Jak powiedzieć o Katyniu

Jak to powiedzieć
Zbrodnia katyńska była jedną z głównych tzw. białych plam, jak eufemistycznie w schyłkowym okresie PRL nazywano przekłamania historyczne mające status urzędowej prawdy. Postanowili tę plamę wywabić, w ramach pierestrojki, Wojciech Jaruzelski i Michaił Gorbaczow, ale droga była kręta i daleka.
1943 r. - prace niemieckiej komisji w lesie katyńskim
EAST NEWS

1943 r. - prace niemieckiej komisji w lesie katyńskim

Wszystko masz. Monte Cassino? Masz. 11 listopada? Masz. O wojnie 1920 r. Jarema Maciszewski (historyk i działacz PZPR, przyp. red.) mówi – tragiczna, niepotrzebna. (...) On już nie mówi, że to Polska napadła, zauważ. To jest ta nowa jakość. Teraz się mówi – »dramat obu stron«” – tak w październiku 1987 r. Michał Jagiełło charakteryzował w wywiadzie dla paryskiej „Kultury” stosunek Wojciecha Jaruzelskiego (wówczas I sekretarza KC PZPR i przewodniczącego Rady Państwa PRL) do historii. Ciągle brakowało miejsca na Katyń.

Po stronie Michaiła Gorbaczowa (I sekretarza KC KPZR od 1985 r.) była to jedna z wielu kwestii: wśród spraw z czasów stalinizmu – niewygodna, bo obarczona kłamstwem świadomie powtarzanym od lat. Jeszcze w 1987 r. w radzieckiej propagandzie podtrzymywano linię celowego mylenia mordu w Katyniu ze zbrodnią niemiecką na ludności białoruskiej w Chatyniu w 1943 r. – obie miejscowości dzieli kilkadziesiąt minut drogi. Niechęć do podnoszenia sprawy Katynia wynikała też z tego, że kierownictwo KPZR obawiało się, że pójdzie za tym lawina żądań rehabilitacji, szczególnie ze strony Ukraińców, Litwinów itd…

Z punktu widzenia ZSRR zgoda na omawianie zakazanych dotychczas elementów historii była próbą oddziaływania na polskie społeczeństwo przez Gorbaczowa, demonstracją, że za nowego sekretarza generalnego nie ma we wspólnocie socjalistycznej tematów tabu – świadczyć może o tym m.in. wywiad udzielony w październiku 1987 r. Polityce przez rosyjskiego badacza Jurija Afanasjewa. Zgoda Gorbaczowa na powrót do historii była także jednym z wysłanych na Zachód sygnałów, że radzieckie zmiany przenoszą się do innych krajów bloku.

Największa z "białych plam"

Sprawa Katynia była najpoważniejszą spośród „broni historycznych”, którymi w konfrontacji z ekipą Jaruzelskiego dysponował Kościół i opozycja. Nawet partyjni nauczyciele historii od lat sugerowali uczniom prawdziwą wersję historii, a podziemne czasopisma zamieszczały artykuły o zbrodni. Gorbaczow doskonale wiedział, że dla Jaruzelskiego możliwość ogłoszenia prawdy o Katyniu byłaby szansą na uzyskanie wiarygodności w społeczeństwie i wzmocniłaby legitymizację ekipy stanu wojennego. W tym kontekście proces likwidacji tzw. białych plam był także próbą odebrania monopolu w tej dziedzinie opozycji. O co miałoby chodzić, wyjaśniał zaufany generała, historyk i członek KC prof. Jarema Maciszewski: „Pod pojęciem »białe plamy« rozumiem te obszary historii, które były albo zafałszowane, albo przemilczane, albo są autentycznie obszarami niewiedzy”. Nie oznaczało to oczywiście, że można mówić o wszystkim: co jest białą plamą, miała decydować władza, podobnie jak kto ma ją odkrywać i w jakim tempie – np. problem wojny polsko-bolszewickiej początkowo nie był przewidziany do obróbki. Pojęcie białych plam szybko wyszło jednak poza tak określone granice. Z czasem zaczęło być rozumiane jako zadośćuczynienie skutkom programowego zakłamywania historii.

Generał pierwszy raz omawiał sprawę Katynia z Gorbaczowem już w kwietniu 1985 r. Ten zaś nie od razu zgodził się na podnoszenie sprawy w szerszym gronie, a Jaruzelski unikał działania wbrew jego woli. W październiku 1986 r., podczas posiedzenia Sekretariatu KC, pierwszy sekretarz zapewnił, że Gorbaczow gotów jest włączyć się w odkrywanie trudnych elementów historii relacji polsko-radzieckich; przyznał, że najważniejszym problemem pozostaje sprawa Katynia. Polityka historyczna, jako jedna z najbardziej drażliwych w polityce generała, została zarezerwowana dla Jaruzelskiego i jego zaufanych: Maciszewskiego i szefa PRON, literata Jana Dobraczyńskiego.

21 kwietnia 1987 r., z okazji 42 rocznicy podpisania układu o przyjaźni, współpracy i pomocy wzajemnej między Polską i Związkiem Radzieckim Jaruzelski poleciał do Moskwy. Wydarzeniem miało być podpisanie dwustronnej deklaracji o współpracy w dziedzinie ideologii, nauki i kultury. Poruszała ona m.in. tematy, które w poprzednim okresie stanowiły tabu. Odpowiedzialność za realizację postanowień deklaracji brały na siebie partie komunistyczne obydwu krajów, a nie rządy. Kilka zdań dokumentu poświęcono wspólnej historii: „Odwieczne więzi narodów Polski i Rosji wymagają głębokiej oceny. Wszystkie jej epizody, w tym również dramatyczne, winny otrzymać obiektywną i precyzyjną interpretację, dokonaną z pozycji marksistowsko-leninowskich, zgodną z obecnym stanem wiedzy. (…) Historia nie powinna być przedmiotem spekulacji ideologicznych oraz pretekstem do rozpalania nacjonalistycznych namiętności”.

Gorbaczow odmówił wzięcia odpowiedzialności za trudne sprawy. W swoim przemówieniu zaznaczył, że: „pozostawiły [je] nam klasy panujące przedrewolucyjnej Rosji i burżuazyjnej Polski”. Jaruzelski, podobnie jak Mieczysław F. Rakowski, uważał dokument za osiągnięcie: „Mówi się w nim o konieczności likwidacji »białych plam« w historii stosunków Polska–ZSRR. Ciekawe, czy wreszcie Rosjanie przyznają się do Katynia? Jeśli Gorbaczow to uczyni, będzie miał za sobą cały nasz naród” – zapisał w „Dzienniku” przyszły premier.

Deklaracja przewidywała wspólne badania, ale też informowanie na temat białych plam przez środki masowego przekazu. Wkrótce po podpisaniu dokumentu, w maju 1987 r., powołano polsko-radziecką komisję ds. białych plam. Jaruzelski zachował nad nią kontrolę, bo ze strony polskiej przewodniczył jego zaufany – Maciszewski, którego ojciec zginął w Katyniu. Członkami byli też: Ryszard Nazarewicz (PAN, Instytut Ruchu Robotniczego), Bolesław Syzdek (dyrektor Archiwum KC PZPR), Kazimierz Sobczak (Instytut Historii Wojskowości), Mieczysław Tanty (Instytut Historii UW), Marian Leczyk, Czesław Madajczyk, Eugeniusz Kozłowski, Marian Wojciechowski (Instytut Historii UW), gen. Tadeusz Walichnowski (rektor Akademii Spraw Wewnętrznych), Czesław Łuczak (UAM), Włodzimierz Kowalski i Marek Kuczyński.

Jak wynika z szyfrogramu MSZ, od 17 do 21 maja, podczas pierwszego posiedzenia w Moskwie, gospodarze starali się za wszelką cenę unikać tematu Katynia. Proponowano, by rozmawiać o rozwiązaniu KPP, wojnie 1939 r., polityce Mołotowa, postawie ZSRR wobec powstania warszawskiego, a nawet wojnie polsko-bolszewickiej z 1920 r.

Problem dla historyków polskich i radzieckich

Odkrywanie białych plam społeczeństwo polskie wzięło za dobrą monetę. Autorzy licznych listów do Maciszewskiego, oprócz prawdy o Katyniu, domagali się informacji dotyczących losów Polaków na Syberii. Podejrzewali, że związani z PZPR historycy nie zaryzykują odważnej postawy wobec ZSRR. Tematem drugiego spotkania komisji jesienią 1987 r. była problematyka wojny polsko-bolszewickiej z 1920 r. oraz historia ruchu robotniczego. Strona radziecka przekazała 100 tys. stron dokumentów. Wtedy po raz pierwszy rozmawiano też o sprawie Katynia. W wywiadzie dla Polityki Maciszewski mówił: „Katyń, a może przede wszystkim Katyń – to problem, którym obowiązkowo powinni się zająć historycy – i polscy, i radzieccy”. Być może próbował wywrzeć nacisk, wiedząc o niechęci radzieckich uczonych do podejmowania tej właśnie problematyki?

Na przełomie lat 1987–1988 polska część komisji, na wniosek strony radzieckiej, prowadziła swoje prace nad problematyką zbrodni katyńskiej. Formalnie zastosowano taki kruczek: historycy nie badali prawdomówności rosyjskich kolegów, ale poddali ekspertyzie komunikat radzieckiej komisji specjalnej z 24 stycznia 1944 r., obciążający Niemców odpowiedzialnością za zbrodnię. Rezultaty prac utajniono. Członkowie komisji nie musieli się odnosić do rzeczy, skoncentrowali się na dokumencie i rozważaniach o metodologii badań i bazie źródłowej, którą dysponowali twórcy komunikatu. Z tej drogi skrzętnie skorzystał Nazarewicz. Fałszywe wyniki prac sowieckiej komisji z 1944 r. tłumaczył ubogą bazą źródłową i rozważał, dlaczego Rosjanie nie wzięli pod uwagę dokumentacji, która pojawiła się po tej dacie. Wszystko to – poprzedzone szeregiem zastrzeżeń – prowadziło do dość ogólnikowej konkluzji: „Istnieje zatem pilna konieczność wspólnego przeanalizowania przez partyjną komisję uczonych ds. stosunków polsko-radzieckich lub powołany przez nią zespół badawczy wszystkich źródeł mogących służyć ustaleniu prawdy o losach internowanych we wrześniu 1939 r. wojskowych polskich, wypracowania wspólnej interpretacji ustalonych faktów i sposobu ich upowszechnienia”. Zastrzegał, że takie podejście do sprawy pozostaje w zgodzie ze wspólną deklaracją Jaruzelskiego i Gorbaczowa. Maciszewski opatrzył ocenę Nazarewicza wymownym słowem „wariant”.

Dopiero w kwietniu 1988 r. zakończył redagowanie swojej ekspertyzy prof. Madajczyk. Jego opracowanie pozwala docenić poziom słownej ekwilibrystyki. Podkreślał wiarygodność dokumentacji znalezionej podczas ekshumacji, a konkluzja była odmienna od wniosków Nazarewicza. „Enigmatyczny, ogólnikowy, unikający szczegółów charakter »Komunikatu« i jego wewnętrzne sprzeczności nie pozwalają na wysnuwanie uzasadnionych wniosków, ale upoważniają do podważenia jego wiarygodności” – pisał. Przygotowany przez niego tekst został przyjęty jako wspólne stanowisko polskich historyków. Ich łagodne konkluzje spotkały się ze zdystansowanym przyjęciem radzieckich, którzy wciąż odmawiali dialogu.

Już w marcu 1988 r. Jarema Maciszewski przedstawił w Sejmie wyniki działań komisji. Odpowiadał na pytania posłów, w tym Ryszarda Bendera, który starał się wydusić jakieś deklaracje: „W tej Wysokiej Izbie musi zostać wypowiedziane słowo Katyń, tego wymaga honor narodu polskiego”. Wobec tych oczekiwań Maciszewski przedstawił sprawy, którymi dotychczas zajmowała się komisja, m.in. wypowiedzi Mołotowa pod adresem Polski, informując przy tej okazji, że strona sowiecka przeprosiła za nie. W sprawie podstawowej kluczył: „Problem jest szerszy, Panie profesorze, niż tylko sprawa katyńska. (...) Los oficerów, podoficerów i żołnierzy internowanych po 1939 r., zwłaszcza – tutaj chodzi o los tych, którzy byli internowani w trzech obozach: w Kozielsku I (proszę nie mylić z Kozielskiem II, oficerowie z Kozielska II ocaleli wszyscy), w Starobielsku i Ostaszkowie. (...) Potrzebna w tej, tak jak i w każdej inne sprawie, a w tej może szczególnie, naukowa precyzja, jednych półprawd nie można zastępować innymi. (...) Zapewniam Wysoką Izbę, że znam niektóre materiały źródłowe, które nie są dostępne jeszcze opinii publicznej. Przyjdzie czas, kiedy i one będą udostępnione. Pamiętać trzeba jednak przy tych wszystkich sprawach, że resentymenty pokutują nie tylko po naszej stronie granicy, one pokutują takie po drugiej stronie granicy, one mają także uzasadnienie”.

Po pierwszym roku prac komisji było jasne, że strona radziecka nie zmieni stanowiska w sprawie Katynia. Maciszewski mówił: „Niestety, nie odnotowaliśmy jeszcze postępu w wyjaśnianiu okoliczności tragedii katyńskiej”. Nie sprawdzały się też próby przenoszenia tematu Katynia na szczebel ministra spraw zagranicznych. Podczas debaty, jaką 23 maja 1988 r. MSZ i PISM zorganizowały w pałacyku przy ul. Foksal, panowało przekonanie, że dla historyków radzieckich umowa z 1987 r. okazała się dokumentem mniejszej wagi. Podpisana przez Mariana Orzechowskiego (historyka i politologa, wówczas członka najwyższych władz PZPR) notatka ze spotkania zawierała m.in. konkluzję, że „brak »pierestrojki« w naukach historycznych [w ZSRR], wyrażający się przede wszystkim w braku dostępu do archiwów, uniemożliwia prowadzenie badań nad dziejami najnowszymi naszych stosunków”.

Jedynie przebywający z wizytą w Moskwie kardynał Józef Glemp odniósł pewien sukces. 8 czerwca skutecznie poruszył sprawę Katynia podczas spotkania z ministrem ds. religii Konstantynem Charczewem, któremu powiedział: „Jako duchowny chcę prosić o jedno: niech nad mogiłami będzie postawiony krzyż”.

Trudne słowo "Katyń"

Jaruzelski ponownie włączył się do gry, wykorzystując przygotowania do wizyty Gorbaczowa w Warszawie w 1988 r. Prace nad wystąpieniem generała trwały kilka tygodni, w końcu, prawdopodobnie pod wpływem informacji, że Gorbaczow nie wymieni Katynia, także z projektu przemówienia generała zniknęło słowo „Katyń”. Pod koniec czerwca osobistą notatkę w tej sprawie napisał do Jaruzelskiego najbliższy współpracownik, ppłk Wiesław Górnicki. Jej dramatyczny ton niech odda tylko jeden z fragmentów: „Jeśli nie teraz – to kiedy? Jeśli nie Jaruzelski – to kto? (…) Myślę o (…) niepowtarzalnej szansie uchwycenia wspólnego tonu, wspólnej »melodii moralnej« z tym nieszczęsnym, zagubionym i ogłupiałym narodem. Mógł Glemp – czy tym bardziej nie mógłby Jaruzelski?”.

7 lipca, podczas inauguracji centrum prasowego, Rakowski zapytany, czy sprawa katyńska stanie się przedmiotem rozmów, odparł: „Myśmy już mówili, co należy poprawić i wyjaśnić, jeśli chodzi o przeszłość, i dotyczy to także Katynia. Nie sądzę jednak, by rozwój przyjaznych stosunków polsko-radzieckich zatrzymał się w miejscu, jeśli nie będzie wyjaśniona dziś lub jutro sprawa Katynia”. Jeszcze bardziej wymowna była wymiana zdań na ten temat w sejmowych wystąpieniach Gorbaczowa i Jaruzelskiego. Gorbaczow: „Szczególnie pragnę powiedzieć o pracy radzieckich i polskich historyków w zakresie badania tzw. białych plam. Nasza wspólna historia to bogate, treściwe dzieje dwu narodów – sąsiadów. Mamy się czym szczycić, mamy co pełniej ujawniać i przedstawiać. Istnieją w niej jednak również złożone momenty – to co nosi nazwę »białych plam«. Wokół nich powstają niekiedy pojęcia oparte bardziej na emocjach niż na ścisłej wiedzy naukowej”. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że mianem „emocji” zamknął kwestię zasadniczą – Katyń. Jaruzelski przypomniał swoją wizję chlubnej roli Związku Radzieckiego w II wojnie światowej, polsko-radzieckie braterstwo broni i mogiły żołnierzy Armii Czerwonej na terenie Polski. Była to swego rodzaju osłona dla słów wypowiedzianych potem: „Lata 1939–1941 to trudny, tragiczny rozdział. Pozostawiły po sobie na radzieckiej ziemi znane i nie znane polskie mogiły. (…) Oczywiście, każda zbrodnia, każde ludzkie cierpienie ma wymiar moralny. Przekreślić ich się nie da, przemilczać – nie wolno. Trwają wspólne prace historyków polskich i radzieckich. Liczymy, że pozwolą one lepiej poznać tło, przebieg i charakter różnych dramatycznych wydarzeń. (…) Pełnych ocen przeszłości lękać się nie należy”.

Fakt, że w przemówieniach nie padło słowo Katyń, został podchwycony przez zachodnich komentatorów – Górnicki zmuszony był wyjaśniać sprawę na falach Głosu Ameryki, co samo w sobie było sensacyjną wiadomością. Słowo Katyń nie padało również w oficjalnych dyskusjach naukowych. W styczniu 1989 r., podczas narady historyków radzieckich, specjalizujących się w dziejach Polski, nikt nie wspomniał o Katyniu, choć mówiono o „wojskowych aspektach działań ZSRR na terytorium Zach. Ukrainy i Zach. Białorusi w 1939 r.” oraz o „przesiedleniach i deportacjach ludności polskiej w latach 1940–1941”. Odręczne notatki Maciszewskiego z kolejnego posiedzenia dwustronnej komisji, 29 listopada 1988 r., pozwalają zorientować się w ocenie rezultatów prac, którą zaprezentował podczas spotkania. Na pozytywną notę zasłużyły: nowe wydanie zbioru „Lenin w Polsce”, plany wydawnicze dotyczące pozycji z zakresu historii KPP, przygotowanie książki Tadeusza Walichnowskiego o deportacjach oraz prace dotyczące powstania warszawskiego i współpracy PZPR i KPZR przed 1956 r. Maciszewski podkreślał, że druga strona nie udostępnia źródeł historycznych, co uniemożliwia postęp prac w kwestii Katynia. (W swoich notatkach pisał, że ustalono „bilans liczbowy: ok. 15 tys. w 3 obozach, w tym c. 8700 oficerów; w Katyniu c. 4500”). Z notatki do wystąpienia przewodniczącego delegacji polskiej wynika, że także inne rzeczy szły jak po grudzie: „W zakresie [19]39 posunęliśmy się naprzód, ale ani radziecka wersja, ani polska jeszcze nie może zadowolić. Trzeba dalej pracować”.

Gorbaczow kręcił, kłamał, mataczył

Sprawa Katynia zdecydowała o niepowodzeniu programu likwidacji białych plam w historii stosunków polsko-radzieckich. Maciszewski podkreślał, że to ta kwestia stanie się w oczach polskiej opinii publicznej kryterium wiarygodności komisji, i proponował kontynuowanie prac – w zależności od szans na zadawalające rozwiązanie. Gdyby okazały się one niewielkie, proponował odłożenie kolejnych posiedzeń na okres po 4 czerwca 1989 r. W jego ocenie, to co miało pomagać Jaruzelskiemu, z powodu braku efektów mogło mu wręcz zaszkodzić w wyborach. Prawda jest taka, że już w lipcu 1988 r. Jaruzelski przegrał batalię o Katyń. Nie konserwatyzm sowieckich historyków, ale decyzje Gorbaczowa wstrzymywały zgodę na powiedzenie prawdy. Jeden z biografów (Graczow) pisał: „[Gorbaczow] kręcił, kłamał, mataczył. Wierzę, że tak było. Jest faktem, że kopie archiwalnych dokumentów w tej sprawie polecił przekazać stronie polskiej dopiero Borys Jelcyn, chociaż Gorbaczow zapewne wiedział o ich istnieniu (Falin pisze, że prezydent widział je, ale polecił szefowi KGB utrzymanie tego faktu w tajemnicy)”. [Walentin Falin, dyplomata sowiecki].

Sytuacja wyglądała, jakby generał został oszukany przez Gorbaczowa, a bez jego zgody nie mógł się zdecydować na wyłożenie kawy na ławę. O Katyniu pisały oficjalnie ukazujące się „Konfrontacje”. W kwietniu 1989 r. kwestia katyńska pojawiła się w materiale Polskiej Kroniki Filmowej, ciągle jednak bez informacji, kto ponosi winę za śmierć oficerów. Dobraczyński zaś zabiegał o odznaczenie oficerów z listy katyńskiej – za udział w kampanii 1939 r. Maciszewski znalazł się pod presją własnego środowiska, czego wyrazem była uchwała Senatu Uniwersytetu Warszawskiego z 10 maja 1989 r., krytykująca „manewry wokół zbrodni katyńskiej”.

Dopiero 13 kwietnia 1990 r. Agencja TASS obciążyła winą za mord w Katyniu stronę radziecką, a Gorbaczow przekazał Jaruzelskiemu pierwszą partię dokumentów katyńskich z radzieckich archiwów, następnego dnia generał pojechał do Katynia już jako prezydent III RP.

Autor jest historykiem, asystentem w Instytucie Studiów Politycznych PAN, od 2009 r. posłem do Parlamentu Europejskiego z listy PiS.

 


 

Podpisali: Stalin i towarzysze

Tłumaczenie dokumentu będącego podstawą zbrodni katyńskiej

 

ZSRR P 13 N 144 op
Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych Ściśle tajne
„......” marca 1940 r. z 5. III.40 r.
Nr 794/B Moskwa

KC WKP(b)
Dla towarzysza Stalina

W obozach NKWD ZSRR dla jeńców wojennych i w więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi w chwili obecnej przetrzymywana jest wielka liczba byłych oficerów armii polskiej, byłych pracowników polskiej policji i organów wywiadu, członków polskich nacjonalistycznych k–r [kontrrewolucyjnych] partii, członków ujawnionych k–r organizacji powstańczych, zbiegów i in. Wszyscy oni są zawziętymi wrogami władzy sowieckiej, pełnymi nienawiści do ustroju sowieckiego.

Jeńcy wojenni, oficerowie i policjanci, przebywający w obozach, próbują kontynuować działalność k–r, prowadzą agitację antysowiecką. Każdy z nich tylko oczekuje oswobodzenia, aby uzyskać możliwość aktywnego włączenia się w walkę przeciw władzy sowieckiej.

Organy NKWD w zachodnich obwodach Ukrainy i Białorusi wykryły szereg k–r organizacji powstańczych. We wszystkich tych organizacjach k–r aktywną rolę kierowniczą odgrywali byli oficerowie byłej polskiej armii, byli policjanci i żandarmi. Wśród zatrzymanych zbiegów i osób, które naruszyły państwowe granice, wykryto także znaczną liczbę osób, członków k–r organizacji szpiegowskich i powstańczych.

W obozach dla jeńców wojennych przetrzymywanych jest ogółem (nie licząc żołnierzy i kadry podoficerskiej) – 14 736 byłych oficerów, urzędników, obszarników, policjantów, żandarmów, służby więziennej, osadników i agentów wywiadu – według narodowości: ponad 97 proc. Polaków.

Wśród nich jest:

– generałów, pułkowników i podpułkowników – 295

– majorów i kapitanów – 2080

– poruczników, podporuczników i chorążych – 6049

– oficerów i młodszych dowodzących policji, straży granicznej i żandarmerii – 1030

– szeregowych policjantów, żandarmów, służby więziennej i agentów wywiadu – 5138

– urzędników, obszarników, księży i osadników (wojskowych) – 144

W więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi przetrzymywanych jest ogółem 18 632 aresztowanych (wśród nich 10 685 Polaków), w tej liczbie:

– byłych oficerów – 1207

– byłych policjantów, agentów wywiadu i żandarmów – 5141

– szpiegów i dywersantów – 347

– byłych obszarników, fabrykantów i urzędników – 465

– członków różnorakich k-r i powstańczych organizacji i różnych k-r elementów – 5345

– zbiegów – 6127

Biorąc pod uwagę, że wszyscy oni są zatwardziałymi, nierokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej, NKWD ZSRR uważa za niezbędne:

I. Polecić NKWD ZSRR

1) Sprawy znajdujących się w obozach dla jeńców wojennych 14 700 osób, byłych polskich oficerów, urzędników, obszarników, policjantów, agentów wywiadu, żandarmów, osadników i służby więziennej,

2) jak też sprawy aresztowanych i znajdujących się w więzieniach w zachodnich obwodach Ukrainy i Białorusi 11 000 osób, członków różnorakich k-r szpiegowskich i dywersyjnych organizacji, byłych obszarników, byłych polskich oficerów, urzędników i zbiegów,

– rozpatrzyć w trybie specjalnym, z zastosowaniem wobec nich najwyższego wymiaru kary – rozstrzelanie.

II. Sprawy rozpatrzyć bez wzywania aresztowanych i bez przedstawiania zarzutów, decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia w następującym trybie:

a) wobec osób znajdujących się w obozach dla jeńców wojennych – według informacji przekazywanych przez Zarząd do Spraw Jeńców Wojennych NKWD ZSRR,

b) wobec osób aresztowanych – według informacji ze spraw przekazywanych przez NKWD USRR i NKWD BSRR.

III. Rozpatrzenie spraw i powzięcie uchwały zlecić trójce w składzie t.t. (skreślone ręcznie „Kabułow”) Mierkułow, (dopisane ręcznie) Kabułow i Basztakow (Naczelnik I Specwywiadu NKWD ZSRR).

Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych Związku SSR

(podpis:) (Ł. Beria)

 

(W poprzek strony zamaszyste podpisy Stalina, Woroszyłowa, Mołotowa i Mikojana. Na marginesie notatka protokolanta: tow. Kalinin – za, Kaganowicz – za)

Wyk (onać)
[adnotacja odręczna:
P 13/144
5. III.40 r.]

Źródło: „Katyń – dokumenty ludobójstwa: dokumenty i materiały archiwalne przekazane Polsce 14 października 1992 r. Przekład z rosyjskiego prof. Wojciech Materski, Instytut Studiów Politycznych PAN, Warszawa 1992.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną