkołach aby przejąć kraj i cały naród. Kwestie narodowe, to problemy starszej części społeczeństwa, młode pokolenia kupią każdą ideologie która gwarantuje im wygodne życie i nieograniczoną konsumpcje. Dlaczego? - bo jest sieć, która jest jedną wielką wieżą Babel, jedyny problem do postawienia szczytu w niebie to języki, kultura sieci jest uniwersalna. Myślę więc, że wojna już trwa od dawna i zmiany na które oczekujemy ze strachem w oczach, są już w zaawansowanym stadium. Dzieje się tak dlatego, że to kryzys, czyli wizja załamania się wspólnej wieży Babel, jaką jest wygodne życie dla każdego, zwróciła naszą uwagę na kwestie kulturowe i ideologiczne. Jak pieniążki sypały się z nieba, nikomu nie przeszkadzał zanik wartości, rozpad rodziny, polaryzacja społeczeństwa, globalizacja, zabójcza konsumpcja i pewnie nadal nikomu by to nie przeszkadzało jakby tabelki w giełdach miały codziennie kolor zielony. Nic nam się już nie chce. Jeśli Europa upadnie, to co będzie jej następstwem? Na kogo ludzie będą mieli skierować swój gniew skoro władza nie jest jedna, mamy koalicje i opozycje mixujące się bez przerwy. Mamy wiedzę i dostęp do informacji więc duże ściemy jak i obietnice nie zrobią na nikim większego znaczenia bo po 10 minutach przyjdzie ktoś kto to podważy. Jeśli boimy się Chińczyków, Hindusów czy Turków to czego się tak naprawdę boimy, skoro oni nie istnieją bez naszej konsumpcji, bez zabawy z walutą, której wartość jest względna. Dodatkowo, czy istnieje coś takiego jak Azjatycki sen? Przecież oni chcą zmienić swoją kulturę na naszą a nie odwrotnie. To my tworzymy trendy, to my tworzymy wizje zadbanych osiedli domków jednorodzinnych, to my mamy Jams'a Bonda i auta którymi jeździ, nie oni. Na wojnę dziś nikt nie pójdzie bo nie ma z kim toczyć wojen i o co się bić. Jesteśmy wszyscy sobie potrzebni i jak jeden duży gracz odpada to odpadają wszyscy. Wystarczy zakręcić jeden kurek, odciąć jeden kanał przepływu a ze strachu pozabijamy się sami i tylko to nam grozi.
  • 2011-10-01 12:49 | vps

    Re:Czy po kryzysie czeka nas wojna

    trafna uwaga, poplątane, albo źle dobrane słowa:) - młode pokolenia są pragmatyczne. Wierzą w jednostkę, a nie w społeczeństwo dlatego uznają, że jedynym dobrem są proste i uniwersalne wartości - wolność, równość i dobrobyt. Inne ideologie raczej nie przejdą bo kultura sieci je obali albo mocno podważy, zresztą umożliwia też samodzielne wyciąganie wniosków na temat kondycji całego świata, co jest rzeczą nową dla ludzi jako całości. Dlatego napisać należało - młodzi kupują jedynie jedną uniwersalną ideologię - liberalną demokrację - i nic tego nie przebije, bo kryzys świadczy o błędach na drodze do celu, którego nikt nie chce zmieniać. - co do wojen to pojęcie jest zbyt ogólne. Wojna jako agresja i konflikt zbrojny jest mało realna na skale światową, bo nie ma nic do wygrania - globalizacja oznacza - jestem zależny od ciebie ty jesteś zależny ode mnie. To że zmienią się proporcje i tak nie będzie wynikiem wygranej wojny ale długofalowej strategii oraz przypadku. Także wojnę toczymy między sobą o miejsca w szeregu od dawna, ale konflikty znane nam z historii i przyrównanie upadku imperiów do dzisiejszej sytuacji wydaje mi się mało prawdopodobne, bo w globalnej gospodarce ciężko być imperium. Ja bym stawiał na jakieś 50-100 lat mocnej i stresującej anarchii zanim dojrzejemy do pogrzebania starego i powstanie rząd światowy. Powalczą trochę konserwatyści i liberałowie, powalczą trochę religie, stracimy parę zębów na przegryzaniu obcej kultury i mentalności, bo 3 świat będzie się trochę mścił. Może trafi się wariat, który przebije swoich poprzedników, typu Hitlera i Stalina, ale musiałby mieć skłonności samobójcze, a tacy za wysoko nie dochodzą. Jak się dogadamy i te całe 8-10 miliardów ludzi spełni swój "amerykański sen" i będziemy mieli globalną jedność, brak biedy i globalny dobrobyt, to zaczniemy se martwić o zabójczą degradację środowiska, efekty uboczne genetycznej żywności, bo tej naturalnej będzie mniej niż nowych Ipadów oraz nudę i pustkę jaką dobrobyt nam z pewnością zagwarantuje. Będzie się działo jednym słowem, a co nie zabije to wzmocni :)
  • 2011-10-02 08:41 | vps

    Re:Czy po kryzysie czeka nas wojna

    zgadzam się :) Tylko podstawowy problem jest taki, że nie ma na kogo przelać gniewu, a w wała jesteśmy robieni od 10000 lat nie od 10. Możemy wyrazić swoje niezadowolenie jedynie demolując ulice tak jak to robili w Londynie, strajkując tak jak w Grecji. Jeśli znajdzie się przywódca mówiący - klasa rządząca was wykorzystuje, czas powiedzieć dość - to kto mu uwierzy po pierwsze, skoro takie hasła słyszymy od każdego populisty, po drugie co konkretnego można zmienić? Na pewno opcja eliminacji tych wyzyskiwaczy odpada - jest ich za dużo i jesteśmy uzależnieni od siebie wzajemnie. Nie zamienimy się też miejscami bo tu chodzi o hajs i władze, więc z zazdrości powybijamy się w połowie drogi. Podpalając ulice można wymusić rozwiązania systemowe. I to pewnie będzie miało miejsce, będziemy się buntować, coś się zmieni, ale rewolucji podobnych do tych w przeszłości nie będzie, bo dziś Lenin zanimby wszedł na jakąkolwiek mównice, zobaczył by w necie filmik jak biega na golasa, a połowy spraw z finansami nawet by nie ogarną w myślach. Pełnej sprawiedliwości społecznej też nie osiągniemy nigdy, bo ludzie z natury są samolubni i gruntownie zmienić musiałby się każdy z nas. Meta-cel to zagadka filozoficzna, systemowo od zawsze celem był dobrobyt, ogólny dostęp do informacji sprawia, że ciężko jest przeforsować nowe pomysły, dlatego meta-cel tworzy się sam. Może to zrobić kultura, bo skoro potrafi ogłupiać to potrafi i uczyć mądrych rzeczy, ale myślę, że najpierw musimy sobie kilka dekad pobiegać po ulicach, po podpalać samochody i popłakać nad rozwarstwieniem społecznym, aż sami dojdziemy do tego, że pieniądze to nie wszystko, inne kultury też są cool i stworzymy jakiś uniwersalny mix stylu życia, który z czasem również pęknie, bo nudno być nie może:)
  • 2011-10-02 11:32 | vps

    Re:Czy po kryzysie czeka nas wojna

    "Dlatego ani założony cel, ani marzenia nigdy nie zobaczą światła dziennego." No i pewnie o to biega. Gdyby było inaczej to po osiągnięciu celu, musielibyśmy wymyślać nowy, więc dalej byłby problem i szukanie sposobu na jego rozwiązanie. Wszystko odbywało by się mniej drastycznie i obeszło by się bez wojen, gdyby masy rozumiały, że sensem jest samo wspinanie się na szczyt a nie jego zdobycie za wszelką cenę.
  • 2011-10-02 16:02 | vps

    Re:Czy po kryzysie czeka nas wojna

    @mickor - no ja to rozumiem w ten sposób, że ludzie od czasów stworzenia sobie cywilizacji byli "dymani". Skala skalą, ale zawsze było tak, że mniejszość dorabiała się kosztem oszukiwania większości i chyba zawsze tak będzie. Z dysproporcją majątkową to mam zdanie takie - jak się zaczyna zmniejszać, to się odzywają głosy o tym jak to nas demotywuje do rozwoju i że równość to już mieliśmy za komuny. Wydaje mi się więc, że bez regulacji prawnych/systemowych niczego nie zmienimy bo zawsze znajdzie się ktoś kto powie, że moj geniusz jest aż tyle wart, albo, że moje bogactwo napędza gospodarkę. Rubik podobno chciał 200 000 za charytatywny, jakby wzią 50 000 to by było więcej na charytatywne lub te 150 000 można by przeznaczyć na obniżenie cen jego płyt, dzięki czemu pewnie kasa i tak wróciła by do jego portfela:) Sorki za jechanie po kolesiu ale ludzie płaczący jaki to jest kryzys, zamykający fabryki i banki, zarabiają naprawdę ogromne sumy. Nawet jeśli im się należy i zarabiają to uczciwie to są różnice liczone w kliku zerach, od tych wszystkich którzy również uczciwie pracują na ich sukces. Zwalczając komunizm i socjalizm cynicznie założyliśmy, że bogacić można się w nieskończoność bo to nas motywuje do działania. Jest teraz kryzys, robimy sobie rachunki sumenia, więc fajnie by było wyciągnąć takie wnioski - wolny rynek i dążenie do bogactwa ,wcale nas tak bardzo nie motywuje do rozwoju, bo wszystko ma swoje granice, jak zaczynamy przeginać to ta droga do dobrobytu nas w tym rozwoju cofa. Coraz częściej wszystko przypomina prymitywną walkę o ogień. Hipokryzja natomiast, w obecnych czasach ma się wręcz wybitnie, wszyscy ubolewają ale podzielić to się nie chce nikt. Nasz klucznik do wiecznego szczęścia - kościół - zaczyna nawet wykorzystywać demokracje do odzyskiwania tego co swoje - swoje, czyli nadane w czasach kiedy robili co chcieli strasząc piekłem. Sami sobie jesteśmy winni, bo nasz krzyk o sprawiedliwość wynika bardziej z zazdrości, o to, że to nie my a oni się tu i teraz dorabiają. Nikt nie kwestionował systemu, kiedy jeszcze wierzono, że wszyscy mają szanse usiąśc przy stole. Jakby każdy chciał mnijeszego rozwarstwienia tak jak krzyczy, to by się dzielił z sąsiadem i dziś skupialibyśmy się na problemach wschodu nie zachodu.
  • 2011-10-05 07:56 | vps

    USA: Podatek dla milionerów

  • 2011-10-05 07:56 | vps

    Fajnie mają:)

  • 2011-10-05 08:12 | vps

    Re:USA: Podatek dla milionerów

    Ja uważam, iż nie ma co chłopakom zazdrościć i zabierać za dużo pieniędzy. Fajnie mają, że się dorobili, każdy z nas chce być na ich miejsu. Większe podatki swoją drogą, to musi być dezyzja przemyślana ekonomicznie, tak aby nie chamować rozwoju. Więcej dobra zrobiła by obyczajowa jak i ustawowa zmiana prawa pracy. Taki Walmart dorabia się dzieki temu,że 90% jego pracowników tyra za minimalne wynagrodzenie. Wszyscy teraz w związku z kryzysem wychodzimy w proteście na ulice. Mój postulat jest taki - powiązać wynagrodzenie minimalne procentowo z dochodami przedsiębiorstwa. Innymi słowy, jeśli ktoś na samej górze dorabia się sumy X to pracownicy z samego dołu powinni otrzymywać dochody obliczane procentowo wględem tej stawki X lub całych dochodów przedsiębiorstwa. Im gorzej działa przedsiębiorstwo i im gorsze dochody tym niższe wynagrodzenia pracowników z dołu, ale nie niższe niż krajowa stawka minimalna. Jeśli dochody przedsiębiorstwa rosną, pracownicy prawnie powinni mieć zapewniony udział w podziale łupu. Takie rozwiązanie nie wpłynie negatywnie na rozwój firm, gdyż płace będą świadczone od dochodu, a nie przychodu. Jedyne co może się zmniejszyć to fortuny miliarderów, ale i dla nich będzie lepiej, gdyż będą mieli większą motywację aby podnośić dochody firmy i to dzięki jej wydajności a nie wyzskowi pracowników, jak to obecnie ma miejsce. Wilk syty i owca cała. Nie jestem ekspertem, jeśli ktoś uważa, że pisze bzdury to chętnie się oświecę :)
  • 2011-10-05 12:01 | vps

    Re:USA: Podatek dla milionerów

    albo ja źle pisze, albo Pan Krzysztof źle czyta:) Pisałem, że płaca minimalna zostaje jako gwarancja. Trudno oczekiwać, żeby nowo powstała firma albo ktoś komu nie idzie, dokładał sobie problemów podwyższjąc wynagrodzenia. Zresztą wyraźnie też pisałem, że wzrost płacy uzależniony jest wzrostem dochodu. Jak firma przynosi straty to nie ma dochodu i nie ma problemu, płace zostają przy minimum. Dziś stosuje się tak zwane premie, ale to nie jest żadna gwarancja. Chińczy tam żadnej premi długo jeszcze nie zobaczą. Po drugie większość korporacji zartudnia za płacę minimalną, więc nie wiem co tu takiego "ciekawego". Przecież kasjer w Tesco nie zarabia kokosów ani Chińczycy składający części dla Microsoft więcej, niż na przeżycie do jutra nie dostają. Podwyższając płace pracownikom niższego szczebla polepsza się konsumpcje i te pieniądze i tak wracają do korporacji. Inaczej to się nazywa praca dla wspólnego dobra. Niestety nikt tego sam nie wprowadzi, bo to wymagało by "podzielenia się". Jedynie społeczeństwa mogą wymusić takie zapisy i licze na to, że kiedyś nasze "strajkowe postulaty" będą ambitniejsze niż te oklepane krzyki - precz z bogatym cwaniakiem, oddaj co nasze. Dla mnie wysokie podatki kojarzą się z urzędnikami którzy muszą je " odpowiednio rozgospodarować " czyli komplikują system jeszcze bardziej. Ludzie mający fizyczny pieniądz w dłoni potrafią sobie radzić znacznie lepiej, niż instytucje kierujące się " dobrem większości". Jak będą proste i sprawiedliwe zasady podziału dóbr, to nie będzie tak dużego rozwarstwienia a społeczeństwa będą większą uwagę zwracać na dobro wspólne bo realnie zobaczą, że to ma sens. Dziś panuje przekonanie, że jakkolwiek bym się nie starał, to albo ktoś to roztrwoni albo daje się wykorzystać dla kapitalisty. A ja uważam, że kapitalizm jest fajny i fajnie jest być bogatym i do tego dążyć o ile zarobiłem na to super pomysłem/wydajnścią a nie wyzyskiem. Pod przykrywką demokracji albo wolnego rynku cofamy się do niewolnictwa.
  • 2011-10-05 19:08 | vps

    Re:USA: Podatek dla milionerów

    No ja sobie tego nie wyobrażam jako podział po równo. Bardziej widze to jako wprowadzanie progow ograniczających rozwarstwienie pomiędzy zyskiem a minimalnym wynagrodzeniem. Jeśli właściciel firmy chce inwestować to niech inwestuje ze swojej kieszeni, a nie z kieszeni pracowników. Walmart zarabia średnio 15miliardów rocznie zatrudniając około 2 miliony pracowników. Niech z tych 2milionów 1,5 to będą pracownicy najniższego szczebla. Roczna podwyżka o 1000$ to dla takiego pracownika dużo, dla Walmart to strata 1,5 miliarda czyli nadal zostaje im 13,5 mld dolarów rocznie które mogą inwestować do woli. Jeśli inwestycja kosztuje 20 mld to jest to problem właścicieli a nie pracowników, Podwyższenie podatków dla najbogatszych nie zmniejszy rozwarstwienia, bo te pieniądze mogą iść jedynie w social, czyli w żaden sposób nie pomogą się dorobić najbiedniejszym. Koszty wzrosną, bo koszty rosną wraz z podatkami i wszystko co firma właduje w podatek odzyska podnosząc cenę bo tak własnie działa system. Sekretarka Warrena Buffeta będzie płaciła ten sam podatek, ale dołoży do wyższej ceny która będzie rewanżowała miliarderom podatkowe straty. Im większe podatki dla piekarza tym droższy chleb i mniejszy popyt. Im większe zarobki pomocników piekarza tym więcej chleba mogą kupić i jego cena spada a pieniądze częściowo wracają do piekarza. Ja to widze tak, że albo ładujemy w socjalizm i zostawiamy wszystko na głowie państwa, albo sami bierzemy sprawy w swoje ręce a państwo jedynie pilnuje, aby nikt nie przeginał.
  • 2011-10-07 19:59 | vps

    ROZMOWA: Psycholog polityki ocenia zakończoną kampanię

    Ja osobieście uważam, że społeczeństwo w Polsce jest coraz łatwiejsze do "rozgryzienia" i ta kampania była tego przykładem. U nas to wyborców podzieliłbym na takie grupy: - Ci co całą swoją wiedzę o życiu czerpią z tv lub radia albo nie posiadają żadnej wiedzy. Spoty oglądają wszystkie, ale, że media malują politykę mocno na czarno, znajmomi i sąsiedzi też, to nie wiedzą kogo mają wybrać i nie chodzą głosować, twierdząć dumnie, że się nie dają nabierać i że niby rozgryźli, iż ich decyzja niczego nie zmieni. - kolejni to tacy, ktorzy wiedzą ocb. Wiedzą co to jest polityka, widzą co to jest gospodarka wiedzą co się dzieje w kraju i na świecie, wybierają najbardziej racjonalną opcję i strzegą się populistów. To są ci wszyscy, którzy sobie mówią - chyba lepszej opcji nie ma. - kolejna dość duża grupa to tacy, którzy polityki nienawidzą i uważają, że naród jest czysty a polityk brudny i tutaj widzą podział na biednych ludzi, którzy zawsze chcą dobrze i złą elitę rządzącą wraz z koleszkami, którzy zawsze chcą źle. Tacy to wybierają tego, który najgłośniej szczeka. Bo oczywiste jest, że ich lider ma za zadanie posprzątąc i zmienić wszysko od podstaw. Ta grupa głosuje przeciw a nie za. - następna grupa to tacy, których coś boli. Boli ich kościół, bolą kibice, bolą narkotyki, bolą czarni i geje, bolą zdrajcy narodu, bolą młodzi i bolą starzy. Ta grupa zazwyczaj nie wie i nie interesuje się resztą. Swój cel ma i wie kto w niego strzela. Ani chwili zawachania, jest lider który złagodzi im ból, a że doda nowy to już mało ważne, ból najmocniejszy bólem najważniejszym. Tacy wybierają aby niszczyć a nie budować. - ostatnia grupa to pratyjni. Wszyscy Ci, na których czeka jakaś ciepła posada albo inny bonus jeśli tylko wygra ich opcja. Tutaj ideologii nie ma, jest oportunizm albo zwykła wdzięczność. - można jeszcze zaliczyć skromny odsetek tych, których miało na tym świecie nie być, czyli ci którzy zamykają oczy i stawiają krzyżyk w ciemno, bo swojego zdania nie mają ale buntować się nie lubią więc robią to co wszyscy. Politycy muszą się teraz dowiedzieć gdzie są jacy i ile ich jest. Myślę, że to wiedzą tylko problem w tym, że te grupy się często wykluczają albo mieszają. Po drugie, tych, którzy się wypinają i nie głosują jest najwięcej a reszta podzialona jest mniej więcej równo. PO jest chyba jedyną partią w demokratycznej Polsce, która nie reprezentuje żadnej z tych grup bo uderza do każdej po trochę. Myślę, że to najlepsza droga bo chyba tak ma wyglądać demokracja. Jak jest na prawdę czas zawsze pokaże.
  • 2011-10-07 19:59 | vps

    Kampania

    Ja osobieście uważam, że społeczeństwo w Polsce jest coraz łatwiejsze do "rozgryzienia" i ta kampania była tego przykładem. U nas to wyborców podzieliłbym na takie grupy: - Ci co całą swoją wiedzę o życiu czerpią z tv lub radia albo nie posiadają żadnej wiedzy. Spoty oglądają wszystkie, ale, że media malują politykę mocno na czarno, znajmomi i sąsiedzi też, to nie wiedzą kogo mają wybrać i nie chodzą głosować, twierdząć dumnie, że się nie dają nabierać i że niby rozgryźli, iż ich decyzja niczego nie zmieni. - kolejni to tacy, ktorzy wiedzą ocb. Wiedzą co to jest polityka, widzą co to jest gospodarka wiedzą co się dzieje w kraju i na świecie, wybierają najbardziej racjonalną opcję i strzegą się populistów. To są ci wszyscy, którzy sobie mówią - chyba lepszej opcji nie ma. - kolejna dość duża grupa to tacy, którzy polityki nienawidzą i uważają, że naród jest czysty a polityk brudny i tutaj widzą podział na biednych ludzi, którzy zawsze chcą dobrze i złą elitę rządzącą wraz z koleszkami, którzy zawsze chcą źle. Tacy to wybierają tego, który najgłośniej szczeka. Bo oczywiste jest, że ich lider ma za zadanie posprzątąc i zmienić wszysko od podstaw. Ta grupa głosuje przeciw a nie za. - następna grupa to tacy, których coś boli. Boli ich kościół, bolą kibice, bolą narkotyki, bolą czarni i geje, bolą zdrajcy narodu, bolą młodzi i bolą starzy. Ta grupa zazwyczaj nie wie i nie interesuje się resztą. Swój cel ma i wie kto w niego strzela. Ani chwili zawachania, jest lider który złagodzi im ból, a że doda nowy to już mało ważne, ból najmocniejszy bólem najważniejszym. Tacy wybierają aby niszczyć a nie budować. - ostatnia grupa to pratyjni. Wszyscy Ci, na których czeka jakaś ciepła posada albo inny bonus jeśli tylko wygra ich opcja. Tutaj ideologii nie ma, jest oportunizm albo zwykła wdzięczność. - można jeszcze zaliczyć skromny odsetek tych, których miało na tym świecie nie być, czyli ci którzy zamykają oczy i stawiają krzyżyk w ciemno, bo swojego zdania nie mają ale buntować się nie lubią więc robią to co wszyscy. Politycy muszą się teraz dowiedzieć gdzie są jacy i ile ich jest. Myślę, że to wiedzą tylko problem w tym, że te grupy się często wykluczają albo mieszają. Po drugie, tych, którzy się wypinają i nie głosują jest najwięcej a reszta podzialona jest mniej więcej równo. PO jest chyba jedyną partią w demokratycznej Polsce, która nie reprezentuje żadnej z tych grup bo uderza do każdej po trochę. Myślę, że to najlepsza droga bo chyba tak ma wyglądać demokracja. Jak jest na prawdę czas zawsze pokaże.
  • 2011-10-07 20:16 | vps

    Re:ROZMOWA: Psycholog polityki ocenia zakończoną kampanię

    Zapomniałem dodać. Myslę, że ludzie, którzy wierzą w obietnice wyborcze i dają się nabierać na spoty, już dawno wygineli. Im bardziej merytoryczna i sensowna debata tym grono wyborców bardziej zawęża się do tej jednej grupy kumatych, ktorych i tak trzeba jeszcze sensownie przekonać, bo merytorycznie to program każdej prati ma jakieś plusy. Przykładem może tutaj być PJN i Palikot. Ci pierwsi mają szansę oczyścić polską prawicę z fobi, nienawiści i totalnych bzdur ale tylko jedna grupa wyborców chce takich słuchać i mało jest w niej ludzi z prawicy. Ci drudzy wyprzedzają lewicę bo zgarniają tych, ktorych coś boli albo nic nie wiedzą. PSL i SLD za dużo chce dawać, za mało chce zwalczać dlatego zostają im głównie partyjni.
  • 2011-10-09 22:03 | vps

    Re:WYBORY 2011: Pierwsze wyniki, eksperci komentują

    Swoją ciemnotę to lud potwierdził wybierając Pana Palikota. Nie wierzyłem w szczere intencje jak i sensowny plan PiSu, dlatego cieszę się z wyników. Szkoda mi PJN bo chciałbym widzieć taką opozycję dla Platformy, która posługuje się choć odrobinę logiką, ale cóż czasy się zmieniają szybko, polityka też szybko się zmienia.
  • 2011-10-15 09:09 | vps

    ROZMOWA: Prof. Andrzej Zoll o Polsce po wyborach

    Zgadzam się z twierdzeniem, iż obywatelsko jesteśmy słabo wyedukowani. Poparcie Ruchu Palikota też jest tego przykładem, bo ludzie zagłosowali za zmianami, które niewiele zmieniają. Mamy tutaj chyba do czynienia z klasycznym kompleksem Polaka, który chce być za wszelką cene Europejczykiem i wstydzi się konserwatywnych obyczajów. Z drugiej strony jest ta zadrość o majątek kościoła. Wystarczy przyjrzeć się jak w Polsce powstaje klasa polityczna, na szczeblu lokalnym. W swoich gminach i miastach ludzie wybierjąc samorządowców nie kierują się wykrztałceniem i umiejętnościami kandydatów ale interesem własnym lub niechęcią do innych. W taki sposob politykiem może zostać każdy kto umiejętnie obnaży przeciwników i zaczaruje własciwe grupy. Wydaje mi się, że brak reform i słaba wydajność PO wynika z dwóch czynników: - po pierwsze Smoleńsk i PiS odwracał uwagę wyborców od istotnych zagadnień, dlatego koalicja miała pewnego rodzaju urlop. - po drugie, większość ważnych reform przyniesie widoczne zmiany dopiero po czasie, a kadencja trwa 4lata. Tutaj można chcieć, ale ludzie docenią dwie rzeczy - utrzymanie obecnego stanu, czyli takie gospodarowanie budżetem aby nie było gorzej. Druga rzecz to taka, ktorą można ocenić i zweryfikować szybko. Do tego dochodzi wspomniana wyżej niska jakość kompetencji u polityków, ktorzy są często wybierani na podstawie umiejętności aktorskich a nie osiągnięć ( Palikot, Lepper itdp. ). Kto się zabierze za takie wyzwanie jakim jest reforma prawa, mając świadomość, że to wszystko wymaga narażenia się u "betonów" oraz ciężkiej pracy, którą może niewielu docenić? Przyjdzie polityk, obiecujący gruszki na wierzbie i wyborcy o słabym prawie zapomną. Chcialbym powiedzieć, że z czasem zmądrzejemy ale martwią mnie obecne protesty ruchu " oburzonych" pod Wall St itp. Postulaty są tak prymitywne jak prymitywni są nasi wyborcy. Bunt przeciwko oszczędnościom, korupcji w polityce, nierównościom? Spoko, super sprawa ale jakie są postulaty? - Politycy zmiencie się? Bankowcy zmiencie się? Oligarchowie zmieńcie się? Nie bądzcie chciwi? To ja mówie - kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień. Sami wybraliśmy system i sami popieraliśmy system jak było dobrze, teraz chcemy zmian na lepsze bo jest nam gorzej. To tak jakby jeść codziennie hamburgery i na tydzień przed śmiercią oskarżać McDonalds za raka. Takie mamy obecnie społeczeństwo. Pozytywne jest to, że ludzie protestują tak jak pozytywny jest wybór PO a nie PiS. Jednak to jest cały czas zwalanie odpowiedzialności na wszystkich tylko nigdy na siebie. Politycy dadzą nam to co chcemy prędzej czy później ale nikt nie powie ile to kosztuje. Przecież dzisiaj wszystko można... "download for free".
  • 2011-10-15 09:09 | vps

    ad:ROZMOWA: Prof. Andrzej Zoll o Polsce po wyborach

    Zgadzam się z twierdzeniem, iż obywatelsko jesteśmy słabo wyedukowani. Poparcie Ruchu Palikota też jest tego przykładem, bo ludzie zagłosowali za zmianami, które niewiele zmieniają. Mamy tutaj chyba do czynienia z klasycznym kompleksem Polaka, który chce być za wszelką cene Europejczykiem i wstydzi się konserwatywnych obyczajów. Z drugiej strony jest ta zadrość o majątek kościoła. Wystarczy przyjrzeć się jak w Polsce powstaje klasa polityczna, na szczeblu lokalnym. W swoich gminach i miastach ludzie wybierjąc samorządowców nie kierują się wykrztałceniem i umiejętnościami kandydatów ale interesem własnym lub niechęcią do innych. W taki sposob politykiem może zostać każdy kto umiejętnie obnaży przeciwników i zaczaruje własciwe grupy. Wydaje mi się, że brak reform i słaba wydajność PO wynika z dwóch czynników: - po pierwsze Smoleńsk i PiS odwracał uwagę wyborców od istotnych zagadnień, dlatego koalicja miała pewnego rodzaju urlop. - po drugie, większość ważnych reform przyniesie widoczne zmiany dopiero po czasie, a kadencja trwa 4lata. Tutaj można chcieć, ale ludzie docenią dwie rzeczy - utrzymanie obecnego stanu, czyli takie gospodarowanie budżetem aby nie było gorzej. Druga rzecz to taka, ktorą można ocenić i zweryfikować szybko. Do tego dochodzi wspomniana wyżej niska jakość kompetencji u polityków, ktorzy są często wybierani na podstawie umiejętności aktorskich a nie osiągnięć ( Palikot, Lepper itdp. ). Kto się zabierze za takie wyzwanie jakim jest reforma prawa, mając świadomość, że to wszystko wymaga narażenia się u "betonów" oraz ciężkiej pracy, którą może niewielu docenić? Przyjdzie polityk, obiecujący gruszki na wierzbie i wyborcy o słabym prawie zapomną. Chcialbym powiedzieć, że z czasem zmądrzejemy ale martwią mnie obecne protesty ruchu " oburzonych" pod Wall St itp. Postulaty są tak prymitywne jak prymitywni są nasi wyborcy. Bunt przeciwko oszczędnościom, korupcji w polityce, nierównościom? Spoko, super sprawa ale jakie są postulaty? - Politycy zmiencie się? Bankowcy zmiencie się? Oligarchowie zmieńcie się? Nie bądzcie chciwi? To ja mówie - kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień. Sami wybraliśmy system i sami popieraliśmy system jak było dobrze, teraz chcemy zmian na lepsze bo jest nam gorzej. To tak jakby jeść codziennie hamburgery i na tydzień przed śmiercią oskarżać McDonalds za raka. Takie mamy obecnie społeczeństwo. Pozytywne jest to, że ludzie protestują tak jak pozytywny jest wybór PO a nie PiS. Jednak to jest cały czas zwalanie odpowiedzialności na wszystkich tylko nigdy na siebie. Politycy dadzą nam to co chcemy prędzej czy później ale nikt nie powie ile to kosztuje. Przecież dzisiaj wszystko można... "download for free".
  • 2011-10-15 11:10 | vps

    Re:ROZMOWA: Prof. Andrzej Zoll o Polsce po wyborach

    Zgadzam się, ale ludzie też często wybierają populistów, mają tendencję do ingorowania wyraźnych zagrożeń i są cyniczni. Większa część społeczeństwa nie interesuje się zagadnieniami społecznymi, ekonomicznymi, politycznymi bo przyjęło się, że do życia wystarcza specjalizacja a całą resztę załatwiają instytucje. W kręgu moich znajomych wiedza na temat kondycji świata ogranicza się do ogładnięcia wiadomości w TV lub przeczytania nagłówków w portalach informacyjnych. Wszystkiego wiedzieć się nie da ale niektóre sprawy dotyczą nas wszystkich. Jak można wybrać uczciwego przywódce nie mając pojęcia na czym przywództwo polega. Wychodzą potem grupy strajkować chcąc aby za wszelką cenę spełniono ich postulaty. Jak podniesie się głos, że realizacja takich żądan odbije się negatywnie np. na ich potomkach, to się te głosy ignoruje bo liczy się tu i teraz. Zwykły robotnik ma jakieś 30-50lat dorosłego życia na to aby się doedukować, nadrobić zaległości i wiedzieć czym się różni jedno pojęcie od drugiego. Gdyby wiedział, populisty by nie wybrał a slogan strajkowy byłby konkretniejszy i efektywniejszy. Oczywiście ten robotnik powie, że nie dano mu szansy i go ogłupiano, a ja uważam, że szanse ma każdy, a wysiłek jest niewielki. Kwestia przeczytania kilku książek, oraz zaglądnięcia raz w miesiącu do jakiejś publicystyki, a nie tylko do krzyżowek TV i flaszki. Pewności, że się nie wybiera oszusta nigdy nie ma, ale bez jaj, sami nakręcamy konsumpcje made in China, równocześnie sprzeciwiając się wyzyskowi i łamaniu praw człowieka. Ludzie chciwi i zakłamani zawsze będą istnieć. Społeczeństwa chcą utopi w której bez wysiłku, wszycy źli sami pozamykają się w więzieniach. W historii świata część rządząca jeszcze nigdy nie podzieliła się z resztą po równo i nigdy się nie podzieli, jeśli pozwolimy sobą sterować. A pozwalamy sobą sterować wtedy jeśli przyjmujemy, że już jest meta, nic więcej nie musze, swoje odwaliłem, teraz niech inni robią tak aby było dobrze.
  • 2011-10-15 16:28 | vps

    Re:ROZMOWA: Prof. Andrzej Zoll o Polsce po wyborach

    @miki - i dlatego tak bardzo staramy się o zniesienie wiz. Emigrujemy do kraju 1% bogatych i 99%biednych? Poziom ubostwa na zachodzie jest zbliżony do naszej średniej krajowej. Troche inny przelicznik. Każdy ma szanse odmienić swój los i się dowiedzieć więcej niż wie. Nie napisałem, że każdy ma szanse się dorobić wielkiego majątku bo to inna sprawa. Możesz być biedny ale pewny siebie i tego co mówisz i robisz, albo możesz być bogatą kukłą i popychadłem jeszcze bogatyszych od ciebie.
  • 2011-10-15 16:43 | vps

    Re:ROZMOWA: Prof. Andrzej Zoll o Polsce po wyborach

    @wnukmarek - Państwo niczego nie wymaga od obywateli, prócz płacenia podtatków i przestrzegania prawa. Wolne wybory to nie obowiązek a przywilej, o który jeszcze 20 lat temu musieliśmy walczyć - to pierwsza sprawa. Druga rzecz to te ogłupiające media, korporacje, politycy. Nikt nikogo nie zmusza do stania w kolejce pod sklepem Apple tylko po to, żeby kupić... komputer, którego i tak nie zabraknie. Tutaj jest ogromna różnica, bo mamy demokracje a w demokracji media mogą ogłupiać ile chcą. Utrzymują się głównie z reklam, przynajmniej te prywane i to ich sprawa jaką rolę odgrywają. Jeśli komuś doskwiera brak treściwych rzeczy, zawsze można samemu coś stworzyć, a płacz że się nie da bo są zasilni jest płaczem dziecka które zepsuło swoją własną zabawkę. Ja TV nie oglądam jak nie ma nic ciekawego, więc dlaczego te media przyciągają tyle widzów? Widzocznie mają na tyle interesującą ofertę, skoro zarabiają, rozwijają się, tworzą nowe rzeczy. Prosze mi wierzyć, że gdyby ludzie wyłanczali TV za każdym razem jak zobaczą coś głupiego, to ktoś kiedyś by przyszedł i powiedział - musimy stworzyć coś co zechcą ogładać albo zwijamy biznes. Proszę mnie źle nie zrozumieć, Państwa argumenty są własciwe. Problem w tym, że ta machina jest w tak wielkim ruchu, tak potężna i szybka, że jak zaczniemy zmieniać koła to się wykolei. Ludzie są paliwem napędowym systemu i tylko ludzie zmieniając swoje zachowania mogą system kierować. Odwoływanie się do uczciwości tutaj nie pomoże. Każdy system ma lukę w której nieuczciwi doskonale się odnajdują i tak będzie zawsze, bo jednostronny świat to nuda :)
  • 2011-10-15 19:08 | vps

    Re:ROZMOWA: Prof. Andrzej Zoll o Polsce po wyborach

    @camel - z krytyką kościoła się zgodze, ale nie uważam, że ma on tak wielki wpływ na sytuacje gospodarczą kraju, jak tu się przypisuje. Druga sprawa to taka, że ludzie wierzący w coś tam, nie zmienią nagle swojego zdania bo przestaniemy wieszać krzyże w sejmie lub zlikwidujemy nauczanie religi w szkołach. W demokracji wygrywa większość i to większość decyduje co ma gdzie wisieć. Jest wielu kalotlików myślących logicznie i raczej nikt nie otworzy przedsiębiorstwa lub nie zainwestuje na giełdzie z różańcem w ręku. To jest uogólnianie i przebarwianie problemu. Naród może być zacofany i bez religi, jest na to wiele przykładów na zachodzie. Co do głupoty to jest jej równie dużo i w ateistycznych środowiskach. Chciąłbym aby sprawa była tak prosta i ciemnota pochodziła od jednego źródła. W praktyce kościół jest jest tylko jednym z wielu problemów, głównie społecznym a nie gospodarczym. Jeśli uważasz, że sama likwidacja wpływów tej instytucji odmieni tutaj losy narodu, to powodzenia. Gwarantuje Ci, że z ciemnotą i prymitywizmem będziesz się spotykał nadal, bo ja nie wierze, że nagle zostaniemy oświeceni. Zmieni się głównie to, że w niedziele będziemy robić shoping zamiast chodzić na msze.
  • 2011-10-15 21:55 | vps

    Re:ROZMOWA: Prof. Andrzej Zoll o Polsce po wyborach

    @wnukmarek - "ale tych, co nie mają mentalności służącej przed wojną i płaczącej na melodramatach o paniczu i zwykłej dziewczynie, jest mało" - no i o tym właśnie pisze. Co z tego, że wiemy jak jest, skoro jest nas mało. Władza nigdy nie dbała o społeczeństwo i dziwi mnie, że do dziś nie wyciągneliśmy za wiele z tej lekcji. Cały czas oczekujemy, że kiedyś przyjdzie ktoś, kto będzie wstawał codziennie rano i spędzał dnie tylko na tym aby nam polepszać byt. Nam czyli komu, skoro każdy chce tego samego tylko w inny sposób? Społeczeństwo musi samo o siebie dbać i to nie są poglądy neoliberalne. Wiem, że państwo ma pomagać a nie przeszkadzać, ma ulatwiać a nie utrudniac itd.bo po to płacimy podatki. Problem w tym, że jak państwo za bardzo wpycha się w nasze życie to nas ogranicza, jeśli mamy za dużo swobody to jesteśmy jak pijane nastolatki w Ferrari. Był sobie ten Maj 68' i zakopaliśmy surową ręke państwa do grobu. Teraz mamy kryzys i rozliczamy się z tego do czego liberalizm nas doprowadził. Patrząć jednak na historię jest to powtórka z rozrywki, bo kolejny pomysł który miał być już ostatnim, zaczyna nawalać. Ta historia będzie trwała nadal, jeśli ludzi świadomych będzie mniej niż tych podatnych na manipulacjie. Cokolwiek nie wymyślimy, to przyjdzie ktoś kto to wykorzysta w złym celu i zrobi to z pomocą ludzi, bo człowiek słaby, cyniczny i głupi. Jestem za zmianą przyczyn problemu a nie samych skutków. Zła wladza przestanie być złą władzą, jeśli ci którzy ją wybierają i rozliczają zrobią to rzetelnie.
  • 2011-10-16 09:28 | vps

    Re:ROZMOWA: Prof. Andrzej Zoll o Polsce po wyborach

    Móc decydować o sobie nie oznacza bycia panem okoliczności. Afrykański dzieciak może iśc do bojowek albo przed nimi uciekać, emigrować lub zostąc, szukać pożywienia lub czekać na pomoc. Marynarz na morzu nie decyduje o tym kiedy i jaki będzie sztorm ale mimo wszysko stoi przy sterach, bo to może robić i na ile może panuje nad sterem. Co do USA to Ci uprzywilejowanie byli od zawsze i nie jest to efekt promowania pragmatyzmu i niezależności. Akurat w przypadku Ameryki to wyszło im to na dobre bo duża część społeczeństwa się dorobiła. Duża część miliarderów doszła też do wszystkiego samodzielnie. To, że teraz za błędy płacą niewinni i bogaci robią się jeszcze bogatsi jest winą słabego prawa, luk w systemie i głupoty społeczeństwa, które się nabiera na wszystko co świeci.
  • 2011-10-16 12:19 | vps

    Re:ROZMOWA: Prof. Andrzej Zoll o Polsce po wyborach

    @camel - wydaje mi się, że przeceniasz ilość ludzi będących pod tak silnym wpływem wiary i kościoła. Ja bym stawiał na jeskieś 15% społeczeństwa. To, że wierzących i chodzących od kościola jest więcej nie oznacza, że wszyscy w tak samo bezrefleksyjny sposób dają się manipulować. Nieuczciwość, zadzrość ma się w Polsce wręcz doskonale, więć kościól chyba aż tak wielkiego wplywu na naród nie ma, skoro Polakowi ufa się na końcu. Zgadzam się z tym co piszesz, tylko myslę, że proporcje są mniejsze i tych otumanionych jest mało. Dużo osob nie chce gwałtownych rewolucji w kościele z powodu podświadomości i przywiązania do tradycji. Myślę, że większość Polaków już od dawna wie z kim ma do czynienia, przykład - przegrana PiS to pokazuje, prawica poległa w tych wyborach totalnie.
  • 2011-10-17 09:16 | vps

    Re:ROZMOWA: Prof. Andrzej Zoll o Polsce po wyborach

    @MJM i inni - a są lepsze rozwiązania niż demokracja? To, że w praktyce ten system kuleje, jest przekręcany i naginany prawie wszędzie, jest jednym. Chcąc jednak cokolwiek zmieniać, przydałoby się odnosić to kluczowych i uczciwych aspektów systemu a nie brudnej rzeczywistości. Jeśli bedziemy porowadzić dyskusje na poziomie - co z tego i tak wszyscy kradną - to musimy zakładać totalitaryzm, który bez przerwy ściga potencjalnych złodzieji. Może i nie mamy pełnej demokracji w Polsce, może i polityka jest zwykłą kpiną, może to po pierwsze bo śędzią nikt tu nie jest. Po drugie nawet jak tak jest, to powtarzanie tego wkoło nie pomaga. Chcąć wytrzeć kurze nie wycierasz brudną szmatką bo tylko pogorszysz sprawę. Wydaje mi się, że nieuczciwość Polaków w dużym stopniu wynika z takiego cynicznego przekonania, że rzetene podejście do obowiązków nic nie zmieni bo inni są nierzetelni. Skoro tak to ja robie tak samo bo frajerem nie jestem.
  • 2011-10-17 14:51 | vps

    Re:ROZMOWA: Prof. Andrzej Zoll o Polsce po wyborach

    Oni mają liderów, Tee Party i Fox Tv, czyli tacy liderzy jak PiS dla kibiców. Ja protesty popieram, sam bym wyszedł na ulice gdybym miał czas i możliwość. Problem w tym, że chciwość i nieuczciowść tego 1% to tylko część problemu. Druga strona to rynki Azji, Brazylia itd. Musimy się podzielić czyli musimy oszczędzać bo kapitalizm się zmienia. Wrzucenie problemu do jednego worka to za mało bo gdyby ten 1% był mniej bogatszy to i tak nie jest w stanie polepszyć bytu 99% ludzi. Politycy się skorumpowali a systemy finansowe zawiodły bo majątek z zachodu rozdzielił się na cały świat i teraz ludzie niwelują sobie straty w nieuczciwy sposób. Tutaj przydały by się konkretne postulaty ekonomiczne i prawne, tak aby zablokować rozwarstwienie i poustawiać jakieś progi, przy których bogaty musi się dzielić majątkiem. Inaczej - ograniczenia w wyzysku pracowników i większa odpowiedzialność rynków finansowych. Ideologiczny postulat niestety dotyczy całego społeczeństwa i też samych protestujących, bo odnosi się do bezrefleksyjnej konsumpcji, życiu na kredyt itd. Ja nie wierze, że jakakolwiek władza wymusi podzielenie się majątkiem. Władza była, jest i będzię powiązana mocniej z tym 1% społeczeństwa niż z tym 99%. Coś tymi protestami zdziałamy, ale dobrobyt dla wszystkich w świecie internetu i technologi wymaga całkowitej zmiany systemu, a zwłaszcza mentalności i nawyków wszysktich ludzi. Wynalazki takie jak Iphone albo Ipad zawierają w sobie kilka mniejszych urządzeń, które zaczynają być zbyteczne. W jednej fabryce robi się to co kiedyś robiło się w pięciu. W jednym sklepie sprzedaje się to co kiedyś w pięciu sklepach, a do obsługi potrzebne jest jedno call center a nie pięć jak kiedyś. Możemy wszyscy pokończyć studia ale na rynku pracy liczba ofert dla magistrów jest ograniczona, zwłaszcza, że w kolejce czekają Azjaci śpiący po 5 godzin na dobe.