Koniec „demokracji liberalnej”?

To się nie wróci
Kończy się cud demokracji liberalnej, bo wszyscy wyłączyli autokrytyczne myślenie.
Wizja spotkania na Polach Elizejskich w 1792 r. Francuski rewolucjonista hrabia Mirabeau wręcza Janowi Jakubowi Rousseau kopię jego „Eseju o despotyzmie”, a Benjamin Franklin umieszcza na jego głowie wieniec laurowy. Obecni są również Montesquieu, Voltaire, Mably, Fénélon, Demostenes i Cyceron.
BEW

Wizja spotkania na Polach Elizejskich w 1792 r. Francuski rewolucjonista hrabia Mirabeau wręcza Janowi Jakubowi Rousseau kopię jego „Eseju o despotyzmie”, a Benjamin Franklin umieszcza na jego głowie wieniec laurowy. Obecni są również Montesquieu, Voltaire, Mably, Fénélon, Demostenes i Cyceron.

Z wielu powodów termin „demokracja liberalna” jest i nietrafny, i zwodniczy. Skoro jednak został powszechnie przyjęty, będziemy go używali, rozumiejąc, że chodzi o demokratyczne państwo prawa, respektujące wszystkie formy pluralizmu i dążenie obywateli do maksymalizacji wolności indywidualnej.

W znanym nam kształcie demokracja liberalna jest stosunkowo nowym tworem. Wprowadzonym od góry, zainstalowanym po II wojnie światowej. I to nie od razu. Najpierw była demokracja państwa opiekuńczego, a komponent liberalny rozbudowywał się stopniowo.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj