Praska wiosna – wielki eksperyment Czechów i Słowaków

Czechosłowacja: Praska Wiosna
Dramatyczny koniec czechosłowackiego eksperymentu: czołgi wojsk Układu Warszawskiego na ulicach czeskich i słowackich miast, tu w Bratysławie, 21 sierpnia 1968 r.
AKG

Dramatyczny koniec czechosłowackiego eksperymentu: czołgi wojsk Układu Warszawskiego na ulicach czeskich i słowackich miast, tu w Bratysławie, 21 sierpnia 1968 r.

Euforyczny początek: roznosiciele pism i ulotek na ulicach Pragi, wiosna 1968 r.
Getty Images

Euforyczny początek: roznosiciele pism i ulotek na ulicach Pragi, wiosna 1968 r.

Alexander Dubček (1921–92) jako nowy I sekretarz Komunistycznej Partii Czechosłowacji; jego wybór na to stanowisko 4/5 stycznia 1968 r. uważa się za początek Praskiej Wiosny.
Getty Images

Alexander Dubček (1921–92) jako nowy I sekretarz Komunistycznej Partii Czechosłowacji; jego wybór na to stanowisko 4/5 stycznia 1968 r. uważa się za początek Praskiej Wiosny.

Václav Havel (1936–2011), późniejszy działacz opozycyjny w CSRS i prezydent niepodległej Republiki Czech, w czasie Praskiej Wiosny stał się jedną z najbardziej znanych postaci liberalnego i niekomunistycznego skrzydła ruchu reformatorskiego (fot. z 1968 r.).
Getty Images

Václav Havel (1936–2011), późniejszy działacz opozycyjny w CSRS i prezydent niepodległej Republiki Czech, w czasie Praskiej Wiosny stał się jedną z najbardziej znanych postaci liberalnego i niekomunistycznego skrzydła ruchu reformatorskiego (fot. z 1968 r.).

Studencka manifestacja pod amerykańską ambasadą, Londyn, 1968 r.
Getty Images

Studencka manifestacja pod amerykańską ambasadą, Londyn, 1968 r.

Neostalinowska normalizacja i duch wiosny. Dubček, aresztowany wraz z innymi najważniejszymi politykami i przewieziony do Moskwy, został zwolniony, bo Breżniewowi nie udało się osadzić w Pradze „rządu rewolucyjnego” i musiał zaakceptować pozostanie przy władzy dotychczasowego I sekretarza. Słowak stracił stanowisko dopiero 17 kwietnia 1969 r. na rzecz Gustáva Husáka. Ten do niedawna zwolennik reform rozpoczął brutalną neostalinowską „normalizację”, wspierany zresztą przez większość innych partyjnych reformatorów, którzy okazali się zwykłymi oportunistami. Czechosłowacki socjalizm utracił ludzką twarz bezpowrotnie.

Jak pisali studenci Uniwersytetu Karola po samospaleniu ich kolegi Jana Palacha (16 stycznia 1969 r.): zawiedli politycy, którzy zdradzili ideały i pociągnęli za sobą w otchłań społeczeństwo. Zawiodło społeczeństwo, bo nie potrafiło zmusić swoich liderów, by stanęli na wysokości zadania. Duch manifestu 2 tys. słów jednak nie zgasł, ożył w 1977 r., gdy Karta’77, sygnowana przez wielu uczestników Praskiej Wiosny, w tym przez dawnego sekretarza KC KPCz Zdenka Mlynářa, zaczęła na nowo organizować energię oporu.

***

Anglia: Przegapiliśmy rewolucję

Brytyjski historyk Tony Judt wspominał: „Dorastałem w epoce dobrobytu, bezpieczeństwa i komfortu, no i dlatego, ukończywszy w 1968 r. dwadzieścia lat, zbuntowałem się. Jak wielu z pokolenia wyżu demograficznego, byłem konformistą w moim nonkonformizmie. (…) Wszystko zdawało się zmieniać z nieznaną dotąd szybkością, można było odnieść wrażenie, że świat zdominowany jest przez młodych (co da się potwierdzić statystycznie). Z drugiej strony zmiana bywała zwodnicza, przynajmniej w Anglii. My, studenci, sprzeciwialiśmy się hałaśliwie poparciu udzielanemu przez rząd laburzystowski wojnie Lyndona Johnsona w Wietnamie. Pamiętam co najmniej jeden protest w Cambridge, po wystąpieniu Denisa Healeya, ówczesnego ministra obrony. Przepędziliśmy jego samochód z miasta. Mój kolega, dziś mąż wysokiej przedstawiciel UE do spraw bezpieczeństwa [pisane w 2010 r. – red.], wskoczył na maskę i wściekle walił w okna.

Dopiero kiedy Healey spiesznie odjechał, zorientowaliśmy się, że jest późno – do kolacji w uczelnianej stołówce zostało parę minut, a my nie chcieliśmy jej stracić. W drodze powrotnej do miasta szedłem obok umundurowanego policjanta, wyznaczonego do obserwowania tłumu. Spojrzeliśmy na siebie. »Jak według pana wypadła demonstracja?« – zapytałem. Przyjmując pytanie ze spokojem – wcale nie wydało mu się dziwne – odparł: »Całkiem nieźle, proszę pana«.

Najwyraźniej Cambridge nie dojrzało do rewolucji. To samo można powiedzieć o Londynie. Na sławetnej demonstracji na Grosvenor Street pod ambasadą amerykańską (znowu przeciwko wojnie w Wietnamie – jak wielu moich rówieśników najłatwiej dawałem się zmobilizować do manifestowania przeciw niesprawiedliwości popełnianej tysiące mil od naszego kraju), wciśnięty między znudzonego policyjnego konia a jakieś ogrodzenie poczułem, że coś ciepłego i mokrego spływa mi po nodze. Popuściłem mocz? Zostałem zraniony? Nic z tych rzeczy. Pękł mi w kieszeni woreczek z czerwoną farbą, którym zamierzałem rzucić w ambasadę. (…) oczywiście żałowałem tylko, że to farba, a nie krew.

Na prawdziwą rewolucję jechało się oczywiście do Paryża. Jak wielu moich przyjaciół i rówieśników wyprawiłem się tam wiosną 1968 r., żeby popatrzeć na bunt w autentycznym wydaniu i nawdychać się tej atmosfery. (…)

Co o hermetycznie zamkniętym świecie Europy Zachodniej w epoce zimnej wojny mówi fakt, że ja – dobrze wykształcony student historii, wywodzący się z rodziny Żydów z Europy Wschodniej, władający kilkoma językami i dużo podróżujący po swojej połowie kontynentu – kompletnie nie miałem pojęcia o wydarzeniach wstrząsających wtedy Polską i Czechosłowacją? Pociągała mnie rewolucja? To dlaczego nie pojechałem do Pragi, najbardziej fascynującego miejsca ówczesnej Europy? Albo do Warszawy, gdzie moi rówieśnicy narażali się na wyrzucenie z uczelni, banicję i więzienie za swoje poglądy i ideały?

Co mówi nam o ułudach Maja 1968 r. fakt, że nie przypominam sobie, by w naszych żarliwych, radykalnych debatach padła choć jedna aluzja do Praskiej Wiosny, nie mówiąc o wystąpieniach studenckich w Polsce? Gdybyśmy byli mniej zaściankowi (po czterdziestu latach trochę trudno przekazać, z jaką żarliwością potrafiliśmy dyskutować na temat niesprawiedliwości wyrażającej się zamykaniem bram college’u o określonych godzinach), zostawilibyśmy być może trwalszy ślad. Tymczasem umieliśmy do późna w noc rozwodzić się nad chińską rewolucją kulturalną, zamieszkami w Meksyku czy nawet strajkami okupacyjnymi na Columbia University. Nikt jednak nie mówił o Europie Wschodniej, nie licząc jakiegoś Niemca, który się przypadkowo napatoczył, i z pogardą wyrażał się o Dubčeku, widząc w nim jeszcze jednego reformistycznego renegata.

Spoglądając wstecz, nie mogę się pozbyć uczucia, że coś przegapiliśmy. (…) Nawet ci nieliczni odważni spośród moich znajomych, którzy mieli na tyle pecha, że spędzili noc w areszcie, wracali przeważnie na obiad do domu. Co wiedzieliśmy o tym, jakiej odwagi wymagało wytrzymanie tygodni przesłuchań w warszawskich więzieniach, a potem wyroki (…) dla studentów, którzy odważyli się upomnieć o rzeczy dla nas oczywiste?

My z Zachodu byliśmy szczęśliwym pokoleniem. (…) Poświęcaliśmy czas na dyskusje o tym, co jest nie tak ze światem i jak tę sytuację zmienić. Protestowaliśmy, i słusznie, przeciw temu, co się nam nie podobało. We własnych oczach byliśmy rewolucyjnym pokoleniem. Szkoda, że przegapiliśmy rewolucję”.

***

(Fragment eseju „Rewolucjoniści” z tomu „Pensjonat pamięci”, tłum. Hanna Jankowska).

Tekst ukazał się w nowym Pomocniku Historycznym „Rewolta 1968”, dostępnym od 28 lutego w kioskach i w internetowym sklepie POLITYKI.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj