Dzień Dziecka

Polska–Senegal 1:2. Taka brzydka katastrofa

Senegal wygrał mecz z Polską 2:1. Senegal wygrał mecz z Polską 2:1. Christian Hartmann/Reuters / Forum
Pokolenie najbardziej utalentowanych (rzekomo) polskich piłkarzy od lat znów na mundialu sprowadziło Polskę do grona krajów futbolowo zacofanych.

Na początek parę cytatów, jeszcze świeżych. Sprzed tygodnia, dwóch: „Jesteśmy mocniejsi niż dwa lata temu, przed mistrzostwami Europy”. „Bardziej doświadczeni”. „Gramy w lepszych klubach”. „Naszą siłą jest zgranie”. I tym podobne lanie wody budujące irracjonalną wiarę, że mecz z Senegalem będzie lekki, łatwy i przyjemny. W jednej chwili wyłączono wszystkie alarmy, które pulsowały przez wcześniejszych kilka miesięcy: że wybrańcy Nawałki nie radzą sobie w klubach, doświadczają degradacji, przegrywają rywalizację o miejsce w składzie. Miało być dobrze, bo blask Lewego opromieni nawet tych, którzy na co dzień pławią się w przeciętniactwie.

Senegalczycy byli szybsi

Druga bramka dla Senegalu, która zamknęła mecz, była kuriozalna. Ale ani wcześniej, ani później Polacy nie zrobili niczego, by pomóc sobie wygrać. Adam Nawałka i jego sztab mieli pół roku, żeby wymyślić, jak zagrać z Senegalem. Opracować jakąś alternatywę, plan inny niż zagranie do skrzydła, gdzie Grosicki, dopóki jeszcze będzie miał siły, zerwie się i zagra do Lewandowskiego. Prawdopodobnie w toku rozpracowywania rywala trener Nawałka wraz ze współpracownikami nie odkryli, że Senegalczycy biegają całkiem szybko i Grosicki sobie nie pohasa, o Błaszczykowskim nie wspominając. I że w ogóle, jeśli chodzi o pojedynki szybkościowe, starcia fizyczne, to nie mamy z rywalami szans. Z Senegalem można wygrać, ale grając szybko, po ziemi, bez przyjęcia piłki. Ale to dla Polaków zawsze była czarna magia.

Czytaj także: Mundial dla Europejczyków. Kto zostanie mistrzem świata?

Gra podopiecznych Nawałki w ataku to był dramat. Pierwszy celny strzał oddali (konkretnie Lewandowski) niemal po godzinie gry. Podania do tyłu, w poprzek, bezsensowne długie przerzuty, z których nic groźnego nie miało prawa się urodzić. Zero zaskoczenia, żadnych prostopadłych podań, które miały być specjalnością Piotra Zielińskiego. Arkadiusz Milik, ulubieniec Nawałki, to był właściwie dwunasty zawodnik Senegalu, a mimo to grał ponad 70 minut. Ale jak wiadomo, na polskiej ławce rezerwowych wieje pustką. To ona jest prawdziwą miarą naszych piłkarskich zasobów.

Przed Polską mecz o wszystko

Zgodnie z mundialową tradycją drugi mecz mistrzostw będzie dla Polaków meczem o wszystko. Kolumbia niespodziewanie przegrała z Japonią, rażąc nieporadnością i, co dość zaskakujące, słabym przygotowaniem fizycznym. Ale z taką grą jak przeciw Senegalowi nie ma co liczyć nawet na punkt.

Czytaj także: Pięć najważniejszych pytań o mundial w Rosji

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Rafał Wojaczek pod gwiazdą rozpaczną

Swego czasu stał się idolem i do dziś rozbudza namiętności wśród czytelników. Spośród wielu młodo zmarłych literackich straceńców i nadwrażliwców może jeszcze Halina Poświatowska wywołuje czytelnicze emocje. Blednie za to mit Edwarda Stachury, mało kto wraca do wierszy Andrzeja Bursy czy prozy Marka Hłaski. Dlaczego jedne literackie legendy trwają, inne zdają się rozwiewać?

Mirosław Pęczak
08.12.2001
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną