Jak ORMO czuwało
Ślubowanie oddziałów ORMO na placu Teatralnym w Warszawie, w 1978 r.
Jacek Barcz/EAST NEWS

Ślubowanie oddziałów ORMO na placu Teatralnym w Warszawie, w 1978 r.

Ormowcy współdziałali z MO przy wyłapywaniu pijaków i likwidowaniu melin. Warszawa, marzec 1970 r.
Jerzy Michalski/Forum

Ormowcy współdziałali z MO przy wyłapywaniu pijaków i likwidowaniu melin. Warszawa, marzec 1970 r.

Szczególną brutalnością wykazali się ormowcy w czasie tłumienia studenckich protestów w marcu 1968 r.
IPN/Forum

Szczególną brutalnością wykazali się ormowcy w czasie tłumienia studenckich protestów w marcu 1968 r.

Członkowie ORMO nie uznawali wychowawczych nowinek: uważali, że młodzież powinna się dużo uczyć, schludnie ubierać i nie tracić czasu na głupstwa. Wraz z nauczycielami krążyli po mieście, sprawdzając, czy uczniowie nie wagarują, nie palą papierosów i w tramwaju ustępują miejsca starszym. Aktywiści z biało-czerwoną opaską przedpołudniami patrolowali parki i okolice kin, zatrzymywali młodych ludzi i spisywali dane ze szkolnych legitymacji. Gdy u schyłku lat 60. do Polski dotarła moda na długie włosy, co gorliwsi ormowcy łapali nastolatków na ulicach i siłą prowadzili do fryzjera.

Jednym z przywilejów ormowca było prawo do służbowej broni – chociaż z czasem pepesza została zastąpiona przez zwykłą tetetkę. „Kto by nie lubił, zwłaszcza będąc młody, z bronią chodzić? Nie ma chyba takiego” – wspomina były komendant ORMO z Kępna. Prasa chętnie publikowała reportaże z obozów szkoleniowych ORMO, na których ochotnicy niczym komandosi ćwiczyli walkę wręcz, strzelanie do ruchomego celu i biegi przełajowe na azymut. Członkiem ORMO był też Pan Samochodzik, bohater serii książek dla młodzieży, idol nastolatków. W telewizji i literaturze popularnej kreowano wizerunek ormowca prawdziwego mężczyzny: młodego, odważnego i wysportowanego. Nawet jeśli w relacjach z rocznicowych uroczystości przeważali zażywni panowie w średnim wieku.

Kolejnym symbolem ormowskiej władzy był milicyjny lizak. Wraz z tzw. probierzem trzeźwości (czyli popularnym balonikiem), bloczkiem mandatowym i specjalną odznaką stanowił atrybut Społecznego Inspektora Ruchu Drogowego – najbardziej elitarnej formacji ORMO, w szczytowym momencie liczącej kilkanaście tysięcy członków. Warunkiem przynależności było posiadanie własnego samochodu, w PRL dobra luksusowego. Stąd inspektorzy rekrutowali się głównie spośród dziennikarzy, artystów, literatów, prawników i lekarzy.

Legitymacja Społecznego Inspektora dawała poczucie władzy. Ormowiec, gdy ktoś zajechał mu drogę, zamiast miotać przekleństwa, mógł wyjąć lizak, zatrzymać winowajcę. Co więcej – samochody z ormowską odznaką na przedniej szybie nie były zatrzymywane do milicyjnej kontroli drogowej. Legitymacja dawała więc gwarancję nietykalności miłośnikom szybkiej jazdy i alkoholu.

Za ochotniczą służbę dla ludowej ojczyzny z zasady nie płacono, jednak członkowie ORMO otrzymali liczne przywileje. Mieli prawo korzystać z lecznic, ośrodków zdrowia i domów wczasowych resortu spraw wewnętrznych. Byli preferowani przy rozdziale deficytowych dóbr, zwłaszcza mieszkań i samochodów. Otrzymywali nagrody pieniężne z okazji np. jubileuszu wstąpienia do służby albo świąt państwowych. Wyróżniający się aktywiści mogli liczyć na zatrudnienie w milicji lub służbie bezpieczeństwa. Ponad połowa ormowców była zresztą spokrewniona z pracownikami aparatu bezpieczeństwa – nic dziwnego, że w tajnych dokumentach Departamentu Kadr i Szkolenia MSW nazywano ORMO „zapleczem kadrowym resortu”.

Status oficjalnego pomocnika milicji pozwalał ubiegać się o inne stanowiska w lokalnej nomenklaturze i nieraz rekompensował brak wykształcenia. Oto pod koniec lat 60. pewien działacz PZPR zwrócił się z prośbą, by służbę w ORMO zaliczono mu do stażu partyjnego. W liście do KC argumentował (pisownia oryginalna): „Towarzysze jestem Komędantem ORMO od samego założenia co dostałem 2 odznaczenia i nagrodę pieniężno. Jestem członek Prezydium, Zostałem wybrany na członka do Komitetu Gmminnego w Pińczowie, Jestem Prezesem Opieki Społecznej, Jestem członek z Bowidu. Jestem Przewodniczący Spółki Wodnej. [...] Towarzysze dostałem Grafik jako Komędant Ormo rozłożyć wartę z członkuw Ormo na cały tydzień i Święta poto żeby był spokui w środowisku i musiałem dopilnować po całych nocach i nie szacowałem tego i chcem pokazać Komisyi żeja się udzielam społecznie”.

Pałka ormowca działa na froncie

Mimo wysiłków propagandy, ormowcy budzili w społeczeństwie raczej politowanie niż szacunek. Drwiono z ich ważniackiej pozy i pomalowanych na niebiesko kasków motocyklowych. Pogardzano nimi za donosicielstwo i służalczość wobec władzy – „milicjantom za to płacą i muszą to robić, a wy to robicie za darmo i jeszcze nazywacie to pracą społeczną”. Jak wynika z badań socjologicznych zleconych przez MSW, członkowie ORMO boleśnie przyjmowali niechętny stosunek mieszkańców. Marzyli o tym, by mieć autorytet (lub raczej – budzić postrach) i skrzętnie wykorzystywali każdą sposobność do zademonstrowania siły.

Okazji takich dostarczała służba w tzw. oddziałach zwartych ORMO. Aktywiści uformowani w kilkudziesięcioosobowe oddziały i wyposażeni w pałki już na początku lat 60. wyróżniali się brutalnością podczas ochraniania meczów piłkarskich. Zasłynęli w marcu 1968 r., kiedy z furią katowali manifestujących studentów. Dla nich była to „rozróba gównażerii, której przewróciło się w głowach” (pis. oryg.) – a bicie miało być najlepszym środkiem na przywrócenie dyscypliny i szacunku dla starszych.

Czas stanu wojennego to dla ormowców złote lata. Po okresie „anarchii i warcholstwa” znów czuli się potrzebni. ORMO patrolowała ulice, zamalowywała opozycyjne napisy, zbierała ulotki, przekazywała „informacje o zaistniałych zgromadzeniach”. Aktywiści sprawdzali, czy przestrzegana jest godzina policyjna – m.in. nie dopuszczając do ustawiania się nocą kolejek przed sklepami. Znów, jak w latach 40., ormowcy ruszyli do walki z prywatną inicjatywą w ramach „działań na froncie antyspekulacyjnym”. Nazwy ogólnopolskich akcji ORMO z tego okresu mówią same za siebie: „Spokój”, „Porządek”, „Rynek”.

Organizacja realizowała też cele polityczne, przeciwdziałając manifestacjom podziemnej Solidarności. Prowadzone w ostatnich latach śledztwo IPN wykazało, że w stołecznych strukturach ORMO działała zakonspirowana grupa, której członkowie mieli wnikać w szeregi demonstrantów i dopuszczać się czynnej agresji wobec ZOMO (np. rzucania kamieniami) oraz wandalizmu. Z kolei, gdy następowała interwencja sił porządkowych, ormowcy wyciągali z tłumu osoby zidentyfikowane wcześniej jako przywódcy protestu i oddawali je w ręce milicji.

Gdy w listopadzie 1989 r. Obywatelski Klub Parlamentarny przedstawił w Sejmie projekt ustawy o rozwiązaniu ORMO, poparli go nawet posłowie PZPR.

Autor jest adiunktem w Instytucie Studiów Politycznych PAN. W tekście wykorzystał m.in. cytaty z filmu Jerzego Morawskiego „ORMO czuwa”.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną