Historia

To była jazda

Kircholmska wiktoria

Po bitwie pod Kircholmem. Obraz pędzla Januarego Suchodolskiego Po bitwie pod Kircholmem. Obraz pędzla Januarego Suchodolskiego Wikipedia
Nic tak bodaj nie utrwaliło mitu niezwyciężonej polskiej husarii jak zwycięstwo pod Kircholmem nad Szwedami. Zaciekłe starcie odbyło się 27 września 1605 r. nad Dźwiną, ok. 13 km od portowej Rygi, stolicy obecnej Łotwy. W krainie zwanej wówczas Inflantami albo Liwonią.
Szarża husarii na obrazie Janusza KossakaWikipedia Szarża husarii na obrazie Janusza Kossaka

Artykuł opublikowany w Polityce nr 38/2005

Inflanty były krainą nadmorską, strategiczną, schedą po niemieckim zakonie kawalerów mieczowych; w 1561 r. sekularyzował się on i oddał pod opiekę polskiego króla Zygmunta Augusta. Polacy byli świadomi ważności tego regionu dla interesów Rzeczypospolitej: „Co dalej? Szwedowie was przez morze sięgają/A Inflanty wam prawie z garści wydzierają” – pisał Jan Kochanowski w 1563 r.

Zaraz po oddaniu się wielkiego mistrza Gotharda Kettlera pod protekcję polską wybuchła I wojna północna o Inflanty. Toczyła się w latach 1563–70 między Polską, Szwecją, Rosją i Danią, wchodzącymi w zmienne sojusze. Kompromisowy pokój w Szczecinie niczego trwałego nie przyniósł.

W 1577 r. Iwan IV Groźny znów ruszył nad Bałtyk przez Inflanty. Został dotkliwie pobity przez Stefana Batorego, który nie tylko odzyskał krainę, ale zażądał też od Szwecji oddania Rzeczypospolitej Estonii, a przynajmniej Rewla (dziś Tallina). Do tej pory nie wiemy, dlaczego Batory dramatycznie zaogniał konflikt ze Szwecją.

Zwycięstwa w cholerycznym stylu

Rzeczpospolita była do owych czasów zwycięzcą w starciach z sąsiadami. Ale w 1587 r. Polacy i Litwini wybrali na swego władcę królewicza szwedzkiego Zygmunta Wazę. Po matce Katarzynie był on Jagiellonem i w zamysłach herbowych unia personalna ze Szwecją miała uczynić Bałtyk wewnętrznym morzem polskim; wybór Zygmunta zza morza „maris dominium Rzeczypospolitej przyniesie” – czytamy opinie szlachty. Moskwa miała zostać zablokowana i odcięta od morza. Na dodatek Zygmunt zobowiązał się przyłączyć Estonię do Polski.

Miało być pięknie, a stało się strasznie. Wybór katolika Zygmunta z luterskiej Szwecji, a potem kolejnych Wazów na tron wawelski uwikłał Polskę w wyniszczające, przewlekłe i tragiczne wojny z zaciekłymi chłopami ze Skandynawii i z Niemiec. W 1593 r. za zgodą polskiego senatu Zygmunt wyruszył do Szwecji po koronę po ojcu Janie III. Ledwie wylądował, wzburzyły się ogromne pokłady niechęci: Szwecja nie chciała nawet okruszyny katolicyzmu, ani jednego kościoła. W końcu stany szwedzkie zgodziły się, by w imieniu Zygmunta jako króla Szwecji władzę dzierżył jego stryj Karol Sudermański.

Ten syn Gustawa Wazy był równie chorobliwie podejrzliwy i nieco szalony jak cały ród Wazów. W młodości nabył też luterańskiej surowości; wszystko to doprowadziło go do nienawiści do katolicyzmu i papiestwa oraz do spiskowej wizji dziejów. Zdołał pozyskać sobie sympatię chłopstwa, które w Szwecji przeważało. Wpadał bowiem w częste irytacje i wtedy klął grubiańsko; uwielbiał też otaczać się prostakami z gminu. Nic dziwnego, że jego bratanek Zygmunt III Waza stał się wprost wymarzonym wrogiem: pozornie wyniosły, przekonany o randze króla i na dodatek – katolik.

Takiego to stryja młody Waza pozostawił jako swego namiestnika w Szwecji. Niebawem okazało się, że Karol Sudermański zmierza do przejęcia władzy. Ale Zygmunt nie rezygnował z korony szwedzkiej; wylądował powtórnie w 1598 r. w Kalmarze na czele znacznych sił. Polacy nie chcieli uczestniczyć w tej szwedzkiej wojnie domowej; wypożyczyli swemu królowi jedynie armaty z polskich arsenałów. Karol Sudermański bił się odważnie z królem i pokonał go 25 września 1598 r. koło mostu Stangöbro (w pobliżu Linköpingu); wypuścił jednak bratanka z niewoli. Niebawem pokazał jednak swą brutalność, łamiąc zawarty traktat i doprowadzając do publicznego ścięcia zwolenników Zygmunta. W lipcu 1599 r. Rikstag, sejm szwedzki, zdetronizował Zygmunta. Nastał czas rządów Karola Sudermańskiego.

W 1600 r. Karol Sudermański wylądował w polskich Inflantach rozpoczynając dramatyczne wojny z Polską. W odpowiedzi Zygmunt III oddał Polsce Estonię. Choć był to jedynie papierowy akt, to dzięki temu zyskał król poparcie wielkich panów polskich i litewskich. Tym bardziej że Sudermańczyk zajmował starostwa nadane im przez władców polskich. W ten sposób wywołał Karol mimowolnie wojnę nie tylko z Zygmuntem, ale też z panami Królestwa i Litwy, od których tak wiele zależało.

W Inflantach dochodziło do zaciekłych bitew, w których Polacy zdecydowanie przeważali. 23 czerwca 1601 r. w wąskim korytarzu nad brzegiem Dźwiny pod Kockenhausen rozpoczął swą wielką karierę starosta żmudzki Jan Karol Chodkiewicz gwałtownie nacierając husarią na prawym skrzydle. Odtąd prowadzić będzie bitwy w takim cholerycznym stylu; na czas walki zdołał pogodzić się z dowodzącym rywalem hetmanem Krzysztofem Piorunem Radziwiłłem. W rezultacie tego zwycięstwa po 7 godzinach ciężkich walk padło 2 tys. Skandynawów; syn Karola, Karlson, stracił 12 sztandarów, 33 działa i 200 wozów z żywnością.

Jazda polska

Szwedzi nie mogli się uporać z polską taktyką i stylem walki. Kolejny raz zostali z łatwością zbici przez staropolskie urządzenie: ustawioną na ogół w trzy hufy ciężką jazdę osłanianą przez lekkie chorągwie na skrzydłach. Karol Sudermański usiłował kopiować taktykę holenderską z jej prymatem piechoty: ustawiał żelazne czworoboki najeżone pikami i ziejące ogniem muszkietów. Na papierze przedstawiało się to znakomicie, ale pod gołym niebem bywało inaczej, gdyż wiele rzeczy Szwedzi mieli niedopracowanych. Chłopscy rekruci nie chcieli nosić ciężkich zbroi i długich żelaznych pik osłaniających muszkieterów, nie umieli opanować skomplikowanych kroków, szyków i kontrmarszów. A jazda polska i litewska, wyszkolona na Tatarach, była niebywale szybka. Ponadto Rzeczpospolita, zahartowana w wyprawach Batorego, miała już wówczas znakomitych dowódców, żołnierzy, taktykę i mit niezwyciężonych. Trzeba było naprawdę chłopskiego uporu i wikingowskiej bezczelności, by wciąż przegrywać i znów się podnosić do walki jak Szwedzi.

W 1600 r. nadciągnął z Mołdawii hetman wielki koronny Jan Zamoyski, w chwale niezwyciężonego, po pobiciu wielkiej armii protogonisty Rumunii Michała Walecznego. Zamoyski wzorem Batorego unikał jednak w Inflantach decydującej bitwy i zdobywał od 26 października 1601 r. twierdze w tej błotnistej krainie.

Z ogromnym trudem Zamoyski Inflanty odzyskał; nie zdołał jednak zająć Estonii. Kanclerz bywał i jest ganiony za tę kampanię przez historyków; zdaniem Mirosława Nagielskiego niesłusznie. Zabrakło żołnierzy, pieniędzy, wytrwałości, zdrowia; nadciągało widmo rokoszu; schorowany Zamoyski chciał zdać dowództwo w Inflantach.

Nie przyjęli jednak dowództwa hetmani: ani litewski Krzysztof Piorun Radziwiłł, ani polny koronny Stanisław Żółkiewski. Wziął je natomiast starosta żmudzki Jan Karol Chodkiewicz, choć najpierw się z niego „wydzierał”. Co i zrozumiałe: większość chorągwi polskich i litewskich z głodu zdezerterowała, armię musiałby odtwarzać. I w końcu odtwarzał – z własnych pieniędzy!

Litwin Chodkiewicz pochodził z wielkiego, pysznego rodu ruskiego i słynął z gwałtownego usposobienia, co prowadziło go niekiedy na skraj warcholstwa. Nic dziwnego, że żołnierze, za niechętnymi mu magnatami, zwali niekiedy swego dowódcę Belzebubem. Bo temperament i energię Chodkiewicz miał zaiste piekielną.

Jesienią 1599 r. mało nie rozpętał wojny domowej na Litwie, wchodząc w konflikt z Radziwiłłami o majątek bogatej księżniczki słuckiej Zofii Olelkowiczówny. Nie podporządkował się wyrokowi trybunału litewskiego i w wąskie uliczki Wilna wprowadził 24 armaty i 2200 zbrojnych, a swą kamienicę zamienił w twierdzę. Komisarze królewscy niemal w ostatniej chwili zażegnali konflikt. Potem jednak walczył Chodkiewicz w interesie Rzeczypospolitej – w Mołdawii w 1600 r., a następnie w Inflantach – wykazując niepospolity talent wojskowy.

Tymczasem Szwedzi ani myśleli rezygnować z Inflant. W lutym 1604 r. Riksdag obrał Karola Sudermańskiego królem. Powołał też 9-tysięczną armię zawodową, działającą według taktyki holenderskiej. W czerwcu 1604 r. flota 30 statków pod Rygą wysadziła 6 tys. zbrojnych po wodzą Arvida Erikssona. Pomaszerował on na Biały Kamień. Na drodze z Dorpatu do Tallina, pomiędzy drogą a strumieniami, 25 września przeciął mu drogę hetman Chodkiewicz z 2300 żołnierzami.

Eriksson wypróbował nowoczesną holenderską taktykę walki: ustawił pododdziały w szachownicę jazdy i piechoty. Chodkiewicz uderzył całą siłą husarii na lewe skrzydło niemieckie dowodzone przez Hiszpana de Canutę, obiegł je, rozpędził rajtarię i przełamał rzut piechoty, która rozsypała się po śmierci Canuty. Aż 3 tys. żołnierzy Erikssona poległo, a Chodkiewicz zdobył cały tabor i 21 chorągwi.

Wojsko klęczało i się modliło

Po tym zwycięstwie pojawiła się szansa opanowania całej Estonii. I wtedy husarski towarzysz Aleksander Lisowski zawiązuje konfederację, dając początek okrutnej bandzie żołnierskiej, która straszyć będzie mieszkańców Europy od Wołgi po Dunaj i Ren. Zabrakło pieniędzy na żołd. Rzeczpospolita rozpraszała też siły na innych teatrach działań wojennych. Król odwdzięczył się Chodkiewiczowi nadając mu buławę wielką litewską po zmarłym Radziwille, a potem starostwo derpskie. Stało się tak jednak dopiero wtedy, gdy zdesperowany hetman zagroził, że wysadzi wszystkie zamki w Inflantach.

Latem 1605 r. Szwecja przystąpiła do decydującego ataku. Wielka armia pod wodzą Karola IX, Andersa Lenartssona i Fryderyka Mansfelda lądowała w trzech miejscach. Zagrożony został wielki port i stolica Inflant Ryga. Chodkiewicz pobiegł miastu na odsiecz. Miał pod sobą 3440 żołnierzy, w tym 2400 jazdy, z czego 1450 husarzy.

Karol IX pewny przewagi ruszył 26 września spod Rygi nocnym marszem, poprzedzany długimi pikami ok. 11 tys. piechoty i 3 tys. jazdy. Dane te jednak różnią się w opracowaniach historyków: Stanisław Herbst liczył armię szwedzką na 10 tys., Otton Laskowski na 14 tys., współczesne relacje zgodnie wymieniają 14 tys.

Wojska litewskie przecięły drogę wzdłuż Dźwiny pod Kircholmem, jak to uznajemy za szkicem wojskowego inżyniera Józefa Naronowicza-Narońskiego z 1659 r. Istnieje jednak poważne przypuszczenie, że Chodkiewicz oparł wojska tyłem na rzece, odbierając żołnierzom nadzieję odwrotu. Wskazują na to jego słowa wykrzyczane przed bitwą: Inde hostis premit, hinc nos Duna coercet (stąd wróg napiera, a tam Dźwina nas zatrzyma), a także współczesny obraz Antonio Tempesty z rzeką widoczną na tyłach wojsk litewskich.

Był Chodkiewicz niezwykle pobożnym katolikiem i kochającym mężem. Zarządził w czasie wyprawy wielogodzinne modlitwy i spowiedź powszechną. Wojsko klęczało i modliło się czekając na nieprzyjaciela. Hetman do bitwy ustawił staropolskie urządzenie w trzech hufach: czelny, walny i odwód. Na prawym skrzydle stanął Jan Piotr Sapieha z 700 husarzami, na lewym Tomasz Dąbrowa z dziewięcioma setkami, w środku piechota z 300 husarzami Wincentego Wojny. Za nimi husarze Teodora Lackiego, dalej wolontariusze i dwie chorągwie Tatarów. Siły ustawił hetman w huf granitowy, tak ścieśniony, by sprawiał wrażenie nielicznego. Psychologia walki, fortele odgrywały wielką rolę w działaniach Chodkiewicza.

Bitwę pod Kircholmem rozegrał hetman po mistrzowsku. Karol przezornie ustawił swe siły na wzgórzu, by uniemożliwić szarżę słynnej husarii. Hetman udanym fortelem ściągnął więc ze wzgórza pierwszy rzut wojsk szwedzkich. Nakazał zawracać i upozorować ucieczkę harcownikom i chorągwiom Dąbrowy. Świetnie wyszkolone i zdyscyplinowane w odpowiednim momencie zmieniły sprawnie front, a na wspinającą się piechotę szwedzką runęła lawa ognia.

Teraz Chodkiewicz rzuca husarzy Wojny, którzy z nieopisanym bohaterstwem przerywają najeżony las pik. Zawracający Dąbrowa wpada na rajtarię, którą rozgania; pędzi dalej i rozsypuje szwedzką piechotę. W strasznej walce pada kwiat dzielnych dowódców szwedzkich: sam Dąbrowa zacina śmiertelnie pałaszem głowę i prawicę ks. Fryderyka Luneburskiego. Pada na ziemię walczący już na poranionych kolanach gen. Anders Lennartsson. Ranny jest Fryderyk Mansfeld.

Ale na lewym skrzydle utyka natarcie husarzy Sapiehy. Czujny Chodkiewicz widzi to i wspiera go odwodem Lackiego. W zamęcie bitwy hetman wściekły na rajtara, który ośmielił się doń strzelać, sam poraża go ciosem szabli. Tymczasem Lacki przedziera się przez dwa rzuty szwedzkie i wychodzi na tyły, wywołując paniczną ucieczkę żelaznych szyków Karola IX.

Zaczęła się pogoń i rzeź, król szwedzki znalazł się w niebezpieczeństwie. Ocalenie zawdzięczał Inflantczykowi Henrykowi Wrede, który oddał mu własnego konia, by w chwilę potem umrzeć pod litewskimi szablami. Na polu bitwy padło 6 tys. Szwedów, resztę wycięli okoliczni chłopi. Ze straszliwego pogromu ocalało z królem chyba tylko kilkuset żołnierzy – tylu bowiem wsiadło na statki odpływające pośpiesznie do Szwecji.

Chodkiewicz zniszczył niemal całkowicie ponadtrzykrotnie silniejszego przeciwnika, co było ewenementem. Samo starcie było błyskawiczne: Franciszek Kudelka obliczał je na kwadrans, Otto Laskowski na pół godziny. Zwycięstwo było tym większe, że bitwę przegrali wyszkoleni, dobrze uzbrojeni, zahartowani żołnierze.

Polacy stracili jedynie 100 zabitych. 200 rycerzy zostało rannych, w tym sławni rotmistrzowie Wojna, Dąbrowa i Lacki. Na wieść o niebywałym zwycięstwie posypały się gratulacje ze świata. Podziwiał hetmana cesarz Rudolf II, król angielski Jakub I, odwieczny przeciwnik Turcji, szach perski Abbas Wielki. Papież Paweł V zachwycony wiktorią nad lutrami, pisał: „Okazałeś /się/ być najchwalebniejszym i najmędrszym wodzem”.

Chodkiewicz udowodnił nie tylko swą wielkość jako wódz, ale i wykazał ówczesną przewagę staropolskiej sztuki wojennej nad zachodnią. Kombinowane szyki rajtarii i piechoty, osłaniane pikami, dłuższymi niż kopie husarzy, nadal rozpadały się pod gwałtownymi uderzeniami ciężkozbrojnej husarii, pełniącej rolę tarana. Husaria była bardzo drogą formacją, wyposażenie husarza i jego pocztu kosztowało majątek, ale ich skuteczność porażała. Atakowano równymi ławami, kolano w kolano, przestrzegając precyzyjnych regulaminów, celując kopiami w najbardziej wrażliwe miejsca zbroi, w brzuch.

Możemy się więc podpisać pod zdaniem wybitnego historyka Stanisława Herbsta, że Kircholm był „jednym z największych zwycięstw taktycznych w dziejach świata”. Skuteczność husarii jako rodzaju sił zbrojnych sięgnęła zenitu. Niebawem potwierdzi to bitwa pod Kłuszynem w 1610 r. (która otworzyła Polakom wrota do Moskwy), straszliwie wymęczona przez skrwawionych husarzy, ale także zwycięska.

Przegrane zwycięstwo

Wielka wiktoria kircholmska nie została wykorzystana, Chodkiewicz nadal musiał się bić w Inflantach. Często więc bywa przywoływana jako polska specjalność zaprzepaszczania zwycięstw. Kircholm pozostał niewykorzystany z powodu wojny domowej, która wybuchła w Rzeczypospolitej w 1606 r. Niebawem też kraj skupił się na wojnie z Moskwą, a Szwedzi w tym czasie zyskali oddech. Po śmierci Karola IX w 1611 r. jego syn Gustaw II Adolf zaczął reformować gruntownie armię. Okazał się geniuszem wojskowości.

Już 20 lat po Kircholmie w bitwie pod Gniewem we wrześniu 1626 r. i później szarże husarii zaczną się załamywać w ogniu dział i muszkietów szwedzkich. Husaria odtąd będzie przegrywać z piechotą, a podczas potopu także z rajtarami Karola X Gustawa. Ale nadal pozostała najgroźniejszą jazdą na innych teatrach wojennych. Jej szarże rozbijały Kozaków, Rosjan, Turków. Renesans roli husarii za Sobieskiego wieńczyła szarża pod Wiedniem w 1683 r.

Potem już było tylko źle. Pod Kliszowem w 1702 r. strzelcy szwedzkiego Karola XII ukryci między rajtarami rozbili polskie natarcie. Nowoczesne karabiny szwedzkie, a potem rosyjskie, ich rewolucyjna szybkostrzelność i potęga artylerii zatrzymały odtąd raz na zawsze polskie szarże husarii. Dumna jazda, nie umiejąca współdziałać z piechotą, zaczęła umykać z pola walki; zyskała u Szwedów miano pancernych zajęcy. Stała się przeżytkiem, anachronizmem na teatrach działań wojennych.

Pozostał tylko wielki mit. Z pewnością zasłużony.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Gdzie na świecie aborcja jest legalna, a gdzie kobiety muszą ją wykonywać w podziemiu?

Co roku na świecie dokonuje się ponad 40 mln aborcji – głównie w tych krajach, gdzie poziom wiedzy na temat antykoncepcji jest niski.

Redakcja
22.10.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną