Józef Ignacy Kraszewski - szpieg i literat

Umysłowe zajęcia
Kiedy dorastał, inteligencja – warstwa społeczna, do której przynależność obecnie ponoć jest passé i trąci myszką – dopiero się rodziła. Józef Ignacy Kraszewski, trzeci z patronów 2012 r., był jednym z jej pierwszych przedstawicieli.
Portret Józefa Ignacego Kraszewskiego, 1879 r.
Muzeum Literatury w Warszawie/EAST NEWS

Portret Józefa Ignacego Kraszewskiego, 1879 r.

Józef Ignacy Kraszewski na fotografii z XIX w.
AN/Wikipedia

Józef Ignacy Kraszewski na fotografii z XIX w.

Karta tytułowa pierwszego wydania „Starej baśni” (1876 r.)
Tadeusz Późniak/Polityka

Karta tytułowa pierwszego wydania „Starej baśni” (1876 r.)

Przyszedł na świat latem 1812 r. w warszawskim hotelu, gdzie nocowała jego matka, uciekająca z kresowego majątku przed rozpoczynającą się wielką wojną rosyjsko-francuską i armią stu narodów, która przemieszczała się tuż obok ich rodzinnego dworu, maszerując żwawo w kierunku Moskwy i, jak to było w zwyczaju, rabując przy okazji.

Umarł zaś 19 marca 1887 r. w Genewie, też w hotelu i też uciekając – przed więzieniem i niesławą.

Wywodził się z rodziny ziemiańskiej, zamożnej i kulturalnej. Miał czworo rodzeństwa, jako najstarszy syn powinien objąć majątek. Nauki pobierał w Białej, wtedy radziwiłłowskiej, teraz podlaskiej, w Lublinie i Świsłoczy. Nie był uczniem pilnym, powtarzał jedną z klas, ale pasjonował się czytaniem. Młodzieńcze pamiętniki są zapisem bezustannego polowania na książki, każdego dnia czytał jedną, dwie, trzy. Połykał wszystko, od dramatów począwszy, a na tandetnych romansach skończywszy, był też pilnym czytelnikiem gazet i to mu zostało na całe życie. Abonował kilkadziesiąt tytułów: polskich, francuskich, rosyjskich i niemieckich. Znał i cenił Turgieniewa, Stendhala – zanim poznali się na nich ich rodacy. Czytał wiele, ale też i pisał: notował impressye, jak się wówczas mówiło, z podróży i wydarzenia powszednie – miał nawyk pisania, który – jak to określał potem w listach – stał się nałogiem.

Pozostało też po J.I.K. ok. 1800 rysunków i trochę, zupełnie niezłych, obrazów, ale nic w tym może dziwnego, bo jednym z jego nauczycieli był sam January Suchodolski. Kraszewski, baczny obserwator, rysując utrwalał w szkicownikach, ale też i pamięci tzw. typy, pejzaże, architekturę, a potem to opisywał.

Pisarz

W 1829 r. rozpoczął studia w Wilnie, już nie tak świetnym jak za Mickiewicza ośrodku akademickim. Początkowo zajął się medycyną, jednak wkrótce zmienił kierunek na literaturę i zaczął, oczywiście, pisać. Ciągnęło go do pracy naukowej, przekładał zatem Plutarcha i Plauta, opracowywał historię Wilna, aż w końcu napisał powieść. Nazywała się „Pan Walery”, wydawca kupił ją na pniu i tak zaczęła się kariera literacka, która przeszła do legendy.

Nikt – aż do czasów Barbary Cartland – nie pobił Kraszewskiego w liczbie napisanych książek. Był romantyzm, w romantyzmie królowała poezja, a, jak pisze Maria Janion, „Kraszewski podjął trud przerobienia poezji na powieść”. Gęsim piórem, zresztą, bo tylko takie uznawał. Przed nim ukazało się w Polsce niespełna sto powieści, żadna wartościowa.

To, co pisano, było wtórne, prowincjonalne i amatorskie, tłumaczono też niewiele – czytać zatem nie bardzo było co, poza oczywiście poezją, choć i tu był kłopot: nasi najwięksi poeci znaleźli się wkrótce na emigracji i dostęp do ich książek ograniczono, natomiast grafomanił poetycko, kto tylko mógł – taka była moda. Józef Ignacy to pierwszy polski pisarz sensu stricto, i to niezły pisarz. Dobry rzemieślnik, który niekiedy szybował wyżej.

Studia w Wilnie przerwało mu powstanie listopadowe; co prawda do Wilna ono jeszcze nie dotarło, ale działały organizacje patriotyczne i w jednej z nich młody Kraszewski był naczelnikiem. Carat się nie patyczkował i już w grudniu 1830 r. Józef Ignacy wraz z kolegami wylądował w więzieniu, a szybkie aresztowanie nie dało szansy młodym wilnianom na żadne bohaterstwo. Kiedy oddziały powstańcze Giełguda oblegały bezskutecznie miasto, oni już siedzieli. Znaleziono broń, jakieś papiery, wina była bezsporna, więc młodzi powędrowali na zesłanie lub wcielono ich „w sołdaty”.

Kraszewskiemu się upiekło, najpierw wylądował w szpitalu więziennym – zawsze był słabego zdrowia – w końcu dzięki wstawiennictwu babki udało się go uwolnić i zamieszkał w Wilnie pod dozorem policyjnym. Zamknięto uniwersytet, Liceum Krzemienieckie, kilkadziesiąt tysięcy rodzin szlacheckich wywieziono na Kaukaz na osiedlenie.

Doświadczenie klęski powstania stało się dla młodego literata fundamentem myślenia o Polsce. Nie czyn zbrojny, ale działalność kulturalna, naukowa, społeczna winna być głównym celem patriotycznych Polaków – to właśnie ona miała za zadanie utrzymywać świadomość narodową, a pisarz, publicysta powinien być przewodnikiem społeczeństwa, powinien diagnozować i wskazywać drogę. Literatura w czasach zaborów zastąpić miała wszelkie instytucje kulturalne, społeczne, polityczne, które w normalnych warunkach kształtowały społeczeństwo. Twórcy dzierżyli rząd dusz. Tak patetycznie twierdzono; i Kraszewski był tym, który jako pierwszy wyartykułował sobie, i nie tylko sobie, nową rolę literatury i całą twórczość podporządkował idei podnoszenia poziomu społeczeństwa. Na wszelkich polach.

Dopiero później pojawili się pozytywiści.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną