Historia

Z punktu widzenia cara

Antypolska polityka Romanowów

„Kamień grobowy Polski”, czyli alegoria upadku powstania listopadowego, litografia z epoki. „Kamień grobowy Polski”, czyli alegoria upadku powstania listopadowego, litografia z epoki. Reprodukcja: Marek Skorupski / Forum
Polacy to naród stracony! – byli przekonani Romanowowie władający w XIX w. na olbrzymiej połaci ziem polskich. Utwierdzały ich w tym stanowisku polskie powstania narodowe.
Car Mikołaj I w polskim mundurze generalskim.Muzeum Narodowe w Warszawie Car Mikołaj I w polskim mundurze generalskim.
Akt detronizacji cara Mikołaja I na Zamku Królewskim, 25 stycznia 1831 r., pocztówka z początku XX w.Muzeum Niepodległości w Warszawie Akt detronizacji cara Mikołaja I na Zamku Królewskim, 25 stycznia 1831 r., pocztówka z początku XX w.

Mikołaj I Romanow, a następnie jego syn Aleksander II, obejmując tron carski (pierwszy w 1825 r., drugi w 1855 r.), otrzymali w spadku tzw. sprawę polską. Dla Polaków pojęcie to łączyło się z odzyskaniem Ziem Zabranych (wschodnich województw Rzeczpospolitej zagarniętych przez Rosję w wyniku rozbiorów, a które nie weszły później w skład Królestwa Polskiego) i większą autonomią mającą prowadzić do niepodległości. Dla carów zaś – z buntującą się częścią Imperium Rosyjskiego. Każdy z tych carów na początku swego panowania silnie zaznaczył swój stosunek do Królestwa Polskiego (utworzonego w 1815 r. na kongresie wiedeńskim) i do Polaków w ogóle. Co łączyło Mikołaja I i Aleksandra II? Przede wszystkim obaj nie wyobrażali sobie ustroju, w którym lud byłby wolny od czujnej opieki państwa.

Mikołaj I był pod wieloma względami przeciwieństwem swego poprzednika Aleksandra I. Wielkie wizje polityczne, projekty reform i liberalne sympatie były mu całkowicie obce, a do konstytucyjnego Królestwa Polskiego odnosił się nieufnie i podejrzliwie. Na jego relacjach z Polakami zaciążyła na wstępie sprawa dekabrystów – członków rosyjskiej organizacji spiskowej, którzy podjęli wystąpienie zbrojne przeciw nowemu carowi jeszcze przed jego koronacją. Szczegółowe śledztwo ujawniło kontakty polskiego Towarzystwa Patriotycznego z Rosjanami. W efekcie doszło do aresztowań, wielomiesięcznego dochodzenia i procesu politycznego. Car musiał odstąpić od surowego kursu wobec oskarżonych – na głowie miał wojnę z Turcją, konflikt w Królestwie Polskim był mu niepotrzebny.

Od tej pory dominantą działalności Mikołaja I stało się przekonanie o konieczności bezustannej walki z rewolucją we wszystkich jej przejawach. W odróżnieniu od Aleksandra I, liczącego się ze zdaniem Europy i wrażliwego na opinie na temat Cesarstwa Rosyjskiego, Mikołaj I zwykł mówić: „Ta scena to sprawa rodzinna i Europa nie ma tu nic do roboty”.

Poprawę stosunków miała przynieść uroczysta koronacja Mikołaja na króla Polski. Car przybył do Warszawy w maju 1829 r., podczas pobytu ubierał się w polski mundur, chodził po mieście bez eskorty – co miało być według mieszkańców stolicy dobrą wróżbą. Po koronacji Warszawę żywo interesowały polityczne zamiary władcy. Poza awansami wojskowymi spodziewano się przychylnego stanowiska w sprawie Ziem Zabranych. Jakkolwiek dwaj poprzedni carowie wspominali o takiej możliwości, to Mikołaj wyraził się jasno: „Obietnica ta była tylko polityczną komedią. Panuję dla dobra Rosji i dla Rosji tylko panować będę. Nigdy przeto nie pozwolę, by choć jedna piędź ziemi, należącej już do niej, odłączoną od niej została”.

W tym samym czasie młodzi spiskowcy ze Szkoły Podchorążych Piechoty rozważali projekt zamachu na cara i wielkiego księcia Konstantego – projekt, który ostatecznie został zaniechany. Należy jednak pamiętać, w jakim środowisku plan się narodził i w jakim był pielęgnowany. Do armii Królestwa zaczęły przenikać cele Towarzystwa Patriotycznego – „wskrzeszenie Polski, jej wolność i niepodległość”.

Za sprawą wydarzeń w Europie zmieniała się atmosfera polityczna w Królestwie. Rewolucja lipcowa we Francji wyniosła na tron nowego monarchę Ludwika Filipa. Polacy obiecywali sobie wiele, Mikołaj I natomiast ograniczył się do pogróżek pod adresem Paryża. Z chwilą sierpniowo-wrześniowej rewolucji w Brukseli sytuacja znacznie się zaostrzyła – burzono bowiem porządek ustalony w 1815 r. na kongresie wiedeńskim. Car wiedział, jakie rewolucja robiła wrażenie na Polakach, i czuł, jak bardzo godziło to w prestiż „żandarma Europy”. Próbując wykorzystać Polaków do stłumienia zamieszek na Zachodzie, ­przyspieszył tym samym wybuch przewrotu w Kongresówce, do którego już od dwóch lat przygotowywali się członkowie spisku podchorążych pod wodzą ppor. Piotra Wysockiego. Stawiano prawie wyłącznie na wojsko, nie było programu społecznego, zamierzano polegać na „nieskazitelnych patriotach”, którzy, szczęśliwie dla Mikołaja, okazali się w dużej mierze lojalistami.

29 listopada 1830 r. w Królestwie zaczęło się powstanie. Car dowiedział się o jego wybuchu osiem dni później. Swoje stanowisko sformułował dobitnie: „Poddanie musi być bezwzględne. Obiecuję tylko amnestię dla mniej winnych, a nic poza tym. Przy kapitulacji nie dam żadnych zaręczeń konstytucyjnych”. Poddanie się oznaczało upokorzenie, kapitulacja zaś przyznanie się do winy, co dawało Mikołajowi wolną rękę na dokończenie „zwijania konstytucji”. Uległość lub wojna. W rozmowie z królem pruskim Wilhelmem IV rzekł: „Znam tylko dwa typy Polaków: tych, którzy się zbuntowali przeciwko mnie, i tych, którzy pozostali mi wierni – jednych nienawidzę, drugimi gardzę”.

Carski brat, wielki książę Konstanty (będący wodzem naczelnym armii Królestwa) usiłował wpłynąć na brata. Niestety, sam był jednym z powodów, przez które istniała „jakaś Polska”. Mikołaj nie chciał dłużej tolerować tego stanu rzeczy, miał w końcu okazję, żeby zmienić porządek (jego zdaniem nieporządek) ustalony przez Aleksandra I. „Kto z dwojga powinien zginąć – bo zginąć prawdopodobnie trzeba – Rosja czy Polska? Decyduj sam” tymi słowami skończył dyskusję z bratem.

Postulat detronizacji Mikołaja jako króla polskiego pojawił się niedługo po wybuchu powstania. 25 stycznia 1831 r. sejm, drogą aklamacji, podjął uchwałę, zrywając unię personalną łączącą Królestwo Polskie z Rosją. Adam Czartoryski podpisując dokument, miał wypowiedzieć te słowa: „Zgubiliście Polskę, Panowie”.

Mikołaj miał wówczas najlepszą okazję, by forsować w Europie argument o głębokiej przepaści dzielącej Polskę i Rosję. Carski rząd mógł stworzyć z Królestwa to, za co je w istocie uważał – zachodnią prowincję Imperium. Powstanie listopadowe było dla Mikołaja dziewięcioma miesiącami męczarni, jednak wyprawa Iwana Paskiewicza przypieczętowała zwycięstwo Cesarstwa Rosyjskiego. Car wiedział, że musi oprzeć na kimś swą władzę. Sprzymierzeńców szukał głównie wśród elit politycznych – liczył na ich zdeprawowanie, a wkrótce kompletne zrusyfikowanie. Od Polaków żądał całkowitego podporządkowania na płaszczyźnie samodzierżawia i „oficjalnej narodowości”.

Wiedząc, jak bardzo niechętni są mu mieszkańcy Królestwa, tylko w ciągu 1832 r. wydał 12 dekretów represyjnych, a członków komisji wojennych (sądzących buntowników) zachęcał do srogiego postępowania. Skazywano na kary więzienia i ciężkie roboty (nie karano śmiercią). Majątki ziemskie były konfiskowane, przypadały polskim lojalistom oraz generalicji rosyjskiej. W miastach czuwała armia rosyjska. W tym samym roku Mikołaj odebrał Królestwu Polskiemu konstytucję, nadając Statut Organiczny znoszący armię i sejm – podstawowe atuty niezależności, określające ustrój państwowy Kongresówki. Nadając statut, car przestrzegał: „Jeśli będziecie pielęgnować marzenia o niepodległej Polsce i wszystkie podobne chimery, ściągniecie tylko na siebie wielkie nieszczęścia. Na mój rozkaz wznosi się tu cytadelę i oświadczam wam, że przy najmniejszym buncie nakażę rozgonić wasze miasto, zniszczę Warszawę i – bądźcie pewni – nie odbuduję jej”. Wśród swoich dworzan zaś mówił: „Otrzymałem szkatułkę z nieboszczką konstytucją, za którą wielce dziękuję – spocznie w zbrojowni”.

W polskiej prowincji Cesarstwa Rosyjskiego wprowadzono wojskowo-policyjną dyktaturę cesarskich namiestników. Umocnił się pogląd Mikołaja o tym, że gwarancją utrzymania porządku są silnie scentralizowana władza, cenzura i terror. Zlikwidowano Uniwersytet Warszawski, wprowadzono Warszawski Okręg Naukowy. Całe archiwa i księgozbiory wywożono w głąb Rosji, ogołacając Polskę z jej świadectw kultury.

Nie był to jednak jeszcze czas, kiedy szkoły zatraciły polski charakter i kadrę. Wprowadzono język rosyjski w niewielkiej liczbie godzin, choć było to marną pociechą, zważywszy na małą liczbę instytucji, w których można było język polski wykorzystać. Niedużo wychodziło także gazet polskich. Była to kolejna rzecz, poprzez którą Mikołaj chciał odciąć się od czasów przedlistopadowych. Celem było odizolowanie inteligencji i szlachty od prądów politycznych i intelektualnych płynących z Zachodu.

Wkrótce wybuchła wojna krymska (1853–56), rozpoczynał się nowy okres w dziejach Rosji. W toku tej wojny rozsypała się machina policyjno-absolutystyczna. Nadchodziły lata odwilży, ożywienia społecznego, namiętnych dyskusji, nadziei na zmiany. 30 lat panowania „geniusza konserwatyzmu” skończyło się dla Rosji nieszczęściem. Awantura krymska obnażyła wszystkie słabości Imperium: kolos północy stał na glinianych nogach. W 1855 r. na tron wstąpił syn Mikołaja – Aleksander II Nikołajewicz.

Aleksander był przekonany o potrzebie reform w państwie, które doprowadzą do jego unowocześnienia, zwiększenia jego siły. Po raz pierwszy można było odnieść wrażenie, że Rosja wkracza na drogę reform – i to w duchu europejskim! Powiew liberalizmu z pierwszych lat rządów Aleksandra II zaznaczył się w Królestwie Polskim złagodzeniem cenzury, ułatwieniem wyjazdów zagranicznych. Nowy car zdecydował zawiesić na kilka lat pobór do wojska, ogłosił amnestię dla zesłańców. Reforma agrarna (planowana początkowo jedynie w Rosji) przyniosła wiarę w zmiany. W 1856 r. namiestnikiem po Iwanie Paskiewiczu został generał-gubernator Michał Gorczakow, zwolennik łagodniejszego kursu. Zniesiono stan wojenny (trwający od 1831 r.).

I tym razem nadzieję podsycała sytuacja międzynarodowa. Władca Francji Napoleon III otwarcie popierał ruchy narodowościowe w Europie. Francuska armia wyparła Austriaków z Lombardii; w ciągu kilkunastu następnych miesięcy dokonało się zjednoczenie Włoch i Rumunii. Polacy zawsze chętnie spoglądali na Paryż, i tym razem liczyli na pomoc. Wiedział o tym Aleksander II – zdając sobie sprawę, że uśpiona sprawa polska powraca.

Car musiał szukać dla Rosji nowego miejsca w koncercie mocarstw europejskich. Sytuacja Cesarstwa w dużym stopniu uzależniona była od sojuszu z Napoleonem III; carowi alians ten był potrzebny przy rozwiązaniu tzw. kwestii wschodniej i bałkańskiej.

Na skutki nie trzeba było długo czekać, Polacy uznali, że nadszedł moment carskich ustępstw. Tym razem polskie dążenia miały znaczny wpływ na politykę mocarstw oraz co ważne, ich wzajemne stosunki.

Gdy Aleksander zjawił się w 1856 r. w Warszawie, oświadczył zgromadzonym: „Nie zamierzam zmieniać niczego. Co zrobił mój ojciec, zrobił dobrze (…). Szczęście Polski zależy od jej całkowitego złączenia się z ludem mego Cesarstwa. Żadnych złudzeń panowie, żadnych złudzeń!”. Car kategorycznie odrzucił możliwość reaktywowania sejmu, postanawiając położyć kres ustrojowi wprowadzonemu przez swego stryja Aleksandra I. Przyznał również, że Królestwo jest dla imperium jedynie źródłem kłopotów, a nie umocnieniem. „Gdyby można było liczyć na rozsądek Polaków, można by ich zostawić samych sobie”według Aleksandra rozsądek Polaków miał głównie polegać na rezygnacji z Ziem Zabranych i niedziałaniu na szkodę Cesarstwa na arenie międzynarodowej. Tak jak i ojciec, otwarcie proponował Polakom zejście z obłoków i pracę na rzecz przebudowy państwa i ustroju rolnego. Gdy członkowie deputacji pytali Aleksandra, co obiecał Polakom, odpowiadał: „Sybir”.

Koniec lat 50. przyniósł w Królestwie narodziny nowych kółek niepodległościowych dostrzegających potrzebę walki zbrojnej. Powstawało coraz więcej organizacji konspiracyjnych, nasilały się demonstracje i coraz bardziej uroczyste obchody narodowych rocznic i świąt. Aleksander II, by nie umiędzynarodawiać sprawy polskiej, był zmuszony powziąć rozwiązania, które uspokoją Polaków i skłonią ich do ugody. Ponadto Rosja była wciąż słaba, car wolał (musiał) uniknąć wybuchu zbrojnego. Nie zamierzał jednak przywracać Polakom konstytucji, armii, autonomii politycznej – jedynie administracyjną i to bez wykluczenia Rosjan. „Królestwo Polskie w jego obecnych granicach powinno na zawsze pozostać własnością Rosji” – mawiał.

Car postanowił pójść na ustępstwa wobec nielicznych grup w polskim społeczeństwie, aby zyskać sobie ich przychylność i tym samym utrzymać pod kontrolą sytuację nad Wisłą. W tym celu mianował w marcu 1861 r. margrabiego Aleksandra Wielopolskiego dyrektorem Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego oraz zapowiedział dalsze, mgliste wszelako, działania. Udało się wywalczyć częściową repolonizację administracji, która objęła jedynie służby cywilne.

Po masakrze demonstrantów w kwietniu 1861 r. polski Kościół ogłosił żałobę narodową. Car raz jeszcze zdecydował się załagodzić sytuację, przywracając Radę Stanu. Nie uspokoiło to już jednak nastrojów; patriotyczne pobudzenie rozlewało się z Kongresówki na Litwę, Ruś, Galicję. W celu spacyfikowania nastrojów nad Wisłą 14 października 1861 r. Rosjanie wprowadzili stan wojenny. Z inicjatywy Wielopolskiego zapowiedziano pobór do wojska, tzw. brankę. Zamiast tradycyjnego losowania ułożone zostały listy imienne, zawierające w głównej mierze nazwiska podejrzanej politycznie młodzieży.

Jej przebieg w Petersburgu oceniono jako sukces. Toteż noc z 22 na 23 stycznia 1863 r., wybuch powstania, była wielkim zaskoczeniem dla kół rządowych i Aleksandra II. Rosja musiała działać tak, by sympatyzujące z Polakami mocarstwa zachodnie uznały powstanie za sprawę wewnętrzną Cesarstwa. Armia rosyjska miała za zadanie jak najszybciej stłumić rewoltę. Szczęśliwie dla cara Zachód długo uświadamiał sobie, że tym razem nie była to tylko ruchawka poborowych, ale narodowe powstanie.

W przeciwieństwie do ojca Aleksander II miał do czynienia z masowym ruchem społeczeństwa polskiego, które wciągnęło w swe tryby wszystkie jego warstwy, tak w szeregi oddziałów walczących w polu, jak i w cywilną organizację narodową. Powstało tajemne państwo kierowane przez Rząd Narodowy. Utworzono administrację powstańczą, skarb, wymiar sprawiedliwości, pocztę obywatelską, ściągano podatek narodowy, ukazywała się tajna prasa. Polski bunt kosztował carski budżet 150 mln rubli w samym tylko 1863 r.

Car był przekonany: „To czas na powrót do poprzedniego systemu”. Był pewien, że nić porozumienia z arystokracją została zerwana, wybrał zatem chłopstwo. Reformami z 1864 r., w których wyniku chłopi otrzymali za symboliczną opłatę ziemię, odciągnął ich od powstania. Uporawszy się z tym problemem, rękami Michaiła Murawiewa postanowił okrutnie zdławić powstanie; „dla mnie najlepszy Polak to Polak powieszony” – mawiał Murawiew Wieszatiel.

Sytuację zmieniła prusko-rosyjska konwencja z 8 lutego 1863 r. (tzw. konwencja Alvenslebena) o wojskowej współpracy w zwalczaniu polskiego powstania. Od tego momentu nie mogło już ono uchodzić – jak chciał Petersburg – za wewnętrzny problem Rosji. Napoleon III stanął przed wyborem: rozpocząć działania zbrojne lub się cofnąć. Nie będąc pewnym poparcia Wielkiej Brytanii i Austrii, ryzyka wojny nie podjął. Interwencja dyplomatyczna skończyła się fiaskiem; Aleksander zrozumiał, że Polacy zostali po raz kolejny zdradzeni.

Car postanowił srogo ukarać Polaków. Komplikując sytuację Rosji na arenie międzynarodowej, pozbawiając ją cennego sojuszu z Francją, zmuszając do mobilizacji militarnej i finansowej – Polacy zasłużyli jego zdaniem na upokorzenie, pacyfikujące „niewygodną posiadłość nad Wisłą”. Represje były okrutne. Zdaniem Aleksandra nastał najlepszy czas na zintegrowanie Królestwa z Cesarstwem. Celem było zlikwidowanie sprawy polskiej raz na zawsze jako przedmiotu polityki europejskiej. Rozpoczęto depolonizację służb cywilnych (czego nigdy nie udało się przeprowadzić do końca), język rosyjski miał przestać być obcym, a stać się swoim. Zadaniem szkoły było „wykształcenie młodego człowieka, który nie stwarzałby poprzez nieodpowiedzialny nawyk wolnego, niezależnego myślenia kłopotów politycznych”. W 1867 r. zniesiono resztę autonomii Królestwa Polskiego, nazywanego odtąd Krajem Przywiślańskim.

Rosjanie mieli spokój aż do pierwszej wojny światowej.

Autorka jest absolwentką Instytutu Historii Uniwersytetu Łódzkiego, specjalizuje się w historii politycznej i gospodarczej ziem polskich oraz Cesarstwa Rosyjskiego w XIX w.

Polityka 48.2013 (2935) z dnia 26.11.2013; Historia; s. 70
Oryginalny tytuł tekstu: "Z punktu widzenia cara"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Brunatne Podhale: Fajne chopaki, ideologiczne i narodowościowe

„Mundury – co tam. Schludnie ubrani. Po Chochołowskiej chodzą? A gdzie mają chodzić? Co do tych Żydów, to raczej niepotrzebnie na nich krzyczą. On osobiście raczej by nie krzyczał. Ale Żydzi są przebiegli, mają pieniądze, rządzą na świecie. Tak było, jest i będzie”.

Przemysław Witkowski
24.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną