Historia

Polacy z Dzierżyńska

Polacy z Dzierżyńska

Masowe groby w podmińskich Kuropatach. Tu m.in. leżą Polacy rozstrzelani przez NKWD za rzekome szpiegostwo. Masowe groby w podmińskich Kuropatach. Tu m.in. leżą Polacy rozstrzelani przez NKWD za rzekome szpiegostwo. Artur Chmielewski / Forum
Mniejszość polska na Białorusi, pozostawiona poza granicami II RP, stała się obiektem wewnętrznych rozgrywek prowadzonych w Związku Sowieckim. Eksperymentalnie zgrupowano ją w Polskim Rejonie Narodowym im. Feliksa Dzierżyńskiego.
Kojdanów w I połowie XX w., jeszcze przed zmianą nazwy na Dzierżyńsk.AN Kojdanów w I połowie XX w., jeszcze przed zmianą nazwy na Dzierżyńsk.
Polski dom w Kojdanowie.AN Polski dom w Kojdanowie.

Granica z Rosją Radziecką i Ukrainą Radziecką, ustanowiona w traktacie ryskim (1921 r.) kończącym wojnę polsko-bolszewicką, pozostawiła w części sowieckiej dużą grupę ludności polskiej. Czas dany na podjęcie decyzji (pozostać czy przenosić się do Polski) był krótki. W wielu przypadkach pozbawiało to całe rzesze osób wyznania katolickiego, a mówiących językiem miejscowym – mieszaniną polskiego i białoruskiego – możliwości dokonania wyboru. Zabrakło aktywnego zaangażowania się państwa polskiego.

Dokonane wybory pokrywały się najczęściej z sytuacją ekonomiczną. Ziemianie i mieszczanie wyjechali, drobna szlachta i chłopi pozostali. Co mogło grozić rolnikowi, czym mógł zaskoczyć go nowy świat? Zasiewy należało i tak robić co roku, niezależnie, czy w Mińsku rządzili Rosjanie, Niemcy, Polacy.

W przypadku bogatych właścicieli ziemskich, mających już bardzo przykre doświadczenia z władzą komunistyczną w 1919 i 1920 r., decyzja też była prosta – nie zostawać pod rządami bolszewików. Sytuacja ziemian, pomimo utraty dużych majątków, nie przedstawiała się katastrofalnie. Dzięki wykształceniu i koneksjom towarzysko-rodzinnym szybko odnajdywali się w Polsce. Pokolenie Żubrów, bo taka przylgnie do nich nazwa w II Rzeczpospolitej, będzie już zawsze żyć w rozerwaniu pomiędzy utraconym dobrym i dostatnim życiem na Mińszczyźnie a czasami urzędniczej pensyjki w Polsce.

Ci, co na Białorusi bolszewickiej pozostali, zmierzyć się mieli z komunistyczną rzeczywistością. Według oficjalnego spisu z 1926 r., Białoruś zamieszkiwało prawie 100 tys. Polaków. Prawdopodobnie jednak liczba była większa. Dane Polskiego Biura przy Komitecie Centralnym Komunistycznej Partii (bolszewików) Białorusi z 1924 r. mówiły o prawie 170 tys. Zasadnicza ich część mieszkała na zachód od stolicy.

Głównym miastem tego regionu było oddalone 38 km na południowy zachód od Mińska, sięgające swoimi korzeniami końca średniowiecza, miasteczko Kojdanów, w 1932 r. przemianowane na Dzierżyńsk. Związane było to z powołaniem w marcu 1932 r. Polskiego Rejonu Narodowego im. Feliksa Dzierżyńskiego na Białorusi. (Po 1991 r. próbowano powrócić do pierwotnej nazwy, ale bezskutecznie. Ostatecznie miasteczko utrzymało nazwę Dzierżyńsk, a pobliską stację kolejową nazwano Kojdanów).

Postanowieniem traktatu w Rydze II RP w praktyce wyrzekała się członków swojej wspólnoty narodowej pozostałych w państwie bolszewickim. Zawarta w traktacie, i to z inicjatywy polskiej, klauzula zabraniała stronom układającym się interweniowania w wewnętrzne kwestie dotyczące spraw narodowościowych i religijnych. Państwo polskie, wyzbywając się praw do interwencji w kwestii członków własnej narodowości, jak i innych wiernych Kościoła katolickiego, pragnęło zagwarantować autonomię w rozstrzyganiu spraw Cerkwi prawosławnej u siebie. Odseparowanie polskich prawosławnych od Moskwy było jednym z priorytetów polityki kresowej.

Do drugiej połowy lat 20. lokalne białoruskie władze partyjne z dystansem odnosiły się do możliwości wykorzystania kwestii polskiej do bieżących rozgrywek politycznych. Z uwagą, ale i niepewnością, przyglądano się powstałemu na Ukrainie na Żytomierszczyźnie już w 1925 r. Polskiemu Rejonowi Narodowemu im. Juliana Marchlewskiego. Na małej Białorusi kwestia polska wzbudzała większe obawy. Ale cóż było robić, najważniejsze decyzje nie zapadały w Mińsku, ale w Moskwie, a ta żądała dowartościowania polskiej mniejszości.

Dojście Stalina do władzy oznaczało zmiany w polityce zagranicznej i wewnętrznej. Rozpoczął się nowy etap walki o przywództwo w partii. Na poziomie republik skutkować to miało m.in. wzmocnieniem czynników narodowych. Na Białorusi następowała szybka białorutenizacja życia politycznego i kulturalnego. Władze centralne w Moskwie postanowiły wzmocnić mniejszość polską. Korzyścią bieżącą miało być wyrwanie jej spod wpływu kleru katolickiego i ukształtowanie w duchu komunistycznym, a w dalszej perspektywie utworzenie kadr partyjnych w przypadku agresji na Polskę. Miała to być swoista broń ideologiczna skierowana przeciwko II Rzeczpospolitej. Trudno więc się dziwić władzom polskim, że w każdym pomyśle dowartościowania narodowościowego Polaków zamieszkałych za granicą ryską doszukiwały się sowieckiego podstępu.

Realizacja nowej polityki pełną parą ruszyła pod koniec lat 20. Z przyczyn ideo­logicznych i propagandowych na polską enklawę władze zaczęły łożyć spore środki finansowe. Rozwijano oświatę w języku polskim, wydawano gazety, czasopisma, książki. Język polski pozbawiony został głównych zasad ortograficznych, co zerwać miało z jego ziemiańsko-burżuazyjnym charakterem. W ten sposób chciano zatrzeć elitarny charakter polszczyzny, kojarzącej się na Kresach z grupami uprzywilejowanymi społecznie i ekonomicznie. Dbano, aby przekazywane treści miały wyłącznie charakter ideologiczny. Szkalowano dokonania niepodległej Polski, przeciwstawiając jej pozytywny obraz Związku Sowieckiego.

Negatywny wydźwięk zmian, związanych z wprowadzaniem na całym obszarze Związku Sowieckiego kołchozów, w rejonach polskich starano się osłabić poprzez spore wsparcie finansowe. W polskim kołchozie robotnik zarabiał lepiej niż w pobliskim białoruskim. Także nowinki techniczne w pierwszej kolejności kierowane były do polskich rejonów.

Ważnym elementem walki o polskie dusze było zniwelowanie wpływów Kościoła katolickiego. Od połowy lat 20. antyreligijna kampania gwałtownie przybrała na sile. Księża byli zatrzymywani pod byle jakim pretekstem i masowo zsyłani na Syberię. Zapadały wyroki śmierci. Powielano sprawdzone już metody z innych obszarów Związku Sowieckiego. Aktywnie wykorzystywano młodzież, na którą odpowiednio wpływano w szkołach. Na zebraniach wymuszano na społecznościach lokalnych wypowiadanie się za zamykaniem kościołów i przekształcaniem ich w domy kultury, magazyny.

Wszystkiemu towarzyszyła wroga kampania propagandowa w prasie. Posuwano się do robienia fotomontaży szkalujących duchownych. W czasie świąt kościelnych organizowano konkurencyjne imprezy. Wśród społeczności polskiej kolportowane było w języku polskim główne czasopismo Związku Wojujących Bezbożników „Bezbożnik”.

Paradoksalnie, w systemie sowieckim, pomimo prowadzonej bieżącej walki antyreligijnej, to właśnie kryterium religijne zostało przyjęte do określenia przynależności narodowej. Najważniejszy zawsze był bieżący cel polityczny. Do grupy Polaków zaliczone zostały nie tylko osoby w bezpośredni sposób deklarujące narodowość polską, ale także znaczna część wyznawców katolicyzmu, nie do końca mająca jeszcze sprecyzowaną opcję narodową. Osoby wyznania katolickiego wcześniej uznawane za Białorusinów teraz arbitralnie przekwalifikowywano na Polaków. Pod koniec lat 20., kiedy na obszarze republiki zaczęto odchodzić od polityki białorutenizacyjnej, umiejętnie wykorzystywano sprawy polskie w grze przeciwko działaczom białoruskim.

Pomimo silnie ideologicznego charakteru podjętych działań, warto zauważyć, że stworzenie autonomicznego regionu znacznie przyczyniło się do wzmocnienia polskości wśród miejscowej ludności. Skoro nawet władza wroga państwu polskiemu uznawała tutejszych mieszkańców za Polaków, trudno było protestować, wątpić, czy się jest Polakiem. Atrakcyjność polskości rosła także wraz z coraz trudniejszą sytuacją gospodarczą. Kolektywizacja i krocząca za nią klęska głodu wzmacniały jedynie przekonanie o wyższości polskich rządów nad sowieckimi. Nawet najbardziej agresywna propaganda nie była w stanie przekonać głodnych chłopów. Wprowadzanie systemu kołchozowego jedynie nasilało ucieczki do Polski. Z fali emigrantów nie była też zadowolona Warszawa, borykająca się z własnym kryzysem gospodarczym i obawiająca się wzmocnienia ideologii komunistycznej na Kresach.

Rozgrywanie sprawy polskiej w 1934 r. zbiegło się z podpisaniem przez Polskę paktu o nieagresji z Niemcami nazistowskimi. W Moskwie zostało to odebrane jako preludium do przyszłego wspólnego ataku Polski i Niemiec na Związek Sowiecki. Takich ustaleń aż do 1939 r. nie wykluczały też dyplomacje państw zachodnich. W nowej rzeczywistości politycznej ludność polska, która do tej pory miała stanowić forpocztę nowej ideologii, stawała się zagrożeniem dla istnienia państwa komunistycznego. Mogła zostać wykorzystana do przyszłych działań dywersyjnych.

Kwestię polską wykorzystano także do rozgrywek wewnątrzpartyjnych. Stworzono fikcyjną siatkę wywiadowczą Polskiej Organizacji Wojskowej. Nazwa, jakoby wszechobecnej polskiej organizacji szpiegowskiej, nawiązywała do faktycznie istniejącej propiłsudczykowskiej tajnej organizacji z czasów I wojny światowej.

Na Ukrainie pretekst tropienia polskich szpiegów już od 1933 r. służył tamtejszej NKWD do rozgrywania sporów wewnątrzpartyjnych. Jednak dopiero rok później akcja nabrała prawdziwego rozpędu. Oskarżonego czekał proces i najczęściej śmierć. W ten sposób Stalin pozbywał się rzeczywistych lub tylko wyimaginowanych wrogów.

11 sierpnia 1937 r. ukazał się specjalny rozkaz nr 00485 Nikołaja Jeżowa, szefa NKWD, o „całkowitej likwidacji siatek szpiegowskich Polskiej Organizacji Wojskowej”. Sowieckie służby bezpieczeństwa działały pełną parą. Każdy mógł zostać oskarżony o współpracę z polskim wywiadem. Oprócz Polaków zabijano Białorusinów i Żydów. Miejsce masowej kaźni – podmińskie Kuropaty – zapełniło się masowymi grobami. W całym Związku Sowieckim tylko pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Polski aresztowano prawie 150 tys. osób, z czego ponad 111 tys. skazano na karę śmierci. Często tego samego dnia odbywał się sąd i wykonywano wyrok.

Rozpoczęły się wywózki na Syberię i do Kazachstanu, bo Polski Rejon Narodowy stał się zagrożeniem, podobnie jak zamieszkujący przygraniczny obszar Polacy. Należało zatrzeć ślady po tym eksperymencie. W 1938 r. formalnie zlikwidowano Polski Rejon Narodowy. Ostatni spis powszechny ze stycznia 1939 r., przeprowadzony w Związku Sowieckim przed wybuchem wojny, wykazał drastyczny spadek liczby Polaków – ze 100 tys. w 1926 r. do 58 tys. Są to jednak dane oficjalne. Do dzisiaj nie znamy faktycznych rozmiarów tej tragedii.

Bez wsparcia z zewnątrz, samotnie, w ciszy umierały tysiące Polaków. Nikt się o nich nie upominał. II Rzeczpospolita, prowadząca politykę równowagi pomiędzy Niemcami nazistowskimi a Związkiem Sowieckim, nie miała możliwości, ale też i nie chciała interweniować energicznie w obronie Polaków mieszkających za granicą ryską.

Także Polska Rzeczpospolita Ludowa nigdy nie upomniała się o tych członków własnej wspólnoty narodowej, którzy formalnie nigdy nie byli obywatelami państwa polskiego. Próby wyrównania krzywd podjęła się dopiero III Rzeczpospolita. Formalną, usankcjonowaną prawnie możliwość powrotu do państwa polskiego potomkom skazańców z lat 30. dała ustawa z listopada 2000 r.

Niewiele dzieci i wnuków tamtych wysiedleńców powróciło. A nawet ci, którzy przyjechali do Polski, najczęściej spotykali się z niechęcią, odrzuceniem, wynikającym z braku informacji, kim faktycznie są. Przez polskich sąsiadów uważani byli za „Ruskich”. Nie rozumiano, przez co przeszli, dlaczego nie powrócili do Polski po 1944 r. z główną falą emigracyjną. W komunistycznych szkołach nie uczono o represjach i wywózkach. Terror czasów stalinowskich miał być zapomniany, a wraz z nim jego ofiary.

Słabo mówili po polsku, po dziesięcioleciach życia w systemie sowieckim mieli wyraźne trudności z aklimatyzacją w nowej kapitalistycznej Polsce. Do Polski powróciło ponad 2 tys. osób z Kazachstanu, podczas gdy w tym samym czasie państwu niemieckiemu udało się z tego samego obszaru sprowadzić 700 tys. rodaków. Wobec planowanego gwałtownego spadku populacji w Polsce w najbliższych dziesięcioleciach rezygnacja z możliwości zasilenia silną grupą polskich repatriantów naszego kraju jawi się jako błąd polityczny.

Dzisiaj tylko nazwa miasteczka Dzierżyńsk stanowi wspomnienie po eksperymencie z lat 30. Paradoks historii polega na tym, że to właśnie Dzierżyński, bez wątpienia Polak, ale także twórca i symbol złowrogiej komunistycznej służby specjalnej, jest symbolem tamtych wydarzeń.

Autor, dr hab., jest profesorem Uniwersytetu w Białymstoku, dziekanem Wydziału Historyczno-Socjologicznego, kierownikiem dużego międzynarodowego projektu badawczego, którego celem jest popularyzowanie poloników znajdujących się w archiwach białoruskich. Ostatnio ukończył pracę nad książką „Kresy Wschodnie, czyli Białoruś Zachodnia. Historia, współczesność, pamięć” (tytuł roboczy).

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

A gdyby internet przestał działać...

Z internetu korzysta już prawie połowa ludzkości. Co by się stało, gdyby pewnego dnia przestał działać?

Edwin Bendyk, Piotr Rutkowski
16.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną