Historia

Sprawdzone w Marcu

Marcowe sposoby na opozycję PRL

Głodówka członków KOR w kościele św. Krzyża w Warszawie, 1979 r. Głodówka członków KOR w kościele św. Krzyża w Warszawie, 1979 r. Janusz Krzyżewski / Ośrodek Karta w Warszawie
W walce z demokratyczną opozycją władze PRL wykorzystywały również wypracowane w 1968 r. metody, polegające na podkreślaniu „obcego pochodzenia” i „antypatriotycznej postawy” opozycyjnych działaczy.
Plakat Witolda Mysyrowicza „Z pnia narodowej zdrady”.Witold Mysyrowicz/materiały prasowe Plakat Witolda Mysyrowicza „Z pnia narodowej zdrady”.

Panie Kuroń! Dużo o panu mówi Wolna Europa. Nie wierzę w to, co mówią. Domyślam się, że kryją się za tym organizacje żydowskie”. Tak rozpoczynał się jeden z listów, które po powstaniu Komitetu Obrony Robotników otrzymał Jacek Kuroń. Do działaczy opozycyjnych takich listów przychodziło wiele. Ich autorami mieli być oburzeni robotnicy, jednak prawdopodobnie pisali je funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa w ramach akcji zwalczania KOR i innych organizacji niezależnych.

Marcowe dziedzictwo

Wątek antysemicki w atakach na środowiska opozycyjne wywodził się z Marca ’68. Wówczas utrwalił się pewien schemat myślenia o tych środowiskach. Wielu aparatczyków PZPR i funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa zwracało szczególną uwagę na rolę odgrywaną przez niektóre osoby pochodzenia żydowskiego w środowiskach opozycji demokratycznej. Doszukiwali się w działaniach opozycji ukrytego spisku „syjonistów” (mając na myśli spisek Żydów) i związanej z tym obcej inspiracji.

Antysemityzmem w walce z opozycją posługiwała się tylko część ludzi władzy, inna część go zwalczała. Historia antysemityzmu skierowanego przeciwko opozycji może być rozpatrywana nie tylko jako element polityki władz w rozgrywce z przeciwnikiem politycznym, ale też jako jaskrawy przypadek instrumentalnego podejścia rządzących PRL do spraw mniejszości narodowych.

Władze PRL wykorzystywały antysemityzm dość często. W oficjalnej prasie sugerowano nawet, że działacze KOR „nie są Polakami”. W jednym z listów skierowanych do współzałożycielki Komitetu Anieli Steinsbergowej sugerowano, że samo jej nazwisko wskazuje na jej obcość. Prasa, atakująca KOR w kwietniu i maju 1977 r., zwracała szczególną uwagę na Adama Michnika i Seweryna Blumsztajna, ponieważ były to nazwiska znane z ataków w czasach propagandy marcowej i mogły automatycznie budzić skojarzenia z jej przekazem.

Jacek Kuroń wspominał najście bojówek Socjalistycznego Związku Studentów Polskich na jego dom w trakcie jednego z wykładów Towarzystwa Kursów Naukowych. „Co pewien czas któryś aluzyjnie podejmował wątek żydowski, zwracając się do mnie per Izaak Kuroń lub wprost objaśniając mój charakter żydowską krwią. Za każdym razem znawcy przedmiotu prostowali: – Nie, nie z tego punktu widzenia pan Kuroń jest czysty”. W istocie dla atakujących nie miało znaczenia, czy ktoś rzeczywiście miał żydowskie pochodzenie – bardziej chodziło o środowisko, z którym atakowana osoba była związana, oraz jej rzeczywiste lub sugerowane przez władze sympatie. W latach 70. antysemickie ataki mogły dotknąć każdego opozycjonistę, zwłaszcza związanego ze środowiskiem KOR i opozycją inteligencką.

Antysemityzmem próbowano posługiwać się do podzielenia opozycji. Funkcjonariusze SB poruszali ten wątek w czasie przesłuchań i rozmów operacyjnych. Współpracownik KOR Jerzy Grzebieluch nawiązał kontakt z działaczem ruchu ludowego ze wsi Mrzygłód, gdzie odbywały się protesty dotyczące spraw socjalnych. Jak wynika z dokumentów SB, funkcjonariusze z tym miejscowym działaczem chłopskim przeprowadzili kilka rozmów operacyjnych, w czasie których odwołali się do jego „antypatii do obywateli narodowości żydowskiej”. Na skutek tego nie chciał on rozmawiać z działaczem opozycji, gdyż – jak zapisano w dokumencie – „z Żydami nie chce mieć nic wspólnego”.

Podobnie było w przypadku Jerzego Fiećko, młodego współpracownika KOR z Suwałk. Wspominał on jedno z przesłuchań w 1980 r., jeszcze przed powstaniem Solidarności. „Tam był taki jeden funkcjonariusz ze słowiańską, dość obrzydliwą urodą i on wziął »Biuletyn« korowski. (Na końcu były drukowane nazwiska). I zaczyna czytać: Andrzejewski – Żyd, ten – Żyd, Michnik – Żyd, Kuroń – Żyd. I potem mówi: – Czy ty wiesz, komu tak naprawdę służysz? (Oni oczywiście do mnie mówili na ty). Czy ty wiesz, że to są Żydzi? I wtedy po raz pierwszy zostałem zmuszony do określenia się. Powiedziałem: – Ja nie wiem, czy to są Żydzi. Dla mnie to są tak samo Polacy jak ja – i chciałem powiedzieć: i pan, ale się ugryzłem w język”. Fiećko nie przestał współpracować z opozycją.

Władze PRL wykorzystywały antysemityzm również w inny sposób: na przykład próbowano konfliktować ludzi związanych z KOR z Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela argumentacją, że ROPCiO ma antysemicki charakter, co w rzeczywistości nie miało nic wspólnego z poglądami ogromnej większości jego działaczy. Władze PRL próbowały przeciwnika dzielić według nieprawdziwego dychotomicznego podziału na Żydów i antysemitów, tworząc stereotypowy obraz dwóch nurtów opozycyjnych.

Antysemickie ataki na opozycjonistów pojawiały się też po powstaniu Solidarności. Władze PRL nawiązały do nich w propagandzie, w której starano się podzielić ruch na słusznie protestujących robotników i „ekstremistów”. Ci ostatni mieli być zdominowani przez ludzi niezwiązanych z Polską, w tym osoby pochodzenia żydowskiego. Te wątki pojawiały się przede wszystkim w atakach ze strony środowisk dogmatycznych (jak tygodnik „Rzeczywistość”) czy narodowo-komunistycznych (jak Zjednoczenie Patriotyczne Grunwald). Działaczom KOR zarzucano odpowiedzialność za zbrodnie stalinizmu, dokonywane przez komunistów pochodzenia żydowskiego, oraz związki z międzynarodowym ruchem syjonistycznym.

„Syjonistyczna mafia” z KOR

Antysemickie ataki podejmowane przez władze miały wpisać się w wewnętrzne konflikty Solidarności. Tak było w Regionie Mazowsze, gdzie obok grupy dawnych działaczy KOR funkcjonowała grupa działaczy o narodowych poglądach, określana niekiedy jako „prawdziwi Polacy”. Liderem tej grupy był Tadeusz Matuszyk, pracownik zakładów radiowych Rawar. Apogeum konfliktu pomiędzy nimi a środowiskiem KOR był I Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ Solidarność i spór o podziękowanie dla działaczy komitetu, któremu przeciwna była właśnie grupa Matuszyka. W oficjalnych wypowiedziach nie głosiła ona antysemityzmu. W tym środowisku pojawiały się jednak wypowiedzi czy różnego rodzaju sugestie o takim charakterze. W tej atmosferze na zjeździe pojawiły się głosy o wyobcowaniu środowiska KOR z narodu i obecności w związku „syjonistycznej mafii” czy masonerii. Zwrócono uwagę na rzekome podobieństwo między logo Zjazdu a… gwiazdą Syjonu. Tego rodzaju spory podgrzewała SB, licząc na znalezienie porozumienia z działaczami atakującymi ludzi KOR. Na skutek działań policji politycznej PRL w czasie zjazdu rozrzucano różnego rodzaju ulotki właśnie o antysemickim charakterze.

Jesienią 1981 r. i po wprowadzeniu stanu wojennego władze PRL rozpowszechniały falsyfikat wywiadu z Bronisławem Geremkiem, z którego wynikać miało m.in., że rzekomo „nienawidzi on Polaków”. Tekst miał jednoznaczne przesłanie: Solidarność miała być opanowana przez Żydów. Rozpowszechniano go jako nieopublikowane fragmenty rozmowy przeprowadzonej przez Hannę Krall w 1981 r. dla POLITYKI. Redakcja zdementowała autentyczność tych cytatów. Antysemickie akcenty w antyopozycyjnej propagandzie pojawiały się dość często na początku stanu wojennego. Na plakacie Witolda Mysyrowicza „Z pnia narodowej zdrady” wśród imion i nazwisk działaczy opozycyjnych i emigracyjnych, przedstawionych jako zdrajców, najbardziej wyróżniono Seweryna Blumsztajna, co może wskazywać na chęć zwrócenia uwagi na obco brzmiące nazwisko.

Po pierwszym okresie stanu wojennego wyciszono tego rodzaju akcenty. Dyrektywa cenzury, wprowadzona w stanie wojennym w styczniu 1982 r., nakazywała powstrzymywanie się od łączenia wydarzeń w Polsce z działalnością kół syjonistycznych. Antysemickie ataki pojawiały się nie wprost. Były one jednak obecne również w późniejszym czasie, ale już bardziej na poziomie aluzji. Przeważała chęć uspokojenia nastrojów i obawa przed reakcjami opinii publicznej. Wyrazem nowej linii działania było zorganizowanie przez władze PRL w 1983 r. obchodów rocznicowych powstania w getcie warszawskim w 1943 r. i nadanie im znaczącej rangi.

W mniej oficjalny sposób – poprzez ulotki czy napisy – głoszono antysemickie hasła wprost. W atakach propagandowych skierowanych przeciwko opozycji próbowano wskazywać na związki podziemia politycznego z Izraelem. Jako jedną z przyczyn zorganizowania demonstracji 31 sierpnia 1982 r. i nagłaśniania ich przebiegu przez zachodnie media wskazywano chęć… odwrócenia uwagi światowej opinii publicznej od działań wojsk izraelskich w Libanie. Protesty w Polsce miały – jak pisał propagandzista stanu wojennego – „stonować nieco oburzenie opinii światowej bestialskimi działaniami wojsk izraelskich”.

Ślady myślenia antysemickiego obecne są w dokumentach MSW, również zupełnie niezwiązanych z problematyką żydowską. Podkreśla się w nich „semickie rysy twarzy” osób poddanych obserwacji. Czy służyły one tylko lepszemu ich zidentyfikowaniu?

Mateusz Fałkowski, autor książki o kierowanym przez Czesława Bieleckiego wydawnictwie podziemnym CDN, przywołuje notatki SB na temat tego środowiska, z których wynika, że funkcjonariusze doszukiwali się w jego funkcjonowaniu klucza narodowościowego. Nawiązywali do żydowskiego pochodzenia Czesława Bieleckiego, którego rodzice opuścili Polskę w związku z kampanią antysemicką w 1968 r. W notatce na jego temat stwierdzano: „Do nielegalnej struktury dobiera współpracowników z kręgu współziomków bądź o sympatiach filosemickich”, „werbował do współpracy szereg osób, bazując głównie na działaczach b. Solidarności i elementach prokorowskich, angażuje przy tym samotne kobiety, ludzi narodowości żydowskiej lub filosemitów”. Stwierdzenia te nie były wynikiem żadnych ustaleń, klucza takiego nie można się dopatrzyć w funkcjonowaniu wydawnictwa ani w tym, co wiedziała SB. Było to raczej przedłużenie stereotypu myślowego stosowanego wobec opozycji.

W 1984 r., w dokumencie uzasadniającym zakończenie sprawy dotyczącej „Tygodnika Solidarność”, funkcjonariusz stwierdził, że w redakcji pisma brak było przedstawicieli Konfederacji Polski Niepodległej, gdyż „w większości semicki personel redakcji zwalczał tę strukturę ze względu na, jak to określano, »faszystowskie ciągoty Moczulskiego«”. Stwierdzenie to dobrze oddaje skrajną wizję ruchów opozycyjnych, która wyostrza konflikty i próbuje nadać im tło inne niż rzeczywiste.

Poróżnić Kościół i opozycję

W latach 70. i 80. władze PRL próbowały wykorzystywać wątki antysemickie, przeciwstawiając Kościół katolicki i opozycję. Tak było w przypadku głodówek organizowanych w kościołach przez działaczy KOR. W propagandzie przywoływano żydowskie nazwiska i sugerowano, że osoby te w czasie głodówki pierwszy raz znalazły się w kościele. Najważniejsze elementy tej rozgrywki nie dotyczyły spraw narodowościowych, ale kwestii wciągania Kościoła do polityki i radykalizmu opozycji (na tle umiarkowania Kościoła), jednak wątek antysemicki też się pojawiał. W antyopozycyjnej propagandzie kwestionowano szczerość relacji opozycjonistów z kręgu KSS KOR z Kościołem i interpretowano je jako przybieranie maski patriotów i katolików przez „kosmopolitów”. Współpraca ludzi lewicy laickiej z Kościołem irytowała władze PRL i próbowano tę wspólnotę podważać m.in. poprzez antysemityzm. Podobnie było w latach 80.

Wydaje się, że poprzez wykorzystywanie antysemityzmu w propagandzie czy działaniach SB udawało się ludziom władzy docierać do pewnych środowisk skrajnych, skłaniających się ku poglądom antysemickim. Podsycało to pewne emocje i kierowało je przeciwko środowiskom KOR czy często szerzej – przeciwko inteligenckiemu podziemiu.

W przypadku niektórych środowisk, także niektórych osób związanych z opozycją, antysemickie ataki mogły być skuteczne. Wpłynęły na utrwalenie pewnego negatywnego obrazu zwłaszcza działaczy KOR. Tworzyły klimat obcości wokół osób atakowanych w ten sposób. Mogły wzmacniać inne elementy antykorowskiej propagandy, składając się na obraz jego działaczy jako osób kierujących się innymi niż polskie interesami.

Antysemickie działania władz PRL mogły też wpływać na postawy tych ludzi, którzy byli przedmiotami takich ataków. Anka Kowalska wspominała, jak Aniela Steinsbergowa oponowała, aby jeden z listów protestacyjnych otwierał podpis Seweryna Blumsztajna; chodziło o to, by nie utwierdzać głoszonego przez władze PRL stereotypu.

Jednocześnie podkreślić należy, że wpływ tej polityki na opozycję i Solidarność nie był duży. Antysemickie działania władz najczęściej spotykały się ze sprzeciwem ze strony związku. Solidarność w jednoznaczny sposób potępiła Grunwald, a na I Krajowym Zjeździe Delegatów owacyjnie powitano Marka Edelmana. Wielu ludzi związanych z opozycją było zaangażowanych w odnawianie pamięci o historii Żydów w Polsce. Antysemityzm propagowany przez władze PRL, choć odgrywał pewną rolę, nie stanowił skutecznego narzędzia w zwalczaniu opozycji demokratycznej i Solidarności.

Autor jest pracownikiem Biura Edukacji Publicznej IPN.

Polityka 10.2013 (2898) z dnia 05.03.2013; Historia; s. 52
Oryginalny tytuł tekstu: "Sprawdzone w Marcu"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

UKRAINA: Wołodymyr i jego drużyna

Prezydent Wołodymyr Zełenski wystartował z najbardziej ambitnym programem reform w historii kraju. Krytycy twierdzą, że ta niecierpliwość zgubi albo jego, albo Ukrainę.

Oleksandra Iwaniuk
18.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną