Pionier polskiej seksuologii

Doktor płciownik
Chciał oswoić sferę życia płciowego swojskimi terminami. Wymyślił: płcenie, łechtaczenie, trudnoszczytaka, napopędaka, samieństwo i przebłogość. Był prekursorem seksuologii, ale wywoływał raczej uśmiech.
Dr Kurkiewicz chciał oswoić sferę życia płciowego swojskimi terminami.
BEW

Dr Kurkiewicz chciał oswoić sferę życia płciowego swojskimi terminami.

Okładka tomu I słownika dr Kurkiewicza.
Fundacja Promocji Zdrowia Seksualnego im. Stranisława Kurkiewicza

Okładka tomu I słownika dr Kurkiewicza.

Fundacja Promocji Zdrowia Seksualnego im. Stranisława Kurkiewicza

Na przypadłości płciowe chętniej szukalibyście rady lekarskiej, gdybyście mieli pod ręką wyrazy i wyrażenia dla tych spraw, jasne, a łagodnie (tj. nierubasznie) brzmiące, a więc możliwe do używania w towarzystwie z osobami światłemi i ułożonemi”. Kilka dekad po rewolucji seksualnej trudno chyba o większy banał. Słowa te zostały jednak napisane niemal sto lat temu.

Przełom XIX i XX w. w Europie odznaczał się w sferze obyczajowości daleko posuniętą hipokryzją. Z jednej strony powszechnie akceptowano potrzeby seksualne mężczyzn, którzy rzadko żenili się przed 30 rokiem życia i do tego czasu, jak to eufemistycznie określano, musieli się wyszumieć. Z drugiej – odmawiano tego samego kobietom. Milczącemu przyzwoleniu na korzystanie przez mężczyzn z uciech cielesnych towarzyszyła daleko posunięta tabuizacja sfery intymnej. O seksie milczano.

Efektem ubocznym takiego stanu rzeczy było szerzenie się chorób wenerycznych, które – nim Alexander Fleming odkrył w 1928 r. penicylinę – leczono silnie toksyczną rtęcią. Szczególnie przykry musiał być los kobiet zarażanych przez swych mężów przypadłościami, które nabyli używając sobie w młodości. Nie miały żadnych szans na podjęcie działań profilaktycznych, a odium złego prowadzenia się spadało zazwyczaj na nie.

I zanim publicyści dwudziestolecia międzywojennego, z Ireną Krzywicką i Tadeuszem Boyem-Żeleńskim na czele, zdążyli się opowiedzieć za edukacją seksualną, przeciwko powszechnej niewiedzy swych krajan w dziedzinie życia płciowego wystąpił lekarz Stanisław Kurkiewicz, autor cytowanych na wstępie słów.

Brudne stopy

Urodził się w 1867 r. w Krakowie, w wieku 19 lat wstąpił na Uniwersytet Jagielloński, a po dekadzie studiów uzyskał dyplom doktora nauk medycznych. Podjął pracę na oddziale chorób wewnętrznych w szpitalu św. Łazarza, gdzie szybko wszedł w konflikt z zarządzającymi nim zakonnicami. Przyczyniły się do tego zapewne jego kontrowersyjne statusy, czyli protokoły badania chorych, w których zwykł zapisywać zeznania, jakie od nich przy okazji wydobywał (dotyczące ich zwyczajów łóżkowych, co musiało budzić niemałe zdziwienie w przypadku chorych np. na zapalenie płuc lub wątroby) oraz skrupulatnie wypełniał wymyśloną przez siebie rubrykę: Stopy brudne.

Kurkiewicz najprawdopodobniej zbierał materiał badawczy. Usunięty ze szpitala, otworzył prywatną poradnię seksuologiczną, a sam nazwał się doktorem płciownikiem. Dziedziną tą parał się aż do swej śmierci w 1921 r., wydając własnym sumptem publikacje, niemające ściśle naukowego charakteru. „Ten sposób wydawania swoich prac – pisał w jednym z poświęconych mu felietonów Boy-Żeleński – forma ich jakby wpółdyletancka, odbijająca od przyjętej »etykiety« naukowej, pewne wreszcie osobiste dziwactwa samego autora postawiły go poza nawiasem naszego świata naukowego”.

Forma formą, ale Kurkiewicz dostrzegł, że „na dnie duszy przeciętny dzisiejszy człowiek – a zwłaszcza kobieta – jest z zasady w zakresie płciowym nieświadom w ogóle, a szczególnie nieświadom pod tym względem, co to jest – ta jakaś go od wewnątrz kusząca »pokusa«, tj. popęd – czy i jak się mu wybronić, itp. Dostał płciowego pragnienia, więc nie wiedząc, czy i jak je gasić, pije często, pije ciągle i – pije wszystko, tzn. zadowala się w przeróżne sposoby”.

W tym stanie rzeczy Kurkiewicz dopatrywał się zagrożenia dla zdrowia. Szukanie bowiem na własną rękę odpowiedzi na nurtujące pytania związane z budzącą się u młodzieży seksualnością może według niego „prowadzić do czynności masturbacyjnych podejmowanych wespół z rówieśnikami oraz do traktowania sfery seksu w sposób sprośny i wesoły”. W tej kwestii był nieodrodnym synem swej epoki, uznając onanizm za czynnik chorobotwórczy, prowadzący do wyczerpania energii życiowej w młodości, podczas gdy należało ją wówczas gromadzić na stare lata.

Kurkiewicz piętnował też traktowanie małżeństwa jak kontraktu handlowego i brak odpowiedzialności mężczyzn uprawiających seks pozamałżeński, których partnerki zmuszone były bądź dokonywać aborcji, bądź rodzić dzieci, na których przez całe życie ciążyło następnie piętno bękartów. Dostrzegał też problem homoseksualistów żyjących z powodu presji społecznej w związkach heteroseksualnych; niemniej odczuwanie popędu do osób tej samej płci uważał za zboczenie.

Miał zatem doktor płciownik, z wyjątkiem przekonania o szkodliwości masturbacji oraz stosunku do homoseksualizmu, poglądy bardzo postępowe jak na początek XX w. W 1902 r. wprowadził do języka polskiego termin sexuologia (ukuty przez niego niezależnie od Iwana Blocha, uważanego powszechnie za autora terminu) i temu zagadnieniu poświęcił wiele ze swych publikacji. Zapewne chcąc uprzedzić atak, pisał, że otwarte mówienie o życiu płciowym nie jest sprzeczne z religijnością: „żadna wiara ani żadne poglądy obyczajowe nie mogły w zasadzie ciałoskładu człowieka w ten sposób przepołowić, iżby wszystko w nas, co się znajduje na przestrzeni od głowy po pępek, należało do »przyzwoitych« części ciała – zaś ażeby wszystko, co niżej się znajduje (nie wyłączając niewinnych a tyle nam przydatnych stóp!), stanowiło »nieprzyzwoite«, grzeszne”. Głosicieli takich poglądów nazywał następnie zuchwałymi poprawcami stwórcy i upierał się, że uświadomienie się co do spraw płciowych „to poznanie jednego z najwspanialszych dzieł Wszechmocy”.

Zbiór kurkiewów

Pruderia współczesnych nie była jedynym przeciwnikiem Kurkiewicza; opór stawiał mu również język. Doktor starał się bowiem wprowadzić w swoich pracach zupełnie nowe słownictwo dotyczące seksualności człowieka. Konsekwentnie zatem rugował wszelkie pochodzące z łaciny nazwy i zastępował je tworzonymi przez siebie neologizmami, za czego pierwszy przykład niech służy miano płciownika.

„Terminologia ta – komentował Boy-Żeleński – bywa czasem szczęśliwa, czasem nazbyt robiona i dziwaczna; na ogół neologizmy Kurkiewicza, w związku z drastycznymi tematami opisywanymi z jakąś naiwną skrupulatnością, dają wrażenia tak nieprzeparcie humorystyczne, że czytając niepodobna raz po raz wstrzymać się od śmiechu”. Pośmiejmy się zatem wraz z Boyem.

Słowem kluczem wydaje się wyraz płeć, od którego Kurkiewicz utworzył płcenie na określenie uprawiania seksu, płciwo – na narządy rozrodcze, płciouctwo – na seksuologię itd. Cała rodzina wyrazów wydaje się całkiem sensowna. Uśmiech natomiast mogą wywołać nazwy nosicieli cech związanych z popędem seksualnym. Mamy szerokie spektrum przypadków, rozciągających się od nagłocha, raźniaka i wnetszczytaka, poprzez przeciętosza, średniocha i zwykłocha po późniaka, trudnoszczytaka oraz niemocaka.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną