300 lat historii sekretnego bractwa

Jawne tajemnice masonerii
300 lat temu powstała Wielka Loża Londynu. Skąd się wzięło to przypominające zakon zrzeszenie, jego symbolika, cele, kolejne stopnie wtajemniczenia?
XX-wieczny obraz przedstawiający hierarchię w świecie stowarzyszeń wolnomularskich
Photo 12/Getty Images

XX-wieczny obraz przedstawiający hierarchię w świecie stowarzyszeń wolnomularskich

Inicjacja wolnomularska, rysunek z XVIII w.
Wikipedia

Inicjacja wolnomularska, rysunek z XVIII w.

Trzy loże londyńskie i loża z Westminster obradowały „Pod Gęsią i Pod Rusztem” (Goose and Gridion) w St. Paul’s Churchyard, powołując Grand Lodge of London, Wielką Lożę Londynu. Był 24 czerwca 1717 r., dzień św. Jana Chrzciciela, patrona m.in. architektów i murarzy. Tę datę uznano za moment narodzin masonerii.

W rzeczywistości loża londyńska nie była tą pierwszą; w XVII w. istniały loże szkockie i na początek tego wieku datują się tzw. katechizmy masońskie z opisami rytuałów wtajemniczenia (inicjacji). Utworzenie Wielkiej Loży Londynu miało zatem znaczenie symboliczne dla masonerii. Pierwszy wybrany na posiedzeniu wielki mistrz Anthony Sayer nie był przy tym osobistością wpływową, więc i oddziaływanie loży było słabe. Dopiero trzeci wielki mistrz, hugenocki (kalwiński) duchowny John Theophilus Desagulier stał się człowiekiem, który przyciągnął do siebie i ruchu masońskiego londyńskie elity, w tym naukowe. Był on bowiem członkiem Towarzystwa Królewskiego, żywo interesującym się wiedzą empiryczną. Osoba kolejnego wielkiego mistrza diuka Johna Montagu, arystokraty i katolika, wywołała z kolei duże zainteresowanie publiczne; w gazetach zaczęły pojawiać się wzmianki o masonach. Na fali tych zainteresowań ruch ekspandował, a Wielka Loża powoływała kolejne loże, także w zamorskich koloniach brytyjskich.

Skąd się jednak wzięło dziwne zrzeszenie przypominające zakon, jego symbolika, inicjacje z „profana” na „ucznia”, cele, kolejne stopnie wtajemniczenia? Legendarne początki masonerii sytuowano m.in. w czasach budowy Pierwszej Świątyni w Jerozolimie i w stowarzyszeniach muratorów-kamieniarzy. Masoni będą pielęgnować mit o budowie świątyni Salomona, podczas której miał zostać zamordowany przez czeladników architekt Hiram Abif, co odczytujący dosłownie ten przekaz „uważali (…) za historię początków zakonu” wolnomularskiego, pisał W. Kirk MacNulty. W rzeczywistości mit ten nie zgadza się z przekazem biblijnym. Czytamy bowiem w 1 Księdze Królewskiej: „Hiram zrobił ponadto kadzie, łopatki i kropielnice” (1 Krl,7,40). Oznaczało to, że żył i dokończył dzieła budowy wspaniałej świątyni.

Początki bractwa masońskiego wiązano też z misteriami antycznymi Egiptu i Grecji. Wskazywano na związek z zakonem templariuszy, którzy opanowali niezwykłą sztukę stawiania kościołów na planie krzyża. Zagadkowa kaplica Rosslyn w Szkocji pełna jest przecież symboli templariuszy i masonów, zresztą często niezrozumiałych nawet dla badaczy. To tutaj ma być ukryty św. Graal: stały, jakże wdzięczny i dochodowy element sensacyjnych powieści.

Jedno jest pewne: organizacje nazwane potem masońskimi, początkowo związane były z zawodem kamieniarzy i mularzy. Ludzi zrzeszonych w cechach murarskich określano w Anglii „freemason”, we Francji „franc maçon”, w Niemczech „der Freiemaurer”, w Polsce „wolnomularz”. Miejscem ich pracy nad ówczesnymi cudami architektury – strzelistymi katedrami – oraz odpoczynku i snu było zaplecze warsztatu rzemieślniczego, zwane lożą. Tamże uczono się tajników „Sztuki Królewskiej”, a nowicjusz mularski składał przed majstrami i członkami przysięgę, że nie zdradzi tajemnic zawodowych. Loże miały swoje znaki i hasła, które pozwalały mularzom rozpoznawać się i porozumiewać bez słów nawet wśród obcych. Znajomość „kodu mularskiego” była też swoistym świadectwem opanowania zawodu. Aurze tajemniczości dodawała symbolika religijna: Boga ukazywano jako Wielkiego Budowniczego Wszechświata, który kieruje się zasadami geometrii, trzymając w ręku cyrkiel.

Jednakże z biegiem lat budownictwo katedr straciło na znaczeniu. Renesans przyniósł zainteresowanie antykiem, ale też hermetycznym mistycyzmem, alchemią, kabałą, szukającą w literach i cyfrach Biblii zakodowanych wyroków Bożych. Na fali zainteresowania wiedzą tajemną, a jednocześnie doświadczeniami empirycznymi w Kassel w 1614 i 1615 r. pojawiły się manifesty „Fama Fraternistatis” (Wieść o Bractwie) i „Confesio Fraternitatis” (Wyznanie o Bractwie), a rok później, w 1616 r. powieść „Chymische Hochzeit: Christiani Rosenkreutz Anno 1459”. (Alchemiczne zaślubiny Christiana Rosenkreutza roku 1459). W manifestach tych i opowieściach podawano, że istnieje zakon (bractwo) różokrzyżowców, założone przez Chrystiana Rosenkreutza, wychowanka niemieckiego klasztoru i podróżnika. Za pradawną kolebkę bractwa podawano starożytny Egipt, gdzie faraon Echnaton wprowadził wiarę w jednego Boga i szerzył idee miłości, a także antyczną Grecję z jej wybitnymi myślicielami i reformatorami: Solonem, Pitagorasem, Platonem. Także postać Buddy stała częścią mitu różokrzyżowców.

Choć nazwisko Christian Rosenkreutz (w tł. Chrześcijanin Róży Krzyża) wskazywało na mistyczny charakter postaci i organizacji, to w drukach podawano, że Christian wespół z powołanymi braćmi pod wpływem Ducha Świętego miał napisać filozoficzne księgi. Ich tytuły to: „Axiomata”, czyli niezmienne pewniki aż do końca świata, i „Rotae Mundi”, czyli „obroty świata”.

Po pewnym czasie Rosenkreutz, wedle przekazu, wysłał swych braci w świat z tajną misją. Sześć reguł nakazywało m.in. wysłannikom dostosować się do kraju, w którym działali, używać pieczęci R.C., bezpłatnie uzdrawiać chorych, raz w roku w Wielki Czwartek wracać do siedziby Ducha Świętego, na 100 lat zachować w tajemnicy istnienie Bractwa i wyznaczyć następców.

Rosenkreutz, zwany przez różokrzyżowców Ojcem, miał poznać sekrety Nieba, Ziemi, Ludzkości i przyszłości, a jego zasługi różokrzyżowcy przyrównują do ziarna zasianego w sercu Jezusa. Stanąć też miał na czele „niewidzialnego kolegium”. Dowiedziawszy się tych prawd, bracia rozproszyli się po świecie pomagać, studiować Biblię i „księgę przyrody” jako jeden ze sposobów poznawania natury Boga i Wszechrzeczy.

W rzeczywistości zakon różokrzyżowców i osobę Rosenkreutza wymyślili intelektualiści luterańscy z Tybingi, m.in. diakon Johann Valentin Andreae, który zresztą przyznał się do mistyfikacji. Niektórzy uznają ją za ludibrium, przewrotny żart, inni za zjadliwy paszkwil na dzieje ludzkości i współczesne czasy przepełnione konfliktami i krwawymi wojnami. Jednakże elity potraktowały manifesty jako ważne przesłanie do „generalnej światowej reformy” i stworzenia „intelektualnej wspólnoty” przez łączenie pierwiastka mistycznego z empirycznymi badaniami.

Tak też manifesty zostały zinterpretowane przez uczonych masonów. Były Wielki Mistrz Wielkiej Loży Narodowej Polski prof. Tadeusz Cegielski w pracy „Ordo ex chao” pisał, że manifesty, a szczególnie powieść Andrea’ego, ma charakter profetyczny, gdyż „zapowiada wielkie zmiany, jakie mają się dokonać dzięki wiedzy i nauce”. Ale jednocześnie przypomina o pracach historyczki Frances Yates, która udowodniła, że powieść o zaślubinach Rosenkreutza została osadzona w realiach z czasów Andreae.

Luterańscy intelektualiści z Tybingi trafili na podatny grunt: scholastyczny paradygmat wyczerpał bowiem swe możliwości. Rozpoczęto poszukiwania tajemnicy bytu w wiedzy, łącząc prawa Natury z Bożymi. Rozkwitła astrologia, zgodnie z przekonaniem, że „co na górze [w niebie], to i na dole [na ziemi]”, rozwijała się medycyna, prawo, matematyka. Z bractwem różokrzyżowców związało się wiele osobistości ze świata nauki i polityki.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną