Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Ogrody POLITYKI

Radość grania

10. edycja Letnich Ogrodów POLITYKI

Zespół Voo Voo Wojciecha Waglewskiego wystąpił także z Orkistrą Dętą OSP Gidle. Zespół Voo Voo Wojciecha Waglewskiego wystąpił także z Orkistrą Dętą OSP Gidle. Tadeusz Późniak / Polityka
Tegoroczne Letnie Ogrody POLITYKI w Elblągu będziemy pamiętać nie tylko dlatego, że to jubileuszowa, dziesiąta odsłona. Najważniejsze okazały się niebanalne wrażenia i wzruszenia, wynikające z mieszania gatunków, form i przekazów.
Mięsny jeż (albo mięsny jesz) autorstwa restauratora Lecha Wyszyńskiego.Tadeusz Późniak/Polityka Mięsny jeż (albo mięsny jesz) autorstwa restauratora Lecha Wyszyńskiego.
Ignacy Karpowicz, Justyna Sobolewska i Kinga Dunin rozmawiali o literaturze.Tadeusz Późniak/Polityka Ignacy Karpowicz, Justyna Sobolewska i Kinga Dunin rozmawiali o literaturze.

Wszystko jest poezja, tam, gdzie jest poeta – mawiał i pisał Edward Stachura. Poetą może być gitarzysta, jak znakomity Wojciech Waglewski, albo wokalista, jak Krzysztof „Grabaż” Grabowski. Albo wspaniała Maja Kleszcz. Poezja muzyki zaskakiwała nas w Elblągu wielokrotnie, bo nagle przekonywaliśmy się, że nawet strażacka orkiestra dęta umie być liryczna, a tandetny przebój „Daj mi tę noc” w wykonaniu Mai Kleszcz i IncarNations staje się topowym dziełem sztuki. Nie dość na tym. Elbląski restaurator Lech Wyszyński potrafił dziełem sztuki uczynić także sławetnego mięsnego jeża. Dwumetrowa konstrukcja polskich kiełbas, włoskich mortadel i miejscowej musztardy wyglądała jak nowoczesna instalacja plastyczna do tego stopnia, że publiczność nie bardzo wiedziała, czy rzeczone wędliny konsumować, czy sycić się samym ich widokiem.

Swego czasu zaprzyjaźniony z Elblągiem toruński socjolog Tomasz Szlendak napisał o „wielozmysłowej kulturze iwentu”. Elbląskie Ogrody można wskazać jako wyrazistą ilustrację tego fenomenu. Jest tu wszystko: muzyka nostalgiczna i anarchiczna, wystawy fotografii, które dowodzą, że w jednej migawce przegląda się cały Wszechświat, spektakle teatralne, które śmieszą, ale potrafią też nieźle zaboleć, no i debaty, które pokazują, że nic nie jest tak oczywiste, jak się powszechnie wydaje. I jeszcze kuluarowe rozmowy przy piwie, spotkania z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Jest w tym wiele z atmosfery święta.

Ta atmosfera daje o sobie znać nawet przy okazji debat. Pierwszego dnia Ogrodów red. Jerzy Baczyński dyskutował z wiceminister kultury Moniką Smoleń, czy sensownie wydajemy unijne miliardy przeznaczone na inwestycje w kulturę.

Właściwie każda z tegorocznych debat Ogrodowych obracała się wokół pytania: jak godzić kulturę „wyższą i niższą”, czy możliwa jest ambitna popkultura? W prowadzonej przez niżej podpisanego rozmowie o telewizyjnych talent show profesorowie Wiesław Godzic i Mariusz Czubaj skłonni byli usprawiedliwiać niskie gusta fanów łatwej rozrywki, pod warunkiem że mają oni świadomość, na czym polega konwencja widowisk, które oglądają. Robert Leszczyński, wieloletni juror „Idola”, wyjaśnił przy okazji, że nie trzeba za bardzo ufać spontanicznym gestom ekspertów i lepiej przyjąć, że wszystkie te telekonkursy bardziej służą samej telewizji niż uczestnikom owych konkursów.

 

Na popkulturze zasadniczo znają się wszyscy, ale chyba nie wszyscy znają się na literaturze. Rozmowa Justyny Sobolewskiej z pisarzem Ignacym Karpowiczem i Kingą Dunin jawiła się w tym kontekście jak lekcja dobrego wychowania. Przypomnieliśmy sobie, czym dziś wedle fachowców są tradycyjne narracje literackie, co w nich lubi współczesny polski czytelnik i dlaczego może zachwycać się – dajmy na to – skandynawskim kryminałem.

Ale, jako się rzekło, najważniejsze były wrażenia i wzruszenia muzyczne. Z ręką na sercu niżej podpisany zaświadcza, że koncert Voo Voo był najlepszym, jaki zdarzyło mu się słyszeć w wykonaniu tego zespołu (a słyszał ich naprawdę wiele). Była w tym esencjonalna energia rocka (wtedy zwłaszcza, gdy Wojtek Waglewski wziął do rąk czarnego Gibsona, przypominającego tego, na jakim grał Jimmy Page z Led Zeppelin), były nieoczekiwane konfrontacje muzycznych estetyk (na przykład punkowy czad skonfrontowany z rozgłośnymi dźwiękami orkiestry dętej), były nostalgiczne przypomnienia klimatów sprzed ćwierćwiecza (kto był wtedy w Jarocinie, ten wie), ale wśród tej całej kawalkady dźwięków dało się wyłowić mnóstwo subtelności. Nigdy ci tego, Wojtku, nie zapomnimy.

Rzeczywiście muzyka zawsze była tutaj ważna. Wspominaliśmy teraz z Jackiem Nowińskim, dyrektorem Biblioteki Elbląskiej i pomysłodawcą Ogrodów, dawniejsze edycje imprezy. Przypomnieliśmy sobie, że na trzecich Ogrodach zagrał między innymi zespół T.Love. W czasie koncertu wokalista Muniek Staszczyk rzucił ze sceny w stronę rozbawionych nastoletnich fanów: „Jak was rodzice spytają, dlaczego tak długo nie było was w domu, powiedzcie, że byliście w bibliotece”. Dla wszystkich stało się wtedy oczywiste, że dzięki Ogrodowym koncertom Biblioteka Elbląska może z sukcesem ubiegać się o tytuł najgłośniejszej biblioteki w Polsce.

Można mieć wrażenie, że grane tutaj koncerty są jednocześnie zaczynem zabawy, jak i przygodą o charakterze edukacyjnym. Wystarczyło posłuchać pierwszego dnia Ogrodów laureatów Paszportów POLITYKI TWOgether Duo z miejscową naprawdę świetną Orkiestrą Kameralną dyrygowaną przez Marka Mosia. Ciekawe, dwie orkiestry – i ta z certyfikatem filharmonicznym, i ta strażacka, przygrywająca w kilku utworach zespołowi Volvo, odznaczały się tą samą cechą: radością grania. Wniosek jest oczywisty, trzeba lubić, co się robi, co jest mottem wszystkich, dzięki którym od dekady rozkwitają na Żuławach Ogrody POLITYKI.

Polityka 24.2013 (2911) z dnia 11.06.2013; Ludzie i Style; s. 97
Oryginalny tytuł tekstu: "Radość grania"
Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną