Jak się uczyć języków obcych, by zostać poliglotą?

Poliglotyzm stosowany
Znają cztery, pięć, sześć, a niektórzy nawet kilkadziesiąt języków. Czasami potrzebują ich w swojej pracy, ale są i tacy, którzy uczą się języków, bo lubią.
Ludzie wciąż zastanawiają się, czy zdolności poliglotów są wrodzone czy wyuczone.
Mirosław Gryń/Polityka

Ludzie wciąż zastanawiają się, czy zdolności poliglotów są wrodzone czy wyuczone.

Artykuł pochodzi z „Niezbędnika Inteligenta. O języku w mowie i piśmie”, który ukazał się w lutym 2014 r.

Prof. Adam Łukaszewicz jest z wykształcenia archeologiem śródziemnomorskim, a w tej dziedzinie trzeba często korzystać z obcojęzycznej literatury. – Już jako student czytałem podręczniki w językach obcych. Dla każdego było oczywiste, że kilka języków trzeba znać – mówi. Nie tylko nowożytne. Profesor nauczył się też łaciny, koptyjskiego i staroegipskiego, a jako papirolog przeważnie czyta teksty starożytne po grecku. Znajomość angielskiego, francuskiego, niemieckiego, włoskiego, rosyjskiego, hiszpańskiego i niderlandzkiego pozwala mu pisać artykuły, czytać fachową prasę i komunikować się z innymi naukowcami. Zastrzega, że stopień opanowania przezeń różnych języków jest zniuansowany. – Ale dla poszczególnych dziedzin archeologii poszczególne języki mają większe lub mniejsze znaczenie – przekonuje. I tak badacz zajmujący się Mezoameryką musi dobrze znać hiszpański, specjalista od północnych wybrzeży Morza Czarnego powinien znać rosyjski, a każdy archeolog pracujący na Bliskim Wschodzie powinien mieć przynajmniej podstawową znajomość arabskiego.

Wielojęzyczni, czyli kim są poligloci

Ludzi, którzy potrafią komunikować się lub pisać w wielu językach, nazywamy poliglotami od greckiego słowa polýglōttos lub polýglōssos, które oznacza właśnie wielojęzyczny. Wzbudzali oni zainteresowanie co najmniej od początku XIX w., kiedy po świecie rozniosła się wieść, że boloński kardynał Giuseppe Mezzofanti włada co najmniej 50 językami, a podstaw jednego z nich nauczył się ponoć w ciągu jednej nocy, ponieważ rano chciał wysłuchać spowiedzi mówiących tym językiem więźniów skazanych na śmierć.

Poliglotą był też Heinrich Schliemann, niemiecki archeolog amator, któremu znajomość języków ułatwiła najpierw robienie interesów niemal w całej Europie, a potem zrealizowanie marzeń o odkryciu Troi, Myken i Tirynsu. Wiele języków znali też wielcy lingwiści: Jean-François Champollion, który dzięki ich znajomości odczytał starożytne hieroglify, William Jonem, który w trakcie studiów nad sanskrytem odkrył, że struktura tego języka przypomina znaną mu już grekę i łacinę, i stworzył pojęcie języka indoeuropejskiego, oraz twórca esperanto Ludwik Zamenhof.

Dziś kilkoma językami mówi grecki duchowny prawosławny patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I. Służąc jako młody chłopak w tureckim wojsku opanował ten język, a potem podczas studiów w Monachium i w szwajcarskim Bossey do znajomości klasycznej greki i łaciny dołożył jeszcze umiejętność mówienia po niemiecku, włosku, francusku i angielsku. W zdolnościach lingwistycznych nie ustępował mu Jan Paweł II, który biegle posługiwał się angielskim, niemieckim, francuskim, hiszpańskim, włoskim, rosyjskim i łaciną.

Zdolności wrodzone czy nauczone?

Ludzie wciąż zastanawiają się, czy zdolności poliglotów są wrodzone czy wyuczone. Według prof. Loreine Obler, neurolingwistki z nowojorskiego City University, za wielojęzyczność odpowiada jedno i drugie po trochu. „Mózgi niektórych ludzi są po prostu zaprogramowane na naukę języka” – tłumaczy i dodaje, że „chłonność mózgu zwiększa się wraz z poznawaniem kolejnych języków. A nauczenie się drugiego języka w młodym wieku pomaga w poznaniu trzeciego, nawet jeśli nie jest on spokrewniony”. Potwierdza to prof. Cristina Sanz z Georgetown University, która w 2000 r. przetestowała hiszpańskich uczniów szkół średnich i wykazała, że ci, którzy wcześniej oprócz hiszpańskiego znali biegle kataloński, mieli przewagę na lekcjach angielskiego. Według badaczki, osoby bilingwalne wiedzą, na co zwracać uwagę, poznając kolejny język, nauczyły się już, jak się ich uczyć. A Annabelle Chapman, 22-letnia studentka z Oksfordu, uważa, że najtrudniej jest nauczyć się pierwszego obcego języka, bo wiele osób nie potrafi pokonać bariery wstydu i strachu przed mówieniem. – To jest widoczne w Anglii, gdzie języki obce już nie są obowiązkowe w liceum. Na mojej uczelni są bardzo zdolni ludzie, ale niektórzy znają wyłącznie angielski – mówi Annabelle, która zna aż siedem języków, ale – przyznaje – było jej o tyle łatwiej, że angielskiego i polskiego uczyła się w domu, rozmawiając z ojcem Brytyjczykiem i mamą Polką.

Nie ma jednej metody, która byłaby dobra dla każdego, kto uczy się języka. Adam Łukaszewicz słuchał w latach 60. audycji w różnych językach w radiu. Czytał też teksty literackie, często na głos, i zawsze później rozmawiał o nich z nauczycielem. Sporo też uczył się na pamięć, bo – jak mówi – staroświecka metoda uczenia się tekstów literackich na pamięć pozwala przyswajać sobie prawidłowe wyrażenia, zarówno w językach martwych, jak i żywych. Natomiast Katarzyna Wilczek, redaktorka i filolog, zawsze uczyła się pisząc. Do każdego nowego języka – a zna ich sześć, pięć nowożytnych i łacinę – zakładała zeszyt, w którym zapisywała słówka, reguły i przerabiała kolejne ćwiczenia. – To jest kwestia liczby, jak przerobi się na jakąś strukturę gramatyczną 500 ćwiczeń, to siłą rzeczy coś musi zostać w głowie – wyjaśnia. Tłumaczyła też ze słownikiem piosenki Beatlesów i czytała kryminały Agathy Christie, które są dobre na początek, kiedy nie zna się jeszcze dobrze słownictwa i łatwo się zniechęcić. Dopiero później przerzuciła się na długie powieści, i z każdej z nich zapamiętywała 10 do 12 nowych słów.

Annabelle Chapman oprócz polskiego i angielskiego w dzieciństwie poznała też francuski i niemiecki – w szkole w Luksemburgu, a potem rosyjski, ukraiński i gruziński. Rosyjskiego zaczęła się uczyć na kursie, ale znacznie więcej skorzystała wyjeżdżając do Rosji. Dwa razy pracowała jako wolontariuszka w domu dziecka w Pskowie. Wyjazdy też świetnie sprawdziły się przy ukraińskim. Chociaż tutaj Annabelle uczyła się też trochę przez wymianę na studiach, która polega na tym, że dwóch native speakerów spotyka się np. na kawę i każdy po pół godziny uczy drugiego swojego języka. A o gruzińskim, na który zapisała się niedawno, mówi, że to długoterminowa inwestycja, bo język jest trudny i wymaga dużo więcej uwagi.

Jak poligloci uczą się języków?

Jeden z najsłynniejszych współczesnych poliglotów, mieszkający w Singapurze i mogący się pochwalić znajomością 36 języków, amerykański lingwista Alexander Argüelles, zawsze zaczyna od zanurzenia się w nowy język. Wkłada kasetę do odtwarzacza i biegnie przed siebie, wymachując rękami i wykrzykując usłyszane dźwięki. Na tym etapie nie zna jeszcze znaczenia wypowiedzianych słów. Dopiero potem czyta, tłumaczy dialogi i powtarza poznane zwroty. Uważa, że głośne wykrzykiwanie jest dobrym sposobem na to, by w przyszłości nie czuć wstydu przed mówieniem. Ale rozmawiając z Michaelem Erardem, językoznawcą i autorem książki „Babel No More”, przyznaje, że każdy ma swoją metodę. Dodaje też, że istnieją trzy rodzaje poliglotów: „Są absolutni geniusze – tacy, którzy celują we wszystkim, co robią, również na polu języków. Są też po prostu ludzie uzdolnieni językowo, którym przychodzi to bardzo łatwo. I są tacy ludzie jak ja, gotowi pracować bardzo ciężko. Wszystko, co wiedzą, posiedli kosztem wielu godzin wysiłku”. Zapytany, ile czasu poświęca na czytanie obcojęzycznych powieści, słuchanie audiobooków podczas joggingu, rozwiązywanie ćwiczeń gramatycznych, odświeżanie i powtarzanie materiału, otwiera tabelkę w Exelu i podaje, że w ciągu ostatnich 456 dni zajęło mu to dokładnie 4454 godzin.

Prof. Łukaszewicz też nie ma wątpliwości: Nauka języka to ciężka praca, na którą w dodatku potrzeba sporo czasu. Tymczasem zazwyczaj jest tak, że ludzie łatwo przyswajają sobie podstawowe wiadomości, dochodzą do pewnego poziomu znajomości języka i jak tylko zaczynają się trudności, rezygnują. – A przecież nikt nie jest w stanie z uczącego się zdjąć ciężaru przyswajania sobie tego, co native speakerzy dostają jako dzieci. Ci, którzy uczą się języka obcego jako obcego, zazwyczaj muszą ciężko pracować. Tutaj nie ma drogi obejścia – przekonuje. Szczególnie w przypadku poznawania języków martwych. Bo, jak tłumaczy, nie ma native speakerów, którzy uczyliby greki albo łaciny i w związku z tym w znacznie większym stopniu jest to nauka oparta na tradycyjnym wkuwaniu.

Prof. Łukaszewicz bez znajomości języków nie mógłby praktycznie podjąć żadnych działań naukowych, Annabelle Chapman każdy z interesujących ją krajów poznałaby tylko pobieżnie, a Lidia Geringer de Oedenberg, polska eurodeputowana, która swobodnie posługuje się sześcioma językami, nie mogłaby uczestniczyć w kuluarowych rozmowach i spotkaniach, podczas których nawiązuje się nieformalne kontakty, a te w polityce mają kolosalne znaczenie. – Owszem, na sali plenarnej parlamentu jest tłumaczenie na wszystkie inne języki, ale to jest miejsce, gdzie decyduje się już o finale. A zanim do tego finału dojdzie, posłowie spotykają się w małych grupach roboczych, w których żadnego tłumaczenia już nie ma – wyjaśnia Lidia Geringer de Oedenberg. Ci, którzy nie znają języków, są po prostu wyizolowani.

Chociaż można uczyć się języków i później nie korzystać z nich zawodowo. Katarzyna Wilczek w obecnej pracy używa głównie angielskiego. Ale mimo to chciałaby nauczyć się jeszcze szwedzkiego i niemieckiego. Po co? – Bo to fajne języki. Spędziłam w Szwecji kilka miesięcy jako studentka i bardzo mi się tam podobało. Szwecja dobrze mi się kojarzy. A niemiecki chyba po prostu wypada znać. Kató Lomb, węgierska chemiczka i jedna z pierwszych na świecie tłumaczek symultanicznych, większości z 16 języków nauczyła się dlatego, że ją po prostu interesowały. Twierdziła, że ich znajomość to jedyna wiedza, którą warto opanować nawet słabo, bo w świecie języków nawet amator ma wartość.

Poza tym, co jest udowodnione naukowo, języki obce podnoszą sprawność umysłu i oddalają widmo wielu schorzeń wieku starczego. Naukowcy z York University w Toronto przebadali 450 osób cierpiących na chorobę Alzheimera. W grupie poddanej badaniu, 250 pacjentów posługiwało się dwoma językami – okazało się, że schorzenie wystąpiło u nich zdecydowanie później niż u pozostałych. Częsta komunikacja w wielu językach pozwala na utrzymanie mózgu w dobrej formie.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną