Zamoyski pod Byczyną

Człowiek, który upokorzył Habsburgów
Jan Zamoyski bierze do niewoli Maksymiliana III Habsburga. Byczyna 24 stycznia 1588 r.
Wikipedia

Jan Zamoyski bierze do niewoli Maksymiliana III Habsburga. Byczyna 24 stycznia 1588 r.

Maksymilian III Habsburg. Portret malował Justus Sustermans.
Wikipedia

Maksymilian III Habsburg. Portret malował Justus Sustermans.

Samuel Zborowski idzie na śmierć. Grafika Jana Matejki.
Wikipedia

Samuel Zborowski idzie na śmierć. Grafika Jana Matejki.

Arcyksiążę zaczął od układów, choć natychmiastowy szturm, co przyznawało wielu współczesnych, miał wielkie szanse powodzenia. A przecież już przygoda, jaką przeżył pod niewielkim zameczkiem Rabsztyn w drodze do Krakowa, powinna go przekonać, że negocjacjami niewiele wskóra. Jego komendant na wezwanie do poddania się udzielił arcyksięciu dumnej odpowiedzi: „Już innych między Polakami zdradziec nie masz prócz tych, co są u Maksymiliana”. Zamoyski też nie dał Habsburgowi nadziei na dyplomatyczny sukces. Dopiero w końcu listopada, wzmocniony przez polskich sojuszników i za namową Krzysztofa Zborowskiego, Maksymilian zdobył się na szturm generalny. Skorzystał przy tym z pomocy niemieckich garbarzy, zamieszkujących rejon Bramy Szewskiej, którzy potajemnie wpuścili w obręb murów dwa oddziały knechtów.

Pomimo zdrady i zaskoczenia Polakom udało się odeprzeć atak. Zadecydowało kontruderzenie prowadzonej osobiście przez hetmana piechoty i piorunujący atak garstki husarzy Marka Sobieskiego. Klęska arcyksięcia była zupełna. Jeden z polskich uczestników bitwy z satysfakcją zanotował: „Pełna Rudawa była trupów i woda ze krwią się zmieszała, tak, iż ryby opiwszy się krwie zdychały”. Spośród zdradzieckich garbarzy kilkudziesięciu skazanych zostało na śmierć, a Zamoyski z grupą żołnierzy musiał rozganiać tłum dokonujący linczu na Niemcach. Pobity arcyksiążę stracił całkowicie bojowego ducha i wydał rozkaz do odwrotu ku śląskiej granicy. Kraków zaczął się natomiast przygotowywać do wjazdu i uroczystej koronacji Zygmunta Wazy.

Król chłodno odniósł się do hetmana, który zrewanżował się, nazywając go w rozmowie z kasztelanem Leśnowolskim „niemą marą ze Szwecji”. Zygmunt został negatywnie nastawiony do kanclerza przez towarzyszącego mu w drodze z Pomorza do Krakowa marszałka wielkiego koronnego Andrzeja Opalińskiego, skoligaconego ze Zborowskimi. Bezkrytycznie przyjął stwierdzenie, iż hetman z taką zaciętością bronił stolicy nie dla niego, lecz dla jednego z krewnych Batorego. Niechęć, jaka wówczas zagościła w sercach dwóch najważniejszych osób w państwie, miała trwać do śmierci Zamoyskiego.

Habsburg w niewoli

Podczas koronacji Wazy (w końcu grudnia) nadeszły wieści o ruchach wojsk Maksymiliana. Jego oddziały zdobyły ważny strategicznie zamek w Lubowli. Na początku stycznia 1588 r. Zamoyski opuścił Kraków i na czele ponad 6 tys. żołnierzy ruszył na południe. Arcyksiążę założył obóz pod Byczyną po stronie habsburskiej, ufny, że hetman nie przekroczy granicy. Zamoyski został jednak wyposażony przez Sejm w specjalne pełnomocnictwa, pozwalające mu prowadzić kampanię wedle własnego uznania. Hetman, bez najmniejszej obawy o gniew cesarza, przekroczył granicę i podszedł pod Byczynę. 25 stycznia 1588 r. doszło do bitwy, która rozstrzygnęła o władzy nad Rzeczpospolitą.

Obie strony dysponowały podobnymi siłami, ale oddziały hetmana składały się z lepiej wyszkolonych i bardziej doświadczonych żołnierzy. W armii arcyksięcia wyróżniała się polska kawaleria pod dowództwem Stanisława Stadnickiego, ale jej liczba nie przekraczała 600 ludzi. Bitwa trwała zaledwie „kilka pacierzy” (kwadransów). Zamoyski nie dał się sprowokować do uderzenia w środek nieprzyjacielskiego szyku, co groziło zejściem się jego skrzydeł i zamknięciem w okrążeniu. Uderzył wykorzystując szyk skośny – w swoim manewrze naśladował wielkiego wodza tebańskiego Epaminondasa, który w IV w. p.n.e. zadał klęskę niezwyciężonym wcześniej Spartanom.

Sława tego dnia spłynęła na Żółkiewskiego – zdobywcę wielkiego cesarskiego sztandaru. Dzielny wojak został jednak ciężko ranny w nogę i już do końca życia utykał. Zamoyski podczas bitwy nawet na chwilę nie stracił zimnej krwi, czuwając nad jej przebiegiem. O wyniku batalii zdecydowała potężna szarża husarii. Z pola walki zbiegł Andrzej Zborowski, idąc w ślady swojego brata Krzysztofa. Maksymilian z grupą dowódców znalazł schronienie w wątłych murach Byczyny. Większość jego armii rozbiegła się w różnych kierunkach, ale ok. 2 tys. żołnierzy zaległo pobojowisko. Straty hetmana były dwukrotnie mniejsze.

Arcyksiążę nad ranem opuścił Byczynę i oddał się w ręce Zamoyskiego. Kanclerz „wyszedł mu naprzeciw, podał mu rękę i zaprowadził do swojej kwatery, gdzie go gościł przez kilka godzin”. Wraz z arcyksięciem poddali się Andrzej Zborowski, Górka, Czarnkowski, Woroniecki. 1500 cudzoziemskich żołnierzy hetman puścił wolno, po odebraniu od nich stosownej przysięgi. Ze Śląska Zamoyski powracał w aureoli zbawcy ojczyzny. Szlacheckie rzesze gotowe były mu zapomnieć rolę, jaką odegrał w sprawie Samuela Zborowskiego. Także w Europie z szacunkiem zaczęto wymieniać imię człowieka, który upokorzył Habsburgów. Zygmunt Waza znalazł się w cieniu magnata, któremu zawdzięczał wyeliminowanie groźnego konkurenta do korony. Z gratulacjami dla Zamoyskiego jako jeden z pierwszych pospieszył marszałek Opaliński.

Triumf byczyński nie zadowolił kanclerza. Mając w rękach potężny atut w osobie arcyksięcia postanowił politycznie zdyskontować militarne zwycięstwo. Niewola Maksymiliana trwała kilkanaście miesięcy. I choć chwilami przypominała co najwyżej pełen wygód areszt domowy, zaś hetman i jego dostojny jeniec zaprzyjaźnili się, arcyksiążę odzyskał wolność dopiero za cenę realnych ustępstw i zobowiązań ze strony Austrii. 9 marca 1589 r. zwaśnione państwa zwarły traktat będzińsko-bytomski. Cesarstwo zwróciło Rzeczpospolitej Lubowlę, a Maksymilian zrzekł się tytułu króla i wszelkich roszczeń do polskiego tronu. Austrię i Polskę miały odtąd łączyć „pokój i przyjaźń po wsze czasy”. W polityce tego rodzaju przyrzeczenie bywa zwykle frazesem. Tym razem okazało się ono wyjątkowo trwałe. Austriacy dopomogli Polakom w walkach ze Szwedami w czasie Potopu, a Jan III Sobieski w 1683 r. uratował Wiedeń przed armią tureckiego sułtana. I dopiero w drugiej połowie XVIII w., gdy zanarchizowana Rzeczpospolita stała się nadzwyczaj łatwym łupem dla ościennych potęg, Austria wzięła udział w jej rozbiorach.

O wiele krócej w dotrzymaniu obietnic wytrzymał Maksymilian. Wypuszczony z niewoli, zaraz po przekroczeniu cesarskiej granicy złamał przyrzeczenia i nadal używał tytułu polskiego króla. W odpowiedzi na jego wiarołomstwo Zamoyski złożył publiczną deklarację, oświadczając, że za jego życia „nie ma żadnej drogi do tego królestwa Austriakom, [a] jeśli umrze, mogą kazać zrobić most z jego kości, inną bowiem drogą nie dostaną się do Polski”.

Dopiero ponad sto lat później, po śmierci wnuka Marka Sobieskiego, w 1696 r. na polskim tronie zasiadł Niemiec. Był nim August II Mocny, władca, którego rządy zapoczątkowały ostateczny upadek Rzeczpospolitej.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną