Wybory 1957: 99,44 proc. głosów na Władysława Gomułkę

Wyborczy przymrozek
Władysław Gomułka wraca do domu z żoną Zofią po głosowaniu w wyborach do Sejmu, styczeń1957 r.
Tadeusz Kubiak/PAP

Władysław Gomułka wraca do domu z żoną Zofią po głosowaniu w wyborach do Sejmu, styczeń1957 r.

Materiał propagandowy z 1957 r.
Repr. FoKa/Forum

Materiał propagandowy z 1957 r.

Polityka

Z formą głosowania narzuconą przez władze nie mogła się pogodzić Maria Dąbrowska. W swoim dzienniku pisarka zanotowała: „Ja mam dalej ciągle straszliwy niesmak. Czy są takie zagrożenia, dla których można tracić z powrotem twarz? Czy można zaczynać budowanie praworządnej demokracji od jej złamania? Tym było niewątpliwie skasowane przez Gomułkę w trybie nagłym tajności i ograniczonej, ale przecież jakiejś swobody wyboru. Czy to nie jest powrót znów do zasady »cel uświęca środki«? Czy to nie jest złamanie morale narodu? Gdy państwo zaczyna »naprawę« od oszustwa, to zwalnia obywateli od obowiązku lojalności”. Choć podobne odczucia musiała mieć znaczna część społeczeństwa, większość podporządkowała się jednak wezwaniom partyjnego kierownictwa.

Według obwieszczenia PKW frekwencja wyborcza wyniosła 94,14 proc., a poparcie dla kandydatów FJN – 98,40 proc. Symptomatyczne, że w skali całego kraju najwyższe poparcie uzyskali kandydaci bezpartyjni (94,26 proc.), nieco niższe przedstawiciele SD (90,8 proc.) oraz ZSL (89,17 proc.), a najgorzej wypadli partyjni (87,95 proc.) – wyjątkiem byli tu, rzecz jasna, sam Gomułka oraz jego najbliżsi współpracownicy, którzy wrócili do władzy na VIII Plenum. I sekretarz zdobył 99,44 proc. ważnie oddanych głosów. Jedyny raz w historii PRL wymaganej bezwzględnej większości nie uzyskał natomiast jeden z kandydatów ubiegających się o funkcję posła z tzw. miejsca mandatowego. Był to Jan Antoniszczak z PZPR, kandydujący z trzeciej pozycji listy FJN w trzymandatowym okręgu nr 37 z siedzibą w Nowym Sączu. Musiała odbyć się tam druga tura głosowania. Casus nowosądecki pokazał, że w systemie wyborczym wdrożonym w PRL w 1957 r. wyborcy mogli eliminować niepopularnych kandydatów na posłów. Fakt, że poza rzeczonym przypadkiem już nigdy później z tej możliwości nie skorzystali, należy tłumaczyć skutecznością różnego rodzaju nacisków na obywateli oraz przedwyborczej propagandy stosowanej przez PZPR.

Choć wspomniane wyniki, szczególnie w zestawieniu z frekwencją wyborczą znaną ze współczesnych polskich głosowań, mogą wydawać się nieprawdopodobne, zazwyczaj nie były później kwestionowane. Niemniej jednak w dokumentacji przechowywanej w archiwach odnaleźć można pewne poszlaki wskazujące, że dochodziło do nieprawidłowości. Niektóre komisje wyborcze umożliwiały wyborcom głosowanie w zastępstwie, głosy oddane nieważnie uznawano za ważne, obniżano liczbę uprawnionych do głosowania. Dziś nie sposób określić, o ile punktów procentowych tego rodzaju działania zmieniły wyborcze statystyki. Wobec skali poruszenia, które w okresie październikowego przełomu ogarnęło całą Polskę, zapewne nie więcej niż o kilka procent. Z całą pewnością natomiast wybory sejmowe ze stycznia 1957 r. były dla społeczeństwa wyraźnym sygnałem, że na prawdziwą demokratyzację pod rządami Gomułki nie ma co liczyć. Po październikowej odwilży już w styczniu przyszedł przymrozek.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną