Historia

Historia pewnej biografii

Skomplikowana biografia marszałka Żymierskiego

Marszałek Michał Żymierski. Marszałek Michał Żymierski. PAP
Politycznie „słuszna” biografia marszałka ludowej Polski Michała Żymierskiego powstawała ponad 10 lat i w końcu pod opublikowaną w 1983 r. książką nie podpisał się żaden z jej autorów. To wzorcowy przykład niemożliwości pogodzenia doraźnej polityki historycznej z faktami.
Michał Żymierski w mundurze Legionów Polskich.Narodowe Archiwum Cyfrowe Michał Żymierski w mundurze Legionów Polskich.
Żymierski (na drugim planie) za Józefem Piłsudskim i dow. III Brygady Zygmuntem Zielińskim.Narodowe Archiwum Cyfrowe Żymierski (na drugim planie) za Józefem Piłsudskim i dow. III Brygady Zygmuntem Zielińskim.
Z Bolesławem Bierutem na pokładzie okrętu Marynarki Wojennej, druga połowa lat 40.PAP Z Bolesławem Bierutem na pokładzie okrętu Marynarki Wojennej, druga połowa lat 40.

Pomysł napisania biografii Żymierskiego zrodził się w Ministerstwie Obrony Narodowej najprawdopodobniej na początku lat 70., gdy władzę w kraju przejęła ekipa Edwarda Gierka. Lansowanie nowego-starego bohatera miało odsunąć w cień poprzednich rządzących – przede wszystkim Władysława Gomułkę oraz Mariana Spychalskiego. Pracę nad biografią zlecono Wojskowemu Instytutowi Historycznemu, który był podporządkowany szefowi Głównego Zarządu Politycznego WP; problem ideologizacji występował więc tutaj ze zdwojoną siłą. Co prawda w WIH powstało wiele ważnych dla polskiej historiografii wojskowej książek, jednak w tym wypadku można powiedzieć, że było to zlecenie na potrzeby rządzących.

Pierwszą wersję napisał płk Stanisław Rzepski, autor kilkunastu pozycji z historii Ludowego Wojska Polskiego. Początkowo powstały trzy recenzje. Jedną z nich sporządził Jan Czapla, do tej pory autor publikacji na temat walk „o utrwalanie władzy ludowej”. Według niego książka Rzepskiego miała być obiektywna, a jej autor w dobry sposób usytuował postać komunistycznego marszałka „na tle losu polskiego w szerokiej panoramie przedwojennej, wojennej i powojennej rzeczywistości kraju”. Dodatkowym walorem pracy miały być informacje, które czytelnik mógł znaleźć po raz pierwszy w polskiej historiografii, np. dotyczące okoliczności wstąpienia Żymierskiego do KPP na przełomie lat 1932–33, za sprawą jego przyjaciół komunistów, w czasie pobytu w Paryżu. (Było to tylko częściowo prawdziwe, przede wszystkim Żymierski został wówczas zwerbowany przez sowiecki wywiad). Czapla konkludował: „Warto (...) po drobnych zabiegach stylistycznych wydać tę książkę – prawdziwą legendę o Człowieku, Jego walce, Jego dziele i Jego ludziach w żołnierskich mundurach”.

Druga recenzja, pisana przez profesora Uniwersytetu Warszawskiego, znawcę literatury polskiej XX w., Jana Zygmunta Jakubowskiego, odnosiła się przede wszystkim do wartości literackiej i stylu biografii. Także była pozytywna. Jednak najważniejszą recenzję sporządził gen. Józef Baryła, wówczas I zastępca szefa Głównego Zarządu Politycznego WP. Jego ocena była decydująca. I była negatywna. Nie chodziło jednak o to, że Rzepski odkrywał niewygodne dla władzy tajemnice z życia Żymierskiego. Baryła uważał, że biografia powinna zawierać „pogłębione i politycznie wyważone oceny sytuacji polityczno-społecznej i strategiczno-militarnej zwłaszcza okresu drugiej wojny światowej i walk o utrwalenie władzy ludowej w Polsce”. Książka miała być swego rodzaju wzorcem, do którego można byłoby sięgać przy okazji pisania monografii dotyczących najnowszej historii Polski. Oceny w niej zawarte „powinny odegrać w środowisku historyków ważną, inspiratorską rolę do podjęcia odpowiednio ukierunkowanych badań, w celu oświetlenia zdarzeń i zjawisk, które przerosły w legendę”.

Dalej Baryła zwracał uwagę na to, że książka oczywiście będzie czytana przez osoby, których „świadomość i byt zrosły się z socjalizmem”, ale trafi też do środowisk, jak to określił, wrogich. W tym wypadku „powinna neutralizować działania wrogich Polsce i socjalizmowi ośrodków, głównie poprzez niestwarzanie im punktów zaczepienia do zjadliwej krytyki”.

Szczególnie krytyczne uwagi budziły fragmenty dotyczące służby Żymierskiego w GL i AL, a także roli Naczelnego Dowódcy w czasie i po drugiej wojnie – pisane przecież w dobrej wierze przez Rzepskiego. Miał on położyć zbyt duży nacisk na sprawy polityczne wewnątrz Armii Ludowej, co mogło sugerować, że „lewicowy nurt walki wyzwoleńczej był organizacyjnie słaby i wojskowo niedojrzały”. Podobnie jeśli chodzi o zasięg działań AL – „jakoby lewicowy nurt oporu ograniczał swoją działalność do ziemi lubelskiej, ewentualnie do kieleckiej. Pogląd ten jest sprzeczny z prawdą i najnowszymi badaniami historycznymi”. Walka miała – według wojskowego recenzenta – zasięg ogólnokrajowy i problem ten należało „postawić na właściwych wymiarach, na jakie zasługuje”. Należało przy tym wyeksponować dokonania niektórych osób (Stanisław Wałach i Franciszek Szlachcic), a innych, przede wszystkim Mieczysława Moczara, który znalazł się w niełasce w czasie rządów ekipy Gierka, pomniejszyć.

W konkluzji gen. Baryła pisał: „Niezależnie od oceny Autora książki, do którego żywię szacunek, w ocenie tego typu pracy musi przeważać społeczno-państwowy i partyjny punkt widzenia. (...) W przytoczonej wersji książki nie można udostępnić szerokim kręgom czytelniczym. Uczyniłoby się tym krzywdę Marszałkowi Żymierskiemu i interesowi społecznemu”. Co prawda Baryła pisał, że sam Rzepski powinien poddać książkę gruntownej analizie i redakcji, jednak w WIH zdecydowano się rozwiązać ten problem inaczej.

Jak wspominał prof. Mieczysław Wrzosek, pod koniec 1972 r. albo na początku 1973 r. został on zaproszony do ówczesnego komendanta Instytutu. „Razem ze mną wezwano dwóch innych kolegów. Na biurku szefa leżał jakiś maszynopis. Usłyszeliśmy, że to biografia marszałka, ale źle napisana. Dostaliśmy polecenie: poprawić. Ja dotąd publikowałem prace o Legionach, więc miałem opisać życie marszałka od Legionów do przewrotu majowego”. Spotkanie prawdopodobnie wiązało się z tym, że jeszcze wcześniej, w styczniu 1973 r., na biurko komendanta WIH spłynęły kolejne dwie recenzje. Jedną sporządził ppłk Janusz Dubrawski, m.in. redaktor wyborów dokumentów na temat GL i AL, i dotyczyła okresu działalności Żymierskiego właśnie w tych formacjach. Jego opinia także była negatywna, według niej styl książki Rzepskiego był „zbyt infantylny, a zarazem prymitywny”, ale przede wszystkim autor nie przeprowadził odpowiedniej kwerendy archiwalnej.

Kolejną opinię, dotyczącą pierwszego okresu kariery wojskowej Żymierskiego, napisał prof. Eugeniusz Kozłowski, kierownik zakładu II wojny światowej WIH. Oprócz krytycznych komentarzy dotyczących faktografii, zwracał uwagę na ideologiczną stronę opracowania: „Nie można pisać, że Żymierski nie dał się wciągnąć w walkę z władzą rewolucyjną w Rosji. (...) Czy za to, że był przeciw walce z Rosją rewolucyjną został mianowany d-cą brygady i dywizji legionów (a więc najbardziej zaufanej), a następnie wysłany na WSWoj. do Paryża? Tak nie można pisać, bo najbardziej naiwny czytelnik tego rodzaju pytania postawi. To byłaby rzeczywiście gratka dla wszystkich wrogów M.Ż. i przeciwników władzy ludowej, żeby sobie użyć”. A więc co robić, gdy nie wszystko pasowało do zgodnego z oczekiwaniami władzy opisu bohatera? Recenzent podpowiadał: „Jeśli określone wydarzenia czy fakty są niewygodne, to nie trzeba ich ruszać”.

Opinie o książce wydali jeszcze kolejni generałowie; wreszcie, idąc za radą ppłk. Dubrawskiego, postanowiono, że powstanie zespół, który będzie pracować nad maszynopisem Rzepskiego. Początkowo za pierwszą część biografii odpowiedzialny był Mieczysław Wrzosek, kolejną, dotyczącą losów Żymierskiego w czasie okupacji, opracowywał Janusz Dubrawski, natomiast ostatnią, która nosiła tytuł „Naczelny Dowódca Wojska Polskiego” – Bolesław Dolata.

Jak wspominał Wrzosek, podczas pracy korzystał ze swoich dotychczasowych publikacji, ponieważ nie dostał dostępu do żadnych materiałów archiwalnych. Z tego powodu najczęściej nie można było opowiedzieć o losach Żymierskiego w sposób bardziej szczegółowy. Gdy np. wiadomo było, że brał on udział w jakichś bitwach z okresu legionowego, historyk jednym zdaniem to odnotowywał, a potem opisywał ogólnie, jaki te zdarzenia miały przebieg. Potem jeszcze zmiany wprowadzali kolejni redaktorzy, merytoryczni i literaccy.

Poprawiony maszynopis pod koniec 1977 r. wysłano do kolejnych recenzentów. Opinia Piotra Staweckiego, wówczas adiunkta w WIH, który czytał pierwszą część książki, była druzgocąca: „Biografia Żymierskiego w formie dotychczasowej nie stanowi najmniejszej podstawy do jakiejkolwiek dyskusji”. Stawecki pisał z pozycji historyka, pracownika naukowego. (To napięcie pomiędzy naukowością a ideologizacją było widoczne niemal na każdym etapie pracy nad publikacją; naukowość musiała tutaj przegrać). Według niego wciąż w książce brakowało materiałów źródłowych, ale także kwerendy prasowej. Sądy dotyczące bohatera miały być błędne merytorycznie i politycznie, a jego wpływ na wydarzenia wyolbrzymiony – autor/autorzy mieli przypisywać Żymierskiemu czyny, „w które on sam nie uwierzyłby”. I wreszcie styl. Stawecki pisał, że był tak prymitywny, iż można byłoby do jego określenia użyć zwrotu Jarosława Iwaszkiewicza – „niezrozumiała lawina bełkotu”.

Przykładem obrazującym to, w jaki sposób ograniczano historykom dostęp do źródeł, może być sytuacja z wiosny 1980 r., gdy komendant WIH zwrócił się do Biura C Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z prośbą o możliwość zapoznania się z teczką personalną Żymierskiego. Przygotowywano się wówczas do napisania artykułu okolicznościowego z okazji 90 urodzin ludowego marszałka. Dyrektor Biura C płk Kazimierz Piotrowski w piśmie do wiceministra spraw wewnętrznych gen. Mirosława Milewskiego wyjaśniał, że biuro nie posiada teczki personalnej, ale znajdują się w jego archiwach inne materiały, m.in. akta Żymierskiego ze śledztwa i procesu z lat 20., a także ze śledztwa z lat 50. Zdaniem Piotrowskiego powyższe dokumenty stawiały marszałka w złym świetle. Wobec tego uważał, że akta nie powinny zostać udostępnione. Jednocześnie proponował, aby „udzielić odpowiedzi Komendantowi tegoż Instytutu, że akt personalnych M. Żymierskiego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie posiada”, nie wyjaśniając szczegółów. Wiceminister Milewski zgodził się z tą propozycją.

Latem 1980 r. na biurko gen. Wojciecha Jaruzelskiego, wówczas jeszcze ministra obrony narodowej, trafił maszynopis biografii. Ten zlecił ppłk. Andrzejowi Zbyszewskiemu, który walczył w kampanii polskiej 1939 r., autorowi książek na ten temat, napisać kolejną recenzję. Była ona bardzo szczegółowa, Zbyszewski wymieniał błędy w faktografii, potknięcia językowe. Według niego za mało było o życiu prywatnym marszałka, o jego działalności w ZBoWiD, należało więcej napisać o operacji berlińskiej i uwypuklić w niej jego rolę. Przede wszystkim jednak Zbyszewskiemu nie podobał się sposób przedstawienia służby Żymierskiego w Legionach. Według niego te partie tekstu sprawiały wrażenie „apologii idei Legionów i ich przywódców”, głównie Piłsudskiego. Nie można było pisać, że Legiony były formacją, która „na swych sztandarach wpisała hasło wskrzeszenia niepodległości” czy też, że rozkaz nominacyjny wydany przez Piłsudskiego w 1914 r. w Jakubowicach był „pierwszym od 1863 r. rozkazem awansowym o nadaniu stopni wojskowych polskim oficerom”. Nie powinno się nazywać bitwy pod Laskami „głośną”, ponieważ świadczyłoby to o tym, że Polacy u boku Austrii bili się „obiektywnie” o słuszną sprawę. Z kolei konflikt Piłsudskiego z Komendą Legionów nie był walką polityczną, ale o stanowiska, a Piłsudskiego nie należało nazywać komendantem.

Takich uwag było dużo więcej, warto przytoczyć jeszcze jedną, dotyczącą już zupełnie innego okresu, ale charakterystyczną. Recenzentowi nie podobało się sformułowanie: „Związek Radziecki wyraził zgodę (w kwietniu 1945 r. – przyp. J.P.) na rozwój polskiej armii”, ponieważ stwarzało to pozory „braku suwerenności Polski i jej władz”.

Potem książka wróciła do ministra, ten wyraził pełną aprobatę dla uwag Zbyszewskiego, a tekst został wysłany do gen. Baryły, który był już wówczas szefem Głównego Zarządu Politycznego WP. Baryła znowu odesłał wszystko do WIH z następującą adnotacją: „Proszę nakazać WIH (autorom tej pracy) dokładne i pogłębione naniesienie wszystkich uwag zawartych w opracowaniu płk. Zbyszewskiego. Pilne!!”.

Maszynopis wysłano następnie do Wydawnictwa MON. Tutaj była kolejna redakcja, tekst czytał cenzor i nanosił swoje poprawki. W efekcie niektóre fragmenty usuwano, inne rozbudowywano, przy innych znowu dopisywano „lepszą” interpretację faktów.

Z ostateczną wersją książki prawdopodobnie nie zapoznał się żaden z jej współautorów. Zresztą to współautorstwo na przestrzeni tych kilku lat mocno się rozmyło. W pracę nad książką zaangażowanych było co najmniej kilkanaście osób, niektórzy mieli wpływ znaczący, inni marginalny.

W październiku 1983 r., w 40 rocznicę bitwy pod Lenino, obchodzono szczególnie uroczyście dzień Ludowego Wojska Polskiego. Z tej też okazji w księgarniach pojawiła się wreszcie biografia Żymierskiego. Książki nie firmował żaden autor, miała być publikacją zbiorową pracowników WIH. Opatrzona została wstępem gen. Jaruzelskiego, który pisał: „Każdy naród posiada swoją tożsamość. Jest ona poświadczona w sposób szczególny przez najznakomitszych jego synów. Ludzi takich jak On – niestrudzonych w służbie krajowi, dla których pomyślność ojczyzny jest najwyższym prawem i powinnością”.

Ludowy marszałek dożył 99 lat, zmarł 15 października 1989 r. Było to już po wyborach z 4 czerwca, gdy premierem został Tadeusz Mazowiecki. Kilka miesięcy potem mogły ukazać się w Polsce pierwsze artykuły mówiące prawdę o służbie Żymierskiego.

Autor jest pracownikiem Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią i Ośrodka Karta.

***

Michał Żymierski, właśc. Łyżwiński, ps. Rola (1890–1989). Urodził się w Krakowie, studiował prawo na UJ. Już w młodości zaangażował się w niepodległościowy ruch paramilitarny. Był oficerem Legionów Polskich w czasie pierwszej wojny światowej, m.in. dowódcą 2 pułku i szefem sztabu II Brygady Legionów. W wojnie polsko-bolszewickiej dowódca 2 Dywizji Piechoty. W 1924 r. mianowany generałem brygady, zastępca szefa Administracji Armii ds. uzbrojenia. Podczas przewrotu majowego opowiedział się po stronie rządowej. W 1927 r. został skazany na 5 lat więzienia za malwersacje finansowe, zdegradowany i usunięty z wojska. Po wyjściu z więzienia wyemigrował do Francji, gdzie wstąpił do KPP i podjął współpracę z wywiadem sowieckim, która trwała początkowo do 1937 r. Przed wybuchem drugiej wojny powrócił do Warszawy, w czasie okupacji niemieckiej konspirował w kilku mniejszych organizacjach podziemnych, starał się wstąpić do ZWZ/AK, a w 1942 r. wznowił działalność dla sowieckiego wywiadu. Rok później został skierowany przez Sowietów do sztabu Gwardii Ludowej, potem stanął na czele Armii Ludowej. 22 lipca 1944 r. wyznaczony na stanowisko Naczelnego Dowódcy Wojska Polskiego kontrolowanego przez komunistów. W maju 1945 r. mianowany marszałkiem Polski, do 1949 r. pełnił funkcję ministra obrony narodowej. W latach 1953–55 z powodów politycznych znalazł się w więzieniu. Potem zajmował stanowiska wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego, prezesa Banku Handlowego i honorowego prezesa Zarządu Głównego ZBoWiD.

Polityka 34.2013 (2921) z dnia 20.08.2013; Historia; s. 52
Oryginalny tytuł tekstu: "Historia pewnej biografii"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną