Wybory 1957: 99,44 proc. głosów na Władysława Gomułkę

Wyborczy przymrozek
Wybory sejmowe ze stycznia 1957 r. znacząco różniły się od wszystkich innych głosowań w PRL. Na fali odwilży ludzie wiązali z nimi nadzieje na demokratyzację.
Władysław Gomułka wraca do domu z żoną Zofią po głosowaniu w wyborach do Sejmu, styczeń1957 r.
Tadeusz Kubiak/PAP

Władysław Gomułka wraca do domu z żoną Zofią po głosowaniu w wyborach do Sejmu, styczeń1957 r.

Materiał propagandowy z 1957 r.
Repr. FoKa/Forum

Materiał propagandowy z 1957 r.

Polityka

W 2017 r. POLITYKA będzie obchodziła swoje 60-lecie – pierwszy numer tygodnika ukazał się 27 lutego 1957 r. Wydamy z tej okazji specjalny numer jubileuszowy, zorganizujemy imprezy urodzinowe. Zanim to nastąpi – postaramy się przybliżyć klimat 1957 r. w serii artykułów. Poniżej pierwszy z nich.

***

Kadencja Sejmu PRL wyłonionego w październiku 1952 r. dobiegała końca jesienią 1956 r. Kierownictwo PZPR po raz pierwszy zajęło się sprawą kolejnych wyborów w czerwcu 1956 r. Choć rozważano pewne zmiany ordynacji wyborczej, główne zasady miały pozostać niezmienione: wyborcy nadal głosowaliby na jedną listę wyborczą, obejmującą tylko tylu kandydatów, ile miejsc należało obsadzić w ławach poselskich.

Tymczasem w całym kraju, z różnych środowisk, coraz wyraźniej zaczęły podnosić się głosy domagające się zmian, w tym demokratyzacji prawa wyborczego. Naprzeciw wyszły im rozstrzygnięcia, które zapadły na posiedzeniu Biura Politycznego, jeszcze bez udziału Władysława Gomułki, na początku października 1956 r. Zadecydowano wówczas, że nowa ordynacja będzie zakładać zamieszczenie na listach wyborczych większej liczby nazwisk niż liczba mandatów do obsadzenia. Partyjni decydenci zdawali sobie sprawę, że takie rozwiązanie daje wyborcom możliwość skreślania niepopularnych kandydatów. Złagodzić ryzyko miała możliwość oddawania kart wyborczych bez skreśleń. W takim przypadku głos miał być zaliczany kandydatom z tzw. miejsc mandatowych, obejmujących kilka pierwszych pozycji na liście.

Rada Państwa zdążyła wyznaczyć termin wyborów do Sejmu PRL II kadencji na 16 grudnia 1956 r. Ale na pierwszym posiedzeniu władz partyjnych, już z Gomułką na czele, zadecydowano o zmianie daty. Nowe kierownictwo potrzebowało więcej czasu na uspokojenie sytuacji w kraju. Głosowanie wyznaczono ostatecznie na 20 stycznia 1957 r. „Ten kandydat, który cieszyć się będzie największym zaufaniem, zostanie wybrany. Kto nie posiada szerokiego zaufania wyborców, rzecz jasna, do przyszłego Sejmu nie wejdzie” – deklarował w przemówieniu na VIII Plenum KC PZPR Gomułka.

Jedyna lista. FJN

Kierownictwo partyjne nie miało jednak zamiaru rezygnować z kontroli nad doborem posłów. Ale skoro oficjalnie głoszono hasła demokratyzacji, należało to zrobić dyskretnie. Partia musiała sięgnąć do praktyk przetestowanych w 1952 r. – po pierwsze, zadbać o odpowiedni dobór członków komisji wyborczych, do których należało m.in. rejestrowanie okręgowych list kandydatów. W listopadzie 1956 r., w trakcie narady z sekretarzami terenowych komitetów PZPR, Edward Ochab instruował zebranych: „Przede wszystkim należy zapewnić sobie istotny wpływ, codzienny wpływ na okręgowe komisje wyborcze. (…) Nie mogą [one] w szczególności beztrosko zarejestrować zgłoszonych list wyborczych, nawet jeśli tam będzie dziesięć pieczątek i sto podpisów. Chociaż formalnie ustawa pozwala na przyjęcie zgłoszenia więcej list, nie tylko jednej listy (…). Tę okręgową komisję wyborczą trzeba codziennie mieć na oku i w gruncie rzeczy trzymać w garści, chociaż nie może to przybierać form administracyjnych czy rzucających się w oczy, czy dających podstawę do rozróbki przeciw partii”.

Chociaż postanowiono nie przeszkadzać w spontanicznym wysuwaniu kandydatów na posłów w trakcie zebrań w różnych środowiskach, nie oznaczało to automatycznie zgody na rejestrację niezależnych list wyborczych ani na wpisywanie wszystkich zgłaszanych nazwisk na jedyną zarejestrowaną w każdym okręgu listę Frontu Jedności Narodu. Listy FJN były dokładnie analizowane i zatwierdzane przez wojewódzkie władze partyjne. W przypadku części kandydatur decyzje zapadały na najwyższym szczeblu. Tak było z tzw. kandydatami centralnymi – czołowymi osobistościami politycznymi, rozdzielonymi między poszczególne okręgi – oraz z działaczami katolickimi, którzy później utworzyli Koło Posłów Znak. Propozycję ich wejścia do Sejmu PRL złożył Jerzemu Zawieyskiemu Edward Ochab. Obaj panowie znali się jeszcze z czasów przedwojennych, co ułatwiło nawiązanie dialogu i osiągnięcie porozumienia. Zawieyski reprezentował Ogólnopolski Klub Postępowej Inteligencji Katolickiej, powołany na fali ożywienia, które ogarnęło całą Polskę jesienią 1956 r. Jego członkowie, wywodzący się m.in. ze środowiska krakowskiego „Tygodnika Powszechnego” i z kręgów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, deklarowali się jako zwolennicy Gomułki i jego programu reform. Ich poparcie miało znaczenie dla dążących do ustabilizowania sytuacji w kraju nowych władz partyjnych. Mogli także okazać się przydatni w kontaktach z Kościołem i szerszymi kręgami katolików. Kierownictwo PZPR nie wyraziło zgody na wszystkie zaproponowane kandydatury, ale na tzw. mandatowych miejscach list FJN znaleźli się, oprócz samego Zawieyskiego, popierani przez OKPIK Stanisław Stomma, Stefan Kisielewski, Zbigniew Makarczyk oraz Antoni Gładysz.

Zazwyczaj niepowodzeniem kończyły się natomiast starania o zamieszczenie na listach FJN niezależnych kandydatów, cieszących się realnym poparciem lokalnych społeczności. W wielu przypadkach prowadziło to do napięć i protestów. Tak było m.in. w Łodzi, gdzie na liście zabrakło prof. Zygmunta Izdebskiego, byłego rektora tamtejszej Wyższej Szkoły Ekonomicznej, którego kandydaturę wysunięto podczas wiecu w auli Uniwersytetu Łódzkiego. Wzburzeni studenci ostro zaprotestowali – najpierw urządzili kolejny wiec (tym razem na Politechnice Łódzkiej), a następnie manifestację uliczną. Interweniowali też u przedstawicieli władz PZPR – początkowo na poziomie wojewódzkim, a kiedy to nie poskutkowało, także w Warszawie, gdzie spotkał się z nimi Zenon Kliszko, uważany za prawą rękę Gomułki. Miał przyjąć ze zrozumieniem postawę studentów, ale wizyta nie przyniosła realnych efektów – Izdebski nie został umieszczony na liście poddanej pod głosowanie 20 stycznia 1957 r. Na rozstrzygnięcia partyjnych decydentów wpływ miały informacje na jego temat, dostarczane im przez aparat bezpieczeństwa, w których opisywano go m.in. jako nieugiętego zwolennika reform. Według danych KC PZPR w całym kraju w okresie kampanii wyborczej wysunięto 60 tys. kandydatów, tymczasem na listach wyborczych FJN znalazły się 723 nazwiska.

Skompletowanie list zakończyło pierwszy etap przygotowań do wyborów, które do tego czasu nie były kluczowym tematem ani dla opinii publicznej, ani dla kierownictwa partyjnego. Zarówno decydentów, jak i obywateli absorbowały bardziej wydarzenia na Węgrzech, zmiany w strukturach władzy (likwidacja Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego i terenowych urzędów bezpieczeństwa) czy relacje PRL ze Związkiem Radzieckim. Kampania wyborcza zaczęła nabierać tempa, kiedy na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia prasa poinformowała o pierwszych spotkaniach kandydatów na posłów z wyborcami. W drugim tygodniu stycznia 1957 r. była już najważniejszą kwestią polityczną w kraju.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną