Studencka rewolta w Marcu ’68. Jeszcze dziesięć lat wcześniej nic nie zapowiadało tego buntu

Bunt studentów
Wiec na Uniwersytecie Warszawskim, 8 marca 1968 r.
Forum

Wiec na Uniwersytecie Warszawskim, 8 marca 1968 r.

Seweryn Blumsztajn, Barbara Toruńczyk, Grażyna Borucka-Kuroń, Jacek Kuroń i Adam Michnik w warszawskich Łazienkach, 1967 r.
Fotonova

Seweryn Blumsztajn, Barbara Toruńczyk, Grażyna Borucka-Kuroń, Jacek Kuroń i Adam Michnik w warszawskich Łazienkach, 1967 r.

Prof. Leszek Kołakowski (z filiżanką) wsród socjologów UW, ok. 1957 r.
Forum

Prof. Leszek Kołakowski (z filiżanką) wsród socjologów UW, ok. 1957 r.

Ulotki z marca 1968 r.
EAST NEWS

Ulotki z marca 1968 r.

Karol Modzelewski w 1969 r.
AN

Karol Modzelewski w 1969 r.

Jan Lityński w 1967 r.
Archiwum Włodzimierza Kofmana

Jan Lityński w 1967 r.

Autokary z tzw. aktywem robotniczym do rozpędzania wiecu na UW, 8 marca 1968 r.
EAST NEWS

Autokary z tzw. aktywem robotniczym do rozpędzania wiecu na UW, 8 marca 1968 r.

Pod pomnikiem Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu.
EAST NEWS

Pod pomnikiem Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu.

Irena Lasota w II poł. lat 60.
AN

Irena Lasota w II poł. lat 60.

Józef Dajczgewand w II poł. lat 60.
AN

Józef Dajczgewand w II poł. lat 60.

Krakowskie Przedmieście w pobliżu bramy Uniwersytetu Warszawskiego, 8 marca 1968 r.
EAST NEWS

Krakowskie Przedmieście w pobliżu bramy Uniwersytetu Warszawskiego, 8 marca 1968 r.

Na ul. Traugutta (w kierunku Kredytowej).
EAST NEWS

Na ul. Traugutta (w kierunku Kredytowej).

Pacyfikacja wiecu pod Politechniką Warszawską, 9 marca 1968 r.
Forum

Pacyfikacja wiecu pod Politechniką Warszawską, 9 marca 1968 r.

Strajk okupacyjny studentów Politechniki Warszawskiej, marzec 1968 r.
Forum

Strajk okupacyjny studentów Politechniki Warszawskiej, marzec 1968 r.

Teresa Bogucka w II poł. lat 60.
AN

Teresa Bogucka w II poł. lat 60.

Henryk Szlajfer w II poł. lat 60.
AN

Henryk Szlajfer w II poł. lat 60.

Blokada ulic w okolicach Rynku Głównego po wydarzeniach na Uniwersytecie Jagiellońskim, 15 marca 1968 r.
Reporter

Blokada ulic w okolicach Rynku Głównego po wydarzeniach na Uniwersytecie Jagiellońskim, 15 marca 1968 r.

Odezwa rektora UW do studentów z 16 marca 1968 r.
Forum

Odezwa rektora UW do studentów z 16 marca 1968 r.

Mural z epoki (fotografia dokładniej nieopisana).
EAST NEWS

Mural z epoki (fotografia dokładniej nieopisana).

W hallu Politechniki Gdańskiej po wiecu, marzec 1968 r.
EAST NEWS

W hallu Politechniki Gdańskiej po wiecu, marzec 1968 r.

Fale buntu. Manifestacje ze wzmożoną siłą wybuchły w poniedziałek 11 marca. W czasie gdy w Adutorium Maximum odbywał się wiec zapowiedziany podczas piątkowej manifestacji, przed bramą uniwersytetu gromadził się tłum młodzieży. Po południu dołączyli do nich studenci opuszczający uczelnię po uchwaleniu kolejnej w tych dniach rezolucji. Gęstniejący tłum ruszył Krakowskim Przedmieściem w stronę Świętokrzyskiej. Skandowano: „Prasa kłamie”, „Wolność”, „Demokracja”, „Warszawa z nami”, „Robotnicy z nami”. Pochód dotarł aż do skrzyżowania z Alejami Jerozolimskimi, pod gmach KC. Dopiero tam skoncentrowanym siłom ZOMO udało się zatrzymać i rozproszyć manifestację. Milicja polewała demonstrantów z armatek wodnych (przy temperaturze bliskiej zeru), a cały rejon walk spowił gęsty dym gazów łzawiących.

Tymczasem bunt rozlewał się na cały kraj. Ważnym nośnikiem protestu okazały się prywatne listy. Korespondencję z opisami piątkowej pacyfikacji na UW pokazywano w kręgach znajomych. Już 9 marca na falach Radia Wolna Europa pojawiły się relacje z zamieszek na stołecznych ulicach. Napływ wiadomości ze źródeł nieoficjalnych w zestawieniu z milczeniem lub kłamstwami prasy dawały efekt piorunujący.

Mechanizm protestu. Mechanizm narodzin lokalnego ruchu studenckiego plastycznie ukazuje przykład krakowski. Już w niedzielę rano, 10 marca, w Domu Studenckim Żaczek zawisły plakaty z poparciem dla protestujących studentów Warszawy. Potem w budynkach Uniwersytetu Jagiellońskiego pojawiły się ulotki wzywające do przybycia na wiec w poniedziałek o godz. 12 na Rynku Głównym. Początkowo na miejsce przybyło nie więcej niż 500 studentów; większość uczestników stanowili stojący w pewnej odległości gapie. Z czasem tłum zaczął gęstnieć: zgromadzeni przysuwali się, chcąc słyszeć przemówienia studentów wzywające do solidarności z młodzieżą UW, mówiące o wolności słowa, autonomii uniwersytetów i potrzebie demokratyzowania ustroju.

Przebieg manifestacji był całkowicie żywiołowy – każdy, kto chciał, mógł zabrać głos. W pewnym momencie do zebranych przemówił przewodniczący Rady Okręgowej Zrzeszenia Studentów Polskich, któremu mimo gwizdów i protestów udało się skłonić uczestników, by przenieśli zgromadzenie do budynków uniwersyteckich. Blisko tysiącosobowy tłum po odśpiewaniu hymnu ruszył w stronę Collegium Novum. Tam odbyło się spotkanie z rektorem Mieczysławem Klimaszewskim. Starał się on studzić nastroje i początkowo jego słowa spotykały się z życzliwym przyjęciem, sytuacja zmieniła się jednak gwałtownie, gdy rektor zaczął usprawiedliwiać działania władz. Sala gwizdała, rozległy się okrzyki: „Bzdura”.

Ktoś odczytał rzekomy list studentów warszawskich do studentów całej Polski, zawierający żądanie likwidacji ZMS jako organizacji, która „zdradziła studentów”. Ktoś inny domagał się natychmiastowej likwidacji tzw. Małego Kodeksu Karnego. Zabierający głos automatycznie stawali się reprezentantami społeczności studenckiej, ruch nie przyoblekł się jeszcze w formalne kształty. Propozycje i hasła przyjmowano oklaskami lub odrzucano, gwiżdżąc. Kolejni mówcy żądali proklamowania strajku okupacyjnego, co spotkało się z oporem części zgromadzonych, przychylających się do zdania, że należy zaczekać, aż protest ogarnie wszystkie uczelnie Krakowa.

Ostatecznie po długich debatach zdecydowano się ograniczyć do uchwalenia rezolucji. Dokument powtarzał hasła rzucone podczas wiecu na Rynku, został jednak wzbogacony o katalog najważniejszych postulatów rodzącego się ruchu studenckiego: „Potępiamy tendencyjność prasy, a szczególnie »Życia Warszawy« i jednocześnie żądamy podania całości dzisiejszych wydarzeń oraz deklaracji w prasie w niewypaczonej formie. Żądamy przestrzegania Konstytucji PRL. Żądamy uwolnienia aresztowanych pracowników nauki i studentów oraz przywrócenia im praw studenckich. Żądamy otwartego informowania o wszystkich sprawach publicznych, które przecież bezpośrednio nas dotyczą. Żądamy powołana specjalnej komisji, w celu zbadania faktów i podania ich do publicznej wiadomości. Żądamy zagwarantowania autonomii wyższych uczelni w Polsce. Żądamy od prasy, radia i telewizji opublikowania niniejszej rezolucji w ciągu 48 godzin”.

Studenckie komitety. Mechanizm buntu powtarzał się we wszystkich ośrodkach akademickich. W początkowym stadium protestu działacze oficjalnych organizacji młodzieżowych próbowali przejąć kontrolę nad spontanicznymi reakcjami studenckimi. Osiągnęli połowiczny sukces: zgromadzeni nie pozwalali, by mówiono za nich, godzili się za to przenieść wiec do sal uniwersyteckich. Taki przebieg wypadków był po myśli zarówno władz uczelni, jak i lokalnych instancji partyjnych. Studenci nie zostaną pobici przez milicję (czego pragnęli uniknąć profesorowie), a w mieście nie wybuchną zamieszki, do których mogliby dołączyć mieszkańcy lub – czego najbardziej obawiali się sekretarze Komitetów Wojewódzkich – pracownicy wielkich zakładów. Jednak w aulach akademickich żywiołowy wiec, ów amalgamat kontestatorów i widzów, krzepł.

Pojawiały się zalążki organizacji, a w następstwie – próby wyartykułowania postulatów politycznych. Pierwszym etapem było wyłonienie przywódców. Manifestanci wybierali swoich reprezentantów przez aklamację. W gorącej, rewolucyjnej atmosferze wiecu wystarczył impuls – ktoś wskazał kandydata, kilka osób wyraziło głośno aprobatę, tłum podchwytywał. Najwyżej cenioną kompetencją była umiejętność publicznego zabrania głosu, zwłaszcza jeśli wypowiadało się myśl podzielaną przez większość zgromadzonych – np. atakując przedstawicieli władzy.

Kolejnym etapem, po przekształceniu spontanicznych zgromadzeń w uniwersyteckie wiece, były wybory komitetów studenckich. Ciała te pełniły zarówno role prezydium wieców, jak też kolegialnego kierownictwa strajków. Zasiadali w nich reprezentanci studentów i wykładowcy. W historii Marca ’68 na szczególne podkreślenie zasługuje postawa rektora Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Alfreda Jahna. Jako jedyny zwierzchnik szkoły wyższej opowiedział się wówczas po stronie studentów, co przypłacił później utratą stanowiska. Nawet jeśli jednak władze uczelni były wrogo nastawione do protestujących (jak np. na UW), profesorowie i adiunkci z reguły solidaryzowali się ze studentami. Wielu z nich podejmowało dialog z reprezentantami strajkujących w nadziei, że uda się zmitygować ich żądania i nadać uchwalanym rezolucjom brzmienie akceptowalne (jak przypuszczano) dla partii. Wśród kadry dydaktycznej żywy był lęk przed cofnięciem swobód akademickich, wywalczonych w Październiku ’56.

W niektórych miastach dochodziło do zawiązywania się reprezentacji na poziomie ponaduczelnianym. Np. we Wrocławiu 14 marca utworzono Komisję Organizacyjną Wieców Uczelni, ciało odpowiedzialne za zredagowanie wspólnej rezolucji wszystkich studentów miasta.

W końcowej fazie strajków pojawiły się próby powołania ogólnopolskiego komitetu studenckiego. Zamiar taki – oceniany przez rządzących jako realne zagrożenie dla stabilności ustroju – został udaremniony przez SB. „25 marca br. odbyło się we Wrocławiu nielegalne spotkanie tzw. przedstawicieli następujących ośrodków akademickich w kraju: wrocławskiego, warszawskiego, lubelskiego, łódzkiego, gliwickiego, krakowskiego, poznańskiego, szczecińskiego, toruńskiego – czytamy w Biuletynie Dziennym MSW. – Spotkanie przygotowała grupa wrocławska, która, dysponując 10 tys. zł, zabezpieczyła delegatom utrzymanie i zwrot kosztów podróży. Uczestnicy spotkania składali informacje o aktualnej sytuacji wśród studentów w reprezentowanych przez siebie ośrodkach akademickich. Dyskutowano na temat perspektyw »ruchu studenckiego« oraz konieczności ujednolicenia kierunków działania. Eksponowano przede wszystkim potrzebę rozpoznawania komitetów wojewódzkich partii w celu ustalenia możliwości zdobycia poparcia działaczy i pracowników tych instancji pozytywnie ustosunkowanych do opozycyjnej działalności środowisk studenckich”.

Język kontestacji. Studencki protest w ciągu trzech tygodni marca przeszedł ewolucję nie tylko pod względem organizacji, ale i w zakresie języka. Pierwsze rezolucje stanowiły w istocie zlepek haseł z demonstracji: żądano ukarania winnych, pisania prawdy w gazetach, przestrzegania konstytucji. Jednocześnie dokumenty studenckiego protestu były pisane językiem współgrającym z oficjalną propagandą. Po części było to działanie z premedytacją, mające przekonać partię o czystych intencjach studenckiego ruchu, ale odzwierciedlało także stan świadomości młodych ludzi. Innego języka po prostu nie znali. Np. rezolucja wrocławskiej Komisji Organizacyjnej Wieców Uczelni zaczynała się następującą frazą: „My córki, synowie robotników, chłopów i inteligencji pracującej, studenci Wyższych Uczelni m. Wrocławia, odzyskanego dla macierzy po latach niewoli i germanizacji – zdecydowanie i świadomie stojący na pozycjach socjalizmu, powodowani głęboką troską o dobro Państwa i Narodu występujemy z niniejszym programem”.

Studencki język zaczął dojrzewać dopiero u schyłku protestów. Uchwalona 28 marca na UW Deklaracja Ruchu Studenckiego była już zarysem spójnego programu reform politycznych, z podziałem na rozdziały: „Polityka ekonomiczna”, „Organizacja społeczna i informacja”, „Prawo i praworządność”. Domagano się m.in. „utworzenia legalnej organizacji młodzieżowej”, „zniesienia cenzury”, a także „powołania Trybunału Konstytucyjnego, kontrolującego zgodność rozporządzeń i szczegółowych aktów władzy z Konstytucją i obowiązującymi ustawami”. Były to już postulaty jawnie antysystemowe, kwestionujące uprzywilejowaną pozycję PZPR i pośrednio żądające zalegalizowania opozycji politycznej.

Uczestnicy i sympatycy. Udział w strajku był wielkim przeżyciem i ważną lekcją również dla szeregowych studentów. Wielu zapamiętało te dni jako najpiękniejsze chwile w życiu. „Na mieście było ponuro, wszędzie patrole milicyjne, zapach gazu łzawiącego... – czytamy w anonimowej relacji z Warszawy spisanej w 1988 r. – Wszedłem na teren Uniwersytetu, a tu panowała zupełnie inna atmosfera. Atmosfera święta. Pito nawet alkohol, co zresztą było zabronione, grano na gitarach, śpiewano, trwały długie nocne rozmowy. To było wspaniałe przeżycie. Niezwykle głębokie doznanie, które już nigdy się nie powtórzyło. Mieliśmy poczucie, że jesteśmy silni, fajni, uczciwi, że chcemy, żeby było dobrze i pięknie”.

Wokół strajkujących, oflagowanych i oplakatowanych uczelni gromadzili się mieszkańcy miast. Panowała atmosfera solidarności ze studentami. „Na Politechnice na górze napis: »Strajk okupacyjny« – zanotował teatrolog Zbigniew Raszewski 22 marca. – Po lewej syrena i wezwanie »Warszawo, prosimy Cię o poparcie«. Po prawej »Robotnicy, wasza sprawa jest naszą«. (...) Tłum duży, podaje studentom żywność, papierosy, kwiaty. Wszystko to od razu w prowizorycznych windach jedzie na górę. Publiczność rozmaita: od robotników do eleganckich pań i panów. Prości ludzie podchodzą ze swymi podarunkami do sztachet, wołając »Trzymajcie, chłopaki«. Damy z kwiatami »Panowie, proszę«. Na kwiaty studenci klaszczą. Od czasu do czasu skandują »Warszawa z nami«. Wówczas publiczność klaszcze. Jakaś zażywna niewiasta podaje ponad sztachetami wielki sagan z dymiącą zupą. Na to wszyscy klaszczą. Co chwila straż studencka podaje przez sztachety ulotki odbite na kserografie: informacje, wezwania do poparcia, kopie rezolucji. Publiczność rozchwytuje te karteczki, czyta w małych gromadach, chowa do kieszeni”.

Protestujący studenci podejmowali wiele wysiłków, by pozyskać załogi fabryk. Hasła „Robotnicy z nami” wybrzmiewały na niejednym wiecu i manifestacji. Chociaż sporo młodych robotników przyłączało się do ulicznych manifestacji, żadna fabryka nie ogłosiła solidarnościowego strajku, a delegacji studenckich nie wpuszczano do zakładów pracy.

Zimny prysznic Gomułki. Apogeum wystąpień akademickich przypadło na pierwsze dwa tygodnie po piątkowym wiecu na UW. Największymi i najbardziej znaczącymi protestami były strajk okupacyjny na uczelniach wrocławskich (14–16 marca), bojkot zajęć na uczelniach Krakowa, połączony z okupacją akademików (14–20 marca), strajk w Studium Pedagogicznym w Opolu (18 marca), wreszcie strajki okupacyjne na Politechnice Warszawskiej i UW (21–23 marca). W tym czasie we wszystkich miastach akademickich miały też miejsce wiece i pochody studenckie, brutalnie rozbijane przez ZOMO – do najgwałtowniejszych starć doszło w Krakowie, Poznaniu, Łodzi, Gdańsku, Katowicach, Wrocławiu. Tysiące osób zatrzymano, setki znalazły się w areszcie.

Transmitowane w całym kraju przemówienie I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki z 19 marca zadziałało jak zimny prysznic i pozbawiło młodzież złudzeń co do rzeczywistych intencji kierownictwa partii oraz zburzyło wiarę w możliwość wynegocjowania demokratycznych reform. Ostatnia dekada marca to etap wygasania protestów i zamierania ruchu studenckiego, chociaż do pojedynczych wystąpień i manifestacji dochodziło jeszcze w kwietniu i na początku maja.

Opowieści o nadziei i rozczarowaniu. Większość studenckich wspomnień z Marca to opowieści o wielkiej nadziei i wielkim rozczarowaniu, w których pobrzmiewają insurekcyjne mity. Marzenie o sojuszu studentów z robotnikami jest inspirowane bez wątpienia pamięcią Października, ale w dalszym planie widzimy topos powstania styczniowego: sen o wspólnym zrywie szlachty i chłopów przeciwko zaborcom. Protestujący mieli świadomość, że bunt uniwersytetów nie ma szans, jeśli nie dołączą do niego fabryki. I jednocześnie czuli, że przegrywają z partią walkę o robotnicze poparcie. Kiedy się okazało, że z fabryk nie nadchodzi odsiecz, do studentów dotarła świadomość klęski. Entuzjazm zamienił się w rozgoryczenie. To doświadczenie zaciążyło na późniejszej strategii opozycji – zarówno powstanie Komitetu Obrony Robotników, jak i udział marcowych kontestatorów w rewolucji Solidarności był formą wyciągnięcia wniosków z 1968 r.

Marcowy bunt był w równym stopniu intensywny, co krótkotrwały. Uczestników czekała teraz ciężka próba: setki osób zostało zatrzymanych, dziesiątki otrzymały sankcje prokuratorskie. Tysiące słuchaczy skreślono z list studentów, wielu otrzymało zakaz powrotu na studia i zostało objętych karnym poborem do wojska. Najsurowiej władze potraktowały inicjatorów całej rewolty – środowisko komandosów. Między listopadem 1968 a kwietniem 1969 r. na podstawie przepisów Małego Kodeksu Karnego (głównie artykułu o „udziale w tajnym związku”) na więzienie skazano czternaście osób, wyroki wahały się od półtora do trzech i pół roku.

Pokolenie ’68. Udział w protestach 1968 r. uformował pewne pokolenie. Dziesiątki tysięcy studentów skandowało antyrządowe hasła, uciekało przed milicją, uczyło się wybierać swoich przedstawicieli, formułować żądania i budować polityczne programy. Wspólnie przeżywane emocje – oburzenie, nadzieja, euforia, strach – stały się doświadczeniem formacyjnym, determinującym podobieństwo politycznych wyborów w przyszłości. Podczas uniwersyteckich wieców i w obliczu policyjnych represji kształtowała się młoda polska inteligencja, dla której Marzec był nauką polityki i demokracji.

Rok 1968 miał dla historii Polski konsekwencje trudne do przecenienia. „Inteligencja bardziej wierzy słowu niż pracujący fizycznie, więc boleśniej odczuwa zdradę słowa – pisał socjolog Jacek Kurczewski. – Z tego zawodu wyrosło pokolenie dysydentów, konspiratorów i buntowników choćby potencjalnych. Ziarno Marca wschodzi przecież i w Sierpniu”. Uniwersyteckie wiece i rezolucje z 1968 r. stały się zaczynem zorganizowanej opozycji późniejszych dekad.

Tekst ukazał się w nowym Pomocniku Historycznym „Rewolta 1968”, dostępnym od 28 lutego w kioskach i w internetowym sklepie POLITYKI.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj