Janina Paradowska nie żyje
Publicystka była związana z POLITYKĄ od 1991 roku. Była czołową komentatorką polityczną pisma, autorką audycji radiowych i telewizyjnych.
Archiwum prywatne

Polityka

Janina Paradowska urodziła się 2 maja 1942 r. w Krakowie. Skończyła polonistykę oraz dziennikarstwo. Jej pierwszą redakcją był „Kurier Polski”. Była kierownikiem działu politycznego w „Życiu Warszawy”.

Laureatka licznych nagród: Pruszyńskich, Bocheńskiego, Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, posiadaczka Złotej Akredytacji do Sejmu. W 2002 roku zdobyła tytuł Dziennikarza Roku 2002. Prowadziła autorskie programy w Superstacji, Radiu TOK FM oraz jeden z najpopularniejszych polskich blogów politycznych.

Jest autorką wywiadu rzeki z prof. Mikołajem Kozakiewiczem „Byłem marszałkiem kontraktowego” oraz książki „A chciałam być aktorką...”.

Fragment książki „A chciałam być aktorką...”:

Istnieją na świecie rzadkie okazy. I mnie, w drugiej połowie życia, trafił się taki rzadki okaz. Mąż Jerzy Zimowski. Spotkałam fantastycznego człowieka. Było mi z nim dobrze jak nigdy. Potrafię opisywać politykę, szczęścia, na dodatek własnego, nie umiem. Więc poprzestańmy na krótkim: byłam z Jurkiem szczęśliwa. Trudno powiedzieć, co takiego się dzieje, jak się spotyka dwoje dojrzałych ludzi po przejściach. Ja bym nazwała to fascynacją. Bardzo mi go brak. I ta śmierć na moich oczach, kiedy kąpał się w morzu w Odessie i nagle po prostu umarł. Tak na wyciągnięcie ręki, tak cicho, tak bez ostrzeżenia, tak bardzo za wcześnie. Ja nie krzyczę, ale wtedy, na plaży w Odessie, strasznie krzyczałam.

Zawsze lubiłam życie, ale wtedy, wracając samolotem z Odessy marzyłam, żeby się roztrzaskał ze mną na pokładzie. Po śmierci męża uciekłam w szaloną pracę, wszystko nią zagłuszałam. Dziennikarstwo to dobry zawód, żeby zatłuc smutek, żal. Janina Paradowska zawsze jest ubrana, umalowana, konkretna, pozbierana, przygotowana – no to byłam.

Twarda Janka, dzielna Janka. Tylko ten strach przed wieczorem – wejść do mieszkania i omijać pokój Jurka. Nawet nie patrzeć w tamtą stronę. Wypić herbatę w kuchni, wziąć proszek nasenny i spać. Rano wstać, postawić się do pionu i znowu pracą zatłukiwać emocje. Dużo czasu minęło, zanim dzielna Janka potrafiła tak po prostu wejść do pokoju Jurka, usiąść na fotelu, dotknąć biurka. Pójść do kina czy księgarni – bałam się, że się rozkleję, bo to były nasze miejsca.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną