Historia

Dlaczego kurier zamilkł

Sto lat temu urodził się Jan Karski

Sejm RP uchwalił, że w setną rocznicę urodzin Jan Karski będzie jednym z trzech Patronów Roku 2014. Sejm RP uchwalił, że w setną rocznicę urodzin Jan Karski będzie jednym z trzech Patronów Roku 2014. AN
Nazwano go człowiekiem, który próbował zatrzymać Holocaust. Dzięki temu Jan Karski stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych Polaków na świecie. Oto opowieść o pierwszym z trzech – z woli Sejmu – Patronów 2014 r.
Żydowskie rodziny mieszkające w getcie warszawskim w drodze na Umschlagplatz.Laski Diffusion/EAST NEWS Żydowskie rodziny mieszkające w getcie warszawskim w drodze na Umschlagplatz.

Artykuł w wersji audio

Nazwisko Jana Karskiego najbardziej bezpośrednio kojarzy się z przekazanym na Zachód raportem o Zagładzie, niesłychanie silnie wzmocnionym jego osobistym świadectwem. Ale trzeba zdawać sobie sprawę, że przygotowanie tego raportu było tylko częścią obowiązków, które pełnił jako emisariusz Polskiego Państwa Podziemnego i rezydującego na obczyźnie polskiego rządu.

Pierwszą misję spełnił, kiedy polskie podziemie dopiero się wykluwało. W styczniu 1940 r. dotarł do siedziby rządu polskiego, do Angers we Francji, z raportem o sytuacji Polski pod rządami okupantów i o nastrojach Polaków, a także (i głównie) z informacjami i dezyderatami środowiska politycznego bliskiego gen. Władysławowi Sikorskiemu. Drugą misję – w kwietniu 1940 r. – odbył jako wysłannik rządu z przekazem do utworzonego dopiero co w kraju Politycznego Komitetu Porozumiewawczego. Miał spotkać się z przywódcami rozmaitych stronnictw politycznych i ich opinie co do strategii walki i zadań rządu na emigracji, a także uwagi i postulaty wojskowych, którzy wnet staną na czele polskiego podziemia zbrojnego, przekazać do Francji. Zlecone zadanie wykonał i udał się w czerwcu 1940 r. (trzecia misja) w drogę do Angers.

Gdyby się udała jak misja pierwsza; gdyby nie spotkała go zdrada przewodnika Słowaka; gdyby nie aresztowanie przez gestapo i próba samobójcza, po której osadzono go w szpitalu nowosądeckim, skąd, dzięki akcji konspiracyjnego Związku Walki Zbrojnej, zdołał uciec – kto wie, czy Jan Karski znalazłby się w panteonie najwybitniejszych postaci XX w. Owszem, zapisany zostałby jako odważny, zasłużony kurier – jeden z kilku lub nawet kilkunastu, którym powierzono szczególne zadania.

Po ucieczce ze szpitala przebywa w Krakowie, a następnie w Warszawie, gdzie przez rok działa w Biurze Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK. Potem znów dostaje zlecenie na przekazanie – tym razem do Londynu – ważnych informacji z kraju.

Los sprawił, że kolejna podróż Jana Karskiego doszła do skutku w październiku–listopadzie 1942 r. W tym czasie terror niemiecki rozszalał się niewyobrażalnie, ukształtowało się i funkcjonowało już Polskie Państwo Podziemne, Hitler napadł na Związek Radziecki, co diametralnie zmieniło układ strategiczny sojuszów. Stalin stał się pożądanym partnerem, na Zachodzie zaczną dojrzewać koncepcje, by w zamian za wkład ZSRR w wojnę zgodzić się na ustępstwa terytorialne, m.in. kosztem Polski.

I wreszcie: Karski opuszczał Polskę w czasie największego nasilenia Akcji Reinhard, w której zamordowano większość Żydów z terenu tzw. Generalnego Gubernatorstwa. Dwukrotnie wszedł do warszawskiego getta, już po tzw. Wielkiej Deportacji (we wrześniu 1942 r.), a w przebraniu ukraińskiego strażnika zobaczył okropieństwa getta tranzytowego w Izbicy Lubelskiej – obozu „przeładunkowego” do stacji końcowej, jaką był obóz zagłady w Bełżcu.

Czas, w którym Karski znalazł się z powrotem na Zachodzie – koniec 1942 r. i początek 1943 r. – sprawił, że najważniejsi przywódcy koalicji (prezydent Franklin D. Roosevelt, minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Anthony Eden), którzy przyjęli go na audiencjach, przede wszystkim dopytywali się o kondycję polskiego podziemia i o gotowość polityków polskich do reorientacji w polityce wschodniej; przywódcom Zachodu zależało głównie na zapewnieniu sobie zbrojnego wkładu radzieckiego na terenach wojennych Europy i Dalekiego Wschodu i na zapobieżeniu ewentualnemu separatystycznemu rozejmowi Stalina z Niemcami posthitlerowskimi.

Fragmenty z wyznań Karskiego (na antenie Głosu Ameryki w rozmowie z Maciejem Wierzyńskim): „Wchodzi Eden i mówi, że zrobiłem dobre wrażenie na wszystkich jego kolegach, a on uważa mnie nie tylko za wiernego żołnierza polskiego, ale także – a właściwie przede wszystkim – za żołnierza alianckiego. Chciałby mnie o coś zapytać. (…) stosunki polsko-sowieckie nie są takie, jakich byśmy sobie życzyli, że należy zrobić wszystko, aby je polepszyć. Źródłem antagonizmu są sprawy terytorialne. Stalin nie domaga się zbyt dużo. Być może będzie to do strawienia dla Polaków.

Otóż on chciałby, żebym mu powiedział, ponieważ znam wszystkich przywódców politycznych w Polsce, a on nie ma możliwości poznania ich opinii, jaka byłaby ich reakcja, jeżeli gen. Sikorski zgodziłby się na kompromis terytorialny ze Stalinem i jeżeli ten kompromis terytorialny zostałby ogłoszony publicznie.

Pamiętam, że przestraszony tym pytaniem prawie spontanicznie odpowiedziałem: Sir, oni wymówią posłuszeństwo gen. Sikorskiemu i stworzą rząd narodowy w kraju w podziemiu. Był już taki precedens w Polsce po jednym z powstań. Miałem na myśli powstanie styczniowe.

Eden spojrzał na mnie smutno i podziękował”.

I inny fragment: „Jaki był skutek tych moich osobistych raportów? Prawdę mówiąc, wielu ludzi, przede wszystkim w środowisku żydowskim, przecenia moją działalność, moje znaczenie w czasie wojny. (…) Kiedy dziś czytam artykuły, że ja negocjowałem, ja oświadczałem, ja broniłem Żydów – to nie tak było. Spotykałem tych potężnych ludzi – to prawda. Za radą Retingera procedura zawsze była taka sama: przygotowywałem sobie najpierw otwarcie, ćwiczyłem w domu z zegarkiem w ręku, żeby to nie było dłuższe niż 15, 16, 17 minut. Struktura ruchu podziemnego, instytucja Delegata Rządu, porozumienie stronnictw, czyli podziemny parlament. Organizacja wojskowa – całkowicie niezależna, podziemne sądy, prasa podziemna, potem niezależne organizacje patriotyczne, antyniemieckie. I potem Żydzi. Część dotycząca Żydów nigdy nie zabierała więcej niż trzy, cztery minuty w takim raporcie (…)”.

Dziś, po dziesiątkach lat, zdajemy sobie sprawę, że raport o Zagładzie i świadectwo osobiste były najbardziej wstrząsającą częścią misji Karskiego. Ale to wówczas nie było wyłącznym, nawet nie głównym celem jego misji. Spytałem go o to, gdy spotkałem go w końcu lat osiemdziesiątych. Jego odpowiedź: „Absolutnie pan ma rację. Ja byłem wysłannikiem stronnictw i Delegatury Rządu, czyli Polskiego Państwa Podziemnego… Wszyscy mnie zaprzysięgali… Pewnego dnia wezwał mnie Delegat Rządu Cyryl Ratajski. – »Witold (bo taki był mój pseudonim) – mówi – przywódcy podziemia żydowskiego dowiedzieli się, że pan udaje się na Zachód, i zwrócili się do mnie, czy mógłby pan również przekazać do Londynu informacje od żydowskich stronnictw do określonych ludzi. Czy zgodziłby się pan?«. Oczywiście zgodziłem się. W ten sposób posłanie o sytuacji Żydów było tylko fragmentem mojego sprawozdania. Poza jednym rozmówcą [sędzią Sądu Najwyższego Feliksem Frankfurterem], który chciał spotkać się ze mną tylko po to, by pytać o los Żydów”.

Po zakończeniu wojny Karski zapadł w milczenie. Nałożyły się w nim traumy: polska i żydowska. Trauma polska. Był wierzącym katolikiem – sodalisem mariańskim. Został wychowany przez matkę w kulcie marszałka Piłsudskiego. Brat, który miał wielki wpływ na formowanie się jego światopoglądu (komendant policji w Warszawie ppłk Marian Kozielewski), był zaprzysięgłym piłsudczykiem. Jan, absolwent uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie – został przyjęty do służby dyplomatycznej w MSZ. Obdarzony instynktem państwowym, najwierniej i najlojalniej pełnił funkcje wysłannika gen. Sikorskiego i najbliższego otoczenia premiera i jego następcy. Taki człowiek musiał być zniesmaczony cofnięciem uznania mocarstw zachodnich dla rządu polskiego. Przez następnych 45 lat omijał, choć mieszkał w Waszyngtonie – budynek ambasady polskiej „jak zarazę”. Przestąpi jej progi dopiero po transformacji.

Wtedy, po 1945 r., postanowił zmienić życie. Tak mi to objaśniał: „Moja nieobecność była zgodna z moją wolą. Gdy wojna się skończyła – znalazłem się w Stanach Zjednoczonych i postanowiłem nie wracać do Polski. Chciałem zacząć nowe życie i… spuścić zasłonę na przeszłość. Ożeniłem się z kobietą, która przeżyła wojnę w Londynie, lecz straciła całą rodzinę w gettach i komorach gazowych. I ona nie chce przywoływać wspomnień tego okresu. Nawet na tyle, że nie poszła na żaden z moich odczytów. A ja sam… przez trzydzieści lat ani razu moim studentom nie wspomniałem, że miałem jakiś osobisty udział w drugiej wojnie”.

Napisał pracę doktorską, świetną („Wielkie mocarstwa a Polska 1919–1945: od Wersalu do Jałty”), na George­town University w Waszyngtonie i na tymże uniwersytecie wykładał aż do emerytury. Karski świadomie wybrał – jak to się zwykło mawiać – opcję amerykańską. Podkreślał, że Ameryka go ostatecznie uformowała i że jest dumny z tego, że jest obywatelem USA.

Trauma żydowska. To była jego obsesja: że świat milczał, gdy Żydzi zostali wymordowani. Myślę, że jeden epizod wywarł na nim szczególne wrażenie. Napisał o tym w wydanej podczas wojny książce („The Story of a Secret State”) i powtarzał wielokrotnie. Oto jego wersja przeze mnie nagrana (pytałem go o spotkanie ze Szmulem Zygielbojmem, przywódcą bundowskim, który samobójczą śmiercią w Londynie chciał zaalarmować opinię publiczną o dogorywającym powstaniu w getcie warszawskim): „Kiedy wcześniej przywódcy podziemia żydowskiego (bundowiec i syjonista) dawali mi instrukcje – jeden z nich uniósł się: »Niech pan powie naszym reprezentantom, żeby przestali przesyłać nam meldunki, z których wynika, że robią wszystko, co mogą. To nie wystarcza! My tu giniemy!«. W jak wielkiej rozpaczy, w jak wielkiej desperacji słowa te były wypowiadane. »To nie wystarcza. Niech idą do biur, do urzędów alianckich, niech żądają pomocy. A póki nie zapewnią pomocy dla nas – niech stoją tam na ulicy przed tymi biurami, niech odmawiają chleba, niech odmawiają wody, niech umierają na oczach całej ludzkości! Może to wstrząśnie ludzkością«. Ja to Zygielbojmowi powtórzyłem. A on – tragiczna postać! – zaczął latać po pokoju. »Świat oszalał, oszalał – wołał – czy pan sądzi, że mi pozwolą umrzeć? Policjantów przyślą, ześlą mnie do domu wariatów, nie pozwolą mi umrzeć…«”.

Po kilku dziesiątkach lat Claude Lanzmann, autor słynnego (dziewięciogodzinnego) filmu dokumentalnego o zagładzie Żydów, wydobył Karskiego z milczenia, wprowadzając do tego filmu kilkudziesięciominutową sekwencję jego wyznań. Potem znów była przerwa, aż w 1980 r. zatelefonował do niego noblista, były więzień Auschwitzu, Elie Wiesel: „Czy pan jest tym Karskim z czasów wojny? Nie zaprzeczyłem. Zaprosił mnie na międzynarodową konferencję na temat wyzwolenia obozów. Wolałem, żeby mnie pominął. Przekonywał mnie, że to moja powinność jako świadka”.

Oto, co Karski powiedział podczas tej konferencji (październik 1981 r.): „Bóg zlecił mi, abym mówił i pisał o Zagładzie w czasie wojny, kiedy – tak mi się zdawało – mogło to odnieść jakiś skutek. Nie odniosło. (…) Później, pod koniec wojny, dowiedziałem się, że rządy, przywódcy, naukowcy i pisarze nic nie wiedzieli o losie Żydów. Byli zaskoczeni. Zagłada sześciu milionów niewinnych pozostała tajemnicą. »Straszliwą tajemnicą«, jak mówi Laqueur.

Potem zostałem Żydem. Podobnie jak rodzina mojej żony, wszyscy, którzy zginęli w gettach, obozach koncentracyjnych, komorach gazowych – wszyscy pomordowani Żydzi stali się moją rodziną.

Ale ja jestem chrześcijańskim Żydem. Jestem praktykującym katolikiem. I chociaż nie chciałbym wygłosić tu jakiejś herezji, moja wiara wciąż mówi mi, że ludzkość popełniła drugi grzech pierworodny: świadomie lub nieświadomie, z narzuconej sobie niewiedzy lub z powodu znieczulicy, lub własnego interesu, lub hipokryzji, lub bezdusznego racjonalizmu.

Ten grzech będzie prześladował ludzkość do końca czasów. Ten grzech prześladuje mnie. I chcę, aby tak było”.

I tak było! Przez resztę życia Karski głosił prawdę o Zagładzie, potępiał znieczulicę rządów i zwykłych ludzi, ustanowił własną nagrodę za empatię i tolerancję.

Urodził się w Łodzi w 1914 r. (jako Jan Kozielewski). Umarł w Waszyngtonie w 2000 r. W 2012 r. został odznaczony przez prezydenta Baracka Obamę Medalem Wolności. Sejm RP uchwalił, że w setną rocznicę urodzin Jan Karski będzie jednym z trzech Patronów Roku.

Wykorzystałem własne teksty na temat Jana Karskiego publikowane w POLITYCE. Posiłkowałem się rozmowami Macieja Wierzyńskiego z Janem Karskim – „Emisariusz. Własnymi słowami”. Zacytowałem tytuł książki E. Thomasa Wooda i Stanisława M. Jankowskiego „Karski. How One Man Tried to Stop the Holocaust”.

 

Polityka 1.2014 (2939) z dnia 26.12.2013; Patroni roku; s. 66
Oryginalny tytuł tekstu: "Dlaczego kurier zamilkł"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną