Historia

Przyjaciele Moskale

1920: Rosjanie w polskich szeregach

Schwytany podczas nielegalnego przekraczania granicy Sawinkow trafił na Łubiankę. Skazany na więzienie w 1924 r. zmarł w niejasnych okolicznościach. Schwytany podczas nielegalnego przekraczania granicy Sawinkow trafił na Łubiankę. Skazany na więzienie w 1924 r. zmarł w niejasnych okolicznościach. Corbis
W wojnie polsko-bolszewickiej po stronie Polaków walczyło kilkadziesiąt tysięcy Rosjan, kozaków, Ukraińców i Białorusinów. A wśród nich legendarny terrorysta Borys Sawinkow.
Borys SawinkowRoger Viollet/EAST NEWS Borys Sawinkow
List Sawinkowa do marszałka Piłsudskiego z 29 grudnia 1921 r.AN List Sawinkowa do marszałka Piłsudskiego z 29 grudnia 1921 r.

Borys Sawinkow przyjechał do Warszawy w styczniu 1920 r. jako wysłannik rosyjskich kół emigracyjnych w Paryżu. W chwili wizyty Rosjanina w Polsce sytuacja białych – Armii Ochotniczej gen. Antona Denikina – walczących z bolszewikami była niepomyślna. Po szeroko zakrojonej ofensywie i wyzwoleniu Kubania, Północnego Kaukazu, Donbasu i Ukrainy powzięli wyprawę na Moskwę. Ale w listopadzie 1919 r. ich triumfalny pochód przerwała klęska pod Orłem, w wyniku której Denikin musiał wycofać się za Don. To sprawiło, że w rosyjskim obozie antybolszewickim wzrosły wpływy polityków gotowych pójść na kompromis wobec Polaków. Następstwem owych zmian były negocjacje Sawinkowa z marszałkiem Józefem Piłsudskim, który osobiście zaprosił Rosjanina do Warszawy.

Poprzednie próby nawiązania współpracy pomiędzy Denikinem a Piłsudskim nie powiodły się. Kością niezgody była sprawa granicy: Polacy liczyli, że ich kraj zajmie obszary niegdyś należące do Rzeczpospolitej Obojga Narodów, zamieszkane przez Białorusinów i Ukraińców. W marcu 1917 r. rosyjski Rząd Tymczasowy (powstały po obaleniu caratu) wprawdzie uznał niepodległość Polski, ale tylko w granicach Królestwa Polskiego. Denikin respektował tę decyzję; po zwycięstwie nad bolszewikami zamierzał złożyć władzę w ręce cywilów, a o przyszłości państwa miało zadecydować Zgromadzenie Konstytucyjne.

Rząd Wielkiej Brytanii, sojusznika Polski, nie rozumiał ambicji Polaków i pogodził się z istnieniem nowej władzy w Rosji. Premier David Lloyd-George doradzał Piłsudskiemu poprzestanie na tzw. granicy etnicznej na wschodzie. Francja, drugi sojusznik Polski, nie akceptowała bolszewickiego reżimu, a premier George Clemenceau uważał, że Rosję Sowiecką należy odizolować od innych krajów „przegrodą z drutu kolczastego”. Polska stawała się głównym ogniwem antysowieckiej polityki Paryża. W trakcie trwania wojny polsko-bolszewickiej Piłsudski konsekwentnie odrzucał płynące z Moskwy oferty pokojowe. Marszałek marzył o wygranej, w wyniku której bolszewicy musieliby zaakceptować postulaty Polaków, w tym te dotyczące granic. Propozycja Sawinkowa nadeszła więc w samą porę.

Piłsudski powitał Borysa jako starego towarzysza walki rewolucyjnej. Podobnie jak o 12 lat starszy Marszałek, Sawinkow rozpoczął swoją działalność antyrządową w czasie studiów. Za udział w zamieszkach studenckich Borysa relegowano z Uniwersytetu Petersburskiego i zesłano do Wołogdy, gdzie przymknął do socjalistów rewolucjonistów, bardziej znanych jako eserowców, a z biegiem czasu stał się jednym z ich liderów. Jego partia opowiadała się za ustanowieniem w Rosji republiki parlamentarnej oraz upaństwowieniem przemysłu i ziemi. Środkiem ku osiągnięciu tych celów był terror: eserowcy wierzyli, że morderstwa popełniane na carskich dygnitarzach zmuszą władze do daleko idących ustępstw.

Podczas gdy na początku XX w. nazwisko Lenina było znane głównie w kręgach emigrantów, Borys Sawinkow znalazł się na ustach całej Rosji: jego koledzy zorganizowali zabójstwa m.in. ministra spraw wewnętrznych Wiaczesława Plehwego i wielkiego księcia Sergiusza, wujka Mikołaja II; przygotowano zamachy na premiera Piotra Stołypina i samego cara. Gdy w 1906 r. Sawinkowa skazano na karę śmierci, koledzy pomogli mu zbiec za granicę, skąd terrorysta wrócił w kwietniu 1917 r. po abdykacji Mikołaja II. Sawinkowa nominowano na generał-gubernatora Petersburga, a następnie ministra wojny w Rządzie Tymczasowym. Widząc, jak bolszewicy zyskują coraz większy wpływ w kraju, Sawinkow zaproponował, by aresztować wszystkich członków tej partii, stając się wrogiem Lenina numer jeden.

Po rewolucji październikowej pojechał nad Don, gdzie powstawała Armia Ochotnicza, lecz nowi towarzysze broni nie ufali byłemu terroryście. Udał się więc do Moskwy, tam założył Sojusz Obrony Ojczyzny i Swobody, za pomocą którego zorganizował kilka powstań, m.in. w Muromie, Jarosławiu i Rybińsku. Następnymi punktami w jego antybolszewickiej krucjacie były Paryż i Warszawa.

Sawinkowa i Piłsudskiego łączyła też miłość do Polski. Urodzony w Charkowie Rosjanin spędził dzieciństwo i młodość w Warszawie, gdzie jego ojciec Wiktor był zastępcą prokuratora okręgowego sądu wojskowego. W stolicy Królestwa głowa rodziny Sawinkowów zyskał miano zacnego, bo bez uprzedzeń traktował ludzi o różnym statusie społecznym i narodowości.

Borys uczęszczał do warszawskiego gimnazjum męskiego, ale dodatkową wiedzę o Polsce czerpał dzięki liberalnej atmosferze w rodzinnym domu i przyjaźni z Polakami. Po latach przyznawał: „Nawet Iłowajski [szkolny podręcznik historii, którego autorem był Dymitr Iłowajski] nie mógł ukryć przede mną ani Jana Sobieskiego, ani Kościuszki czy Kilińskiego, ani Mickiewicza. Od dzieciństwa wierzyłem, że kiedyś z oczyszczającego ognia odrodzi się jednoplemienny orzeł i przywróci pokój pomiędzy Moskwą a Warszawą”.

Pierwsze aresztowanie Sawinkowa miało miejsce w domu jego rodziców przy ul. Pięknej 13, tuż przed Wigilią 1897 r. Wiktor Sawinkow ciężko znosił zaangażowanie swoich synów – starszego Aleksandra i młodszego Borysa – w działalność rewolucyjną. Gdy ten pierwszy popełnił samobójstwo na zesłaniu, ojciec zapadł na chorobę psychiczną i trafił do szpitala dla obłąkanych, gdzie zmarł jesienią 1905 r. Pochowano go na cmentarzu prawosławnym na warszawskiej Woli, jego grób zachował się do dnia dzisiejszego.

Chociaż w czasie nauki Sawinkowa w gimnazjum językiem wykładowym był rosyjski, Borys nauczył się polskiego. Podczas spotkania w Belwederze Marszałek zaciągał po wileńsku, od czasu do czasu rzucając ruskim matem, a Rosjanin posługiwał się piękną literacką polszczyzną.

Negocjatorzy zgodzili się na daleko posunięte ustępstwa: Piłsudski wyrzekł się granic z 1772 r., Sawinkow – tych z 1914 r. Ustalono, że losy Litwy i Białorusi rozstrzygną się w drodze plebiscytu, a Ukraina zostanie państwem niepodległym. W Polsce miały powstać formacje rosyjskie do wspólnej walki z bolszewikami. Podjęto decyzję o stworzeniu specjalnego rosyjskiego ośrodka – Rosyjskiego Komitetu Politycznego – do kierowania tymi pracami.

Kompromis zniechęcił do Sawinkowa mieszkających w Europie Rosjan. Ale w Warszawie Borys miał wsparcie ze strony pisarza Dymitra Mereżkowskiego (kilkakrotnie nominowanego do Literackiej Nagrody Nobla), jego żony poetki Zinaidy Gippius oraz krytyka literackiego Dymitra Fiłosofowa. Literaci ci nie zaakceptowali władzy sowieckiej, a w marcu 1920 r., gdy stało się jasne, że białych czeka klęska, nielegalnie przekroczyli granicę polsko-sowiecką.

Mereżkowski, Gippius i Fiłosofow wierzyli, iż – jak pisali – „Rosja sama powstać i odrodzić się nie może”, więc potrzeba jej nowych „Wariagów” – Polaków, którzy mieli „bolszewików pobić, Moskwę zdobyć, Rosję uporządkować, zorganizować i wprowadzić w federację narodów słowiańskich”. Małżonkowie od razu podjęli współpracę z Sawinkowem, m.in. pisując do gazety „Swoboda” założonej przez Rosyjski Komitet Polityczny, bo – jak ujęła to w swym dzienniku Zinaida – „gdybyśmy niczego nie robili przeciwko bolszewikom, grzeszylibyśmy wiarołomstwem i zaniechaniem”.

24 czerwca 1920 r., podczas audiencji u Piłsudskiego, Dymitr Mereżkowski przekonywał Polaka, jak wielkie niebezpieczeństwo niesie ze sobą bolszewizm: „Lękaj się dna rosyjskiego, panie Marszałku: jest to dno bezdeni, a bezdeń wciąga. Lękaj się dna rosyjskiego przez pamięć na Polskę i przez pamięć na Europę”. Piłsudski wywarł na Rosjaninie tak duże wrażenie, że ten – według Gippius – „zwariował na temat Belwederu”. Mereżkowski napisał entuzjastyczny artykuł o Naczelniku, którego określił mianem „wielkiego wodza” i „wybrańca Bożego”. Utwór ten przełożono na kilka języków europejskich i kolportowano przez polskie placówki dyplomatyczne.

W drugiej połowie czerwca pojawiły się wiążące ustalenia w sprawie formacji rosyjskich. Polacy potrzebowali wsparcia, bo 5 czerwca armia Budionnego zdołała przełamać front polski na Ukrainie. Równie poważna była sytuacja białych odepchniętych na Półwysep Krymski. Borys Sawinkow odbył kilka rozmów z przedstawicielami Ministerstwa Spraw Wojskowych, które rozkazem z 30 czerwca poleciło poprzeć akcje werbunku żołnierzy i oficerów do nowej jednostki. W oficjalnych dokumentach formację określano jako Specjalny Oddział Rosyjski lub Oddział Uchodźców Rosyjskich. Całe przedsięwzięcie finansowano z budżetu Rzeczpospolitej, z ramienia Ministerstwa Spraw Wojskowych utworzono organ nadzorujący – Ekspozyturę. W sensie wojskowym formacja podporządkowywała się polskiemu dowództwu, a kierownictwo polityczne sprawował Rosyjski Komitet Polityczny, na czele którego stanął sam były terrorysta.

Docelowo – zgodnie ze złożonym przez Sawinkowa projektem z 26 czerwca – oddział miał liczyć 24 tys. ludzi, składać się z trzech rodzajów broni i oddziałów technicznych, a na jego wyposażeniu znalazłyby się armaty lekkie i ciężkie, pistolety, karabiny ręczne i maszynowe. 5 lipca Ministerstwo Spraw Wojskowych poparło założenia Sawinkowa. Następnego dnia we wszystkich polskich gazetach pojawił się niezwykle ważny komunikat Piłsudskiego: „Walcząc o wolność waszą i naszą, wojujemy nie przeciwko narodowi rosyjskiemu, a przeciwko reżimowi, dla którego nadrzędną zasadą jest terror, który zniszczył swobodę i doprowadził kraj do ruiny i głodu”.

Tysiące rodaków zaciągało się do jednostek Sawinkowa. Wśród nich byli carscy oficerowie mieszkający w Polsce i państwach ościennych. Chęć walki wyraziło też ok. 3,5 tys. żołnierzy i oficerów z internowanego korpusu gen. Bredowa, który znalazł się w Polsce na początku 1920 r. po tym, jak bolszewicy odcięli jednostkę od głównych sił armii Denikina.

Pod koniec lipca tworzony oddział liczył już ponad 6 tys. ludzi, ale uzbrajanie jednostki przebiegało powoli, w pułkach kawaleryjskich brakowało koni. Tymczasem sytuacja na froncie polsko-bolszewickim – po ruszeniu sowieckiej ofensywy pod dowództwem Michaiła Tuchaczewskiego – była coraz poważniejsza. Podczas Bitwy Warszawskiej do walki z powodu braku wyposażenia stanęło zaledwie 1500 rosyjskich żołnierzy. Była to kropla w morzu potrzeb, mimo to – zdaniem polskiego dowództwa – obecność rodaków w szeregach wroga obniżała morale czerwonoarmistów.

Pod murami stolicy znalazły się też inne rosyjskie jednostki, które choć nie zostały utworzone przez Sawinkowa, uznawały jego polityczne przywództwo. Wśród nich był oddział gen. Stanisława Bułak-Bałachowicza, syna Białorusina i Polki, uczestnika pierwszej wojny światowej, nagrodzonego najwyższym odznaczeniem imperium – orderem św. Jerzego. W wojnie domowej walczył on w armii Mikołaja Judenicza, po rozwiązaniu której jednostką Bałachowicza – wówczas liczącą ok. 2 tys. osób – zainteresowało się polskie dowództwo. Wraz ze swoimi ludźmi generał znalazł się w Polsce i założył Rosyjską Narodową Armię Ochotniczą. Jednostka uczestniczyła w wyprawie kijowskiej, a jej największym sukcesem militarnym było zdobycie Pińska.

Do Polaków dołączyło też ok. 3  tys. kozaków z Donu, Kubania i Uralu dowodzonych przez 24-letniego esauła Wadima Jakowlewa. Przeprowadził on akcję werbunkową, a 13 sierpnia jego oddział wyruszył na front. Jednostka była kilkakrotnie chwalona w meldunkach z frontu, a jej dowódca – jak pisał w swoich dziennikach Karol Wędziagolski – „był odważny i zdecydowany w boju, zawsze na czele swoich kozaków”. Wadim Jakowlew pojawił się w opowiadaniu „Po bitwie” Izaaka Babla.

Po triumfie pod Warszawą stało się jasne, że wygrana jest blisko. Polacy zaczęli dozbrajać rosyjskie formacje, które szybko wyruszały na wschód. We wrześniu do walk przystąpił oddział Bułak-Bałachowicza (ok. 16 tys. żołnierzy), formacja Sawinkowa (ponad 5 tys.) i kilka oddziałów kozackich. Na froncie w szeregach ułanów znalazł się też sam legendarny terrorysta. Po zwycięskiej bitwie niemeńskiej Polacy podpisali rozejm z bolszewikami. Wówczas doliczono się ok. 25 tys. Rosjan, kozaków, Białorusinów czy Ukraińców walczących po stronie polskiej.

Gippius i Mereżkowski, rozczarowani postawą Polaków, wyjechali do Paryża. Na znak protestu pisarz nie zgodził się na tłumaczenie swych utworów na język polski. Oddziały Sawinkowa jednak kontynuowały walkę na terenie dzisiejszej Białorusi, ale po serii klęsk musiały wycofać się do Polski, gdzie zostały internowane. 18 marca 1921 r., w Rydze, Polska zawarła z Rosją traktat pokojowy, do którego Piłsudskiego skłoniło zmęczenie wojną. Sygnatariusze zobowiązywali się do zwalczania na swoim terenie organizacji opozycyjnych skierowanych przeciwko drugiej stronie. W tej sytuacji Sawinkow musiał opuścić Polskę. Przed wyjazdem wystąpił w Sejmie i – jak wspominał Karol Wędziagolski – „podziękował [posłom] w pięknej polszczyźnie jako gospodarzom kraju za gościnę. Jego krótkie przemówienie, prześlizgujące się lekko nad doznaną krzywdą, było nieskazitelnie grzeczne w formie i bez miary gorzkie w treści”.

Czy Piłsudski czuł się nieswojo po tym, jak zdradził swoich sprzymierzeńców? Chyba tak, bo podczas wizyty w obozie dla internowanych powiedział: „Ja was bardzo przepraszam, panowie. To nie tak miało być”. Tych słów nie dane było usłyszeć Sawinkowowi, który nie ustawał w poszukiwaniach wsparcia wśród przywódców europejskich. Nawiązał też kontakty z organizacjami podziemnymi w Rosji Sowieckiej. Wydawało mu się, że ma w swojej ojczyźnie oddanych jego sprawie ludzi. Mylił się, bo w rzeczywistości wpadł w sidła agentów Łubianki, którym udało się zwabić go do ZSRR jakoby w celu wsparcia towarzyszy walki. Został aresztowany po nielegalnym przekroczeniu granicy.

Okrutnie skatowany Sawinkow publicznie okazał skruchę, iż walczył przeciwko bolszewikom, i oświadczył, że reżim komunistyczny jest jedynym słusznym sposobem na życie. Zginął w więzieniu w niewyjaśnionych okolicznościach. Przyjaciele odwrócili się od niego po tym, jak dał się złamać funkcjonariuszom z Łubianki. Więcej zrozumienia dla postępowania Sawinkowa wykazał Winston Churchill: „Bolszewikom udało się wdeptać w błoto dumną duszę Sawinkowa i, oczerniwszy go w oczach przyjaciół, przedstawić jako Judasza”.

Polityka 33.2015 (3022) z dnia 11.08.2015; Historia; s. 56
Oryginalny tytuł tekstu: "Przyjaciele Moskale"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Brunatne Podhale: Fajne chopaki, ideologiczne i narodowościowe

„Mundury – co tam. Schludnie ubrani. Po Chochołowskiej chodzą? A gdzie mają chodzić? Co do tych Żydów, to raczej niepotrzebnie na nich krzyczą. On osobiście raczej by nie krzyczał. Ale Żydzi są przebiegli, mają pieniądze, rządzą na świecie. Tak było, jest i będzie”.

Przemysław Witkowski
24.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną