Medellín. Piekło i niebo
W ciągu zaledwie ćwierćwiecza Medellín, drugie co do wielkości miasto Kolumbii, globalna stolica narkotyków i zbrodni, z „piekła na ziemi” zmieniło się w „najbardziej innowacyjne miasto świata”. Za jaką cenę?
System kolejek górskich połączonych z metrem radykalnie skrócił czas dojazdu do centrum Medellin, co jest szczególnie ważne dla mieszkańców biednych dzielnic.
Robin Utrecht/Sipa USA/EAST NEWS

System kolejek górskich połączonych z metrem radykalnie skrócił czas dojazdu do centrum Medellin, co jest szczególnie ważne dla mieszkańców biednych dzielnic.

Plac Fernando Botero zdobią rzeźby ufundowane przez tego urodzonego w Medellin kolumbijskiego artystę.
Christian Heeb/AWL Image/Corbis

Plac Fernando Botero zdobią rzeźby ufundowane przez tego urodzonego w Medellin kolumbijskiego artystę.

Między 1988 a 1993 r. w Medellín, liczącym wówczas 1,6 mln mieszkańców (dziś prawie 2,5 mln), naliczono aż 30 tys. zabójstw. Średnia piętnastu zabójstw dziennie czyniła to miasto jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc na świecie. Wybuchło wtedy w Medellín 60 samochodów pułapek, doszło także do 140 innych zamachów bombowych.

Wojna „wszystkich przeciw wszystkim”, w której brały udział rywalizujące między sobą kartele narkotykowe, wojsko, lokalne organizacje samoobrony, lewicowe partyzantki oraz inne formacje zbrojne, czyniła niemożliwym normalne funkcjonowanie miasta. Jego mieszkańcy żyli w nieustannym lęku o życie własne i najbliższych. Duszną, deliryczną i pełną nienawiści atmosferę tamtych lat uchwycił Fernando Vallejo w powieści „Matka Boska płatnych morderców” z 1994 r.

Wizytówka Kolumbii

Mało kto by się wówczas spodziewał, że miastu – kojarzonemu głównie z legendarnym baronem narkotykowym Pablo Escobarem – wystarczą dwie dekady, aby przekształcić się w dynamiczne centrum gospodarcze i kulturalne; dobrze poukładane, nowoczesne, a przy tym znacznie bezpieczniejsze niż dawniej. W 2013 r. w plebiscycie „Wall Street Journal” uznano je za najbardziej innowacyjne miasto świata. W ścisłym finale Medellín pokonało o wiele sławniejszych rywali: Nowy Jork i Tel Awiw.

Dzisiaj stolica regionu Antioquia znajduje się u szczytu międzynarodowej popularności. W kwietniu 2014 r. była gospodarzem VII Światowego Forum Miejskiego, w którym wzięło udział ponad pół tysiąca burmistrzów z całego świata, a także ministrowie, naukowcy, aktywiści miejscowi. Gospodarze występowali tam jako championi innowacyjności mający patent na zrównoważony rozwój miasta i wykorzenienie przestępczości.

W sierpniu br. Medellín zostało przez globalną firmę konsultingową Indra uznane za najlepsze w Ameryce Łacińskiej miejsce do życia – obok stolicy Chile, Santiago. Z kolei Fundacja Rockefellera wybrała je, obok zaledwie 31 innych miast na świecie, do udziału w programie Sto Prężnych Miast (100 Resilient Cities).

Medellín stało się również wizytówką współczesnej Kolumbii. Uosabia głęboką metamorfozę, jakiej w ostatniej dekadzie doświadczył cały kraj: nareszcie zdający się wychodzić na prostą po półwieczu krwawej wojny domowej; a zarazem będący jednym z najprężniej rozwijających się rynków oraz ośrodków naukowych i kulturalnych w regionie latynoskim.

Miejska akupunktura

Nie pierwszy to raz, gdy w dyskusjach o nowoczesnej polityce miejskiej pada nazwa Kolumbii. Dziesięć lat temu głośno było o stolicy tego kraju Bogocie, gdzie w latach 1995–2003 dwóch światłych burmistrzów, Antanas Mockus i Enrique Peńalosa, przeprowadziło „miejską rewolucję”.

Mockus, filozof i były rektor Uniwersytetu Narodowego, promował wśród mieszkańców poczucie współodpowiedzialności za miasto. Nieraz uciekał się do niekonwencjonalnych metod: np. wysyłając na ulicę mimów, aby ci uczyli kierowców i przechodniów wzajemnego szacunku. Peńalosa zainicjował gruntowną przebudowę infrastruktury miasta, by uczynić je przyjaznym dla obywateli. To on doprowadził do powstania sieci szybkich autobusów miejskich Transmilenio, które potem stały się modne w innych miastach Kolumbii i w całej Ameryce Łacińskiej. Bogota do dziś pozostaje modna w środowiskach zajmujących się polityką miejską, choć jej zapał rewolucyjny już dawno opadł.

Pałeczkę przejęło Medellín. Tutaj trudnego zadania podjęło się dwóch postępowych burmistrzów: Sergio Fajardo (2004–07) i Alfonso Salazar (2008–11). Zainspirowały ich doświadczenia Berlina z zakresu „urbanizmu kontekstualnego” i postanowili skupić miejskie środki finansowe na jednym zadaniu: zintegrowaniu terenów najbardziej zmarginalizowanych, a przez to najniebezpieczniejszych, z resztą miasta.

Podczas ich rządów powstało kilkanaście nowoczesnych i imponujących parków-bibliotek. Zainstalowano ruchome schody w stromych, biednych dzielnicach, a także system kolejek górskich połączonych z metrem. To radykalnie skróciło czas przejazdów transportem miejskim, co szczególnie ważne dla najbiedniejszych mieszkańców. Rozwiązania te włączyły ich dzielnice w obręb metropolii; zarówno pod względem praktycznym, jak i symbolicznym.

A to dopiero początek. Jak podkreśla Gerard Martin w monumentalnej kronice „Medellín 1975–2012”: „Najważniejszym elementem transformacji były interwencje małego zasięgu z gatunku miejskiej akupunktury. Stawiając gdzieś niewielką kładkę albo odnawiając zapuszczony skwer, udało się wewnętrznie pozszywać poszczególne dzielnice”.

Wiele różni od siebie doświadczenia Bogoty i Medellín. O ile Antanas Mockus realizował w stolicy politykę odgórną, starając się nauczyć mieszkańców kultury obywatelskiej, o tyle władze Medellín wybrały podejście bottom up. Przebudowę najbardziej zmarginalizowanych dzielnic poprzedzały warsztaty z mieszkańcami, którzy sami podsuwali, co chcieliby w swoich okolicach zmienić. Wyniki takich warsztatów były nieraz zaskakujące. „Okazało się, że mieszkańcy, choćby chcieli więcej drzew, woleli mimo wszystko przestrzeń zabudowaną od zielonej, gdyż każda przestrzeń zielona w ich przekonaniu prędzej czy później zamienia się w śmietnisko” – opowiada Martinowi architekt Francisco Corsini.

Teraz Medellín może pochwalić się zintegrowanym systemem komunikacyjnym obejmującym: linię metra przechodzącą w poprzek całej aglomeracji; autobusy kursujące regularnie od stacji metra w głąb poszczególnych dzielnic; sieć szybkich autobusów Metroplus; a także połączone z metrem kolejki linowe, które włączają w obręb miasta wysoko położone comunas. W mieście planowana jest też budowa sieci tramwajowej.

Przy tym transformacja tego miasta to nie tylko innowacyjne środki komunikacji, ale też nowoczesne biblioteki i szkoły, budowane w dotąd marginalizowanych dzielnicach. To awangardowe muzea i centra kulturalne. To wreszcie przemyślane programy społeczne i polityka miejska, w tym budżet partycypacyjny, stosowany tam już od dziesięciu lat. Tak przynajmniej wygląda historia sukcesu przedstawiana przez władze miasta.

Kraków tropików

Medellín bez wątpienia posiada swój charakter; coś, co można by nazwać „medellińskością”. Położone w dolinie, nazywane jest „miastem wiecznej wiosny”. Przez cały rok temperatura wynosi tu ok. 22 st. C. Jest zielono i słonecznie. To z tych okolic pochodzi słynna kolumbijska kawa.

Mieszkańcy miasta i regionu, zwani paisas, słyną z przedsiębiorczości, życzliwości i metyskiej urody. Lubią podkreślać swoją odrębność. Są gorliwymi katolikami – w kraju, który sam w sobie jest już dość konserwatywny. Są poukładani i dokładni, zarazem jednak potrafią się doskonale bawić. To tutaj działają jedne z najlepszych klubów salsy i merengue w Kolumbii.

Dostrzegalny konserwatyzm oraz poczucie pewnej kulturalnej wyższości wobec stolicy mogą przypominać Kraków i jego stosunek do Warszawy. Podobieństw jest zresztą więcej. Oba miasta są położone u podnóża gór. Oba mogłyby być stolicami, ale na szczęście dla nich samych los im tego oszczędza.

Co prawda w przypadku Medellín od kilku lat krążą pomysły, że mogłoby zająć miejsce Bogoty. Co bardziej zarozumiali paisas sugerują, aby połączyć ich region z sąsiednim Chocó. W ten sposób powstałby superregion o dostępie do obu oceanów. W sytuacji gdy Kolumbia stawia na handel międzynarodowy, Medellín miałoby szansę stać się prawdziwym komercyjnym centrum kraju.

Ciekawostkę stanowi fakt, że i w Medellín, i w Krakowie ważną rolę w kulturalnym i gospodarczym rozwoju miasta odegrała społeczność żydowska. Ponieważ jednak wielu europejskich osadników ukrywało swoje pochodzenie, wpływy te są w przypadku Medellín osnute aurą tajemnicy. Wskazuje się, że ulubionym daniem paisas jest fasolka, nieprzypadkowo nazywana przez Hiszpanów judías (co w kastylijskim oznacza także Żydów). W całym regionie aż roi się od miast nawiązujących do Starego Testamentu, takich jak Armenia, Damasco, Líbano, Jordán, Mesopotamia czy Palestina. Również nazwa Medellín ma nawiązywać do judejskiej dynastii Machabeuszy. Ta zaś – co ciekawe – zasłynęła w historii wznieceniem powstania przeciwko syryjskiemu władcy Antiochowi Epifanesowi, od którego imienia zdaje się pochodzić nazwa regionu Antioquia.

Uporczywe drugie dno

Prawdziwego szoku można doświadczyć, przyjeżdżając do Medellín po pewnym czasie spędzonym w Bogocie. Ciepły, przyjemny klimat, serdeczność ludzi, czystość i porządek na ulicach – wszystko to urzeka i napawa ulgą. Miasto, umiejętnie spajające tradycję z nowoczesnością, wydaje się przeciwieństwem chaotycznej i zaniedbanej stolicy, której zabytki są albo przykryte kurzem, albo uwięzione w jądrze zakazanych dzielnic. Bogoty zimnej i deszczowej, położonej na wysokości 2650 m.

W Medellín, z okien jedynego w całej Kolumbii metra, widać przepiękne kolonialne kościoły, plac z pulchnymi rzeźbami pochodzącego stąd Fernardo Botero, a także świeże perełki architektury – takie jak Centrum Konferencyjne Plaza Mayor czy położoną na szczycie wzgórza Bibliotekę Espańa, zbierającą nagrody na międzynarodowych konkursach.

Jednak wędrując po tym mieście, jest się skazanym na ambiwalentne uczucia.

Owszem, czysto tu i nowocześnie. Komunikacja działa sprawniej niż w większości europejskich miast. Gdziekolwiek spojrzeć, wyrastają nowe budowle: biblioteki, biurowce, muzea, często projektowane przez światowej sławy architektów. W oczy rzucają się siedziby międzynarodowych korporacji: Hewlett-Packard, UNISYS, Kimberly-Clark, które postanowiły tutaj umieścić swoje regionalne centra innowacji. Po drogach jeżdżą luksusowe samochody, a niektóre ulice są jakby żywcem wyjęte z najbardziej ekskluzywnych dzielnic handlowych Londynu, Paryża czy Nowego Jorku.

A jednak są też miejsca – położone wcale nie na obrzeżach miasta – po których strach chodzić nawet za dnia. Dwie przecznice od centralnej stacji metra Parque de Berrió jest zagłębie prostytucji i hazardu. Przed byle bramą, a nawet przed wejściem do kościoła Veracruz, stoją umęczone kobiety przykryte jedynie makijażem. Bowiem Medellín to także centrum seksturystyki. Sama Kolumbia spełnia w światowym seksbiznesie podobną funkcję wobec USA, co Tajlandia względem Europy.

Przejazd kolejką górską ponad dzielnicą biedoty przypomina wycieczkę po ludzkim zoo. Turyści oraz mieszkańcy dzielnic bezpiecznych, oddzieleni szkłem od rzeczywistości pod ich stopami, są niczym przedstawiciele Cywilizacji, bezkarnie przyglądający się Barbarzyńcom i fatalnym warunkom, w jakich przyszło im żyć. Lepiej wybrać się za dnia, bo wieczorem znów robi się niebezpiecznie: miejscowe bandy walczą o strefy wpływów, bo przez najbiedniejsze comunas przebiegają niewidoczne granice.

Widok ceglanych wieżowców, które niemal w całości pokryły elegancką dzielnicę Poblado, budzi podejrzenia. Kto na to wszystko ma pieniądze?

Zachęta i przestroga

Medellín mógłby stanowić inspirację dla miast, które zmagają się z wysokimi wskaźnikami przemocy i głębokimi konfliktami społecznymi. Dotyczy to nie tylko świata „rozwijającego się” – Rio de Janeiro, Caracas, Kapsztadu czy Nairobi – ale również Nowego Orleanu, Detroit czy Paryża. Miejska architektura i infrastruktura mogą ograniczyć wykluczenie społeczne i przestępczość i uczynić miasto lepszym miejscem do życia dla jego mieszkańców.

Trzeba jednak uważać z pochopnym wyciąganiem uniwersalnych wniosków. Jak pisze w tygodniku „La Semana” Juan Diego Restrepo: „Transformacja Medellín dokonała się olbrzymim kosztem społecznym, o czym dzisiejsi piewcy sukcesu miasta zdają się zapominać”. Do włączenia dzielnic biedy w obręb miejskiej sieci transportowej mogło dojść dzięki temu, że władze miasta tolerowały rozwiązania siłowe zmierzające do zaprowadzenia tam porządku. Do tej pory setki zabójstw z tym związanych pozostają bezkarne. Tajemnicą poliszynela jest to, że przez kilka lat płacono mafii „subsydium”, byleby tylko zaniechała przemocy.

Metro jest imponującym osiągnięciem, ale jego powstaniu towarzyszyła olbrzymia afera korupcyjna, która do tej pory nie doczekała się wyjaśnienia. Największe firmy i reprezentacyjne budynki w centrum miasta powstawały często z pieniędzy pochodzących z biznesu narkotykowego, gdyż mafia w pewnym momencie pojęła, że nadchodzą nowe czasy i pora zdywersyfikować działalność. Miasto wciąż leży na skrzyżowaniu głównych szlaków przemytu kokainy na półkuli zachodniej.

Przede wszystkim zaś niewątpliwe sukcesy miasta na polu urbanistycznym bynajmniej nie doprowadziły do zasypania przepaści między bogatymi a biednymi. Podział ten jest zakodowany w geografii miasta: bogaci żyją na południu, biedni na północy. Mieszkańców biednych dzielnic często nie stać na korzystanie z nowych miejskich instytucji kultury i rekreacji. Kolumbia utrzymuje się w ścisłej czołówce najbardziej nierównych dochodowo społeczeństw na świecie, a Medellín nie stanowi pod tym względem wyjątku.

Liczba zabójstw w ciągu ostatniej dekady wyraźnie spadła, prawdopodobnie jednak w dużej mierze za sprawą chwiejnego pax criminale – zawieszenia broni pomiędzy rywalizującymi kartelami, które podzieliły między sobą strefy wpływów w mieście. Natomiast cały czas dochodzi wewnątrz Medellín do przymusowych przesiedleń. Spadkobiercy Pablo Escobara, bandyci z grupy Los Urabeńos oraz partyzanci z FARC nadal rywalizują o kontrolę nad narkobiznesem, nawet jeśli ofiar tej rywalizacji jest mniej niż wcześniej.

Jak dodaje Restrepo: „Wielu mieszkańców zapłaciło wysoką, a czasem najwyższą cenę za modernizację miasta. Inni wciąż za nią płacą, żyją bowiem w warunkach wykluczenia społecznego, a ich marginalizacja ulega utrwaleniu. Powstaje zatem pytanie, za jaką cenę ma dochodzić do transformacji miast? I czy na pewno doświadczenia Medellín stanowią model na eksport?”.

Oficjalna narracja prezentuje Medellín jako wzór do naśladowania, co rodzi podejrzenia, że ciemne strony jego metamorfozy zostały zamiecione pod dywan. Trzeba przyznać, że nie jest to już Angosta z antyutopii Hectora Abada Faciolincego pod tym samym tytułem, a zatem „miasto, które mogłoby być rajem, ale przekształciło się w piekło”. Jednak tragiczne widmo wojny narkotykowej wciąż tu krąży.

Miasto wyobrażone

Armando Silva – kolumbijski socjolog, uczeń Derridy i autor koncepcji „miejskich imaginariów” – sugeruje, by spróbować obiektywnie spojrzeć na zmiany, które dokonały się w tym mieście. – W Kolumbii niewątpliwie jest bogactwo. Ale ono ma źródło w realnej gospodarce, nie tylko w nielegalnym handlu narkotykami. Medellín jest przemysłowym centrum Kolumbii. Tutaj mają też siedzibę jedne z największych banków w Ameryce Łacińskiej. Niemniej Kolumbijczycy mają tę przykrą manierę, aby wątpić we własne osiągnięcia. Mówią niemal z radością o tym, że wszystko stoi na narkotykach, bez żadnego krytycyzmu ani poczucia odpowiedzialności.

Jak zatem patrzeć na Medellín? – Można łatwo dać się uwieść widowisku; zafascynować systemem metra i kolejek górskich albo nowoczesnymi bibliotekami. Ale w tle tego widowiska, w sferze niewidocznej dla przygodnego obserwatora, wydarzają się zmiany o wiele głębsze; zmiany w postępowaniu mieszkańców. Chodzi zwłaszcza o jedną: spadek przestępczości. Bo kiedy spada przestępczość, oznacza to, że inne mechanizmy działają prawidłowo.

Faktycznie, w porównaniu z latami 90. i przestępczość, i stopa zabójstw drastycznie spadły. W 1991 r. w mieście ginęło niewyobrażalne 381 osób na 100 tys. mieszkańców. Do 2011 r. udało się ograniczyć tę liczbę do poziomu 70. Dzięki temu miasto uplasowało się daleko za honduraskim piekłem San Pedro Sula (159), Ciudad Juárez na granicy Meksyku i USA (148) czy brazylijskim Maceió (135).

Mimo to do pełnej stabilizacji jeszcze daleka droga. Od trzech lat znów jest w stolicy Antioquii gorąco. Niektórzy przypisują to walce o schedę pomiędzy niedobitkami kartelu z Medellín. Inni fałszywej demobilizacji prawicowych paramilitares, rozbrojonych w latach 2003–06 przez prezydenta Kolumbii Alvaro Uribe. Nikt nie ma wątpliwości, że uspokojenie sytuacji w Medellín – a także zerwanie z wizerunkiem „miasta mafijnego”, który wciąż funkcjonuje w świadomości nie tylko ludzi z zewnątrz, ale przede wszystkim mieszkańców – potrwa jeszcze długie lata.

Jednak bez względu na to, czy światowa sława spadła na to miasto zasłużenie czy na wyrost, zdążyła już się stać fundamentem dla nowej lokalnej dumy. I być może w tej dumie tkwi zalążek długoterminowej transformacji miasta.

***

Drogowskazy

Rok założenia/prawa miejskie: 1675 r./1813 r.

Liczba ludności: 2,4 mln

Pod względem liczby ludności: 97 aglomeracja miejska na świecie

Powierzchnia: 380,6 km kw.

PKB/mieszkańca: 7,4 tys. dol.*

Burmistrz: Aníbal Gaviria Correa

(*) 2010 r., szacunki

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj