Salon

Bunt

Należały do pokolenia moich babek, ale brawurą przewyższały niejedną młódkę. Nie bały się myśleć i marzyć. Ani wcielać swoje wizje w oporną rzeczywistość.

Mama była śliczna. Nieduża, drobna, czarnowłosa, w kocich okularach w panterze ciapki. Zawsze w ruchu, zwykle na szpilkach. Świetnie leżały na niej krótkie spódniczki i dopasowane garsonki. Dużo się śmiała. To z jej ust usłyszałam po raz pierwszy słowa: żurnal, Chanel i dżinsy. Niewiele wiedziałam o modzie (choć słyszałam o Modzie Polskiej), nie rozumiałam, co znaczą „styl” ani „elegancja” (słyszałam o paczkach, prywaciarzach i Bazarze Różyckiego). Zapach perfum należał do innego świata.

Salon 3/2020 (100164) z dnia 23.03.2020; Felieton; s. 32