Moda na elektroniczne przetwarzanie wokalu

Niemęskie granie
Złe informacje dla macho: to nie są czasy dla twardych mężczyzn. Przynajmniej w muzyce rozrywkowej.
Cher, czyli królowa syntetycznego śpiewu.
Steve Granitz/WireImage/Getty Images

Cher, czyli królowa syntetycznego śpiewu.

20 lat temu Cher zaśpiewała nowym głosem. Amerykańska piosenkarka i aktorka traciła wówczas trochę na popularności – choć wciąż cieszyła się dużą estymą w społeczności gejowskiej. Aż tu wypuściła na rynek piosenkę „Believe”. W okolicach 43. sekundy z wokalem dzieją się rzeczy, które z całą pewnością zwykłemu śmiertelnikowi nie mogą się udać. Rzecz przypominająca trochę jodłowanie w cyfrowo zmodyfikowanej wersji, została natychmiast opisana jako „efekt Cher”.

Całe to brzmienie w „Believe” – ni to kobiety, ni mężczyzny, ni robota – jest efektem ubocznym działania programu AutoTune, który napisał były informatyk kompanii naftowej Exxon Andy Hildebrand.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Artykuł pochodzi z premierowego Niezbędnika Współczesnego

Pełne wersje artykułów z najnowszego Niezbędnika Współczesnego dostępne są dla abonentów Polityki Cyfrowej.

kup dostęp

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj