Ego-izmy – tarczami dla naszego Ja

Pępki świata
Egocentryzm i egotyzm: czy zawsze przynoszą szkody.
Żyć bez egocentryzmu i nierealistycznie pozytywnej percepcji samego siebie jest ludziom po prostu ciężej.
123 RF

Żyć bez egocentryzmu i nierealistycznie pozytywnej percepcji samego siebie jest ludziom po prostu ciężej.

Ktoś dla samego siebie jest centrum własnego wszechświata? Ma skłonność zarówno do przecenienia tego, jak wielką uwagą obdarzają go inni, jak dobrze wypada na ich tle i jak dużą rolę w jego sukcesie odegrał on sam, a jak małą szczęśliwy splot okoliczności? Nie musi to być szkodliwe. Ba, może być dobroczynne. Kto tak nie robi, podupada na zdrowiu.

Po pierwsze: świat się kręci wokół mnie

Bycie pępkiem własnego świata nie jest jedynie przypadłością dzieci. Badania Nicholasa Epleya i jego współpracowników pokazały, że różnica między nimi a dorosłymi nie jest jakościowa, lecz ilościowa. Dorośli są jedynie szybsi niż dzieci w korygowaniu egocentrycznej perspektywy i w mniejszym stopniu wpływa ona na ich zachowanie. Nawet oni są zatem skłonni przeceniać wrażenie, które robią na innych.

W pomysłowym eksperymencie zespołu Thomasa Gilovicha, profesora psychologii z amerykańskiego Cornell University, współautora głośnej w zeszłym roku książki „Najmądrzejszy w pokoju”, uczestnicy zostali poproszeni o założenie koszulek przedstawiających zdjęcie piosenkarza Barry’ego Manilowa. Przeprowadzony wcześniej pilotaż wykazał, że są one tak mało atrakcyjne, że większość osób czułoby się w niej głupio. Już w T-shirtach badanych zaprowadzono do pokoju, w którym zgromadzeni byli obserwatorzy. Na zadane później pytanie, ilu zwróciło uwagę na ich krępujący strój, uczestnicy odpowiadali, że 50 proc., podczas gdy tak naprawdę było to 25 proc. Zjawisko to, znane jako efekt reflektora (spotlight effect), a w polskiej literaturze ksobności, dotyczy także innych kwestii.

Manifestuje się na przykład w tym, że człowiek najlepiej zapamiętuje informacje, które w jakiś sposób połączył wcześniej ze swoim Ja. W klasycznym badaniu grupy Timothy’ego Rogersa i jego współpracowników z University of Calgary, opublikowanym jeszcze w latach 70., uczestnicy w pierwszej fazie zapoznawali się z listą 40 przymiotników. Takich samych, ale później odpowiadali na różne pytania ich dotyczące: jakimi literami zostało napisane słowo, czy rymuje się z innym, czy ma podobne jak inne znaczenie lub wreszcie – czy opisuje ich samych. W drugiej części uczestnicy mieli trzy minuty na przypomnienie sobie przymiotników, z którymi zapoznawali się w pierwszej części. Najlepsze wyniki uzyskali badani z ostatniej grupy: samo przyrównanie cech do siebie prowadziło do lepszego ich zapamiętania. Zjawisko to znane jako efekt odniesienia do siebie. Co zabawne: badania Tracey Kahan i Marcii Johnson pokazują, że najlepiej pamiętane przez człowieka po kilku dniach informacje o nowo poznanej osobie to te, które usłyszał na swój temat.

Egocentryzm przejawia się także w tym, co Gilovich i jego zespół nazwali iluzją przezroczystości (illusion of transparency). Polega ona na przeszacowywaniu tego, na ile stany wewnętrzne człowieka i uczucia „przeciekają” do ich zachowania i są odczytywane przez innych. Uczestnicy eksperymentów systematycznie przeceniali np. stopień, w jakim obserwatorzy byli w stanie rozpoznać to, że wypity przez nich napój wydał się im niesmaczny. Z powodu tego przekonania wielu się wydaje, że inni ludzie specjalnie ignorują ich uczucia – podczas gdy oni ich po prostu nie zauważają.

Niektórzy ludzie źle oceniają także, w jakim stopniu inni dzielą ich poglądy w kwestiach wyborów politycznych, konsumenckich, obyczajowości czy nauki. Nawet jeśli obiektywnie są w mniejszości, i tak wydaje się im, że ich punkt widzenia dzieli większość. To efekt fałszywej powszechności. Co więcej – jak pokazały badania Todda Rogersa i Michaela Nortona z Harvard University oraz Dona Moore’a z University of California opublikowane pod koniec 2017 r. w piśmie „Psychological Science” – są skłonni sądzić, że i przyszłe pokolenia przyznają im rację. W efekcie wierzą, że w przyszłości pewne rozwiązania – na przykład zalegalizowana zostanie marihuana lub małżeństwa jednopłciowe – zostaną wprowadzone, ponieważ więcej osób będzie ich zwolennikami. Rzecz jasna dziś trudno ocenić, w przypadku której strony należałoby mówić o złudzeniu, istotne jest jednak to, że ludzie o przeciwnych poglądach są tak samo przekonani, że przyszłość należy do nich.

Zazwyczaj ludzie przeceniają także to, jak surowo inni osądzają ich na podstawie zachowania. Osobom, które np. samotnie jedzą obiad w restauracji, może się wydawać, że inni widzą w nich pozbawionych przyjaciół samotników. Tym zaś, którym słabo idzie rozwiązywanie jakiegoś zadania – że inni są pewni ich braku inteligencji i kreatywności. Te sądy są zazwyczaj surowsze niż rzeczywiste. Człowiek sam dla siebie jest najsurowszym sędzią – dla innych jego drobne potknięcia i niedostatki nie są aż tak ważne, a niekiedy są nawet niewidoczne.

Rozbieżności wynikają z tego, że własna perspektywa jest doświadczana, a o perspektywie innych trzeba dopiero wnioskować. Zakotwiczenie na pierwszej jest automatyczne. Poprawka na drugą – dowolna, a więc jest prawdopodobne, że w ogóle do niej nie dojdzie.

Po drugie: jestem lepszy

Perspektywie egocentrycznej towarzyszy przekonanie o własnej wyjątkowości w postępowaniu z ludźmi. Wśród kilkuset tysięcy absolwentów amerykańskich szkół wyższych przebadanych przez College Board w latach 1976–77 nie znalazła się ani jedna osoba, która oceniłaby swe umiejętności w tej mierze jako niższe od przeciętnych, większość ulokowała się w górnych dziesięciu procentach populacji, a 25 proc., – w jednym procencie. Australijskie badania z lat 80. pokazały, że 86 proc. czynnych zawodowo Australijczyków oceniało jakość swojej pracy powyżej, a tylko 1 proc. poniżej średniej. Z kolei badania nowozelandzkie pokazały, że zdecydowana większość badanych uważała się za ponadprzeciętnych kierowców.

To efekt powyżej średniej (better-than-average), czyli przykład działania autowaloryzacji – dążenia człowieka do obrony i zachowania pozytywnej samooceny. Pomysłowość ludzi bywa w tym zakresie bardzo duża. Uczestnicy badań zespołu Daniela Batsona, specjalisty w dziedzinach altruizmu i empatii, mieli rozdzielić między siebie i partnera zadanie przyjemne, za które zdobywało się losy na loterię, i nudne (bez losów). Zasugerowano im, by zastanowili się czy najlepszą metodą nie będzie rzut monetą, przy czym partnerzy pierwszej mieli się dowiedzieć o sposobie wyboru (warunki publiczne), druga utrzymała to w tajemnicy (warunki prywatne). W warunkach publicznych dwa razy więcej osób zdecydowało się na rzut monetą. Robili to jednak bez świadków i okazało się, że wszystkim „los wskazał” przyjemne zadanie dla nich samych, a więc część musiała oszukiwać. W efekcie decyzja o metodzie losowej nie zwiększała szans partnera na wykonanie zadania przyjemnego, ale podnosiła u badanych ocenę własnej moralności. To więc, co może wyglądać na motywację z pobudek moralnych, w istocie jest hipokryzją, która tanim kosztem pozwala czuć się lepiej.

Jak pokazały z kolei wyniki uzyskane przez Nicholasa Epleya i Davida Dunninga, ludzie z reguły przeceniają własne skłonności do kooperacji, poświęcenia dla innych czy nawet przekazywania pomocy finansowej potrzebującym. Uczestnicy ich badań byli najpierw proszeni o ocenę stopnia, w jakim oni sami i inni byliby skłonni współpracować lub jak wysoki datek przekazać. Porównanie tych ocen pokazało, że skłonność do kooperacji przypisywana sobie przewyższała skłonność do kooperacji przypisywaną innym. Następnie jednak wszyscy uczestnicy mieli szansę wykazać się kooperacją. I okazało się, że przewidywania badanych się sprawdziły na opak: współpracowali w takim stopniu, jaki przypisywali innym. Zatem ujawnili prawidłowość, że człowiek potrafi w miarę trzeźwo ocenić drugiego człowieka. Siebie widzi nadmiernie pozytywnie.

Miewa także tendencję do fabrykowania i zniekształcania pamięci o własnych przeszłych zachowaniach, by takie myślenie o sobie pielęgnować. Psycholog Anthony Greenwald, obecnie profesor na University of Washington, nazwał to zjawisko totalitarnym ego. Np. informacja, że częste mycie skraca życie (jak dowiedli amerykańscy naukowcy), powoduje, że ludzie nagle przypominają sobie, że ostatnio niezbyt często się myli. Brzmi niewiarygodnie? W taki właśnie sposób skłonni byli reagować uczestnicy badań Michaela Rossa, Cathy McFarland i Gartha Fletchera. Gdy przekonywano ich, że medycyna dowiodła szkodliwych skutków zbyt częstego szorowania zębów, twierdzili, że w ciągu dwóch ostatnich tygodni używali szczoteczki rzadziej niż wtedy, gdy przekonywano ich o dobroczynnych skutkach tej czynności.

Badania Kristin Laurin, opublikowane na początku 2018 r. w „Psychological Science”, pokazały także, że ludzie po upływie zaledwie kilku dni są skłonni do ingerowania we własne wspomnienia w sposób, który pomaga im zaakceptować rzeczywistość. Kilka miesięcy przed wprowadzeniem w Ontario zakazu palenia w parkach, obiektach sportowych i ogródkach restauracyjnych Laurin zapytała palaczy, jak często poprzedniego lata palili papierosy w tych właśnie miejscach. Połowa z nich była ponownie o to pytana dwa dni przed wejściem tej regulacji w życie, a druga połowa – dwa dni po. W pierwszej grupie odpowiedzi się nie zmieniły. Druga przyznawała się do mniejszej ilości czasu poświęconego na palenie w miejscach zakazanych niż kilka miesięcy wcześniej – a zatem zapewniła sobie poczucie, że nowa ustawa jest mniej dolegliwą ingerencją w ich typowy sposób zachowania. Korekta wspomnień jest więc wyrazem psychologicznej adaptacji do zmieniających się warunków, czego ludzie mogą zresztą nie być świadomi.

Po trzecie: sukces jest mój

Ludzie przejawiają też silną i systematyczną skłonność do uznawania, że sukces jest ich zasługą, zaś porażka efektem działania czynników zewnętrznych, a więc egotyzmu atrybucyjnego (self-serving bias). Tego, jak bardzo ten efekt jest obecny niezależnie od kultury i wieku respondentów, dowiodła metaanaliza ponad 500 pojedynczych badań opublikowana w 2004 r. przez zespół Amy Mezulis z University of Wisconsin-Madison w „Psychological Bulletin”.

Kolejne zjawisko to egocentryzm atrybucyjny (egocentric bias). Michael Ross i Fiore Sicoly w klasycznym badaniu opublikowanym w „Journal of Personality and Social Psychology” poprosili kobiety i mężczyzn pozostających w związkach o określenie w procentach ich wkładu w poszczególne prace domowe, a następnie podsumowali szacunki. Przeciętnie wyszło 120 proc., co oznacza, że któraś ze stron (a najpewniej obie) przeceniła swoje działania. Od tego czasu efekt ten został wielokrotnie zreplikowany w parach małżeńskich, a także środowiskach takich, jak studenci MBA czy naukowcy pracujący nad wspólnymi publikacjami. Za każdym razem suma przekraczała 100 proc. Jak dodatkowo pokazały badania Juliany Schroeder i jej współpracowników, opublikowane w 2016 r. w „Journal of Experimental Psychology”, siła tego efektu wzrasta wraz z wielkością grupy. Ponieważ ma on swoje źródło w egocentrycznym zwracaniu uwagi przede wszystkim na własny wkład, można go minimalizować poprzez wyraźne poinstruowanie członków grupy, aby najpierw oszacowali wkład innych.

Co ciekawe, ludzie są jednocześnie przekonani, że są mniej tendencyjni niż przeciętny człowiek. Dość zabawne w tym kontekście są wyniki badań zespołu Emily Pronin opublikowane w 2004 r. w „Psychological Review”. Uczestnikom wyjaśniano, czym jest na przykład egotyzm atrybucyjny, a następnie proszono ich o ocenę tego, w jakim stopniu oni sami, a w jakim stopniu inni ludzie są podatni na to zniekształcenie. Także i na tym polu badani przejawiali skłonność do wydawania pochlebnych sądów na temat samych siebie.

Ja, mnie, moje

Co istotne, tendencje egocentryczne i autowaloryzacja słabiej działają u osób depresyjnych. Na przykład nie zaobserwowano wśród nich efektu odniesienia do Ja. Również egotyzm atrybucyjny jest u nich słabszy, podobnie jak u osób lękowych oraz tych, u których stwierdzono ADHD (syndrom zaburzeń funkcji wykonawczych, przejawiający się nadmierną ruchliwością i problemami z koncentracją uwagi), co także pokazała metaanaliza zespołu Amy Mezulis. Wręcz przeciwnie: jak wynika z pojedynczych badań, takie osoby prezentują negatywny styl atrybucyjny – niepochlebnie dla siebie wyjaśniają zdarzenia, a przyczyny porażek widzą w sobie. Niektóre z analiz sugerują wręcz, że prawdopodobieństwo pojawienia się takiego myślenia podwyższa wystąpienie choćby epizodu depresyjnego. Najnowsze badania przeprowadzone przez Monikę Waszczuk z King’s College w Londynie i jej zespół opublikowane w 2016 r. w piśmie „Psychological Medicine” wskazują z kolei, że u podłoża zarówno negatywnego stylu atrybucyjnego, jak i depresji oraz lęku leżą czynniki genetyczne.

Rozmaite ego-izmy są tarczami, które pozwalają człowiekowi osłonić jego Ja i utrzymywać je w psychicznym dobrostanie. Stwierdzenie to odnosi się rzecz jasna do opisywanych tutaj codziennych strategii, nie zaś do zjawisk z dziedziny psychopatologii, takich jak narcystyczne zaburzenie osobowości. Żyć bez egocentryzmu i nierealistycznie pozytywnej percepcji samego siebie jest ludziom po prostu ciężej. Stąd też na co dzień tak intensywnie angażują się w rozmaite mniej lub bardziej wymyślne strategie, które mają uchronić ich kruche ego. Jak trafnie zauważył Cyprian Kamil Norwid, wybitny polski poeta i – jak się wydaje – także wytrawny psycholog: „jedyna miłość, która nas nigdy nie zdradzi, to miłość własna”. Chyba że w depresji.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną