Ja My Oni

Osobowość w mroku

Jak cechy osobowości wpływają na zaburzenia psychiczne

Neurotyczność to praktycznie rzecz biorąc większa wrażliwość na wszelkie negatywne sygnały płynące z otoczenia oraz większa skłonność do nadmiernego na nie reagowania. Neurotyczność to praktycznie rzecz biorąc większa wrażliwość na wszelkie negatywne sygnały płynące z otoczenia oraz większa skłonność do nadmiernego na nie reagowania. Mirosław Gryń / Polityka
Czy z pewnych cech człowieka może wynikać większe ryzyko chorób i zaburzeń psychicznych.

Cholerycy Hipokratesa

Określenia choleryk czy flegmatyk zna chyba każdy, niezależnie od tego, na ile interesuje się psychologią i jej spojrzeniem na fenomen osobowości. Choleryk to ktoś porywczy, pełny pasji, a zarazem nerwowy. Flegmatyk natomiast to jego przeciwieństwo – spokojny, ospały, stonowany, trudny do wyprowadzenia z równowagi. Terminy te i do dziś zresztą używane jako etykiety opisujące ludzkie zachowania – pochodzą ze starożytnej typologii temperamentu. Wprowadzone przez greckiego lekarza Hipokratesa stanowią nie tylko pierwszą naukową próbę wskazania na główne obszary różnic osobowościowych pomiędzy ludźmi, ale też – co bardzo ważne – teorię wiążącą charakter człowieka ze skłonnością do zapadania na różne choroby, w tym psychiczne. Hipokrates, jak też inny reprezentant tej myśli – Galen, zauważali skłonność choleryków do stosowania przemocy, a także wiązali takie tendencje charakterologiczne z ryzykiem śmierci w wyniku udaru czy zawału serca.

Trzeci z wyróżnionych wtedy typów temperamentu, typ melancholiczny (osoby mało energicznej, ale zarazem nerwowej, nastawionej pesymistycznie), wiązali z ogólnie gorszym stanem zdrowia psychicznego, większą skłonnością do załamywania się w obliczu trudności, popadania w stan melancholii (dziś najbliższą nazwą dla takiego stanu jest określenie depresja), a także z ryzykiem targnięcia się na własne życie. Starożytna koncepcja typów temperamentu jest więc najstarszą teorią wiążącą osobowość człowieka ze stanem jego zdrowia.

Astenicy Kretschemera

Już w czasach bliższych współczesności, w XIX w. i okresie do wybuchu drugiej wojny światowej, dużą popularnością cieszyły się różne koncepcje, w których wiązano właśnie temperament człowieka ze skłonnością do zaburzeń psychicznych i nieadaptacyjnych zachowań. O ile starożytni doszukiwali się biologicznego podłoża typów temperamentu w niewidocznej dla oka zmiennej równowadze różnych płynów w naszym ciele, takich jak krew, żółć czy flegma, to teoretycy pokroju Ernsta Kretschemera widzieli je w zewnętrznej budowie ciała. I tak na przykład osoby o wątłej i chudej budowie ciała nazwano typem astenicznym, osoby otyłe – typem pyknicznym, a dobrze umięśnione – atletycznym. Samodzielne obserwacje kliniczne dokonane przez Kretschemera skłoniły go do postawienia następujących tez. Po pierwsze: budowa ciała wiąże się z charakterem – najwięcej osób dziwacznych w zachowaniu, słabo przystosowanych społecznie zauważał wśród asteników, a najbardziej kruchą i podatną na załamania nerwowe konstrukcję psychiczną obserwował wśród pykników. Po drugie: cechy osobowości tworzą wyraźną podatność na zapadanie na różne choroby psychiczne, a jeśli tak, to nic dziwnego, że mający skłonność do wahań nastroju pyknicy popadają w stany depresyjne, zaś astenicy – wyalienowani społecznie i żyjący w swoim świecie – częściej zapadają na schizofrenię.

Koncepcja Kretschemera nie wytrzymała próby czasu. Nie tylko dlatego, że żadne systematyczne dane nie dowodzą powiązania zewnętrznego wyglądu ani z charakterem, ani ze stanem zdrowia psychicznego. Ale też i z powodu doświadczeń drugiej wojny, w trakcie której selekcjonowanie ludzi na podstawie wyglądu stało się racjonalizacją do ich dyskryminacji, a potem zabijania. Dość skutecznie i gwałtownie zamknęło to nurt zainteresowań w psychologii poszukujący związków wyglądu z zachowaniem. Dalej jednak próbowano powiązać kwestię osobowości i zaburzeń psychicznych, spodziewając się, że będą możliwe do przewidzenia, skoro są zdeterminowane cechami osobowości.

Neurotyzm Eysencka

Taki sposób myślenia zaprezentował w latach 50. jeden z ważniejszych psychologów w historii tej dziedziny Hans Eysenck. Inaczej niż poprzednicy skupił uwagę na cechach, a nie na typach osobowości. Cechy to nic innego jak wymiary, na których można opisać zachowania ludzi; wektory, które opisują różnice indywidualne. Wzięcie pod uwagę cech, a nie typów, znacznie komplikuje obraz: nie można już wyróżnić kilku prostych rodzajów osobowości, różnice pomiędzy ludźmi nabierają subtelniejszego charakteru, tendencje skrajne zdarzają się sporadycznie. Jest to jednak opis znacznie bliższy prawdzie.

Jedną z trzech podstawowych cech, którą wskazał Eysenck, jest wymiar nazwany neurotycznością. Nazwa ta wprost nawiązuje do pojęcia nerwicy, obecnie nieużywanego już w psychiatrii określenia, ujmującego problemy z zakresu zaburzeń lękowych i nastroju. Zdaniem Eysencka tendencja do reagowania lękiem jest powszechnie obecna, tyle że w różnym stopniu nasilona. A gdy przybiera ona duże nasilenie, możemy mówić o zaburzeniu w stopniu psychiatrycznym. Analogiczne myślenie dotyczy innej cechy – psychotyczności. Cecha ta odnosi się do różnic w poziomie empatii, skłonności do współczucia, ustępliwości i stopnia socjalizowania. Bardzo wysoki poziom psychotyczności to – zdaniem tego badacza – niemal pewna droga do zaburzeń typu schizofrenia.

Jednak podobnie jak w przypadku teorii wiążących wygląd z charakterem dokładna weryfikacja empiryczna obaliła te poglądy. Osoby zdiagnozowane jako wysoko neurotyczne czy też wysoko psychotyczne nie mogą automatycznie być określane jako osoby zaburzone psychicznie lub też na tyle źle funkcjonujące, by konieczna była w ich przypadku jakaś terapia.

Wielka podejrzana w Wielkiej Piątce

Rozwój psychiatrii w czasach współczesnych zakwestionował proste wynikanie psychopatologii z cech osobowości w tym sensie, że skrajne nasilenie jakiejś cechy musi prowadzić do zaburzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że jakieś związki pomiędzy owymi cechami a zaburzeniami psychicznymi istnieją.

Jedną z najlepszych metaanaliz (czyli analiz obejmujących wiele pojedynczych badań) jest zestawienie dokonane przez Johna Malouffa i współpracowników, gdzie za podstawę porównań przyjęto cechy tzw. Wielkiej Piątki. Są to: neurotyczność, nazywana także od nazwy przeciwnego bieguna tej tendencji zrównoważeniem emocjonalnym (różnie nasilona tendencja do przeżywania lęku, złości, smutku, przygnębienia, braku wiary w siebie, poczucia winy czy wstydu); ekstrawersja (różnice indywidualne w poziomie aktywności, energii, tempa działania, skłonność do przeżywania pozytywnych emocji, a także dążenia do przebywania z innymi i dominowania w tych kontaktach); otwartość na doświadczenie (ciekawość, otwartość poznawcza, szerokość zainteresowań, tolerancja); ugodowość (empatia, skłonność do uległości i altruistycznego zaangażowania się na rzecz grupy) oraz sumienność (wytrwałość w działaniu, silna motywacja wewnętrzna, dobra samokontrola i skłonność do poprzedzania działań dokładnym planowaniem).

We wspomnianej metaanalizie stwierdzono, że choć prawdą byłoby to, co zakładali już starożytni, że typ osobowości tworzy podatność do rozwijania zaburzeń psychicznych, to chodzi tu raczej ogólnie o gorsze zdrowie psychiczne, a nie jakieś konkretne problemy. Spośród cech Wielkiej Piątki tą, która najwyraźniej łączy się z gorszym zdrowiem psychicznym, jest bez wątpienia neurotyczność. U osób bardziej wrażliwych emocjonalnie częściej diagnozowane są zaburzenia psychiczne.

W przypadku zaburzeń nastroju ten związek z neurotycznością jest jeszcze silniejszy. Oznacza to, że choć osobom o wysokich wynikach w skali neurotyczności nie wolno w sposób automatyczny stawiać diagnozy psychiatrycznej, to jak najbardziej możemy zaliczać je do grupy podwyższonego ryzyka. Na skutek działania rozmaitych okoliczności, np. długotrwałego stresu, czy czynników biologicznych, np. zmian hormonalnych, szansa na rozwój problemów psychicznych jest w przypadku takich osób istotnie większa.

Oprócz neurotyczności cechą, którą najmocniej wiąże się ze zdrowiem psychicznym, jest sumienność – osoby ze zdiagnozowanymi zaburzeniami psychicznymi są przeciętnie mniej sumienne. Wśród osób z problemami psychicznymi można też spotkać więcej niż przeciętnie osób introwertywnych, a także tych mniej ugodowych. Wydaje się więc, że nie tylko sama neurotyczność, ale także pewien układ cech osobowości wiążą się z podatnością na słabsze zdrowie psychiczne, choć choroba psychiczna nie jest przy tym splocie wcale przesądzona.

Obecny stan badań nie pozwala nam jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, jak i dlaczego cechy osobowości oraz zaburzenia psychiczne w pewnym stopniu ze sobą współwystępują. Najprostsze wyjaśnienie – hipoteza ciągłości – mówiące, że te same tendencje, które występują u ogółu ludzi, gdy są wybitnie nasilone, stają się patologią, budzi poważne wątpliwości. Można w jakimś stopniu przyjąć takie wyjaśnienie, szukając związku pomiędzy neurotycznością (w której skład wchodzi skłonność do zamartwiania się, tendencja do złego nastroju, słabe radzenie sobie ze stresem, skłonność do poczucia winy) a zaburzeniem depresyjnym. I w tym jednak wypadku jest to wyjaśnienie niewystarczające, bo gdyby je przyjąć, należałoby założyć, że nie istnieją żadne możliwości leczenia depresji, co jest całkowitą nieprawdą. I tu osobowość tworzy więc podatność, ale nie przesądza o rozwoju problemu psychicznego.

Geny czy środowisko

Wyjaśnień zjawisk psychologicznych można szukać albo po stronie czynników genetycznych, albo mechanizmów środowiskowych. Poszukuje się więc genów, które można powiązać z jednej strony z różnicami w cechach osobowości, a z drugiej – z ryzykiem zaburzeń. Szereg badań wskazuje na sensowność hipotezy genetycznej. Bez wątpienia na przykład poziom lęku właściwy dla danego człowieka można wiązać z obecnością pewnych odmian genów. Jednak cechy osobowości mogą także tworzyć środowiskową podatność do zapadania na choroby psychiczne.

I tak wspomniana wyższa neurotyczność to praktycznie rzecz biorąc większa wrażliwość na wszelkie negatywne sygnały płynące z otoczenia oraz większa skłonność do nadmiernego na nie reagowania. Oznacza to, że dwie różne osoby różniące się poziomem neurotyczności umieszczone w takich samych warunkach zareagują inaczej – ta bardziej neurotyczna odczuje wyższy poziom stresu, zapewne też gorzej sobie z nim poradzi. Tak przetwarzając rzeczywistość, ma większe szanse budować sobie w głowie bardziej negatywny obraz swojej własnej osoby oraz tego, jak potrafi radzić sobie z problemami. A to z kolei oznacza, że faktycznie trudniej będzie jej radzić sobie z problemami.

Innym mechanizmem, na który zwracają uwagę badacze, jest umiejętność tworzenia więzi z innymi ludźmi, otrzymywania wsparcia społecznego. Osobom spiętym, niepewnym siebie, mającym skłonność do izolacji, nieufnym wobec innych jest po prostu trudniej uzyskać pomoc innych, a to z kolei izoluje je od niezwykle ważnego zasobu, dzięki któremu utrzymujemy równowagę psychiczną, szczególnie w momentach kryzysowych.

Cechy osobowości a zaburzenia osobowości

Nieco odrębnym zagadnieniem jest pytanie o związki cech osobowości z zaburzeniami osobowości. Niech nie myli tu zbieżność językowa. Zaburzenia osobowości stanowią szczególną klasę problemów psychicznych: to chroniczne, stale zaburzone wzorce reagowania, które choć utrudniają jednostce szczęśliwe i skuteczne działanie, nie zaburzają całkowicie funkcjonowania. Wyróżnia się cały szereg zaburzeń osobowości, przy czym każde z nich ma dość odrębne, z reguły słabo poznane uwarunkowania.

Owszem, udało się określić szereg korelacji pomiędzy cechami osobowości a jej zaburzeniami. Inaczej jednak niż w przypadku zaburzeń psychicznych, nie można tu mówić o jednym profilu cech, który by tym zaburzeniom sprzyjał. I tak wspomniana neurotyczność, choć wiąże się z takimi zaburzeniami, jak osobowość zależna czy osobowość unikająca, nie wiąże się zupełnie z osobowością narcystyczną, histroniczną czy antyspołeczną. Również ekstrawersja czy sumienność z jednymi zaburzeniami się wiążą, z innymi – nie. Przy czym siła tych korelacji jest nieduża.

Modny obecnie nurt badań nad tzw. mroczną triadą cech – makiawelizmem, narcyzmem i psychopatią – wprost nawiązuje do dyskusyjnego założenia, że skrajne nasilenie jakiejś cechy oznacza psychopatologię. Jednak bynajmniej nie jest tak, by ludzie dzielili się na dwie kategorie – wyposażonych lub pozbawionych tego mrocznego kompletu. W ludzkiej populacji mamy do czynienia z pełnym zakresem nasilenia tych skłonności. Jest więc kwestią umowną i zależną od okoliczności, jakie nasilenie makiawelizmu, narcyzmu czy psychopatii będziemy zaliczać jeszcze do normy, a jakie – już do patologii. Badania w tym obszarze dowodzą, jak to złożony problem. Gdy badamy bliskie związki – już niewiele ponad przeciętne nasilenie owych tendencji wiąże się z większym ryzykiem zaistnienia np. przemocy.

W sumie zatem dociekanie związków osobowości ze zdrowiem psychicznym, choć datuje się od tak dawna – sięga czasów starożytnych, po dziś dzień jest polem sporów naukowych.

Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną