Prezentujemy archiwalny reportaż Ryszarda Kapuścińskiego

Sztywny
Reportaż został wydrukowany w POLITYCE nr 31 z 1 sierpnia 1959 r. Zachowaliśmy ówczesną adiustację tekstu.
Ryszard Kapuściński w latach 60.
Maciej Billewicz/Forum

Ryszard Kapuściński w latach 60.

repr. Stanisław Ciok/Polityka

audio

Audio Polityka Ryszard Kapuściński - Sztywny

Spośród tysięcy artykułów, które ukazały się w POLITYCE przez 60 lat, wybraliśmy teksty trójki ważnych i przez lata kojarzonych z naszym tygodnikiem autorów – Ryszarda Kapuścińskiego, Hanny Krall i Zygmunta Kałużyńskiego. Reprezentują one różne epoki (1959, 1980, 1998 r.), różne style i różne tematy, które podjęli autorzy, a jednak doskonale oddają wrażliwość, którą POLITYKA szczyci się do dzisiaj.

***

Szosą pędzi samochód.

Pośród zmierzchu źrenice lamp wypatrują mety. Tak, meta już blisko: Jeziorany, 20 km. Jeszcze pół godziny jazdy i koniec. Wóz ciągnie do celu, ale jest to jazda na słowo honoru: stara maszyna nie wytrzymuje długiej trasy.

Na dnie ciężarówki leży trumna.

Czarne pudło okala girlanda kaprawych aniołków. Najgorzej na wirażach: pudło przesuwa się i może przygnieść nogi tym, którzy siedzą na burcie. Zagrożeni klną, bezczeszcząc ziemską i rozkładającą się zawartość trumniszcza.

Szosa gnie się teraz w ślepe zakręty, podchodzi w górę. Motor wyje o kilka tonów wyżej, potem zaczyna czkać, zachłystuje się i gaśnie. Znowu defekt. Z szoferki wyskakuje umorusana postać. To Zieja – kierowca. Wczołguje się pod wóz, szuka uszkodzenia. Z tego ukrycia oczernia poroniony świat. Spluwa, kiedy rozgrzany smar kapie mu na twarz. W końcu wypełza na środek szosy, żeby otrzepać się i powiedzieć:

– Klops. Nie ruszy. Wolno palić!

Co tam palić. Nam chce się płakać!

II

Jeszcze dwa dni temu był Śląsk, kopalnia „Aleksandra Maria”. Temat wymagał rozmowy z kierownikiem hotelu robotniczego. Zastałem go w gabinecie, kiedy objaśniał coś sześciu młodym dryblasom. I ja się przysłuchałem.

Oto sprawa:

W czasie odstrzału osunęła się bryła węgla i przygniotła górnika. Ciało wydobyto, ale już doszczętnie zmasakrowane. Nikt nie znał bliżej zabitego. Pracował w kopalni zaledwie 2 tygodnie. Ustalono personalia: nazwisko – Stefan Kanik, wiek – 18 lat. Ojciec mieszka w Jezioranach, na Mazurach. Dyrekcja porozumiała się telefonicznie z tamtejszą Radą Narodową. Okazuje się, że ojciec jest sparaliżowany, nie może przyjechać na pogrzeb. Prośba władz jeziorańskich: czy nie można by przewieźć zwłok do miasteczka? Dyrekcja kopalni wyraża zgodę, daje samochód, poleca kierownikowi hotelu robotniczego znaleźć sześciu ludzi do konwoju trumny.

To są ci wezwani.

Pięciu godzi się, jeden odmawia: nie chce tracić na zarobku. Powstaje luka. Czy mogę jechać na szóstego? Kierownik kręci głową: redaktor w roli karawaniarza? Pierona, to ci afera!

III

Ta pusta szosa, ten wrak ciężarówki, to powietrze bez smugi wiatru.

Ta trumna.

Zieja wyciera szmatą zaoliwione ręce.

– No i co? – pyta. – Mieliśmy być na wieczór.

Leżymy na krawędzi rowu, w trawie pociągniętej patyną kurzu. Boli grzbiet, bolą nogi, pieką oczy. Sen wprasza się na kompana. Ciepły, łaszący, nachalny.

– Śpimy, chłopy – mówi miękko Wiśnia i kuli się w kłębek.

– No i co – zagaduje znowu Zieja – śpimy? A co z tamtym?

Nieładnie, że przypomina. Sen ugodzony tym pytaniem stygnie, cofa się. Leżymy w udręce zmęczenia, a teraz także niepokoju i niepewności, zapatrzeni tępo w niebo, którym przepływa srebrna ławica gwiazd. Mamy coś postanowić. Co – może mi powiecie?

Mówi Woś:

– Zostaniemy do rana. Rano któryś pójdzie do miasta, sprowadzi traktor. Nie ma się co spieszyć, nie piekarnia.

Mówi Jacek:

– Do rana nie można czekać. Lepiej to załatwić szybko. Jak najszybciej.

Mówi Kostarski:

– Wiecie, jak byśmy go tak wzięli zanieśli? Chłopak był mikry, trochę go zostało pod węglem. Ciężaru dużego nie ma. Do południa będziemy kwit.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną