Co o świecie mówił Józef Konrad Korzeniowski

Klątwa Conrada
Zachodzi słońce nad zaśnieżoną równiną, okolicami Berdyczowa, rodzinnego miasta Józefa Konrada. Korzeniowski, już wtedy podpisujący się dla wygody jako Conrad, bo jego polskiego nazwiska nikt wymówić nie może, jedzie saniami w odwiedziny do starego kraju. Słońce zachodzące za horyzont ukraińskiej płaskoci kojarzy mu się ze słońcem zachodzącym za krawędź morskiego horyzontu...
Józef Konrad Korzeniowski
Ullstein Bild/BEW

Józef Konrad Korzeniowski

Też wybrałem się do Berdyczowa zimą. Po przejechaniu polskiej granicy odległości zaczęły się wydłużać, i można było sobie wyobrażać, że czas przestaje mieć znaczenie. Zupełnie w taki sam sposób, w jaki Conrad pisał o czasie w Azji, w „Lordzie Jimie” na przykład. I w gruncie rzeczy było wszystko jedno, czy orientalizuje czy nie. Napisałem kiedyś książkę, w której świadomie napchałem w podróżującego po Ukrainie autora mnóstwo stereotypów, przebarwień i zgrubień, żeby pokazać, w jaki sposób patrzą na nią współcześni Polacy.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Artykuł pochodzi z premierowego Niezbędnika Współczesnego

Pełne wersje artykułów z najnowszego Niezbędnika Współczesnego dostępne są dla abonentów Polityki Cyfrowej.

kup dostęp

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj