Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Historia

Król się rodzi

Jak rodził się król? Poród w czasach Matki Bożej i naszych prababek

Macierzyństwo było dla królowych, podobnie jak dla innych kobiet, błogosławieństwem i dowodem łaski Bożej. Macierzyństwo było dla królowych, podobnie jak dla innych kobiet, błogosławieństwem i dowodem łaski Bożej. Ben White / StockSnap.io
Przez wieki narodzinom królewskiego potomka towarzyszyły rytuały, które podkreślały polityczną i społeczną wagę wydarzenia, ale także miały chronić królową i dziecko w tym szczególnie niebezpiecznym dla obojga momencie.
XVI-wieczny fresk Andrei del Santo z Kościoła Zwiastowania NMP we Florencji pokazuje ówczesne realia narodzin w bogatym domu.BEW XVI-wieczny fresk Andrei del Santo z Kościoła Zwiastowania NMP we Florencji pokazuje ówczesne realia narodzin w bogatym domu.
Niemiecki kolorowany drzeworyt z 1513 r. z krzesłem porodowymAKG/BEW Niemiecki kolorowany drzeworyt z 1513 r. z krzesłem porodowym

Najważniejszy poród w historii chrześcijaństwa odbył się bez ceremonii w znalezionej naprędce stajence na obrzeżach Betlejem. Dziecko przyszło jednak na świat zdrowe, zostało owinięte w pieluszki i – z braku lepszego miejsca – położone w żłobie. W wiele wieków później, u progu epoki nowożytnej, matki każdego stanu, wieśniaczki, mieszczki i arystokratki, modliły się do Maryi o równie szczęśliwe rozwiązanie, pamiętając, że dzieliła z nimi lęki, cierpienia i radości macierzyństwa. Lecz chociaż Maryja była opiekunką wszystkich matek, tylko niektóre z nich świadomie nawiązywały do Maryi Królowej i podkreślały wyjątkowość własnego macierzyństwa, ponieważ tak jak ona ziściła obietnicę Wcielenia i urodziła Chrystusa Króla, tak one nosiły w łonie ziemskich władców.

Macierzyństwo było dla królowych, podobnie jak dla innych kobiet, błogosławieństwem i dowodem łaski Bożej. Jednak w razie konieczności legitymizowało również ich prawo do władzy, jeżeli sięgały po nią jako regentki w imieniu małoletnich dzieci. Królowa mogła być brzydka jak noc, kłótliwa, rozrzutna, skłonna do drastycznych umartwień lub intryg, które zatruwały życie dworu oraz małżonka. Ale jeżeli urodziła syna i była cnotliwa (albo przynajmniej nie dała się przyłapać na cudzołóstwie, które podważyłoby prawo dziecka do tronu), miała szanse zapisać się w kronikach jako przykładna żona i matka.

Jednak biologia, stanowiąca źródło ich władzy, łatwo stawała się pułapką, niekiedy śmiertelną, jeżeli królowa okazała się niezdolna do urodzenia następcy tronu. Perypetie sześciu żon Henryka VIII, króla Anglii, pokazują skalę niebezpieczeństw grożących niewystarczająco płodnym władczyniom. Na polskim dworze nie zdarzały się skandale zakończone rozwodem lub ścięciem królowej na szafocie, jednak Zygmunt August oddalił swoją bezpłodną trzecią żonę Katarzynę i również starał się o unieważnienie małżeństwa. Po jego śmierci i wygaśnięciu męskiej linii dynastii Jagiellonów publiczną kwestią stał się wiek jedynej niezamężnej Jagiellonki. Szlachta otwarcie dyskutowała, czy prawie 50-letnia – acz czerstwa z wyglądu – Anna jest w stanie urodzić dziecko.

Jeżeli królowa szczęśliwie zaszła w ciążę, mogła liczyć na opiekę lekarzy, a czasami również na szczerą troskę małżonka. Zachowały się listy króla Zygmunta I Starego do pierwszej żony Barbary Zapolyi, w których prosił ciężarną żonę, żeby nie zatruwała się smutnymi myślami, nie pościła nadmiernie i przesiadywała zbyt długo w kościele, tylko odpoczywała i spacerowała po ogrodzie.

O spokój i odpoczynek nie było jednak łatwo, bo nawet w ciąży królowa nie mogła wyrzec się swoich publicznych obowiązków. I choć w renesansowej Europie najbezpieczniejszym miejscem narodzin pozostawał własny dom, zdarzało się, że ciężarna królowa towarzyszyła mężowi w podróżach. W marcu 1513 r. Barbara Zapolya udała się wraz z mężem do Poznania na spotkanie z mistrzem Zakonu Krzyżackiego Albrechtem Hohenzollernem i właśnie tam, w pałacu biskupim Jana Lubrańskiego, szczęśliwie urodziła pierworodną córeczkę. Małej królewnie nadano na chrzcie imię Jadwiga, chcąc w ten sposób uczcić pamięć innej wielkiej królowej, Jadwigi Andegawenki.

Nowożytna porodówka, czyli jak wyglądała komnata porodowa

Na polskim dworze nie istniał ceremoniał dworski porodu królowej, chociaż na innych dworach regulowano go szczegółowo. Według zasad spisanych na dworze angielskim w 1493 r., komnata porodowa królowej miała być bogato umeblowana, z łożem z baldachimem, dywanami i arrasami w kolorze purpury i złota. Okna szczelnie zasłaniano zgodnie z ówczesnym przekonaniem, że kobiety powinny rodzić w miejscu ciepłym i ciemnym – z wyjątkiem jednego, które królowa mogła nakazać odsłonić, gdyby akurat miała życzenie rodzić przy naturalnym świetle.

Zapewne komnata porodowa polskich monarchiń wyglądała równie wspaniale i z pewnością troszczono się o jej wygląd. Kronikarz Jan Długosz zapisał, że kiedy zbliżało się rozwiązanie Jadwigi Andegawenki, jej mąż król Władysław Jagiełło prosił ją, żeby, wedle słów kronikarza Jana Długosza, „nie zaniedbała ozdobienia łoża na przyszły poród i sypialni obiciami, nakryciami i zasłonami przetykanymi złotem, drogimi kamieniami i perłami”. Wystrój komnaty porodowej stanowił okazję do podkreślenia potęgi dynastii, ale też radości ojca. Król, choć z samego porodu wykluczony, mógł zadbać o zbytkowne wyposażenie pomieszczenia, w którym jego małżonka miała nie tylko urodzić dziecko, ale i spędzić kolejnych kilkadziesiąt dni.

Na ówczesnych malowidłach i rzeźbach przedstawiających narodziny najważniejszym meblem w komnacie porodowej jest łóżko. Jednak sceny te przedstawiają już wypoczywających położnicę i dziecko, nie samo przyjście dziecka na świat. Najprawdopodobniej akcję porodową królowe odbywały na lekkich, składanych łóżkach, popularnych szczególnie w Niemczech, Anglii i Francji, lub stołkach porodowych ze specjalną dziurą w siedzisku umożliwiającą kontrolowanie przebiegu porodu. Stołki porodowe wynaleziono prawdopodobnie we Włoszech. W XVI w. rozpowszechniły się w Europie i pozostały w modzie do XVIII w. Widzimy je na ilustracjach w różnych podręcznikach i kompendiach zdrowotnych, na przykład polskim zielniku Falimirza, pochodzącym z 1535 r. W 1642 r. królowa Cecylia Renata, żona Władysława IV, urodziła córeczkę, przechodząc z łóżka właśnie na takie krzesło.

Poza łóżkiem i stołkiem porodowym w pomieszczeniu musiało być źródło ciepła, gdzie zagrzewano wodę do obmycia noworodka, oraz naczynie, gdzie dokonywano tej pierwszej kąpieli. Łóżko oblekano czystymi prześcieradłami i nakrywano kapą, zapewne w przypadku królowych wykonanymi z najwspanialszych i najkosztowniejszych tkanin. Jednak zupełnie zwyczajne kobiety również rozumiały, jak ważne jest należyte przygotowanie łóżka do porodu.

W 1549 r. niejaka Elizabeth Truslay przekazała w testamencie swojej parafii własne nakrycie łóżka i prześcieradła, które miały jej posłużyć w trumnie, żeby – jak zaznaczyła w ostatniej woli – można je było wypożyczyć każdej uczciwej kobiecie na czas porodu i połogu.

Poród małżonek polskich władców pozostawał wydarzeniem rodzinnym i uczestniczyło w nim zaledwie kilka kobiet, a nie gromady dworzan, jak podczas osławionych porodów królowych francuskich czy hiszpańskich, którym zdarzało się mdleć w zatłoczonej komnacie ze wstydu i z duchoty. Jednak żeby zrozumieć sens tych publicznych narodzin, trzeba pamiętać, że nie były wydarzeniem wyłącznie biologicznym, tylko społecznym.

Życie władców, również bardzo intymne, rozgrywało się w nieustannej obecności służby i dworzan, a prywatność we współczesnym rozumieniu jeszcze nie istniała. Publiczne narodziny królewskiego dziecka stanowiły część dworskiego theatrum ceremoniale, ale też miały polityczne znaczenie. Mogły ukrócić plotki, że ciąża była sfingowana lub w miejsce prawowitego następcy tronu podłożono inne dziecko. Na dworach często krążyły plotki o zamordowanych noworodkach lub bękartach czy krzepkich podrzutkach niskiego stanu, które zajęły miejsce słabowitych lub martwo urodzonych królewskich potomków. Plotka bardzo łatwo stawała się bronią polityczną.

Przekonał się o tym angielski król Jakub II i jego żona Maria z Modeny, oskarżani, że ich syn i następca tronu, urodzony w 1688 r., był w istocie bękartem, którego potajemnie przemycono do komnaty porodowej i zastąpiono nim martwego księcia. Mały Jakub III Stuart nigdy nie zasiadł na tronie. Plotki o jego nieprawym pochodzeniu przytaczano jako moralne uzasadnienie rewolucji, która wyniosła na tron jego starszą siostrę Marię i jej męża Wilhelma Orańskiego.

Poród w czasach nowożytnych

W V w. p.n.e. Eurypides włożył w usta Medei gorzkie wyznanie: „Wolałabym trzykroć w zawierusze stać bitew, niż raz jeden znosić ból połogu”. W 20 wieków później te słowa pozostawały przygnębiająco aktualne i poród wciąż był niezwykle niebezpiecznym momentem dla matki i dziecka. Nadal też uważano, że mężczyźni dowodzą swojej odwagi w walce, kobiety zaś rodząc dzieci, gdyż są jednakowo narażeni na śmierć.

Pomimo opieki lekarzy i wykwalifikowanych akuszerek gorączka połogowa doprowadziła do śmierci wielu królowych, w tym prawdopodobnie Jadwigi Andegawenki i Barbary Zapolyi, która zmarła w trzy miesiące po urodzeniu drugiej córeczki. W 1597 r., po śmierci królowej Anny Austriaczki, żony Zygmunta III Wazy, przeprowadzono cesarskie cięcie, usiłując ratować jej dziecko, ale narodzony w ten sposób królewicz żył jedynie kilka minut. Z kolei Cecylia Renata, żona Władysława IV, zmarła, rodząc martwe dziecko. Nadworny lekarz Maciej Vorbek Lettow tak opisał to wydarzenie: „Roku 1644 dnia 24 marca Najjaśniejsza Cecylia Renata Królowa Polska etc. Pani Moja Miłościwa, w Wilnie, jadowitą, obłożną gorączką złożona, nieżywą porodziła królewniczkę. Snadź, że już od kilku dni umarła była; ciałko miejscami nadpsowane, główka spłaszczona, a na karku guz większy niż gęsie jajo był. W godzin trzy po świtaniu po tym nieszczęsnym porodzeniu z wielkim nabożeństwem Panu Bogu ducha oddała”.

Współcześni świetnie zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństw grożących matce i dziecku. Dlatego czując pierwsze bóle, królowa zapewne uczestniczyła we mszy i przyjmowała sakramenty na wypadek, gdyby czas narodzin stał się zarazem czasem śmierci. Być może udawała się do prywatnej kaplicy, a może nabożeństwo odprawiano bezpośrednio w jej komnatach, jak się zdarzało podczas choroby króla. Nad jej bezpieczeństwem czuwali lekarze dworscy, lecz jeżeli poród przebiegał bez komplikacji, nie uczestniczyli w nim bezpośrednio, tylko, jak zaświadcza Vorbek Lettow, czekali w pewnej odległości za zasłoną.

Wchodząc do komnaty porodowej, królowa przenosiła się do przestrzeni kontrolowanej przez kobiety. Na dworze Jagiellonów i Wazów przywiązywano ogromną wagę do opieki położnych. Królewskie akuszerki odbierały zresztą porody nie tylko samej królowej, ale i pań z jej fraucymeru. W 1538 r. sekretarz królowej Bony Sforzy Stanisław Górski zanotował, że sprowadzała z powrotem na dwór swoje zamężne dwórki, żeby wydały potomstwo pod opieką doświadczonych akuszerek. Z kolei rodzice królowej Cecylii Renaty na wieść o bliskim rozwiązaniu córki wysłali w 1640 r. z Wiednia, jak zaświadczył w pamiętniku książę Albrecht Radziwiłł, „doświadczone niewiasty na wypadek niebezpieczeństwa w czasie porodu”. Lekarz królewski Vorbek Lettow odnotował nie bez rozbawienia, że przysłana z Wiednia „babka”, która szczęśliwie odebrała małego królewicza, okazała się nieoczekiwanie młoda i urodziwa. Następnej królowej Ludwice Marii, żonie Władysława IV, a po jego śmierci Jana Kazimierza, pomagała położna z Prus.

Nie znaczy, że w Polsce brakowało miejscowych położnych. Jako profesja najprawdopodobniej wyodrębniły się w XVI w., kiedy spotykamy je w szeregach krakowskich bractw. Już w pierwszej połowie XVI w. jedna akuszerka należała do Bractwa Ubóstwa Chrystusowego, w latach 1540–43 trzy były członkiniami Bractwa Świętego Ducha. Pierwszą znaną nam z nazwiska położną była żona krakowskiego rajcy Jana Ulla, która „stała za doktora i zwłaszcza białogłowom w tych chorobach była pomocna”.

W renesansowym Gdańsku opłacano je z kasy miejskiej i składały taką przysięgę: „Przysięgam, że będę odwiedzać potrzebujące mojej pomocy ciężarne, rodzące i położnice o każdej porze dnia i nocy, będę im służyła radą i pomocą niezależnie od ich stanu majątkowego, aby ocalić życie i zachować zdrowie matki i dziecka. Będę zwracać pilną uwagę na to, aby nie doszło do zamiany dziecka, nie dopuszczę do obumarcia i spędzenia płodu. W przypadkach ciężkich i w niebezpieczeństwie życia będę dokładnie wypełniać zalecenie duchownych, lekarzy i chirurgów i nie zapomnę dokonać chrztu dziecka. W razie wezwania mnie przez władze do więzienia będę spełniała swe obowiązki bezpłatnie. Będę zgłaszała władzom wszystkie porody przedwczesne i odbywające się w podejrzanych okolicznościach, do których będę wezwana”.

Warto również odnotować, że pierwsza szkoła akuszerek na obecnych ziemiach polskich powstała w Brzegu Śląskim z inspiracji Doroty Sybilli, księżnej Brzegu i Legnicy, a wykładała w niej nadworna akuszerka księżnej Małgorzata Fuss. Wspólnie napisały książkę „Prosta rada dla niewiast ciężarnych i rodzących… wydana przez dwie małowiedzące niewiasty”. Została wydrukowana po polsku i po niemiecku, a rozdawano ją bezpłatnie.

W czasach wczesnonowożytnych rozumiano, że usposobienie położnicy ma znaczny wpływ na przebieg porodu. Jak twierdził Falimirz, kobieta „bardzo lękliwa albo gniewliwa sama przymnażała sobie cierpień, albowiem dla przyczyn wszystkich wymienionych nie ciężko matki rodzić muszą, a dla samego gniewu niewiasta nie posiedzi na jednym miejscu, ale jej wszystko niewczas, a tak z miejsca na miejsce biega, a tym ciężkości sobie przymnaża”.

Położna miała więc kierować rodzącą, dodawać jej otuchy, ocierać twarz z potu, pocieszać ją w bólu i zachęcać do większego wysiłku, „obiecując i tusząc jakoby syna miała urodzić, albowiem bardzo rade o tym słyszą brzemienne panie”, jak przekonuje nieoceniony Falimirz. Położne nie przejmowały jednak całkowitej kontroli i nie unieruchamiały rodzących. W początkowej fazie matkom wolno było gimnastykować się i chodzić, dopiero potem przenosiły się na łóżko lub stołek porodowy. Niekiedy akuszerki podawały im pieprz, żeby kichając, poprawiły oddech, i namaszczały olejkiem szyjkę macicy. Pilnowały również, żeby wyszło łożysko i serwowały rodzącej lekki, wzmacniający posiłek z winem. Poród kończyło przecięcie pępowiny, związanie jej, umycie dziecka i spowicie go w powijaki.

Kiedy dziecko znalazło się już szczęśliwie na świecie, można było dać wyraz radości, największej oczywiście przy narodzinach pierwszego królewicza, następcy tronu. Władcy mieli we zwyczaju hojnie wynagradzać posłańców przynoszących im wieść o narodzinach potomka. Owa młoda, nieszpetna i niestara „babka”, która przyniosła królowi Władysławowi IV wieść o narodzinach syna, dostała od uszczęśliwionego ojca „500 czerwonych złotych w mieszku ślicznym, złotem haftowanym, za pierwsze przyniesienie [królewicza do ojca]. Odjeżdżając przy inszych podarkach wzięła na 10 000 złotych”. Nowiny szybko przenikały z komnaty porodowej do zamku, a potem do miasta. Wiemy, że krakowska rada miejska płaciła, żeby po narodzinach królewskiego potomka bito w dzwony. Władca kazał rozdzielać jałmużnę, a na mszy dziękczynnej rozdawano hojne dary.

Kobieta w połogu

Po dwóch–czterech tygodniach odbywały się chrzciny, ale zwykle matka w nich nie uczestniczyła. Do końca połogu pozostawała w odosobnieniu, nadal w towarzystwie kobiet – dam dworu, matron, położnych, służących. Połóg trwał ok. 30–40 dni i był dla kobiety czasem szczególnym, jedynym momentem, kiedy mężatka przedkładała obowiązki wobec dziecka nad obowiązki wobec męża. Nie współżyła z mężem, nie sprawowała obowiązków pani domu, tylko pozostawała w otoczeniu i pod opieką innych kobiet, wypoczywając po trudach porodu.

Połóg składał się z trzech faz. W pierwszej, w zależności od zwyczaju i kondycji matki, trwającej od trzech dni do dwóch tygodni, kobieta nadal leżała w łóżku, w pościeli, której nie zmieniano od porodu, ale była myta i podmywana wywarami ziołowymi. Przypuszcza się, że przedłużanie tej fazy połogu na dworze i wśród arystokracji mogło przyczyniać się do dużej liczby zakażeń okołoporodowych.

Później zaczynała siadać, zmieniano pościel, a położnica przyjmowała gości i mogła nawet poruszać się po komnacie porodowej. W ostatniej fazie połogu kobiety mogły już opuszczać komnatę porodową, ale nadal nie wychodziły z domu i jeśli nie było to niezbędnie konieczne, nie podejmowały swoich zwykłych obowiązków: nawet wieśniacy starali się zapewnić żonom pomoc czy to krewniaczek lub sąsiadek, czy wynajętej służącej.

Jednak pomimo tych ograniczeń matka nie była bynajmniej osamotniona. Zwyczaj odwiedzania położnicy był bardzo powszechny we wszystkich warstwach społecznych. W zasobniejszych domach w komnacie porodowej wyprawiano uczty, przyjaciółki przynosiły prezenty i świeże plotki, a szczęśliwa matka mogła się popisywać bogactwem wyprawki noworodka i wyposażeniem komnaty porodowej.

Ceremonia wywodu, czyli kobieta w roli matki

Symbolicznym zamknięciem połogu i momentem przywrócenia położnicy do jej publicznych funkcji żony i władczyni był wywód, rytuał oczyszczenia u wrót świątyni, któremu kobieta poddawała się po narodzinach dziecka. Królowa z głową nakrytą białym welonem i w orszaku dam dworu szła do wrót kościoła z zapaloną świecą, będącą znakiem jej oczyszczenia i powrotu do wspólnoty kościelnej. U wrót świątyni ksiądz kropił ją poświęconą wodą przy dźwiękach pieśni „Pokrop mnie, Panie, hyzopem, a będę oczyszczony; obmyj mnie, a nad śnieg wybieleję”, modlił się, a następnie podawał jej koniec stuły i wprowadzał ją do kościoła ze słowami „Niech Cię Pan błogosławi”. Wewnątrz odprawiano mszę z dnia 2 lutego, czyli święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny.

Ceremonia wywodu dawała kolejną okazję do zaprezentowania królewskiego splendoru. Jakub z Voraginy zapisał w żywocie św. Elżbiety Węgierskiej, księżnej Turyngii, że poszła do wywodu bez wspaniałych klejnotów, samotnie, z dzieckiem na ręku i pojedynczą świecą, dowodząc tym samym swojej najgłębszej pokory i niechęci do światowych marności. Jednak większość władczyń wcale nie była równie powściągliwa. Królowa występowała w najkosztowniejszych i najwspanialszych szatach. Niekiedy towarzyszyła jej wielka procesja, niesiono relikwie, chorągwie, śpiewano pieśni. Według angielskiego ceremoniału królową prowadziły dwie księżne, a obok szedł książę małżonek ze wspaniałym złotym kandelabrem, symbolem jej oczyszczonego ciała. Po powrocie do rezydencji królewskiej urządzano ucztę i wręczano królowej prezenty.

Wywód miał dla chrześcijan podwójny charakter – wywodził się z rytuału oczyszczenia kobiecego ciała z krwi i nieczystości porodu, ale był też radosną, triumfalną celebracją macierzyństwa, a niekiedy również polityczną demonstracją płodności królowej. Współcześnie badacze spierają się o jego interpretację. Z pewnością bywał wykorzystywany jako narzędzie społecznej kontroli, kiedy księża odmawiali go matkom nieślubnych dzieci. Jednak wydaje się pewne, że ówczesne kobiety nie uważały wywodu za wstydliwy obowiązek, tylko dzień błogosławieństwa i uświęcenie ciała matki, a także ciał innych kobiet, które towarzyszyły jej w kościele. Małgorzata Kempe, angielska mistyczka z XIV w., napisała, że dla niej wywód był znakiem współuczestnictwa w tajemnicy Wcielenia i triumfem nad grzechem Ewy. W tym dniu wszystkie kobiety czuły się siostrami Maryi i stawały przed ołtarzem z dumą, matki chrześcijańskiego dziecka, które przez dziewięć miesięcy nosiły we własnym ciele i szczęśliwie sprowadziły na świat.

Polityka 51-52.2014 (2989) z dnia 16.12.2014; Historia; s. 86
Oryginalny tytuł tekstu: "Król się rodzi"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną