Janina Paradowska o sobie [FRAGMENTY KSIĄŻKI]
„A chciałam być aktorką…” to wywiad rzeka, jaki przeprowadziła z Janiną Paradowską Marta Stremecka. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Czerwone i Czarne w 2011 r.

O sobie w dzieciństwie:

Grzeczna i obowiązkowa panienka, bo i obiad trzeba przygotować, zanim mama wróci z pracy, węgiel z zaszczurzonej piwnicy przynieść, w kuchni rozpalić, co nie było dla mnie takim prostym przedsięwzięciem. Urozmaiceniem były wizyty w Krakowie Józefa Cyrankiewicza. Tak się bowiem składało, że jego ciotka, pani dr Szlapakowa, mieszkała w sąsiedniej, już bardzo wytwornej kamienicy, pod numerem 12, a gdy Cyrankiewicz przyjeżdżał i ją odwiedzał, obstawa stała w naszej bramie, co było podwórkową sensacją. Mogę więc powiedzieć, że moje pierwsze polityczne kontakty sięgały dość wysoko. (…)

Konfliktów w rodzinie nie było, wyjąwszy te o imiona dzieci. Mama oczytana w literaturze polskiej brała wzorce z postaci literackich. Brat miał więc być Cezarym, oczywiście po „Przedwiośniu” Żeromskiego (…). Ojciec uparł się, że będzie Piotr, bo to tradycja po dziadku. Ze mną sprawa była bardziej skomplikowana. Ojciec, a ja byłam jego ukochana córką, chciał Janiny, mama nie, ale jednak okazało się, że w sprawie imion ojciec decydował. Zostałam więc Janiną, ale mama dorzuciła dumnie Maria Teresa, w rezultacie nie wiedzieć dlaczego na lata zostałam Dadą. Ta Dada ciągnęła się za mną do liceum, do dziś niektóre koleżanki ze szkoły tak do mnie mówią, czasem dalsza rodzina. Z Marii Teresy pozostała Maria, Teresa gdzieś się po drodze zgubiła i nic już z dumnej cesarzowej we mnie nie było. (…)

Moja rodzina w ogóle nie była specjalnie rozpolitykowana. Historia obijała się o rodzinę, ale o tym się niespecjalnie rozmawiało. Najmłodszy brat mojej mamy działał w AK i po tym, jak się ujawnił, został aresztowany. Mama chodziła na UB, na plac Wolności, bo tam się mieścił Urząd Bezpieczeństwa, co za szyderczy adres, i próbowała go stamtąd wydobyć.

O studiach w Krakowie:

A czas studiów na polonistyce Uniwersytetu Jagiellońskiego wspominam wspaniale. Nieustanie zajmowałam się teatrem, pracę magisterską napisałam o inscenizacjach „Warszawianki” w Teatrze Słowackiego. (…)

Studenci włóczą się między Klubem pod Jaszczurami a Piwnicą pod Baranami, wpadają do Teatru 38 w oficynie za Jaszczurami. Zamawiają słynnego dorożkarza Jana Kaczarę, tego opisanego przez Konstantego Gałczyńskiego w wierszu „Zaczarowany dorożkarz”, i jeżdżą nim po melinach (…). I piją czasem wódkę na Plantach (…). I gadają, gadają. Nawet ja się tak od czasu do czasu włóczyłam po nocach, chociaż nie piłam, ale dla towarzystwa Cygan da się powiesić.

O chęci zostania aktorką:

Tak naprawdę bardzo chciałam być aktorką. (…) Po latach okazało się, że to była intryga mojej mamy [by Janina Paradowska nie została aktorką]. Jeszcze w liceum dużo występowałam w młodzieżowym domu kultury, grałam Marię Stuart wspólnie z Kaziem Kaczorem. Recytowałam wiersze na różnych akademiach, darłam się Majakowskim (…). Nawet na lekcje chodziłam do Anny Lutosławskiej, aktorki Teatru Słowackiego, która miała mnie przygotowywać do egzaminu w szkole teatralnej. Aż pewnego dnia powiedziała: „Nie powinnaś tego robić”. I dopiero w 1999 roku, kiedy spotkałyśmy się na pogrzebie Jerzego Turowicza, przyznała, że przekonała ją do tego moja mama.

Jest we mnie podobno pewien dysonans. Wygląd, typ urody predestynował mnie do ról heroin, natomiast głos i sposób bycia - do komicznych. I ona mi to uzmysłowiła, mama pewnie nie chciała sama mi tego powiedzieć, a może był to tylko wymysł? Tę niepewność mam do dziś.

O tym, dlaczego przyjechała do Warszawy w 1967 roku:

Z ambicji. Drugi raz zdawałam na dziennikarstwo i się dostałam. W ten sposób prymuska zmyła ubiegłoroczną hańbę. Przyjechałam do miasta, w którym nikogo nie znałam; pociechą było to, że na roku był ze mną Maciek Kozłowski, kolega z Krakowa. Zamieszkałam w akademiku na Madalińskiego. To były dziwne studia, właściwie trudno mi powiedzieć, czego nas uczono. Trochę historii prasy, trochę nauk politycznych, trochę zajęć o publicystyce.

O tym, dlaczego zapisała się do PZPR:

Z jakiejś dziwacznej przekory, ponieważ wszyscy w redakcji się zapisywali do SD, to ja się zapisałam do PZPR. Może to miał być akt samodzielności…

O tym, jak wspomina 1989 rok:

To była niewiarygodna radość. W „Życiu Warszawy” już zajmowałam się polityką. Pamiętam szok po wyborach 4 czerwca wśród partyjnych dziennikarzy, a takich sporo było w mojej gazecie. 5 czerwca był jednym z najciekawszych i niezapomnianych dni w moim życiu. Przyszłam do redakcji i zobaczyłam moich naczelnych jako ciężko przestraszonych ludzi. Już nie mieli wielkich złudzeń co do przetrwania PZPR.

O pierwszym tekście i pracy w POLITYCE:

POLITYKA to było moje marzenie od początku pracy dziennikarskiej (…).

Nie licząc wcześniejszego tekstu o profesorze Geremku, to był wywiad z Adamem Michnikiem. Robiłam go jeszcze dla „Życia Warszawy”, tam mi go nie wydrukowali, więc zaproponowałam temat mojej nowej gazecie. Potem miałam krótki epizod z kierowaniem działem politycznym, ale czułam się źle w tej roli. Po pierwsze, nie lubiłam siedzieć za biurkiem i redagować cudzych tekstów, a po drugie miałam poczucie, że była to konstrukcja kompletnie sztuczna. W tym dziale byli Wiesiek Władyka, Adam Krzemiński, Mariusz Janicki. To byli ludzie o ogromnym już dorobku. Ja zaczynałam tam pisać i nie miałam poczucia, że mogę narzucać tematy na przykład Adamowi Krzemińskiemu, który zajmował się sprawami niemieckimi. Tak jak Wieśkowi Władyce, profesorowi uniwersytetu, ze sporym dorobkiem książkowym. A ja zwyczajny rzemieślnik. Głupio bym się czuła, adiustując im teksty. Miałam wobec POLITYKI kompleks. Przyszłam w końcu do zespołu, który podziwiałam z daleka przez tyle lat. Na wielu ich tekstach uczyłam się dziennikarstwa. Miałam na przykład taki okres, że mi się marzyło pisać felietony. Ale jako wierna czytelniczka „Bywalca”, czyli felietonów Daniela Passenta, na których się wychowywałam, szybko takie marzenia wybiłam sobie z głowy. Do tej pory uważam, że jestem dziennikarskim rzemieślnikiem. Opisuję i analizuję pewne sprawy, to, co widzę, słyszę, czego dowiaduję się z rozmów, staram się trzymać faktów i tyle.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną