Ja My Oni

Kwestia kochliwości

Dlaczego niektórym miłość przychodzi łatwiej

Giovanni Giacomo Casanova na rysunku Auguste´a Lerouxa Giovanni Giacomo Casanova na rysunku Auguste´a Lerouxa Mary Evans Picture Library / BEW
Co sprawia, że jedni zakochują się łatwiej niż inni, i dlaczego niektórzy mają w miłości szczęście, a inni nie.
Giovanni Giacomo Casanova na rysunku Julesa Adolphe´a Chauvetabpk/BEW Giovanni Giacomo Casanova na rysunku Julesa Adolphe´a Chauveta

Stan zakochania, nie tylko w sztuce i w literaturze, ale również w psychologii, identyfikowany jest jako pewien rodzaj zmienionego stanu umysłu, który przypomina nieco – nieelegancko rzecz ujmując – stan szaleństwa. Myśli nieustannie krążą wokół ukochanej osoby, co kojarzy się z intruzywnym nawracaniem wspomnień, obecnym choćby w zaburzeniu po stresie traumatycznym. Wszystko, co się z tą osobą wiąże, przyciąga uwagę w taki sposób, jak w przypadku zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych. Sam przedmiot pożądania ulega odrealnieniu – idealizacji. Dodać do tego należy silną huśtawkę emocji – od euforii po rozpacz, przy czym siła obu tych afektów może być naprawdę duża. Badacze podkreślają także, że istotnym doświadczeniem związanym z byciem zakochanym jest utrata kontroli – człowiek nie panuje nad swoimi myślami, emocjami i reakcjami w kontakcie z interesującą go osobą. Silne reakcje fizjologiczne mogą pojawić się zresztą nie tylko w jej obecności, ale już pod wpływem mówienia czy myślenia na jej temat. Krótko mówiąc, są trzy składniki tego stanu:

• poznawczy – obsesyjne myśli, idealizowanie;

• emocjonalny – radość na myśl o spotkaniu z obiektem uczuć, rozpacz na myśl o braku wzajemności, poczucie niepewności i zagubienia;

• fizjologiczny – wzrost pobudzenia, który może stać się nadmierny, gdy czerwienimy się i nie potrafimy w obecności ukochanego czy ukochanej wykrztusić z siebie słowa.

Pisząc o zakochaniu, badacze przywołują jeszcze jedno pojęcie z zakresu psychiatrii: mania.

Zakochanie nie jest jednak równoznaczne z miłością. To drugie pojęcie ma znacznie szerszy zakres, a psychologowie zaproponowali co najmniej kilka teorii pomagających zrozumieć, czym jest i jakie są jej rodzaje. Idealizowana romantyczna miłość, w której dominuje intensywnie przeżywany stan zakochania, to rodzaj mitu, w który wierzą raczej osoby młodsze niż starsze.

Badania rzeczywiście sugerują, że kochliwość zmniejsza się wraz z wiekiem. Z biegiem lat temperatura naszych emocji spada, a przede wszystkim zwiększa się umiejętność samokontroli. Uczciwie jednak należy przyznać, że gros badań nad zakochiwaniem się prowadzona jest na próbach składających się z nastolatków i dwudziestolatków. A przykłady z literatury – jak choćby historia Stanisława Wokulskiego – pokazują, że zakochać się można także w wieku dojrzałym.

Płeć, czyli determinacja ewolucyjna

O ile kwestia wieku jest więc dość niejednoznaczna, o tyle stwierdzono dość wyraźne różnice w skłonności do zakochiwania się pomiędzy kobietami i mężczyznami. Zapewne większość czytelników stawiałaby na większą kochliwość kobiet, tymczasem badania sugerują, że łatwiej i silniej zakochują się panowie. Ten niezgodny ze stereotypem płci wynik znajduje jednak uzasadnienie na gruncie teorii ewolucji i hipotezy różnic wynikających z nierównych nakładów rodzicielskich kobiet i mężczyzn. Obie płcie kierowane są imperatywem przedłużenia gatunku w postaci przekazania własnych genów kolejnemu pokoleniu, ale to kobiety ponoszą zdecydowanie wyższy koszt w porównaniu z mężczyznami w procesie poczęcia i urodzenia dziecka. W konsekwencji kobiety są bardziej krytyczne, jeśli chodzi o wybór partnera i bardziej słuchają podszeptów rozumu, a nie tylko serca. W końcu ceną za nietrafny wybór może być samotne rodzicielstwo, stan, który jeszcze niedawno stawiał kobietę w sytuacji niemal dramatycznej. Z kolei z punktu widzenia mężczyzn bardziej opłacalną strategią jest dążenie do poczęcia dziecka, nawet jeśli sama partnerka daleka jest od ideału. Oznacza to, że panowie łatwiej i chętniej zakładają różowe okulary i dają się ponieść porywom serca. Z badań wynika zazwyczaj, że młodzi mężczyźni deklarują większą liczbę epizodów bycia zakochanym, większa jest też ich skłonność do kontynuowania miłości mimo braku wzajemności, a więc można zaryzykować twierdzenie, że mężczyzn częściej niż kobiety spotyka miłość nieszczęśliwa.

Czy kochliwość zależy tylko od płci i wieku? W żadnym razie: niektórzy z nas zakochują się łatwiej. Wpływ na to mają różne elementy.

Temperament, czyli determinacja biologiczna

Tu znaczenie mają oba wymiary, które leżą u podłoża naszej emocjonalności – ekstrawersja i neurotyczność. Ta pierwsza cecha wyjaśnia mniejszą lub większą skłonność do przeżywania emocji pozytywnych, takich jak euforia czy pożądanie. Osoby bardziej ekstrawertywne są również większymi poszukiwaczami doznań, a stan zakochania ze względu na charakterystyczną dla niego huśtawkę emocji dostarcza nie mniejszych wrażeń niż jazda na górskiej kolejce w wesołym miasteczku (co zresztą dla osób bardziej ekstrawertywnych jest atrakcyjnym sposobem spędzania czasu). Nie do przecenienia jest jeszcze jeden składnik ekstrawersji: większe uspołecznienie, czyli zainteresowanie innymi ludźmi, dążenie do kontaktów z nimi, skłonność do nawiązywania znajomości. Ta cecha sprawia, że ekstrawertycy wystawiają się na większe ryzyko rozbudzenia w sobie szczególnego zainteresowania inną osobą, bo jest ich wokół nich dużo. Badania nad rolą tej cechy, których wyniki w 2015 r. w „International Journal of Psychology and Psychological Therapy” opublikowali José Manuel Sanz Cruces, María Fernández Hawrylak i Ana Benito Delegido, pokazują jednak, że osoby bardziej ekstrawertywne częściej deklarują epizody zakochania z wzajemnością.

Osoby neurotyczne mają zaś tendencję do przeżywania emocji negatywnych i charakteryzują się większą lękliwością. W co najmniej dwóch badaniach potwierdzono, że osoby bardziej lękliwe często deklarują epizody zakochania i dużą ich intensywność, przy czym z cytowanych już badań hiszpańskich wynika, że cecha ta może wiązać się z kochliwością silniej u kobiet niż u mężczyzn.

Neurotyczność oznacza też zwykle większą impulsywność, trudność z samokontrolą, a także niższą samoocenę. A takie osoby częściej i silniej się zakochują i mają tendencję do wikłania się w nieodwzajemnioną miłość. Ona zaś – stanowiąc negatywne doświadczenie – utrwala obraz samego siebie jako osoby niekochanej i nieszczęśliwej.

Wczesne doświadczenia z opiekunami, czyli style przywiązania

Bardzo obiecująco wyglądają wyniki badań, w których wiązano skłonność do zakochiwania się oraz różne typy miłości z tzw. stylami przywiązania. Style te to pewne nawykowe sposoby tworzenia więzi z innymi, przy czym chodzi tu o bliskie więzi, a nie powierzchowne kontakty w pracy czy w codziennych sytuacjach. Zgodnie z założeniami teoretycznymi kształtują się one we wczesnym dzieciństwie i stanowią odbicie tego, w jaki sposób odnosili się do nas opiekunowie. Przy czym kluczowa dla małego dziecka jest relacja z matką – ona bowiem nie tylko zaspokaja wiele potrzeb fizjologicznych, lecz także dostarcza poczucia bezpieczeństwa.

Style przywiązania pomiędzy dzieckiem a matką dają się łatwo zaobserwować, gdy oboje znajdą się nowej sytuacji, np. w gabinecie psychologa. Typowe zachowanie dziecka wygląda tak, że po początkowym okresie pozostawania w pobliżu opiekuna coraz śmielej oddala się i poznaje nowy teren. Co jakiś czas jednak wraca, a matka okazuje mu wsparcie, zarazem nie zniechęcając do samodzielnego poznawania świata. Taki rodzaj więzi pomiędzy matką i dzieckiem nazywany jest bezpiecznym i uznawany jest za modelowy. Osoba wychowana w ten sposób w przyszłości łatwiej i chętniej nawiązuje więzi z innymi osobami, ma przyjaciół, a z partnerem umie stworzyć związek oparty na intymności oraz namiętności.

Osoby, które w dzieciństwie czuły się ignorowane, lub też opiekun, nie mogąc się pogodzić z ich odrębnością, modelował lękliwy stosunek do świata i innych ludzi, mają tendencję do tworzenia w dorosłości więzi, które określa się odpowiednio unikającymi i lękowymi. Trudność sprawia im ich stworzenie albo stają się w nich nadmiernie zależne i przeżywają w nich sporo emocji negatywnych. Osoby cechujące się stylem unikającym będą dystansowały się od innych, a ich epizody zakochania mogą być słabsze i mniej udane. Można jednak spodziewać się, że ze względu na trudność ze związaniem się z kimś na dłużej może być ich więcej. Z kolei ci, którzy swój styl przywiązania opisują jako lękowy, bardziej żarliwie poszukują związków z innymi, a ich kochliwość mierzona intensywnością uczuć jest większa. To, co upodabnia takie osoby do osób z unikającym stylem przywiązania, to mniejsza wzajemność w uczuciach.

Powyższe oczekiwania znalazły potwierdzenie we wspomnianych już badaniach hiszpańskiego zespołu badaczy. Stwierdzono ponadto, że osoby o unikającym stylu przywiązania swój pierwszy epizod zakochania przeżywały w istotnie późniejszym wieku. Stwierdzono także pewne różnice związane z płcią: tylko kobiety spośród osób z lękowym stylem przywiązania okazały się kochać z mniejszą wzajemnością.

Stosunek do miłości romantycznej, czyli wiara w kulturowy mit

Postawa wobec samej koncepcji miłości romantycznej to jeszcze jeden czynnik analizowany we wspomnianym badaniu, którego uwzględnienie pozwala przewidywać indywidualny poziom kochliwości. Ten model promuje raczej kultura popularna, co nie oznacza, że każdy w równym stopniu daje się jej przekazowi przekonać. Okazało się jednak, że ci respondenci, którzy byli bardziej skłonni do idealizacji zakochania, twierdzili równocześnie, że sami przeżywali ten stan bardziej intensywnie, choć ani nie zakochiwali się częściej, ani z większą wzajemnością, ani też nie w młodszym wieku w porównaniu z tymi, dla których mit miłości romantycznej był mniej przekonujący.

W sumie stan wiedzy naukowej na temat indywidualnej kochliwości pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Jak wspomniałam, badaczy bardziej interesują ludzie młodzi, a przecież może być tak, że przyczyny skłonności do zakochiwania się mogą być zmienne. Na przykład Stanisław Wokulski nie jawi nam się w końcu ani jako człowiek lękliwy, ani jako obarczony niską samooceną. Wręcz przeciwnie: jest przedsiębiorczy, odważny, ma poczucie własnej wartości. Może więc lękliwość sprzyja zakochiwaniu się tylko za młodu? Na pewno w tym obszarze potrzebne są dalsze badania i to najlepiej o charakterze podłużnym, w których informacje zbiera się przez dłuższy czas. Warto też poszerzyć zakres zmiennych związanych z osobowością, które pomagają przewidywać łatwość i siłę popadania w stan zakochania.

W przeciwieństwie do zakochania, które daje się scharakteryzować poprzez kilka typowych zachowań i reakcji, miłość to sprawa bardzo złożona – obejmuje zarówno namiętność, pożądanie fizyczne drugiej osoby (i ten wymiar najbliższy jest temu, co rozumiemy pod pojęciem zakochania), jak i poczucie intymności, bliskości oraz sympatii, zaangażowania i chęci kontynuacji relacji. Podczas gdy stan zakochania dotyczy danej jednostki – obiekt uczuć jest idealizowany, może nie odwzajemniać fascynacji, ba, może w ogóle nie być jej świadom – miłość jest rodzajem więzi pomiędzy ludźmi. To także coś, co i wiedza potoczna, i naukowa łączy z pozytywnym przeżyciem, które czyni nasze życie szczęśliwszym. Zakochanie zaś to stan ambiwalentny; niepewność, utrata kontroli nad sobą to te składniki, które są źródłem dyskomfortu, a nie szczęścia. Jeśli zakochanie można uznać za rodzaj miłości, to jest to tylko jeden z jej aspektów – proponuje się tu określenie Eros, które wskazuje na to, że dominującym przeżyciem jest pożądanie fizyczne i namiętność. Miłość typu Agape, w której dominuje przyjaźń i poczucie bliskości, znajduje się na drugim końcu skali.

W naszej kulturze jednak – przynajmniej tej popularnej – na piedestał wynoszone jest zakochanie. Od epoki romantyzmu niezmiennie powraca ono jako najważniejsze życiowe doświadczenie bohatera, którego porywy serca stanowią główny motywator działań. Wizja ta niewiele ma wspólnego z rzeczywistością: nie jest tak, że nieustannie jesteśmy w kimś zakochani, jednocześnie mało kto mógłby powiedzieć, że był zakochany tylko raz w życiu. Analizując sprawę na chłodno, większość osób pewnie od czasu dorastania, a może nawet późnego dzieciństwa, przeżywała wiele zakochań, z których większość nie prowadziła do związku opartego na miłości. A co gorsza, zapewne wiele przyzna także, że ich związki miłosne nie rozpoczęły się wcale klasycznym, opisanym w literaturze wielkim „porywem serca”.

Ja My Oni „Wszystko o miłości” (100104) z dnia 08.02.2016; Mechanika miłości; s. 15
Oryginalny tytuł tekstu: "Kwestia kochliwości"
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną