Salon

Za mało kojotów

Lwy morskie wylegujące się na nadbrzeżach opustoszałych portów, foki na zwolnionych przez turystów leżakach, jelenie zaglądające przez okno do sypialni – te spektakularne przypadki zagarniania przestrzeni miejskiej wywołały pewne poruszenie, choć przecież i tak wiadomo, że dzika przyroda nachodzi nas od lat i czuje się w naszym sąsiedztwie coraz lepiej.

Na dachach wieżowców dawno już zadomowiły się sokoły. Co i rusz słychać doniesienia, że jakiś łoś przeszedł przez jezdnię na pasach albo, co gorsza, nie na pasach. Dziki wpychają ryjki do śmietników lub zżerają kaszę mannę, którą babcie sypią gołębiom. Administracja osiedla krzyczy na babcie i przestrzega pozostałych mieszkańców, by nie dokarmiać niczego, bo wychodząc z budynku można się zderzyć nie z pijanym panem X, ale z dzikiem, co podobno gorsze. Sarny kopią. Lisy gryzą. Strach.

Dla nabrania dystansu do tego typu zjawisk przydaje się doświadczenie pozaeuropejskie, a konkretnie kanadyjskie.

Salon 5/2020 (100177) z dnia 07.12.2020; Felieton; s. 38