Janusz Korczak - pedagog rewolucjonista

Henryk zwany Januszem
Janusz Korczak z dziećmi w czasie okupacji niemieckiej, przed 1942 r.
AN/PAP

Janusz Korczak z dziećmi w czasie okupacji niemieckiej, przed 1942 r.

Karta tytułowa pierwszego wydania „Króla Maciusia I”.
Tadeusz Późniak/Polityka

Karta tytułowa pierwszego wydania „Króla Maciusia I”.

Sierociniec towarzystwa „Nasz Dom” w Warszawie, w którym Janusz Korczak wprowadzał swoje nowatorskie metody wychowawcze. Stan z 1958 r.
Benon Tuszyński/Wikipedia

Sierociniec towarzystwa „Nasz Dom” w Warszawie, w którym Janusz Korczak wprowadzał swoje nowatorskie metody wychowawcze. Stan z 1958 r.

Ok. 1890 r. mec. Goldszmit po raz pierwszy trafia do szpitala psychiatrycznego. Jego syn, naiwny wyznawca rodzącej się właśnie eugeniki, panicznie boi się złej dziedziczności. Napady agresji i postępujący obłęd mogły być skutkami syfilisu.

W kwietniu 1896 r. Józef Goldszmit umiera. Pięć miesięcy później Henryk debiutuje na łamach tygodnika satyrycznego „Kolce” humoreską „Węzeł gordyjski”. Temat? Wyręczanie się rodziców w procesie wychowania płatnymi opiekunkami, guwernantkami, bonami. Jak zwraca uwagę Aleksander Lewin, badacz życia i twórczości Korczaka, ten już w wieku lat kilkunastu kreuje się na eksperta w dziedzinie wychowania. Sam po własnych lekcjach biegnie udzielać korepetycji. Choroba ojca wykańcza finansowo rodzinę. Przestronne mieszkanie przy Miodowej zmieniają na coraz gorsze, na Świętojerskiej, Leszno, Nowosenatorskiej.

Czy dramatyczna odmiana losu buduje w Henryku późniejszą niedbałość o materialne warunki egzystencji? Czy ostentacyjna rezygnacja z uroków życia to zaprzeczenie hedonistycznego stylu mec. Goldszmita, który doprowadził rodzinę na skraj nędzy? To sugestie Joanny Olczak-Ronikier.

Wizyty w warszawskich rodzinach różnych stanów to okazja do podglądania życia i zbierania tematów do kolejnych publikacji. W 1899 r. zdobywa wyróżnienie w konkursie literackim im. Ignacego Jana Paderewskiego. Nagrodzoną czteroaktówkę „Którędy?” podpisuje godłem Janasz Korczak (co ciekawe, zainspirowany tytułem powieści innego patrona 2012 r. – Józefa Ignacego Kraszewskiego, „Historia o Janaszu Korczaku i pięknej miecznikównie”). Zecer składający informację o wynikach konkursu z Janasza robi Janusza. Tak zaczyna żyć pseudonim literacki Henryka.

Lekarz i wychowawca

W tym czasie jest już studentem pierwszego roku medycyny. Na wakacje wyjeżdża do Szwajcarii śladami Jana Henryka Pestalozziego. Pedagoga przełomu XVIII i XIX w., który poświęcił życie dla pracy z dziećmi z ludu, ogłasza swoim życiowym i intelektualnym wzorem. Ale czerpie i z innych. Ok. 1900 r. zostaje słuchaczem tajnego Uniwersytetu Latającego i wchodzi w krąg wpływów postępowej inteligencji, w tym Wacława Nałkowskiego – ojca Zofii, głoszącego konieczność nieustawania w rozwoju etycznym. Rok później wydaje pierwszą książkę – umiarkowanie przyjęte „Dzieci ulicy”.

Wychowawcą staje się, zanim formalnie zostaje lekarzem. Na rok przed dyplomem wyrusza do Michałówki jako opiekun dzieci żydowskiej biedoty na turnusach organizowanych przez Warszawskie Towarzystwo Kolonii Letnich. Nowe Wychowanie nakazuje inteligentom pójście w lud, do pracy pozytywistycznej. Idą tłumnie. Z Korczakiem jednak dzieci zaprzyjaźniają się bardziej niż z innymi. Odwiedzają go w domu, grają w domino i loteryjkę. A on sam? Pisze tak: „Gdy mi się życie bardziej da we znaki, gdy mocniej spadnie uderzenie losu – szukam dzieci. Wśród dzieci cierpienie maleje, serce żywiej bić zaczyna – marzenie spływa jak balsam na znużoną duszę”.

Jako pediatra pracuje w szpitalu dziecięcym fundacji Bersonów i Baumanów, z roczną przerwą na udział w wojnie rosyjsko-japońskiej jako lekarz. W zamian za służbowe mieszkanie całą dobę jest do dyspozycji okolicznych pacjentów. Za wizyty u ubogich i u socjalistów, dziennikarzy, nauczycieli bierze 20 kopiejek. Za konsultacje u bogatych 3–5 rubli.

Dyrektor i singiel

W „Pamiętniku” Korczaka jest ślad jeszcze jednego szczególnego dziecka. Gdy tłumaczy, że od dziewcząt stronił, wyznaje: „bo juchy zachłanne i na noce łase, no i rodzą dzieci. Paskudny obyczaj. Raz mi się zdarzyło. Pozostał niesmak na całe życie”. Co znaczą te zdania, jakby skreślone ręką innego, bezdusznego człowieka? Czy niechciane dziecko rzeczywiście się urodziło? Czy myśl o nim tkwiła w głowie późniejszego pedagoga?

W 1911 r., 33-latek, w czasie naukowego pobytu w Londynie decyduje, że nie założy rodziny. Po latach pisał do przyjaciela, że niewolnik, Żyd polski pod zaborem carskim, nie ma prawa mieć dzieci. Że za syna wybrał ideę służenia dziecku i jego sprawie. Że (tylko) na pozór stracił. Ale też – przecząc temu – że odczuł tę decyzję jak zabicie siebie.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną