Jak arcybiskup Oscar Romero został męczennikiem

Święty pęknięty
Oscar Romero na muralu w San Salvadorze
Margie Politzer/Getty Images

Oscar Romero na muralu w San Salvadorze

W dniu zabójstwa arcybiskupa – jak pisze jego biograf – „powtórzyła się scena sprzed trzech lat z dnia elekcji Romera na biskupa: bogaci świętowali, a ubodzy płakali”.
AP/EAST NEWS

W dniu zabójstwa arcybiskupa – jak pisze jego biograf – „powtórzyła się scena sprzed trzech lat z dnia elekcji Romera na biskupa: bogaci świętowali, a ubodzy płakali”.

6.

Romero postanowił szukać wsparcia w nowym papieżu Janie Pawle II. Sądził, że następca św. Piotra z kraju, który cierpi polityczne represje, powinien go zrozumieć. Konferencja episkopatów latynoskich w Puebli z udziałem papieża z Polski umocniła wprawdzie kościelną konserwę i przeciwników teologii wyzwolenia, lecz mimo to Romero liczył na solidarność Jana Pawła.

Po długim oczekiwaniu na audiencję Romero przywiózł papieżowi obszerną dokumentację zbrodni i prześladowań w Salwadorze. Po spotkaniu zanotował w swoim dzienniku: „[Papież] potwierdził, że praca duszpasterska jest bardzo trudna w klimacie walki politycznej. Zalecił szczególną rozwagę i umiarkowanie w ocenie konkretnych sytuacji. Uważa, że lepiej trzymać się pryncypiów, ponieważ w ferowaniu pewnych oskarżeń istnieje niebezpieczeństwo popełniania błędów”.

Romero z całą pewnością trzymał się pryncypiów, lecz pojmował je inaczej niż papież. Kardynał Wojtyła wywiózł z Polski uprzedzenia wobec ruchów rewolucyjnych, zwłaszcza odwołujących się do marksizmu. Natomiast w Ameryce Łacińskiej Kościół, który chciał realizować „opcję na rzecz ubogich”, lokował się niejako siłą rzeczy po stronie lewicy i ruchów emancypacyjnych. Językiem tych ruchów był często marksizm. Wojtyła nie godził się ani na ten język, ani na polityczną rolę duchownych – dlatego wypowiedział walkę teologii wyzwolenia i zaangażowaniom księży po stronie buntu.

Rok później Romero raz jeszcze pojechał do Watykanu – i znowu spotkał go zawód. W dzienniku zanotował, że z jednej strony – papież wyrażał zrozumienie, lecz z drugiej – zalecał, żeby „myśleć nie tylko o sprawiedliwości społecznej i miłości do biednych, ale także o tym, że wyrównywanie rachunków przez lewicowy front ludowy może być też niekorzystne dla Kościoła”.

Stanowisko Jana Pawła II świadczyć może o potrójnym nierozumieniu położenia, w jakim znalazł się prześladowany Romero. Jedno dotyczyło politycznej odwrotności sytuacji w Polsce i Ameryce Łacińskiej – w tej ostatniej zbrodnie popełniano pod hasłami antykomunizmu. Drugie niezrozumienie polegało na tym, że Romero nigdy nie popierał walki zbrojnej. Wciąż liczył – raczej naiwnie – że oligarchia i Waszyngton zgodzą się na reformy społeczne i pokój. Wreszcie – trzecie niezrozumienie: najpewniej Jan Paweł II nie pojmował (nie miał na ten temat dość informacji?), że życie arcybiskupa wisi na włosku i że natychmiast potrzebuje on głosu wsparcia.

Tego głosu ani Romero, ani jego prześladowcy nigdy od papieża nie usłyszeli.

7.

Biograf Romera przytacza opinię pracownika prokuratury, który twierdzi, że w tak katolickim kraju jak Salwador zabójstwo biskupa – obrońcy praw człowieka i krytyka władzy – nie było wcale czymś nieuchronnym. „Szokiem były już zabójstwa księży. Nie znajdowaliśmy się w strefie wpływów krajów komunistycznych, lecz USA: jaka byłaby reakcja międzynarodowej społeczności? Dlatego nawet wojskowi nie mieli śmiałości posunąć się zbyt daleko aż do chwili, kiedy zrozumieli, że zaistniały bardziej sprzyjające okoliczności”. Czy donośne głosy Jana Pawła II i prezydenta Cartera – potępienia zbrodni, obrony Romera i innych prześladowanych – mogłyby powstrzymać zabójców? Nie dowiemy się.

W dniu zabójstwa arcybiskupa – jak pisze jego biograf – „powtórzyła się scena sprzed trzech lat z dnia elekcji Romera na biskupa: bogaci świętowali, a ubodzy płakali. Jednak tym razem z zupełnie innej przyczyny”.

W czasie pogrzebu doszło do masakry: w środku tłumu wybuchła bomba, a kondukt żałobny został ostrzelany przez nieznanych sprawców. Znowu padli zabici.

Zabójców Romera nigdy nie osądzono. Sędzia, który tego próbował, musiał uciekać z kraju. Jednego ze współsprawców skazano zaocznie w Kalifornii, gdzie mieszkał przez pewien czas, ale gdy wyrok zapadał, morderca przepadł bez śladu.

Kilka miesięcy po zabójstwie arcybiskupa w Salwadorze rozpętała się wojna domowa, która w ciągu 12 lat pochłonęła ok. 80 tys. ofiar. Dewastacja, jaką spowodowała, trwa do dziś.

Postać Romera wciąż wywołuje spory. Przez ponad trzy dekady kościelna konserwa broniła się przed uznaniem go za męczennika. Argumentowano, że zginął z motywów politycznych, nie z nienawiści do wiary. Sławny teolog wyzwolenia Jon Sobrino odpowiadał, że według takiego rozumowania nawet Jezus nie byłby męczennikiem: skazano go bowiem za to, że głosił nadejście sprawiedliwości Królestwa Bożego: „Skazanie za obronę sprawiedliwości opartej na chrześcijaństwie jest równoznaczne z wyrokiem wydanym z nienawiści do wiary”.

Dla wiernych (a i wielu niewiernych) z salwadorskich nizin społecznych Romero jest od dawna nie tylko męczennikiem, ale i świętym. Uznanie go za takiego przez oficjalne struktury Kościoła będzie dla tych ludzi jedynie aktem koniecznej, lecz i tak mocno spóźnionej sprawiedliwości.

***

Niektóre cytaty podaję za książką Alberta Vitalego „Oskar Romero. Pasterz owiec i wilków” (tłum. Gabriela Kuhn).

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną