Historia

Zmory brutusa

Mur oczami Güntera Schabowskiego

Wikipedia
Opowieść byłego prominenta NRD o kulisach upadku muru berlińskiego jest ciekawa zarówno przez to, co pamięta z tego wydarzenia, jak i przez to, czego nie pamięta lub pamiętać nie chce.

Gdy 9 listopada 1989 r. kanclerz RFN Helmut Kohl jadł w Warszawie kolację z Tadeuszem Mazowieckim, w stolicy NRD trwała konferencja prasowa Güntera Schabowskiego, członka Biura Politycznego SED (Niemieckiej Socjalistycznej Partii Jedności władającej NRD), redaktora naczelnego „Neues Deutschland”, tuby prasowej wschodnioniemieckich komunistów. Legenda chce, że w jej trakcie ktoś podsunął mu jakiś papier. I Schabowski szybko odczytał na głos: „Każdy obywatel NRD ma prawo wyjeżdżać, również na stałe”. Na pytanie, od kiedy, Schabowski odpowiedział niepewnie: „Niezwłocznie. Natychmiast!”. Po czym tysiące berlińczyków ruszyło na przejścia graniczne, a kanclerz Kohl przerwał wizytę w Polsce. Mur zaczął się rozpadać, a wraz z nim znikać żelazna kurtyna dzieląca powojenną Europę...

Günter Schabowski urodził się w Anklam koło Świnoujścia w 1929 r. Po szybkiej, powojennej maturze został dziennikarzem. Potem była szkoła partyjna w Moskwie. W 1978 r. objął „Neues Deutschland”. W 1984 r. został członkiem politbiura. Jak wszyscy w kierownictwie SED, nie był reformatorem, ale w październiku 1989 r. należał do trójki „brutusów”, którzy usunęli Ericha Honeckera władającego NRD od 1971 r. Po otwarciu muru stracił wszystkie stanowiska i wiarę w komunizm. W 1998 r., jako członek ścisłego kierownictwa SED, został skazany na trzy lata więzienia. Odsiedział rok, ponieważ jako jeden z niewielu funkcjonariuszy oskarżonych o łamanie praw człowieka uznał swą polityczną i moralną winę. Teraz twardogłowi uważają go za zdrajcę, postkomunistyczna PDS – za balast, a dawni opozycjoniści – za farbowanego lisa.

Każdy dba o swoje

Dziś Schabowski uważa, że lawinowy upadek NRD zaczął się w maju 1989 r. – od demontażu przez Węgrów umocnień granicznych. Zaniepokojony Honecker poleciał do Moskwy, gdzie usłyszał, że Węgry są w innej sytuacji niż NRD. A zresztą ZSRR nie chce wkraczać w sprawy wewnętrzne bratniego kraju. „Tym samym interes całego bloku zaczął się przesuwać w kierunku maksymy: każdy dba o swoje!, względnie: ratuj się, kto może!” – wspomina Schabowski w obszernym wywiadzie-rzece „Prawie wszystko, co robiliśmy, było błędne”.

Honecker o żadnych reformach nie myślał. Wybory komunalne 7 maja 1989 r. zostały w NRD sfałszowane tak samo jak wszystkie poprzednie – tyle że teraz nieformalne grupy opozycyjne, mające swych ludzi w komisjach wyborczych, potrafiły tego dowieść. I na znak protestu zaczęły każdego siódmego dnia miesiąca urządzać demonstracje. Niewielkie, ale zawsze. Bardziej widoczny był protest tych, którzy chcieli przenieść się na Zachód. Od marca 1989 r. co poniedziałek w lipskim kościele św. Mikołaja zbierało się ok. 600 osób.

4 czerwca „Neues Deutschland” chwaliła masakrę w Pekinie, a członek politbiura Egon Krenz głosił, że kierownictwa ChRL i NRD są na tej samej „barykadzie socjalistycznej rewolucji”. (W Polsce tego dnia odbywały się tzw. wybory kontraktowe, jeden z wyników rozmów Okrągłego Stołu).

4 sierpnia w ambasadzie Republiki Federalnej Niemiec w Budapeszcie koczowało 180 Niemców z NRD chcących wyjechać na Zachód. Dwa tygodnie później przepełniona była także ambasada w Pradze. 11 września Węgrzy oficjalnie otworzyli szlabany graniczne i w ciągu trzech dni 10 tys. enerdowców przeszło na Zachód (patrz artykuł „Pierwsza cegła z muru”, POLITYKA 31).

12 września, na posiedzeniu politbiura, Schabowski zaproponował omówienie problemu ucieczek, ale Honecker był w szpitalu, a kierownictwo partii w letargu. W tym samym czasie grupa opozycjonistów utworzyła Nowe Forum – do końca października miało 200 tys. członków. 30 września Honecker zgodził się na wyjazd do RFN enerdowców koczujących w Pradze. Warunek: mają przejechać przez NRD na znak jej suwerenności. Ich przejazd przez Drezno wywołał przed dworcem kolejowym falę antyrządowych demonstracji.

7 października, w czasie obchodów 40-lecia NRD, demonstranci włączyli się do oficjalnego pochodu wołając: „Gorbi pomóż”. (Chodziło o Michaiła Gorbaczowa, reformatorskiego przywódcę ZSRR w tamtych latach; wywiad z nim zamieściliśmy w poprzedniej „Polityce”). Powstała opozycyjna partia socjaldemokratyczna. A 9 października w Lipsku doszło do największej demonstracji od 17 czerwca 1953 r. 100 tys. ludzi wołało: „To my jesteśmy ludem”. W ostatnim momencie władze cofnęły się przed użyciem siły.

Tyranobójcy

11 października trzej członkowie politbiura, w tym Schabowski, postanowili obalić Honeckera. 17 października pucz się udał – następcą został Egon Krenz. Ortodoksyjny Honecker nie umiał znaleźć wspólnego języka z Gorbaczowem. W rezultacie Kreml zaczął się rozglądać za możliwymi następcami. Już w 1987 r. do NRD przyjechał „na urlop” szef KGB. Jego przewodnikiem po personaliach był Markus Wolf, od 1952 r. szef enerdowskiego wywiadu. Od swego wysłannika Gorbaczow dowiedział się, że w enerdowskim politbiurze nie ma reformatorów. Toteż na następcę Honeckera – twierdzi Schabowski – szykowano Wolfa. Odszedł z bezpieki. Zaczął się pokazywać z intelektualistami. I opublikował autobiograficzną książkę, której tytuł „Trojka” tłumaczono sobie jako mrugnięcie oka: „Pieres-trojka”. Zmiana miała nastąpić na zjeździe SED w 1990 r.

Jednak Moskwa się spóźniła. Po usunięciu Honeckera ambasada radziecka zmyła głowy spiskowcom, którzy, powołując Krenza, dopuścili się samowoli. Zainicjowany przez pracowników berlińskich teatrów wiec z 4 listopada miał być początkiem kampanii Wolfa o przywództwo w partii. Wolf był jednym z 29 mówców – poza nim pisarze, przedstawiciele Nowego Forum, ale nie ci sztandarowi, oraz jeden przedstawiciel nowego kierownictwa. Nikt z politbiura się do tej roli nie palił, więc Schabowski zgłosił się na ochotnika. Wspomina: „Przyjęto to z pewną rezerwą, ale i z ulgą, w stylu: a niech sobie opali gębę albo jeszcze bardziej d… Wiedziałem, że na wiecu nie będzie lekko, ale nie było innego wyjścia. W końcu sami zakończyliśmy czas zakłamanych przemówień. Przyjęto mnie gwizdami, okrzykami i transparentami wyszydzającymi przewracającą się SED”. Ale wiec okazał się ciężką porażką również dla spiskowców z KGB. Markus Wolf został wygwizdany i wkrótce oświadczył, że nie będzie kandydował.

Demonstracje trwały nadal. Ludzie domagali się swobody podróżowania. Nowe kierownictwo musiało wykonać jakiś znaczący ruch. 6 listopada „Neues Deutschland” opublikowała projekt nowej ustawy paszportowej. Miała przez miesiąc być dyskutowana, potem przyjęta przez parlament, by na Boże Narodzenie enerdowcy mogli legalnie odwiedzić krewnych na Zachodzie. Schabowski: „Ale przy tekście dłubali pracownicy ministerstw, którzy sądzili, że muszą wmontować kilka zabezpieczeń, aby »trochę muru« jednak pozostawić. Projekt został mocno skrytykowany na poniedziałkowych demonstracjach. Zamiast spodziewanej ulgi, znów spadł na nas zimny prysznic publicznej niechęci. Po relacjach w zachodniej telewizji doszliśmy do wniosku, że musimy zareagować, najlepiej poprzez rozporządzenie rządowe, które nie musiałoby być przyjęte przez Narodową Izbę Ludową dopiero w grudniu. Krenz stwierdził, że załatwi to u Willi Stopha, wciąż jeszcze premiera. Jednak znów musieliśmy przyspieszyć. Następnego dnia nadeszły z Pragi wiadomości, że ambasada ponownie się zapełnia. CSRS nie jest w stanie jeszcze raz zaakceptować takiej sytuacji, dlatego rozważa zamknięcie granicy lub sugeruje, byśmy – jeśli ta fala uciekinierów nadal będzie narastać – sami zamknęli granicę. Rząd Jakesza był już pod presją własnej opozycji. A my znaleźliśmy się pod podwójnym naciskiem. Najgorsze, czego się mogliśmy spodziewać, to ogromny biwak uciekinierów na naszej granicy”.

„Natychmiast! Niezwłocznie!”

Z taką zmorą wchodziliśmy w cud 9 listopada – to słowa samego Schabowskiego. Przełomowym momentom historii rzadko towarzyszy patos, częściej gorączkowa nadzieja na wyjście z pułapki. „Trzy dni po schrzanionym projekcie ustawy paszportowej zebrało się plenum KC – opowiada Schabowski. – Minister spraw wewnętrznych przekazał Krenzowi do wglądu projekt rozporządzenia. Krenz sucho poinformował plenum o planowanych regulacjach paszportowych. Podejmowane kroki uzasadniał czeską groźbą. Natomiast protesty ludności przemilczał. KC, wciąż w szoku pod wpływem demonstracji, obalenia Honeckera i mętnych dekretów Biura Politycznego, przyjął tę informację bez jakiejś debaty. Mnie w tym momencie nie było na sali, bo co jakiś czas wychodziłem do dziennikarzy. Około godz. 17 wróciłem i na krótko usiadłem w prezydium obok Krenza. Gdy chciałem się z nim pożegnać przed wyjściem na konferencję prasową, podsunął mi tekst rozporządzenia. Rzuciłem na nie okiem. Dostrzegłem, że przyjęto swobodę podróżowania i prawo do wyjazdu na stałe. Po krótkim rozważeniu argumentów za – zelżenie publicznego nacisku, i przeciw – ponownemu przyznaniu się do pospiesznej korekty, zgodziliśmy się, że na najbliższym briefingu poinformujemy przedstawicieli prasy międzynarodowej o podjętych krokach. Krenz był przekonany, że to będzie bomba. W drodze do centrum prasowego zastanawiałem się, jaką taktykę powinienem zastosować. O zmienionych regulacjach wyjazdowych postanowiłem powiedzieć dopiero pod koniec godzinnej informacji. W ten sposób zostałoby mało czasu na kłopotliwe pytania dziennikarzy”.

Schabowski – jak nam to teraz opowiada – uważał wówczas, że ważniejsza jest decyzja KC o wolnych wyborach, reformach gospodarczych i wymianie kolejnych członków politbiura. Do głowy mu nie przyszło, że dość zdawkowa uwaga o otwarciu granicy mogłaby przesłonić początki reform podjętych przez SED oraz zasadniczo zmienić polityczną mapę Europy.

A zatem, w rzeczywistości, nikt mu nie podsunął żadnej kartki. Przed konferencją poczynił notatki i projekt rozporządzenia odłożył na koniec. „Gdy go chciałem przeczytać, to nie mogłem go znaleźć, ponieważ był wsunięty między inne papiery. Dlatego mój współpracownik podszedł do mnie, by mi pomóc, i wyciągnął odpowiednią kartkę. Stąd to wrażenie, jak gdyby dopiero w tym momencie podsunięto mi tę wiadomość”.

Jednak i tym razem poszło nie tak. Na pytanie włoskiego korespondenta, od kiedy nowe rozporządzenie wchodzi w życie, Schabowski wypowiedział słynne: „Natychmiast! Niezwłocznie!”. Tymczasem Krenz nic mu nie powiedział, od kiedy rozporządzenie ma wejść w życie i czy służby graniczne otrzymały dyrektywy. W zasadzie nowe regulacje planowano ogłosić nad ranem, by wszystko przygotować. Wtedy chętni pewnie zaczęliby oblegać biura paszportowe.

Oświadczenie wywołało więc chaos. Wprawdzie strażnicy na przejściach granicznych słyszeli, że mają wejść w życie nowe rozporządzenia, ale nikt nie wiedział jakie. Berlińczycy wyszli na ulice. „Powstała sytuacja paradoksalna: wiadomość o mojej informacji w ciągu pół godziny dotarła do Canberry, ale nie dotarła do berlińskich przejść granicznych, odległych zaledwie kilka kilometrów. Konsekwencją była kilkugodzinna faza niepewności na tych przejściach. Relacje telewizyjne i zdjęcia z tej nocy w Berlinie poszły w świat i do dziś kształtują pamięć o tych dramatycznych godzinach. Jeszcze i teraz wydaje się niepojętym, że nigdzie nie doszło do krwawego tumultu. Na szczęście straż graniczna zareagowała samodzielnie. Jednak przyczynił się do tego zarówno podenerwowany nastrój, jak i spokojna postawa ludzi po obu stronach granicy. To zadecydowało o bezkrwawym upadku muru”.

Historia wydała wyrok

Schabowski zadzwonił do Krenza, że otwarcie granicy daje im punkty. Ale już następnego dnia w KC panował kacenjamer. Zarówno Krenz, jak i odwieczny szef bezpieki Erich Mielke narzekali, jak to się mogło stać i kto tu zawinił. Zupełnie inne nastroje panowały na mieście: „Ludzie byli szczęśliwi – opowiada Schabowski. – Przeklęte bariery padły. Nie przeczuwałem, że wraz z otwarciem muru zaczął się koniec NRD. Przeciwnie, liczyliśmy na proces stabilizacji, który początkowo rzeczywiście nastąpił. Nareszcie obywatele NRD byli w stanie zaspokoić swoje potrzeby podróżowania. Teraz większość przechodziła na zachód i wracała… Jednak cała koncepcja nie wypaliła, ponieważ otwarciu granicy nie towarzyszyła istotna zmiana socjalistycznego systemu. On nie był do tego zdolny. Wraz z każdym poluzowaniem w kierunku wolności i demokracji usuwał nie tylko swoje deficyty, ale w końcu i siebie samego.

9 listopada 1989 r. historia wydała wyrok – bez żadnego odwołania. Bezkrwawa rewolucja obywateli zmusiła reżim do koncesji, w których zawarty był jego koniec. Wprawdzie tego dnia ani na wschodzie, ani na zachodzie nie zdawano sobie sprawy, że zjednoczenie nastąpi tak szybko”.

Gorbaczow był poirytowany, że go o niczym nie poinformowano. Schabowski zresztą nie ma do niego specjalnego sentymentu – uważa go za chłopka-roztropka, którego pierestrojka okazała się kompletnym złudzeniem. „To nie zmniejsza jego historycznej roli. Błędem byłoby uznać go jedynie za nieudacznika. Działał z własnej woli, choć początkowo nie był nikim innym, jak tylko częścią tej jałowej masy, która uważała siebie za twórców nowego społeczeństwa. To, że znalazł siłę woli do zmian, spowodowało ogromne przesunięcia w globalnej tektonice. To było to uderzenie skrzydeł motyla, które spowodowało orkan”.

Według Schabowskiego, enerdowska rewolucja 1989 r. była kontynuacją powstania z 17 czerwca 1953 r. „Aby ustabilizować NRD, wznieśliśmy 13 sierpnia 1961 r. tę ponurą budowlę. Aby uratować NRD, zaczęliśmy 9 listopada 1989 r. mur demontować. Te dwa przeciwstawne przedsięwzięcia miały ten sam cel. Oba się nie udały. Tym samym jasna była odpowiedź na pytanie o zdolność przetrwania społeczeństwa opartego na ideologii socjalistycznej”.

Narzędzie historii

Siebie samego Schabowski uważa za narzędzie historii. Dlaczego? „Przełamanie muru berlińskiego miało nieporównanie większe echo niż dzielny krok Węgrów, którzy już w maju 1989 r. zaczęli demontować instalacje graniczne wzdłuż żelaznej kurtyny. Wytłumaczenie tego faktu jest oczywiste. Mur berliński od dawna stał się metaforą konfliktu XX w. Nieznośny kawałek ordynarnej architektury politycznej, dziwoląg, świadectwo powszechnego na świecie potępienia socjalizmu naszej próby. Mur był przede wszystkim przyznaniem się do słabości systemu, który swych obywateli utrzymywał w granicach jedynie poprzez reglamentację i strzelające żelastwo”.

W relacji byłego redaktora naczelnego „Neues Deutschland” nie ma żadnych refleksji na temat polskich wydarzeń, powrotu Lecha Wałęsy na fali strajków 1988 r., dramatycznego plenum KC PZPR, akceptującego otwarcie Okrągłego Stołu, wyborów 4 czerwca 1989 r. ani sformowania rządu Tadeusza Mazowieckiego. Skąd to milczenie? Wszak polska Solidarność była wzorem dla Nowego Forum – po dziś dzień przyznaje to publicznie Lothar de Maizičre, ostatni premier NRD, wyłoniony już w wolnych wyborach 1990 r. Również krytyczni intelektualiści enerdowscy jawnie zerkali na Polskę. Tuż przed berlińskim wiecem 4 listopada 1989 r. Christa Wolf zapewniała autora tego tekstu, że NRD ma już swego Mazowieckiego – Manfreda Stolpe.

Inaczej kierownictwo SED. Tam była zimna awersja. Latem 1989 r. jeden z funkcyjnych działaczy lekceważył w rozmowie to, co się dzieje w Polsce: „Polska nie ma znaczenia, Gorbaczow padnie i wszystko wróci na swoje miejsce”. SED i jej organ centralny prowadziły propagandowe natarcie zarówno przeciwko radzieckiemu pismu „Sputnik”, gdy ten potwierdził istnienie tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow, jak i wobec „polskich leni”, którzy strajkują, zamiast pracować. W „Neues Deutschland” tę kampanię prowadził nadworny publicysta, były nazista dr Günter Kertscher. Nie da się tego nie zauważyć i o tym zapomnieć.

 

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Ula: Zaczęło się od typowego lesbijskiego zauroczenia

Przyjechałam do Łodzi z małej wioski w 1983 r. Do liceum. Moją trzecią fascynacją była koleżanka z bursy. W bursie to nie mogło się rozwinąć (nocą panie robiły nam naloty, z zaglądaniem pod kołdry).

Edyta Gietka
18.08.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną