Jakie funkcje pełni Żydowski Instytut Historyczny

Jesteśmy strażnikami
Prof. Paweł Śpiewak, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma.
Leszek Zych/Polityka

Prof. Paweł Śpiewak, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma.

Piotr Wiślicki, przewodniczący Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce.
Leszek Zych/Polityka

Piotr Wiślicki, przewodniczący Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce.

P.W.: – Polin zmieniło odbiór historii żydowskiej w Polsce. Pokazało i zainteresowało historią Żydów polskich bardzo wielu ludzi niezwiązanych ze społecznością żydowską. Uczy używać słowa „Żyd” bez złych emocji i bez zażenowania. To powinno przetrzeć ścieżkę wystawie poświęconej Archiwum. Jestem o tym przekonany. A ma ona niezwykły ładunek emocjonalny.

P.Ś.: – Już sam budynek ŻIH jest pomnikiem związanym z Ringelblumem i jego kręgiem. Grupa Oneg Szabat tu właśnie pracowała. Chcemy uzupełnić ekspozycję stałą wystawą fotograficzną, która pokaże, jak to miejsce, ta przestrzeń są wrośnięte w historię powstawania Archiwum.

Wystawę można też odczytywać jako wypełnienie testamentu Oneg Szabat. Fakt, że dokumentacja jest pieczołowicie chroniona, opracowywana, tłumaczona – to ich pośmiertny triumf.
P.Ś.: – To, że Archiwum przetrwało i zostało odnalezione, należy traktować w kategorii cudu.

Jak udało się przeżyć Herszowi Wasserowi i jego żonie, którzy wskazali miejsce ukrycia dokumentów?
P.Ś.: – On wyskoczył z transportu do Treblinki. Ona ukrywała się po stronie aryjskiej. Rachela Auerbach przeżyła dzięki dyrektorowi warszawskiego zoo Janowi Żabińskiemu i jego żonie Antoninie, którzy dali schronienie dużej grupie Żydów. Każdy pojedynczy przypadek przetrwania to zbieg przypadków graniczący z cudem. Niewiele brakowało, by udało się przeżyć także Emanuelowi Ringelblumowi. Proponowano mu inną kryjówkę, ale zdecydował się pozostać w wielkim bunkrze przy ul. Grójeckiej, który został zdekonspirowany wskutek donosu.

Pierwsza część Archiwum została odnaleziona dzięki wskazówkom Hersza Wassera, ale druga – w gruncie rzeczy przypadkiem. Szukano jej intensywnie na terenie dawnego getta między 1946 a 1949 r., ale dopiero spychacze porządkujące gruzowisko odkryły dwie metalowe bańki. Trzeciej części szukano w ogrodach ambasady chińskiej, gdzie w czasie wojny znajdował się jeden z zakładów produkcyjnych getta, tzw. szop, ale niczego nie znaleziono. Wydaje mi się, że ludzie, którzy zakopywali Archiwum, mieli poczucie, że ukrywają skarb; coś absolutnie najważniejszego, co trzeba ocalić i czemu byli gotowi poświęcić wszystko. Wierzę, że praca nad Archiwum i ukrycie go dawało im poczucie sensu. W chaosie, głodzie, zniszczeniu robili coś, co jest ważne, co jest pamięcią – bo nic ważniejszego nie było do zrobienia; poza przeżyciem tak długo, jak się da. Mnie ich heroizm przytłacza. Mówimy, że mamy pamiętać, ale gdy wejdzie się głębiej w świat Archiwum, to gadanie o pamięci może wydać się frazesem. Gdy czytam o potwornych cierpieniach, przez które ludzie wtedy przechodzili, to mój odruch jest taki, żeby…

Zapomnieć?
P.Ś.: – Odsunąć to od siebie, bo nie mogę z tym żyć. To jest zbyt ciężkie, zbyt głęboko przecina moje – jak mówił Franz Kafka – wewnętrzne zlodowacenia. Mogę pamiętać, że było paru niezwykłych ludzi, którzy tego dokonali, ale nie mogę w to wejść naprawdę. Miałem takie momenty, że gdy pisałem o Archiwum, każdą codzienną czynność cały czas odnosiłem do nich. To jest nie do wytrzymania fizycznie i umysłowo. W tym znaczeniu, paradoksalnie, im bardziej pamiętamy, tym bardziej nie umiemy tego udźwignąć. Pamięcią nie da się zniwelować tej dziury, która zieje między doświadczeniem naszym i ich.

P.W.: – A mimo wszystko naszym celem jest to, by inni pamiętali. Żeby tę świadomość i emocję miały nie tylko środowiska żydowskie. Mamy wspólny z ŻIH projekt wystawy podróżującej, która jeździłaby po świecie, by jak najwięcej ludzi mogło pochylić się nad tym, co było.

Trzecia, nieodnaleziona część Archiwum stała się czymś w rodzaju legendy miejskiej. Możemy przypuszczać, czy rzeczywiście była i co w niej było?
P.Ś.: – Ostatnia część miała być zakopana w lutym 1943 r. Żyło jeszcze wtedy kilku członków Oneg Szabat, z których część znalazła się po stronie aryjskiej. Bardzo trudno stwierdzić, kto mógłby kontynuować pracę na terenie getta. Szczególnie że getto miało wtedy bardzo restrykcyjne reguły dotyczące komunikacji. To była przestrzeń, w której skoszarowano robotników przypisanych do poszczególnych szopów. Mało prawdopodobne, by między marcem a kwietniem można było jeszcze cokolwiek istotnego schować. Wiemy z relacji Marka Edelmana, że brał udział w ukrywaniu archiwum Bundu, z którym miała być zakopana trzecia część Archiwum Ringelbluma. Wykopaliska niczego nie odkryły. Można zakładać, że pod starym Muranowem są nadal tysiące śladów po getcie, ale czy także trzecia część Archiwum? Nie wiem.

P.W.: – Mit miejski ma to do siebie, że żyje własnym życiem. I niech tak będzie. Dla mnie trzecia część Archiwum Ringelbluma to nasza działalność z nim związana i wszystko to, co na terenie dawnego getta pozostało nieodkryte – kawałki domów, szkła, ludzkich kości. Trzecia część to całe podziemne getto.

rozmawiała Joanna Podgórska

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj