Prof. Raciborski o tym, jak się zmieniało polskie społeczeństwo

Co prześnione, co skradzione
Rozmowa z prof. Jackiem Raciborskim, socjologiem, o polskim społeczeństwie ostatnich 60 lat, rewolucjach i ewolucjach, jakie wspólnie przeszliśmy.
Prof. Jacek Raciborski
Anna Abako/EAST NEWS

Prof. Jacek Raciborski

Lech Wałęsa 30 sierpnia 1981 r. przemawia do robotników Stoczni Gdańskiej.
Bettmann/Corbis

Lech Wałęsa 30 sierpnia 1981 r. przemawia do robotników Stoczni Gdańskiej.

audio

Audio Polityka Ewa Wilk - Co przeniesione, co skradzione

Ewa Wilk: – Historię polityczną naszego kraju zwykło się odmierzać symbolicznymi polskimi miesiącami. Czy w tym samym rytmie zmieniało się społeczeństwo? Czy te 60 lat to było kilka Polsk?
Jacek Raciborski: – Październik 1956 r. to ważna, dobra data w dziejach Polski, rozpoczynająca okres historycznej koniunktury. W planie geopolitycznym zaczęła się ona nawet wcześniej – w 1945 r. Dopiero teraz to wiemy, jesteśmy w stanie docenić, jak wielką wartością dla społeczeństwa jest 70 lat pokoju. Oczywiście po 1945 r. Polacy nie mieli wrażenia, że wyszli z wojny zwycięsko. Zainstalowano im represyjny ustrój, zmieniono granice i przemieszczono ze wschodu na zachód miliony ludzi. Odbywała się rewolucja społeczna, też narzucona, niechciana przez większość, choć jej skutki po latach okażą się nie takie najgorsze, a zmiany terytorialne ewidentnie korzystne.

W październiku 1956 r. załamał się w Polsce stalinizm, totalitarny reżim jeszcze niedokończony, ale z ambicją całościowego urządzenia społeczeństwa i państwa. Totalitaryzm to reżim mobilizacji. Represje dotykały wszystkich, którzy mu się przeciwstawiali, nie tylko zbrojnie. Ale reszty społeczeństwa bynajmniej nie pozostawiono w spokoju. Reżimy totalitarne – inaczej niż autorytaryzmy – nie zadowalają się apatią mas, wymagają uczestnictwa, poparcia. Ten komunistyczny obok projektu radykalnej przebudowy struktury społecznej zupełnie na poważnie zgłosił projekt wychowania nowego człowieka.

Z tej inżynierii chyba nic nie wyszło?
To się okaże dopiero po latach. Ustroje rzadko zmieniają się z dnia na dzień, lepiej mówić w kategoriach procesów. W październiku 1956 r. odwróciły się tendencje. Partia, na czele której staje Władysław Gomułka, odstępuje od masowych represji i powszechnej inwigilacji, zarzuca projekt przymusowej kolektywizacji wsi, w miejsce postulatu budowy komunizmu wraca hasło polskiej drogi do socjalizmu, partia usiłuje pokazać się jako patriotyczna, narodowa siła. Uruchomione procesy fundują w krótkim czasie dość typowy reżim autorytarny, który nadal stara się dokonać głębokiej transformacji społecznej i ekonomicznej, ale już pozwala na istnienie rozległej sfery prywatnej, godzi się z pasywnością całych dużych grup społecznych, godzi się też z ludową religijnością.

I z nastaniem lat 60. reżim proponuje społeczeństwu tzw. małą stabilizację. Niektórzy, odwołując się np. do głośnej niedawno „Prześnionej rewolucji” Andrzeja Ledera, twierdzą, że końcowym efektem najpierw wojny, a potem rewolucji lat 40. i 50. okaże się powstanie polskiej klasy mieszczańskiej – zupełnie nowej, o chłopskim rodowodzie. Ale wtedy i propagandowo, i chyba realnie awansuje klasa robotnicza, czy tak?
W latach 60. ujawniają się już efekty forsownej, odgórnej industrializacji zapoczątkowanej w końcu lat 40. W wymiarze czysto ekonomicznym one były spektakularne – setki fabryk zbudowano od podstaw w kilka lat, niektóre w gołym polu, jak emblematyczna dla tego okresu Nowa Huta. W planie społecznym są to miliony ludzi wyrwanych ze wsi, biednej i przeludnionej, i przeniesionych do miast. Ci, którzy z Kresów trafiają do poniemieckich miast, odnotowują prawdziwy skok cywilizacyjny. Naprawdę w ówczesnej Polsce robotnicy istnieją już w wielkiej liczbie. Wychodzą z baraków, gdzie ich kwaterowano do owych wielkich budów socjalizmu. Wprowadzają się do bloków.

Ta nowa klasa zaczyna też korzystać z bezpłatnej opieki zdrowotnej, dzieci trafiają do żłobków, przedszkoli, szkół, oni sami do wieczorowych zawodówek, techników i liceów. Rewolucja edukacyjna, której pierwszym etapem była likwidacja analfabetyzmu (tuż po wojnie było ok. 20 proc. analfabetów) jest niedocenianym osiągnięciem tego okresu. Jest też już jakieś życie kulturalne.

Czy ta przeprowadzka ze wsi do miast odbiła się w hierarchiach wartości, aspiracjach, postawach? Stereotyp powiada, że chłop przenosił się do bloku z całym dobytkiem – od światopoglądowego czy mentalnego po ten dosłowny – kury instalował na balkonie.
Wartości czy aspiracje to dość skomplikowana sprawa, bo zawsze dominują wartości klas wyższych, elit danego czasu. Nowa władza usiłowała wtedy dowartościować ową klasę o chłopskim rodowodzie, uczynić z niej podmiot. Niezupełnie zgadzam się z Andrzejem Lederem, że to była prześniona, niezauważona rewolucja. Jej podmiot istniał i był jej świadomy. Widać to też w szybko rosnących aspiracjach robotników, w poczuciu godności, znacznie powszechniejszym niż obecnie w środowiskach pracowników fizycznych. Następne konflikty – w 1970, 1976 i przede wszystkim w 1980 r. – były demonstracją indywidualnej i zbiorowej podmiotowości robotników.

To już Edward Gierek, autokrata upozowany na robotniczego patriarchę. Z talonami na małe fiaty i otwarciem na Zachód. Nowa społeczna era?
Lata 60. i 70. uważam za okres dość jednorodny. Wydarzenia grudniowe były, w moim przekonaniu, zaburzeniem systemu, nie zmieniały jego esencji. Gierek wprawdzie wnosi nowy impuls modernizacyjny, przywraca systemowi równowagę, ale podstawowe mechanizmy pozostają takie jak w latach 60. Charakterystyczny dla PRL mechanizm stabilizacji polega na wytworzeniu pewnej namiastki społeczeństwa obywatelskiego. Pracownicy są zorganizowani w związkach zawodowych, literaci, aktorzy, plastycy, architekci mają związki twórcze, młodzież skupiają organizacje młodzieżowe, studenci mają odrębną organizację, rolnicy tworzą kółka rolnicze, a ich żony – koła gospodyń wiejskich. Dziesiątki tysięcy aktywistów i aktywistek działają w Lidze Kobiet Polskich, Lidze Ochrony Przyrody, Lidze Obrony Kraju, PTTK. I jeśli jeszcze uwzględnić ochotnicze straże pożarne itd. – to są prawdziwe masy ludzi aktywnych. Te organizacje realnie działają, zaspokajają ważne potrzeby i wypełniają funkcję obywatelską. To nie była taka lipa.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną