Szymon Ratajzer – bohater z warszawskiego getta

Blizny po Warszawie
W kolejnych wojnach walczył przez 40 lat. Zaczął w powstaniu w warszawskim getcie.
Warszawa, 2010 r., Symcha Rotem i minister Radosław Sikorski podczas uroczystości odsłonięcia pomnika ewakuacji bojowników getta.
Tomasz Gzell/PAP

Warszawa, 2010 r., Symcha Rotem i minister Radosław Sikorski podczas uroczystości odsłonięcia pomnika ewakuacji bojowników getta.

Okupowana Warszawa, z lewej Symcha Rotem, wtedy Szymon Ratajzer.
AN

Okupowana Warszawa, z lewej Symcha Rotem, wtedy Szymon Ratajzer.

Rotem z Markiem Edelmanem, Ogród Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w instytucie Jad Waszem, 1978 r.
Archiwum Marka Edelmana/Archiwum prywatne

Rotem z Markiem Edelmanem, Ogród Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w instytucie Jad Waszem, 1978 r.

Artykuł ukazał się w Tygodniku POLITYKA w kwietniu 2013 roku

Jest takie zdjęcie zrobione w okupowanej stolicy: idą dwaj młodzi apasze, pewni siebie, jakby ulica do nich należała. Ten po lewej to Szymon Ratajzer, chłopak z Czerniakowa, którego życie potoczy się tak, że będzie walczył w różnych wojnach przez następne 40 lat. Najpierw w powstaniu w warszawskim getcie.

Szymon Ratajzer nazywa się dziś Symcha Rotem, ma 89 lat, mieszka w Jerozolimie. Dopóki siły mu pozwalają, przyjeżdża do swojej Warszawy, zdarzało się, że i dwa razy w roku. Stary mężczyzna w czapce z daszkiem nieśpiesznie chodzi ulicami – dla niego w tym mieście dawno wybrzmiałe dźwięki i obrazy wciąż dzieją się w czasie teraźniejszym: na powierzchni, w piwnicach, w kanałach.

W 2001 r. Symcha Rotem mówi w filmie dokumentalnym o sobie samym: „W chwili kiedy zaczynam chodzić po Warszawie i chcę zobaczyć to czy tamto, co się wiąże z przeszłością, to duchowo nie mogę tego wytrzymać. Wyłączam się, stoję z boku i patrzę na to wszystko tak, jakbym tam nigdy nie był i to nie dotyczy mnie”.

Czerniaków i Czerniaków

Dzielnica jest robotnicza – parterowa i biedna, ale z własnym kodeksem honorowym. Swoich się na Czerniakowie nie rusza, nie donosi się policji nawet na wrogów, broni się słabszego, nie wolno zaczynać bójek, ale napadnięty ma prawo bić się na śmierć i życie – opisuje to w swoich książkach Stanisław Grzesiuk, legendarny wagabunda z dzielnicy, a Symcha Rotem potwierdza. Bieda Czerniakowa jest polsko-żydowska. Nie ma nienawiści, ale żydowskie chłopaki – jeśli zaczepieni – używają pięści równie zaciekle jak polscy apasze. Czerniaków kształtuje charakter.

– Urodziłem się na ulicy Nowosieleckiej 8 – opowiada Szymon Ratajzer. – Potem rodzina przeprowadziła się na Podchorążych 24. Domu już nie ma, ale jest działka.

Oba adresy to są kamienice – pierwszy to mieszkanie wynajmowane od Polaków, drugi własna kamienica dziadka Jankiela Mińskiego, który dorabia się na handlu owocami i warzywami. Kupuje od podwarszawskich rolników, sprzedaje u siebie – na Czerniakowie. Prababka Szymka prowadzi szynk, matka mydlarnię. Mińscy, rodzina matki, są spolonizowani. Ratajzerowie, strona ojca, to tradycyjni Żydzi – tata Szymka jest chasydem i po swoim ojcu przejmuje funkcję kantora w synagodze. Ale to mama rządzi w domu, ojciec robi to, co ona mu każe – wspomina Symcha Rotem w filmie o sobie. Matka decyduje o wychowaniu syna.

– Uczyłem się hebrajskiego w szkole powszechnej – mówi Rotem. – Ale to była jedna godzina w tygodniu, w niedzielę, więc kiedy przyjechałem do Palestyny, wcale nie znałem języka.

Natomiast po polsku Szymek mówi bez zaśpiewu, jak typowy czerniakowski cwaniak. Po rodzinie Mińskich dziedziczy słowiański wygląd. Jego dzieciństwo kończy się we wrześniu 1939 r., kiedy na dom dziadka Mińskiego spadają niemieckie bomby. Pod gruzami ginie pięć osób z rodziny, wśród nich brat Szymka.

Dobra wymowa (jak mówi się wówczas na nieżydowską) i wygląd są największym bogactwem 15-letniego Szymka Ratajzera w czasach, gdy Czerniaków bardziej niż z nazwą jego dzielnicy, kojarzy się z nazwiskiem Adama Czerniakowa – prezesa Judenratu warszawskiego getta.

Plecy Żyda

Film o Symsze Rotemie z 2001 r. nakręcony został w Jerozolimie. Symcha ma 77 lat, ale szelmowski uśmiech taki sam jak na zdjęciu z okupowanej Warszawy, na którym z kolegą butnie patrzą prosto w obiektyw, chociaż robienie zdjęcia na ulicy mogło ich kosztować życie, gdyby wzbudzili podejrzenia żandarma. W Jerozolimie Symcha objaśnia piękną polszczyzną, co to znaczyło być Żydem udającym Polaka w mieście, w którym bycie Żydem stało się nagle przestępstwem: „Mówić trzeba językiem potocznym, nie górnolotnym. Inteligencja żydowska mówiła po polsku za poprawnie. Po tym się poznawało Żydów”.

Symcha chodzi ulicami Jerozolimy i wspomina karpia po żydowsku – ale takiego, jak robiła jego mama. Żaden inny karp mu w życiu nie smakuje. Wspomina, jak go Żydzi brali za goja i wołali w szabas, żeby zapalił im ogień w piecu. Ale pamięć przeskakuje wciąż na udawanie Polaka, na życie w niemijającym zagrożeniu. „Ważna jest umiejętność picia wódki. Na każdym spotkaniu w gronie Polaków jest picie samogonu destylowanego przez karbid. Na myśl o piciu bimbru wnętrza mi się przekręcają. A piło się szklankami”.

– Żeby już nigdy nie było tak, że wygląd decyduje o życiu lub śmierci – mówi dziś. Wciąż nie może pojąć, już nigdy nie zrozumie – co wspólnego ma wygląd człowieka z byciem człowiekiem? W Warszawie, którą ma w pamięci, idzie ulicami z kolegami – koledzy wyglądają znacznie bardziej po chrześcijańsku niż on, a jakiś przechodzień nagle rozpoznaje w nich Żydów. Natychmiast należy się wówczas zakrzątnąć wokół własnego bezpieczeństwa, wołać, żeby cała ulica usłyszała: jeśli to Żyd, to trzeba się nim zająć! Zająć się – znaczy oddać w ręce policji granatowej lub niemieckiej. Szymek każe do siebie mówić Kazik.

„Musisz unikać znajomych, żeby cię nie wydali – mówi w filmie o sobie. – A także nieznajomych, żeby nikt nie rozpoznał w tobie Żyda. Mrugnięcie okiem czasami zdradzało. Jakiś odruch nieodpowiedni, bo wszyscy szmalcownicy byli doskonałymi psychologami. Poznawali Żyda z daleka po sposobie chodzenia, nawet po jego plechach”.

Żydowska wojna

Oficjalna propaganda hitlerowska początku lat 40. pokazuje Żydów jako biernych i niezdolnych do walki. Niemieccy żołnierze organizują w Warszawie uliczne seanse ośmieszające Żydów – zawsze zbierze się grupa gapiów, kiedy stary chasyd tańczy na żądanie roześmianych Niemców albo kiedy znieruchomiałego ze strachu starca stawiają Niemcy na beczce i obcinają mu brodę. Widać jednak na zdjęciach, że te pokazy nie bawią widzów tak, jakby sobie Niemcy życzyli – zwykle ludzie patrzą na to przerażeni. Ale efekt zostaje osiągnięty – w Warszawie panuje przekonanie, że Żydzi nie są zdolni do walki.

W kwietniu 1940 r., na rozkaz niemieckich władz miasta, firmy budowlane zaczynają stawiać mur wokół tzw. dzielnicy północnej zamieszkanej głównie przez Żydów – powstaje getto (na początek o powierzchni ok. 3 km kw.). 22 lipca 1942 r., w ramach akcji Reinhard, znanej jako „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” w GG, hitlerowcy rozpoczynają pierwszą wielką akcję wywózkową ludzi z getta do obozów zagłady. Dzień później, 23 lipca, popełnia samobójstwo Adam Czerniaków, prezes Judenratu. 28 lipca powstaje Żydowska Organizacja Bojowa – należy do niej Kazik Ratajzer. Getto warszawskie rozpoczyna przygotowania do walki. Na plakacie drukowanym przez ŻOB widać dwie ręce ściskające się po bratersku przez dziurę w ceglanym murze.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną