Ja My Oni

Pokój między wrogami

Jak oswoić swoje Ja?

Czy człowiek ma tylko jedno ego? Czy człowiek ma tylko jedno ego? Matthias Oberholzer / Unsplash
Dr hab. Irena Dzwonkowska o tym, jak żyć z wszystkimi swoimi Ja.
Dr hab. Irena DzwonkowskaLeszek Zych/Polityka Dr hab. Irena Dzwonkowska

Katarzyna Czarnecka: – Czy człowiek ma tylko jedno ego?
Irena Dzwonkowska: – Ego to termin zaczerpnięty z psychoanalizy, oznaczający dosyć specyficzny sposób rozumienia ludzkiego Ja. Jednak jeśli popatrzymy na osobowość człowieka z perspektywy poznawczej, zobaczymy wielość owych Ja. Dotyczą one wiedzy o sobie w odniesieniu do różnych aspektów funkcjonowania: społecznego, intelektualnego, fizycznego. A także tego, jakie się ma osiągnięcia, jakie błędy popełnia, jakie się ma wady itd. Czyli to różne informacje, oceny, emocje i motywy.

Jak człowiek sobie z tymi różnymi Ja radzi?
Różnie. To bardzo ważny element zdrowego funkcjonowania – różne elementy ludzkiego Ja powinny się ułożyć w jeden nurt. Czasami integrują się pięknie i zgrabnie, przy czym nad tym, w jaki sposób, psychologowie wciąż się zastanawiają. Ale jest ich bardzo dużo i często nie do końca ze sobą grają, a wtedy człowiek odczuwa silny ból psychiczny.

Czy w dezintegracji mieści się sytuacja, w której człowiek przybiera dla różnych ludzi różne maski?
Wiedza o sobie, często mocno prywatna, nawet intymna, i to, co się pokazuje światu, mieszczą się po prostu w tej wielości. Carl Gustav Jung mówił o personie. I ostrzegał, że niektórzy ludzie gubią poczucie tego, co jest wewnętrznym Ja, bardzo wrażliwym na zranienia – a u niektórych może i nadmiernie – a co sztucznością, autoprezentacją.

Taka druga twarz to udawanie?
Czasami człowiek bywa w kontaktach z innymi ludźmi przebojowy czy nawet agresywny, a wewnętrznie niezwykle nieśmiały. Maską zazwyczaj chroni tę wiedzę, której nie chce pokazać światu – z lęku przed zranieniem właśnie. Optymalnie jest umieć oddzielić jedną twarz od drugiej i nie dopuszczać, żeby one się ze sobą zrastały. To niełatwe, bo mamy do czynienia z elementami bardzo złożonej struktury osobowości.

A jeśli człowiek reaguje na coś w sposób nieprzewidziany, a nawet nieakceptowalny dla siebie samego? Nagle zachowuje się bohatersko albo wyjątkowo podle?
Rozwijanie wiedzy o sobie i osobowości to jest proces. Czasami zdarza się tak, że dorośli ludzie przekonani, że znają siebie doskonale, dowiadują się na swój temat zupełnie nowych rzeczy. Człowiek nieustająco samego siebie poznaje i, jak powiedział Sokrates, to jedno z najważniejszych zadań w życiu. Trudno sobie wyobrazić pytanie trudniejsze od tego: kim jestem?

Pytanie tylko, czy ta nowa reakcja, pozytywna bądź negatywna, będzie elementem autoprezentacji, czy też wewnętrznego Ja – to jest bardzo zindywidualizowane. Na ogół jednak ludzie dążą do tego, żeby prezentować się innym w sposób pozytywny, a jeśli już jakieś negatywne informacje o sobie posyła się światu, to raczej drobne, niewpływające na jego wizerunek.

Czy ego można ukryć?
Ciężka sprawa. W ujęciu psychoanalitycznym ego jest organem wykonawczym, racjonalnym, który decyduje o rzeczywistym działaniu człowieka w świecie, więc trudno byłoby je ukryć. W rozumieniu poznawczym w tej wielości Ja sporo jest wiedzy ukrytej, nie do końca przez człowieka uświadomionej, choć wpływającej na jego zachowanie.

Człowiek nowych Ja się uczy? A może w określonych sytuacjach je dostrzega, bo one po prostu w nim są?
Uczy się. Jak mówił żyjący na przełomie XIX i XX w. prekursor psychologii humanistycznej i fenomenologii William James, Ja człowieka składa się z dwóch podstawowych elementów: Ja poznającego i Ja poznawanego. Ja poznające jest tym elementem psychiki, z którym człowiek przychodzi na świat. To jest ważny aspekt jego świadomości i uważności, aspekt działania człowieka, zatem Ja wykonawcze. I owo poznające Ja, jak czytelnik czytający książkę, odkrywa samo siebie. Ja poznawane zaś nieustannie się rozwija: poprzez doświadczenia i spostrzeżenia człowieka, osiągnięcia, porażki i – co jest ogromnie ważne – poprzez kontakt z innymi ludźmi i informacje z ich strony. Ono jest zresztą charakterystyczne dla kultury indywidualistycznej, w której żyje wielu ludzi na świecie. Są wciąż pobudzani, by poznawać samych siebie i by rozwijać własne Ja. Badania naukowe idą także w stronę spojrzenia filogenetycznego, czyli z punktu widzenia rozwoju gatunkowego – czy małpy człekokształtne, psy, koty, słonie i delfiny potrafią odróżniać siebie od świata zewnętrznego? I test luster pokazał, że psy i koty na swoje zmienione odbicie reagują tak, jakby widziały innego psa albo kota. A już małpy człekokształtne pojmują, że przedstawia ono je same. U dziecka ta specyficzna reakcja pojawia się, gdy ma półtora roku życia. Można powiedzieć, że to jest czas, który predysponuje poznawczo i rozwojowo do narodzin Ja i ego, czyli po prostu tożsamości.

Czy człowiek zawsze to potrafił?
Amerykański psycholog społeczny Roy Baumeister stwierdził, że w dawnych epokach Ja nie było tak bardzo wyraziste jak dziś. Z lektury tekstów z okresu średniowiecza wysnuł wniosek, że wtedy ludzie wcale się nie zastanawiali nad tym, kim są i jacy są, bo nie było im to potrzebne. W okresie feudalnym role społeczne były tak sztywno przyporządkowane, że z góry wiedzieli, że czeka ich tylko to, do czego system ich przymusi. Oczywiście jako dzieci mieli predyspozycje takie same jak dzisiejsze kilkulatki, ale ich nie wykorzystywali, a zatem ich osobiste Ja nie rozwijało się tak, jak Ja współczesnego człowieka Zachodu.

To oznacza, że Ja może być leniwym uczniem?
Tak. To bardzo ciekawy i wielotorowy wątek. Bo nie chodzi tylko o lenistwo, jak to pani ładnie ujęła, ale np. o lękowe wycofywanie się: nie chce mi się już poznawać samego siebie, bo wiedza o czymś, czemu nie potrafię stawić czoła, boli. Nie chce się więc rozpoznać tego, co tkwi w głębi – jakichś urazów emocjonalnych, konfliktów różnego rodzaju. Psychoterapeuci, zwłaszcza nurtu psychoanalitycznego, właśnie z tymi oporami ludzi muszą sobie radzić. Co często wcale łatwe nie jest, bo człowiek stosuje różnego rodzaju chwyty, taktyki i strategie, żeby nie dowiedzieć się, jaki naprawdę jest.

Jak poznawanie siebie przebiega z wiekiem?
W różnych okresach w życiu motywacja do tego jest większa lub mniejsza. Różni badacze, m.in. Constantine Sedikides, profesor psychologii społecznej i osobowości z University of Southampton, wskazują, że pytania kim, jaki jestem, jakie mam możliwości, do czego mogę dążyć, co mogę osiągnąć, zadają sobie nastolatki, bo w tym wieku przechodzi się pierwszy poważny zwrot w życiu. Z czasem to zainteresowanie sobą może opadać u niektórych ludzi, ale oczywiście istnieją spore różnice indywidualne. Niektórzy są bardziej otwarci na poznawanie różnych smaków i kolorów rzeczywistości, w związku z tym są też bardziej nastawieni na poznawanie samych siebie. Niektórzy zaś są bardziej konserwatywni, mają raczej zamknięte struktury poznawcze i sposób analizowania świata, a zatem niespecjalnie są chętni do tego, by czegoś nowego się dowiadywać.

Tymczasem ludzie idą do pracy i wchodzą w związki. Później czasami zmieniają pracę czy partnerów, czasami chorują. To też sytuacje kryzysowe, niekiedy bolesne, które niewątpliwie każą poznawać siebie na nowo. Słowem, życie co jakiś czas szturcha człowieka i mówi: popatrz, kim jesteś dziś, co potrafisz, a czego nie, czego musisz się jeszcze nauczyć.

A kiedy człowiek się starzeje i niedołężnieje? Czy nie jest tak, że jego umysł usuwa różne, niepotrzebne już Ja i zostawia tylko najbardziej podstawową formę panującą nad zwyczajnymi czynnościami bytowymi?
W pewnych momentach życia – najczęściej kryzysowych, a starość w chorobie to przecież kryzys końca życia – człowiek robi porządki poznawcze. Uwypukla pewne aspekty wiedzy o sobie, inne odrzuca. Robi to czasami z powodu bólu emocjonalnego spowodowanego nieumiejętnością poradzenia sobie z jakimiś złymi decyzjami życiowymi czy błędami albo za względu na jakieś przeszłe naruszenie moralne. Mechanizmy obronne u starego człowieka mogą działać bardzo silnie, a pamięć im pomaga – utrudnia dostęp do informacji o jakichś niekorzystnych aspektach samego siebie. Inna sprawa, że w życiu każdego z biegiem czasu zmieniają się role życiowe. Przecież starsza pani była kiedyś np. mamą małych dzieci, a więc wykonywała zadania związane z ich wiekiem. Dorosłe dzieci nie wymagają pilnowania, czy są najedzone, wypoczęte i czy odrobiły zadania szkolne, nie trzeba tak intensywnie myśleć o ich przyszłości, więc i rola mamy się zmienia. To się może objawiać koncentracją na tu i teraz, no i ma się czas na zabawę z wnukami albo siedzenie na ławce i głaskanie kota.

Dramat osób cierpiących na alzheimera czy demencję, którym dotkniętych jest wielu ludzi w podeszłym wieku, polega zaś m.in. na tym, że takie osoby nie pamiętają na ogół tego, co się działo przed chwilą. Za to często wracają wspomnieniami do jakichś własnych Ja z przeszłości, przy czym niektóre rzeczywiście pomijają. Ale i tak na procesy chorobowe nakładają się te po prostu przystosowawcze. I to także jest rodzaj rozwoju.

Mówiąc o cezurach w życiu człowieka, przeskoczyłyśmy kryzys wieku średniego. Co to takiego?
Już Jung mówił – a liczne współczesne badania to potwierdzają – że wiek ok. 40 lat jest przełomowy. Wówczas człowiek na ogół wykonał już różnego rodzaju zadania życiowe związane ze światem zewnętrznym – założył rodzinę, zdobył przyjaciół, coś osiągnął zawodowo itd. – i wkracza w okres zwracania się w głąb samego siebie, integrowania różnych sprzeczności, które pojawiły się w jego psychice.

Czym one są?
Można powiedzieć, że różne głosy ludzkiej psychiki ze sobą rozmawiają, a czasami wręcz walczą: kobiecości i męskości, ekstrawersji i introwersji, rodziców, siebie jako dziecka, czasami bardziej, a czasami mniej szczęśliwego. Ale też te przyswojone przez człowieka, wypracowane, np. przyjaciela – czasami wyobrażonego, lub surowego krytyka. Idąc za myślą Junga, pogodzenie ich to zadanie drugiej połowy życia. Z drugiej strony kryzys wieku średniego to czas zdawania sobie sprawy z przemijalności, z tego, że młodość nie wróci, a trzeba sobie poradzić z tym, że sił będzie coraz mniej i atrakcyjność spada. Ja dyktuje więc niektórym osobom, że muszą udowodnić sobie, że są jeszcze sprawne, ponętne, że potrafią więcej osiągnąć. Wtedy także mocno dają o sobie znać niespełnienia z wcześniejszych okresów w życiu, szczególnie jeśli samoocena człowieka nie jest stabilna, jeśli nie nauczył się lubić i szanować samego siebie.

O takim człowieku mówi się, że ma skarłowaciałe – w opozycji do wybujałego – ego. Czy te określenia są prawidłowe?
Zawsze warto szukać potocznych synonimów na określenia naukowe, bo wtedy łatwiej je zrozumieć, a język jest bogaty. Tu po prostu mowa o samoocenie – wysokiej, niskiej, o adekwatnej i nieadekwatnej, stabilnej i niestabilnej, ale też o narcyzmie.

I o egoizmie czy egocentryzmie. Tak szufladkuje się osoby z nieadekwatnie wysoką samooceną – niemiłe dla innych, wyniosłe. Słusznie?
Niekoniecznie. Egoizm zdefiniowałabym jako nastawienie na realizację własnych interesów bez koncentracji na interesach czy potrzebach innych osób. Egocentryzm jako skupianie uwagi na samym sobie, na własnej perspektywie widzenia rzeczywistości. A ludzie uważający się za zdecydowanie lepszych od całej reszty świata, oczekujący od innych podziwu, to właśnie narcyzi. I tu trzeba powiedzieć, że duże ego, poznawczo obszerne, ma osoba, która dużo wie na swój temat. Nadęte ego – według amerykańskiej terminologii – jest najczęściej połączeniem wysokiej samooceny i dosyć ubogiej samowiedzy.

To się przekłada na prostotę w myśleniu, nieumiejętność niuansowania rzeczywistości?
Zwykle tak. Na postrzeganie świata czarno-biało, a siebie jednowymiarowo. Osoby o bardzo wysokiej samoocenie, często niestabilne, są kolekcjonerami informacji pozytywnych na swój temat, a bardzo mocno się bronią przed informacjami o swoich wadach, błędach, bo to boli.

Czyli ten, kto ma niską samoocenę, kolekcjonuje złe informacje na swój temat i broni się przed dobrymi?
To jest bardziej złożona sprawa. Takie osoby także mają motywację do podnoszenia poczucia własnej wartości, ale mają stosunkowo mało gruntownych informacji na swój temat, tyle że i pozytywnych, i negatywnych. One są po prostu mocno zależne od informacji zewnętrznych, potrzebują, żeby ktoś im powiedział, jacy faktycznie są. Kiedy już zgromadzą w ten sposób wiedzę, dążą do tego, by ją ugruntować. Niestety, to samo robią z negatywnymi schematami siebie samego. To sprzeczność: dążyć do tego, żeby dowiedzieć się czegoś dobrego na swój temat, a jednocześnie trzymać się, czasami dość kurczowo, niepochlebnych informacji. Dlatego osoby o niskiej samoocenie są skłonne do przejawiania symptomów depresyjnych: przedłużającego się pogłębionego smutku, negatywnego myślenia o sobie, przeżywania poczucia nawet wręcz bezwartościowości.

Z tego wszystkiego wynika, że człowiek ma w sobie zwielokrotnionych doktora Jekylla i pana Hyde’a i jego podstawowym zadaniem jest ich pogodzenie?
Mogę się do tego przychylić. Oni w zdrowo funkcjonującej psychice żyją obok siebie w jakiej takiej zgodzie.

I obaj są potrzebni?
Tak. Nie jest łatwe spojrzeć na negatywne strony samego siebie, ale zdecydowanie gorzej dla funkcjonowania człowieka, gdy tłumi wiedzę o nich i związane z nimi emocje. Chociażby dlatego, że one wtedy narastają i znacznie zwiększają swoją moc.

Czyli te brzydsze Ja są po to, żeby je oswoić?
Można też tak to ująć. Ludzie, powtórzę, miewają w sobie okropnego, karzącego recenzenta. Przede wszystkim jego trzeba okiełznać, bo jako nieustająco raniący element jest bardzo szkodliwy. Wieczne narzekanie, wieczne niezadowolenie z samego siebie, przekonanie, że jest się gorszym niż cały świat, ciągłe użalanie się nad sobą i pewność, że jest się jedynym cierpiącym osobnikiem na świecie – niektórzy ludzie żyją według tego schematu. Generalnie badania pokazują, że wyraźnie przystosowawczym, zatem zdrowym ustosunkowaniem się do samego siebie jest troskliwy dystans do swoich wad i nauczenie się tego, że nikt nie jest jedynym człowiekiem na świecie, który popełnia błędy, ma wady, czegoś nie udało mu się osiągnąć. Taka życzliwość wobec wszystkich swoich Ja jest nawet ważniejsza niż wysoka samoocena.

ROZMAWIAŁA KATARZYNA CZARNECKA

***

Rozmówczyni jest profesorem Uniwersytetu SWPS. Zajmuje się zagadnieniami z dziedziny psychologii społecznej, osobowości oraz emocji i motywacji. Interesuje się także problemami związanymi z nieśmiałością, lękiem społecznym, samooceną i współczuciem wobec samego siebie oraz relacjami interpersonalnymi.

Ja My Oni „Do czego nam ego” (100131) z dnia 14.05.2018; Własne ego; s. 14
Oryginalny tytuł tekstu: "Pokój między wrogami"
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną