Historia

Pełzający konflikt

Grunwald: Jak doszło do wielkiej bitwy?

Władysław Łokietek na polu bitwy pod Płowcami, obraz Władysława Sypniewskiego z XIX w Władysław Łokietek na polu bitwy pod Płowcami, obraz Władysława Sypniewskiego z XIX w AN
Do tzw. wielkiej wojny (1409–10) i bitwy grunwaldzkiej doprowadził cały splot okoliczności i krzyżujących się interesów, nie tylko w trójkącie Polska–Litwa–Zakon Krzyżacki.
Plądrowanie Kowna przez krzyżaków, 16 kwietnia 1362 rAKG/EAST NEWS Plądrowanie Kowna przez krzyżaków, 16 kwietnia 1362 r

Proroctwo Andegawenki

Jadwiga Andegaweńska traktowała Zakon Krzyżacki wyrozumiale. Wychowana na węgierskim dworze w atmosferze kultury rycerskiej, a także przepojona religijnym zapałem, widziała w krzyżakach spełnienie rycerskich i krucjatowych idei. Wszak powołaniem zakonników było głoszenie słowa Bożego i rozprawa z poganami. Na dodatek Pomorze Gdańskie było dla niej dalekie i obce, nie przedstawiało zbyt dużej wartości. Nie czuła więc Jadwiga żadnej wrodzonej niechęci do krzyżaków.

Coś jednak pękło w 1398 r., kiedy w Inowrocławiu spotkała się z wielkim mistrzem. Omawiać mieli zagarnięcie ziemi dobrzyńskiej przez zakon. Kiedy rozmowy nie przynosiły żadnego rozwiązania, dotknięta Jadwiga złajała krzyżaków, później zaś – jak informuje średniowieczny kronikarz – „pod wpływem jakiegoś natchnienia z nieba dodała jeszcze i to, że jak długo ona żyje, powstrzyma srogą wojnę (...) ale niech wiedzą, że po jej śmierci spotkają ich z najsłuszniejszego wyroku Bożego bardzo ciężkie klęski za to, że knują spiski przeciw swoim panom, opiekunom i fundatorom (...) i że za otrzymane dobrodziejstwa, za nadane ziemie i posiadłości odwdzięczają się bezprawiem”. Zanim jednak wybuchła Jadwiga, a w 1409 r. wielka wojna, minęło wiele dziesięcioleci w miarę pokojowego współistnienia Polski i Zakonu Krzyżackiego.

Gdańsk, czyli początek konfliktu

Aż do początku XIV w. stosunki między polskimi władcami a krzyżakami układały się poprawnie. Zostali oni przecież sprowadzeni, aby bronić polskich ziem przed najazdami pogańskich Prusów i Litwinów. Z zadania tego wywiązywali się dobrze, a niekiedy piastowscy książęta nawet wspierali zbrojnie działania zakonników na ziemiach pruskich. Jak duże było zaufanie do krzyżaków, pokazuje obrona Gdańska przed najazdem Brandenburgii w latach 1307–08. Załoga grodu, nie mogąc doczekać się posiłków od swego władcy Władysława Łokietka, poprosiła o pomoc właśnie zakonnych rycerzy. Przybyli oni do Gdańska i bez większych kłopotów wyrzucili Brandenburczyków z miasta.

Później jednak zaczęły się problemy. Krzyżacy nie chcieli opuścić Gdańska, zanim Łokietek nie ureguluje zapłaty za udzielenie pomocy. Nie mogąc się jej doczekać, w październiku 1308 r. krwawo rozprawili się z gdańszczanami i zajęli miasto. Kolejne miesiące krzyżacy poświęcili na zbrojny podbój całego Pomorza Gdańskiego. Do połowy 1309 r. cała dzielnica znalazła się w ich rękach. Na niewiele zdały się protesty Pomorzan oraz samego Łokietka. Pokojowa współpraca między krzyżakami i polskimi władcami odeszła do przeszłości. Rozpoczął się czas konfliktów, które wiek później doprowadziły do wielkiej wojny i bitwy pod Grunwaldem.

Płowce, czyli konflikt za Władysława Łokietka

Władysław Łokietek nazywany jest niekiedy małym wielkim księciem. Wzrostu był bowiem niewielkiego (stąd jego przydomek), za to wśród jego osiągnięć wymienia się zjednoczenie Polski i koronację na króla. Z całą pewnością dokonania te należy podkreślić i podziwiać. Jeśli jednak chodzi o relacje z krzyżakami, trudno nazwać panowanie Łokietka szczęśliwym. Co tu dużo mówić, władca poniósł klęskę na całej linii. Nie tylko nie udało mu się odzyskać Pomorza Gdańskiego, ale jeszcze na dodatek stracił kolejne tereny. W 1329 r. krzyżacy podbili ziemię dobrzyńską, a w 1332 r. Kujawy. Próby odzyskania tych dzielnic nie powiodły się.

Nawet bitwa pod Płowcami (27 września 1331 r.), przedstawiana niekiedy jako polski sukces, nie jest jednoznaczna. Miała ona dwie fazy. Najpierw nad ranem polskie wojska natknęły się na krzyżaków pod Radziejowem, niedaleko miejscowości Płowce. Bitwa zakończyła się sukcesem Polaków i bezładną ucieczką zakonników. Łokietek nie wiedział jednak, że zaatakował jedynie tylną straż wojsk krzyżackich. Kiedy wieści o klęsce dotarły do głównych oddziałów, zawróciły one i tego samego dnia pod Płowcami natarły na zaskoczonych Polaków. Tym razem to polscy rycerze uciekali z pola bitwy, a krzyżacy tryumfowali. Można by powiedzieć, że bitwa (a raczej – bitwy) pod Płowcami symbolicznie pokazują panowanie Władysława Łokietka. Nawet jeśli zaczynał dobrze, efekt końcowy był nie najlepszy.

Coś za coś, czyli koncept Kazimierza Wielkiego

Zupełnie odwrotną prawidłowość widzimy przy Kazimierzu Wielkim. Swoje relacje z krzyżakami zaczął niezbyt chwalebnie. Następca tronu był jednym z tych, którzy opuścili pole bitwy pod Płowcami. Być może Kazimierz wzbraniał się przed tym. Być może z żalem wysłuchał rozkazu ojca, który kazał mu się chronić. Chyba jednak opierał się niezbyt silnie, skoro wraz z oddziałem rycerzy, którzy mieli go ochraniać, zatrzymał się dopiero w Krakowie. Trzeba jednak zrozumieć Władysława i rozgrzeszyć Kazimierza.

Leciwy król obawiał się o zdrowie, a być może i życie syna, jedynego następcy tronu. Gdyby mu się coś stało, sukcesja w królestwie byłaby skomplikowana. Na szczęście więc Kazimierz okazał się posłusznym synem. Przeżył i przez całe panowanie pracował na przydomek, którym, jak najbardziej słusznie, obdarzyli go już współcześni – Wielki. W przypadku tego króla sprawdza się powiedzenie, że nie jest ważne, jak się zaczyna panowanie, ważne jest – jak się kończy.

W relacjach z krzyżakami Kazimierz był zupełnym przeciwieństwem ojca. Nowy władca zdawał sobie sprawę ze słabości polskiego państwa. Ledwo co zjednoczone, stanowiło raczej zlepek kilku dzielnic niż jednolity organizm. Należało najpierw rzeczywiście zjednoczyć kraj, zreformować administrację i gospodarkę. Polski nie stać było na prowadzenie drogiej wojny. Kazimierz postanowił sprawę z zakonem uregulować na drodze dyplomatycznej. Najpierw próbował odzyskać utracone ziemie, pozywając krzyżaków przed papieski sąd. Rozprawa odbyła się w Warszawie leżącej na terenach samodzielnego Księstwa Mazowieckiego (1339 r.). Po wysłuchaniu świadków sędziowie uznali pretensje króla do Pomorza. Było to jednak tylko moralne zwycięstwo. Krzyżacy, powołując się na stronniczość sędziów, odwołali się bezpośrednio do papieża. Tam sprawa utknęła na wiele lat.

Nie widząc innego wyjścia, Kazimierz chciał stosunki z krzyżakami uregulować na drodze pokojowej. W Kaliszu w 1343 r. został podpisany pokój (jak wszystkie nazywany wieczystym). Kazimierz zrezygnował ze swoich praw do Pomorza Gdańskiego oraz ziemi chełmińskiej i michałowskiej. W zamian za to krzyżacy zwracali Polsce Kujawy i ziemię dobrzyńską. Na pewno pokój ten nie był tak dobry, jak by oczekiwano. Jednak, mimo wszystko, w ręce króla bez wojny wracały dwie ziemie. Był to dobry punkt wyjścia, aby sprawę odgrzać w sprzyjających okolicznościach.

Chyba nie wszyscy pochwalali krzyżacką politykę króla. Dowodzi tego pieśń śpiewana w jego czasach: „królu Kazimirze, nie żyj nigdy z krzyżakami w mirze”. Dla króla jednak ważniejsze okazały się ziemie ruskie i ekspansja na wschód. Zresztą nie tylko dla niego. Coraz większe znaczenie w państwie zaczęli mieć możni małopolscy. Nie myśleli oni o leżącym daleko (z ich punktu widzenia) Pomorzu Gdańskim. Dla nich ważniejszy był podbój Rusi. Na tych ziemiach spodziewali się uzyskać bogactwo i hojne nadania władcy. I, dodać można – nie rozczarowali się.

Kalisz, czyli 80 lat pokoju

Pokój kaliski rozpoczął niemal osiemdziesięcioletni okres pokoju między Polską a krzyżakami. Raz na jakiś czas ktoś wspomniał o potrzebie odzyskania Pomorza Gdańskiego, były to jednak głosy niezbyt donośne, a polityka krzyżacka Kazimierza Wielkiego niezbyt aktywna. Nie zmieniło tego także panowanie Ludwika Andegaweńskiego. W krzyżakach widział on nie wroga, lecz zakon religijny, szerzący na Wschodzie chrześcijaństwo.

Również sami Polacy często patrzyli na krzyżaków przychylnie. W latach siedemdziesiątych uczestniczyli nawet w wyprawach zakonu na pogan, czyli na ziemie litewskie (tzw. rejzy). Uczestniczono w nich „dla chwały Bożej i dla honoru rycerskiego”. Były one traktowane jako krucjata i sprawiedliwa wojna z niewiernymi, a także jako rozrywka i rycerska przygoda. Brali w niej udział nie tylko zakonnicy, lecz także liczni goście z zachodniej Europy (wśród nich np. Henryk hrabia Derby, późniejszy król Anglii – Henryk IV). Na rejzy z krzyżakami wyprawiali się też Polacy: zarówno Mazowszanie, jak i Wielkopolanie, a nawet rycerze z Małopolski. Polacy przybywali również na dwór wielkiego mistrza do Malborka, a wielu z nich prowadziło z krzyżakami interesy handlowe.

Unia polsko-litewska, czyli zmiana układu

Sytuacja zmieniła się wraz z zawarciem unii Polski z Litwą. Powstało państwo, które zmieniło sytuację polityczną i układ sił w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Nowe państwo obejmowało obszar ok. 800 tys. km kw. i rozciągało się od Bałtyku po stepy czarnomorskie, od Śląska po górną Okę. Jednym z warunków objęcia tronu w Polsce przez Jagiełłę była chrystianizacja Litwy. Władysław przystąpił do tego z dużą determinacją. Niszczył pogańskie świątynie, chrzcił Litwinów, sprowadzał duchownych, budował kościoły (z biskupstwem w Wilnie na czele).

Zabiegi króla skomplikowały sytuację Zakonu Krzyżackiego. Został on wszak sprowadzony nad Bałtyk, aby szerzyć chrześcijaństwo. Ziemie pruskie zostały podbite i schrystianizowane już w XIII w. W następnym stuleciu uzasadnieniem obecności krzyżaków na tych terenach była chrystianizacja Litwy. Ta jednak w 1386 r. się dokonała, i to pokojowo! Nic więc dziwnego, że rycerze zakonni podważali szczerość intencji Jagiełły, nazywając go fałszywym chrześcijaninem. Zarzucali mu pogańskie praktyki i kwestionowali prawdziwość chrztu Litwinów. Krzyżacy walczyli o swoje „być albo nie być” nad Bałtykiem. Nadal urządzali wyprawy, które – jak przekonywali – doprowadzą do prawdziwej chrystianizacji Litwy. Dyplomacja polska próbowała przekonać Europę, że oskarżenia zakonu są nieprawdziwe. Choć nie udało się to w stosunku do zachodniego rycerstwa, które nadal tłumnie przybywało na rejzy, to powiodło się na dworze papieskim. W 1403 r. Bonifacy IX zabronił krzyżakom najazdów na świeżo nawróconą Litwę.

 

Żmudź, czyli litewski punkt zapalny

Problemem w stosunkach zakonu z Litwą były nie tylko rejzy. Punktem zapalnym stała się Żmudź, należące do Litwy terytorium nad Bałtykiem. Dla krzyżaków ziemia ta stanowiła łakomy kąsek. Posiadając Żmudź, mogli oni połączyć swe pruskie państwo z terenami zajmowanymi przez gałąź zakonu w Inflantach. Pod koniec XIV w. krzyżakom sprzyjał konflikt między Władysławem Jagiełłą a księciem Witoldem. Chodziło w nim zarówno o status Litwy w związku z Polską (Witold był za niezależnością państwa i jedynie unią personalną z Polakami), jak i o zakres władzy Jagiełły nad litewskimi książętami, a także – nie ma co ukrywać – o animozje osobiste.

Szukając sprzymierzeńców, Witold porozumiał się z krzyżakami i w 1398 r. przekazał im (bez zgody Jagiełły) Żmudź. Sami Żmudzini nie chcieli się z tym pogodzić. Już w 1401 r. wybuchło antykrzyżackie powstanie. Zostało ono co prawda szybko stłumione, ale był to tylko wstęp do wielkiego wystąpienia w 1409 r. Żmudzini otrzymali ciche poparcie Jagiełły oraz Witolda. To właśnie ono stało się bezpośrednim powodem wypowiedzenia wojny przez Zakon Krzyżacki.

Coraz większe niebezpieczeństwo nadciągało na Litwę także ze wschodu. Od XIII w. osłabiona Ruś była łatwym łupem dla sąsiadów. Rozbite księstwa ruskie musiały uznać zwierzchnictwo Litwinów lub Tatarów (Mongołów). W drugiej połowie XIV stulecia na przywódcę ziem ruskich zaczął wyrastać władca Księstwa Moskiewskiego Dymitr Doński. W 1380 r. udało mu się pobić Tatarów w bitwie na Kulikowym Polu. Od tego momentu państwo moskiewskie zaczęło starania o odzyskanie wszystkich ruskich ziem. Litwa musiała uważać na dwa fronty – i na krzyżaków, i na Moskwę. Dopiero w 1408 r. pokój uwolnił ją od zaangażowania na wschodzie. Książę litewski Witold wszystkie siły mógł skierować na wyprawę przeciwko krzyżakom.

Aspekt ruski, czyli czy warto walczyć z krzyżakami

Dla Litwinów problemy z zakonem na pewno były jednym z ważniejszych powodów unii z Polską. Polacy jednak patrzyli na to inaczej. Ton ówczesnej polskiej polityce nadawali Małopolanie. Dla nich podstawą związku z Litwą nie były relacje z krzyżakami. Dla panów krakowskich ważniejszy był ruski aspekt unii. Przez długie lata Polska musiała rywalizować o Ruś właśnie z Litwą. Polacy zdawali się myśleć: po co walczyć, skoro można podzielić się wpływami i wspólnie panować nad ruskimi ziemiami?

Dla większości Polaków sprawa z krzyżakami była już zamknięta. Przeciwna antykrzyżackiej polityce była, jak wspomnieliśmy na wstępie, także Jadwiga Andegaweńska. Tym bardziej trzeba docenić umiejętności polityczne i propagandowe Władysława Jagiełły. Jemu i jego stronnikom udało się w ciągu dosyć krótkiego czasu przestawić nastroje społeczne w kraju. Przekonali oni Polaków, że niezbędna jest rozprawa z krzyżakami i odzyskanie Pomorza Gdańskiego. Jeszcze w przeddzień Grunwaldu nie wszyscy poddani się z tym zgadzali. Średniowieczny kronikarz opisał kłopoty Jagiełły: „nie chciał on bowiem ani opuszczać Witolda i Litwinów w ich trudnościach i niebezpieczeństwie, ani nie życzył sobie przeniesienia od Litwinów do (…) królestwa ciężkiej wojny, ponieważ jego polscy doradcy zdecydowanie ją potępiali i z największą gorliwością zabiegali, by nie doszło do jej wybuchu i rozszerzenia”.

Powodem, dla którego niektórzy wstrzemięźliwie patrzyli na wojnę, był m.in. status Zakonu Krzyżackiego. Wszak był to zakon religijny. Nie było łatwo przekonać rycerzy, a przede wszystkim duchowieństwo, że należy walczyć z instytucją, bądź co bądź, kościelną. Na użytek królewski powstała koncepcja wojny sprawiedliwej, która uzasadniała słuszność działań zbrojnych z krzyżakami.

Kto wie, może gdyby zakon postępował rozsądniej i prowadził skuteczniejszą propagandę wobec Polaków (a nie tylko wobec zachodnich dworów) – Władysław Jagiełło walczyłby z krzyżakami tylko jako wielki książę litewski, a Królestwo Polskie zachowałoby neutralność? Tak się jednak nie stało. Zakon starał się wykorzystać słabość i kłopoty polsko-litewskiego państwa, podporządkowując sobie kolejne ziemie, w tym także należące do lenników polskiego króla. Spotykało się to z coraz większym oporem elity politycznej Królestwa Polskiego.

Interesy Opolczyka, czyli odnowienie konfliktu

Pierwszą oznaką odnowienia konfliktu polsko-krzyżackiego była sprawa ziemi dobrzyńskiej. Była ona w rękach księcia śląskiego Władysława Opolczyka, znanego m.in. jako fundator klasztoru paulinów w Częstochowie. Władca ten był jednym z najbliższych sprzymierzeńców Ludwika Andegaweńskiego, a przez pewien czas nawet namiestnikiem w Królestwie Polskim. Właśnie od Ludwika Opolczyk otrzymał w lenno ziemię dobrzyńską oraz część Kujaw razem z kilkoma grodami na pograniczu polsko-krzyżackim. Po dojściu Jagiełły do władzy Opolczyk nie spieszył się z oddaniem Polsce lennych posiadłości. Co więcej, wciąż potrzebujący pieniędzy śląski książę postanowił sprzedać te tereny Zakonowi Krzyżackiemu.

W 1392 r. ziemia dobrzyńska wraz z kilkoma grodami na pograniczu polsko-krzyżackim znalazła się więc w rękach zakonnych. Trzeba przyznać, że zapłacili za nią przyzwoicie, problem jednak w tym, że Opolczyk nie miał prawa tych ziem sprzedawać – była to wszak nie jego własność, lecz ziemie lenne. Władysław Jagiełło, Jadwiga i Polacy nie kryli oburzenia. Skarżyli się zarówno na Opolczyka, jak i na krzyżaków. Na niewiele się to jednak zdało, ziemia dobrzyńska pozostała w rękach zakonu. Wróciła ona do Królestwa Polskiego dopiero w 1404 r. na mocy pokoju w Raciążu.

Zygmunt Luksemburski, czyli kłótnia o tron i Ruś

Unia polsko-litewska przyniosła pogorszenie stosunków nie tylko z krzyżakami. Popsuły się także relacje z południowymi sąsiadami. Na tronie węgierskim zasiadał Zygmunt Luksemburski (Luksemburczyk). Nie był on zbyt popularny w swoim królestwie (jeden z węgierskich możnych nazwał go nawet „czeską świnią”). Miał jednak umiejętności polityczne i międzynarodowe kontakty. Królem Czech był jego przyrodni brat, inny z braci miał w swoim ręku Nową Marchię, a sam Luksemburczyk przez kilka lat był elektorem brandenburskim.

Po śmierci Ludwika Andegaweńskiego Zygmunt, jako mąż Marii (córki Ludwika), bezskutecznie próbował uzyskać koronę polską. Jednak nie tylko zawiedzione ambicje były powodem niezbyt dobrych relacji z Polską. Punktem zapalnym była Ruś Halicka. Zdobyta przez Kazimierza Wielkiego, od czasów Ludwika Andegaweńskiego była w rękach Węgrów. W 1387 r. polskie wojska odzyskały ziemie ruskie, co rzecz jasna nie poprawiło stosunków z Zygmuntem. Nic więc dziwnego, że już w 1392 r. przygotował on plan rozbioru Polski. Miała zostać podzielona między Węgry (czyli jego), Czechy, Brandenburgię oraz Zakon Krzyżacki. Projekt był jednak tak nierealny, że krzyżacy nawet nie chcieli o nim dyskutować.

Nowa Marchia, czyli Polska w okrążeniu

Pieniądze zawsze pomagają w prowadzeniu polityki. Stąd też w 1402 r. Zygmunt postanowił poprawić swoją sytuację finansową przez sprzedaż Nowej Marchii. Była to ważna strategicznie ziemia, leżąca między Polską, Marchią Brandenburską, Pomorzem Zachodnim i państwem krzyżackim. Jej zalety doceniali zwłaszcza ci ostatni. Nowa Marchia dawała krzyżakom dogodne lądowe połączenie z krajami Rzeszy Niemieckiej.

W 1402 r. Zygmunt zaproponował Polsce uzyskanie Nowej Marchii. Wstępnie sfinalizowano transakcję, jednak ostatecznie szybsi okazali się krzyżacy. W tym samym roku wykupili oni od Zygmunta Nową Marchię. Kilka lat później, w 1408 r., kupili także Drezdenko nad Notecią, ważny strategicznie punkt nadgraniczny. W przekonaniu króla i polskiej elity był to kolejny krok zmierzający do okrążenia Królestwa Polskiego. Równocześnie krzyżacy zapewnili sobie pomoc króla Zygmunta Luksemburczyka, nakłaniając go do uderzenia na Polskę od południa. Wszystkie strony konfliktu szykowały się do decydującego starcia.

Unia kalmarska, czyli przegrupowanie polityczne wokół Bałtyku

Pod koniec XIV w. w regionie wyrosła jeszcze jedna potęga. Skłócone i walczące ze sobą przez dziesięciolecia Dania, Norwegia i Szwecja podpisały w Kalmarze porozumienie – unię (1397 r.). Była ona wynikiem działań królowej Małgorzaty I. Każde z państw wchodzących w skład unii zostawało formalnie niezależne, jednak miały one prowadzić wspólną politykę zagraniczną i wybierać wspólnego władcę. Formalnie pierwszym królem został Eryk Pomorski, ale objął on rzeczywiste rządy dopiero po śmierci Małgorzaty w 1412 r. Jednym z ważniejszych problemów jej panowania były stosunki z kupieckim związkiem miast niemieckich – Hanzą – oraz krzyżakami. Ci ostatni, korzystając z kłopotów państw unii kalmarskiej, w 1398 r. zajęli Gotlandię, wyspę u wybrzeży Szwecji i ważną bazę handlu bałtyckiego. Dopiero w 1408 r. Małgorzacie udało się ją odzyskać. Rezygnując z wyspy, Zakon Krzyżacki „oczyszczał” swoją sytuację. Spodziewając się decydującej rozprawy z Polską i Litwą, wolał nie mieć na Bałtyku innych, poważniejszych wrogów.

Pomorze Zachodnie, czyli gra wpływów

W skomplikowanej rozgrywce międzynarodowej w przeddzień Grunwaldu pewną rolę odgrywało też Pomorze Zachodnie. Dzielnica ta, poza krótkotrwałym związkiem w XII w., nigdy nie była związana z Polską. Dopiero pod koniec rządów Kazimierz Wielki rozpoczął aktywną politykę wobec tych ziem. Jej wyrazem było usynowienie wnuka, Kaźka słupskiego. W ten sposób Kaźko uzyskał pewne prawa do polskiego tronu, a Polsce otwierało to drogę do oskrzydlenia Zakonu Krzyżackiego. Z polityki tej jednak niewiele wyszło. Do aktywnej polityki w tym regionie próbował wrócić Władysław Jagiełło. Już w 1390 r. królowi złożył hołd Warcisław, książę wołogosko-słupski.

Jednak ostatecznie na Pomorzu przeważyły wpływy krzyżackie. Nowy książę, Bogusław, stał się sojusznikiem zakonu, a po stronie krzyżaków walczył pod Grunwaldem nawet jeden z książąt szczecińskich – Kazimierz.

Państwo Zakonu Krzyżackiego, czyli kiedy wojna?

Na początku XV w. państwo zakonne osiągnęło największe rozmiary w swoich dziejach. Rozciągało się od Gotlandii aż do północnych ziem mazowieckich, od Odry aż po Inflanty i Zatokę Fińską. Zakon wciąż dysponował znaczną siłą militarną, a także poparciem międzynarodowym. Nie miał też zbyt wielu kłopotów wewnętrznych. Rdzenna ludność, pruska i pomorska, nie miała wiele do powiedzenia, a głos antykrzyżackiej opozycji był słabo słyszalny. Jednak połączone państwo polsko-litewskie stanowiło dla krzyżaków poważny kłopot. Litwini chcieli utrzymać swoją samodzielność, a także odzyskać Żmudź, zaś Polacy coraz głośniej dopominali się zwrotu Pomorza Gdańskiego.

Spór dotyczył jednak nie tylko określonych ziem. Chrystianizacja Litwy podważyła sens istnienia Zakonu Krzyżackiego nad Bałtykiem. Oba państwa – i krzyżackie, i polsko-litewskie – dążyły też do zdobycia jak najdogodniejszej pozycji w całym regionie. Od początku XV w. pytanie brzmiało, nie czy, lecz kiedy dojdzie do konfrontacji. Rok 1409 przyniósł odpowiedź na to pytanie.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Demonstrancie, pokaż twarz!

Zakazy zakrywania twarzy podczas demonstracji mnożą się nie tylko w państwach autokratycznych, ale też na Zachodzie. Czy możliwa jest demokracja bez anonimowości?

Jędrzej Winiecki
15.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną