Historia

Powstanie warszawskie a Żydzi – pierwsza próba rozliczeń w 50. rocznicę zrywu

Powstanie warszawskie Powstanie warszawskie Oscar Anton / Flickr CC by 2.0
Po osiągnięciu niezawisłości i w trakcie trwających rozrachunków z PRL nie ma atmosfery sprzyjającej bolesnym rozliczeniom z własną, niedawną przeszłością.

Od początku lat 90. władze polskie negocjowały z chylącym się ku upadkowi Związkiem Sowieckim wyjazd jednostek Armii Czerwonej, stacjonujących na terytorium Polski. Przed wyjazdem ostatniej formacji (opuściła kraj 18 września 1993 r.) jej reprezentacja została pożegnana w Belwederze. Prezydent Lech Wałęsa zamknął w ten sposób 54-letni okres dominacji Sowietów nad Rzeczpospolitą.

Rok później obchodzono 50. rocznicę powstania warszawskiego. Przy tej okazji pojawiły się próby krytycznego zweryfikowania obrazu przeszłości, zakłamywanej systemowo przez poprzednie dekady. Okazało się jednak, że świeżo po osiągnięciu niezawisłości i w trakcie trwających rozrachunków z PRL nie ma atmosfery sprzyjającej bolesnym rozliczeniom z własną, niedawną przeszłością.

Z artykułu w „Rzeczpospolitej”:

„17 września 1993 dopełnia się miara sprawiedliwości dziejowej” – powiedział prezydent Lech Wałęsa, po otrzymaniu od dowódcy wojsk rosyjskich, gen. Leonida Kowaliowa, meldunku o wycofaniu tych jednostek z naszego kraju. „Suwerenność Rzeczpospolitej uzyskuje potwierdzenie ostateczne” – powiedział prezydent w przemówieniu wygłoszonym do 24 żołnierzy i oficerów rosyjskich, którzy 18 bm. w godzinach rannych jako ostatni mają opuścić nasze terytorium. „Hitler przegrał, ale Jałta oddała nas Stalinowi. Polsce zadany został cios w plecy” – usłyszeli Rosjanie zebrani na dziedzińcu Belwederu.

Jednoznacznej ocenie politycznej towarzyszył pełen ceremoniał wojskowy: udział Kompanii Honorowej Wojska Polskiego, prezentacja broni, hymny narodowe. W ceremonii pożegnania ostatnich Rosjan uczestniczyli wszyscy najwyżsi rangą przedstawiciele Kancelarii Prezydenta oraz minister spraw zagranicznych. (...)

Ambasador Federacji Rosyjskiej [Jurij Kaszlew powiedział, że] żołnierze rosyjscy odchodzą „z czystym sumieniem”.

Warszawa, 17 września 1993

[„Rzeczpospolita” nr 219/1993]

Z dyskusji w studiu Radia Wolna Europa:

Andrzej Więckowski (pisarz, kierownik działu kultury i komentator polityczny w RWE): Polacy dzisiaj tęsknią do mierzalności „bycia Polakiem”. Imponderabilia narodowe, zawsze grząskie, stają się wręcz trujące, jeśli nie towarzyszy im żadna praktyka codziennego życia społecznego, która z narodu tworzy sprawdzalną doświadczeniem wspólnotę losową. (...) Polacy potrzebują klarownych, dających się przełożyć na rzeczywistość odniesień dla tożsamości narodowej, albo – wolę tak mówić – społecznej. I one mają – takie są realia – więcej wspólnego z dążeniem do standardów cywilizowanych, niż z szukaniem w tradycji. (...) Jeśli Polacy zaczną sobie ufać, odnajdą się też tradycje. Wypłyną z podziemi.

Włodzimierz Bolecki (historyk literatury, pracownik Instytutu Badań Literackich PAN): Co to znaczy być Polakiem dzisiaj? (...) Dlaczego w ogóle o tym dyskutujemy? Ponieważ – jak mi się zdaje – jest ono dziś dość powszechnie odczuwane właśnie jako problem, jako sprawa niejednoznaczna, wielowymiarowa i, co najbardziej charakterystyczne, sprawa konfliktowa. (...) Jest to wynikiem obecnej sytuacji historycznej, to znaczy zachwiania zarówno dotychczasowych struktur ustrojowych i zmian politycznych w Europie, ale też chyba przede wszystkim rozchwiania dotychczasowych punktów odniesienia, (...) wokół których krystalizowała się dotychczas świadomość społeczna. (...) Jaki jest nasz stosunek do dziedzictwa przeszłości, czyli – jaką wybieramy sobie z niej przeszłość; bo tradycja to wolny wybór, a nie determinizm.

Warszawa, 26 października 1993

[Przeszłość ocenia się myśląc o przyszłości, „Kultura” nr 1–2/1994]

Michał Cichy (publicysta) w artykule „PolacyŻydzi: czarne karty powstania”:

Znane mi są relacje, dokumenty i opracowania mówiące o zabiciu przez powstańców [w sierpniu – wrześniu 1944] około 60 Żydów, w tym 44 lub 45 w dwóch zbiorowych morderstwach, z których jedno (30 ofiar NSZ-owców) jest bardzo słabo udokumentowane.

Kilkudziesięciu zabitych Żydów to statystyczny margines na tle około 200 tysięcy ofiar powstania, ale historia nie rządzi się jedynie prawami statystyki.

Wielokrotnie opisano w Polsce pomoc świadczoną Żydom przez Polaków, w tym przez podziemie. Nie jest to jednak prawda cała. Pamięć polska i pamięć żydowska po półwieczu przechowują sprzeczne obrazy wojny. Nie wierzę, żeby w takiej sytuacji realne było prawdziwe porozumienie.

Warszawa, 29 stycznia 1994

[Michał Cichy, Polacy – Żydzi: czarne karty powstania, „Gazeta Wyborcza” nr 24/1994]

Adam Michnik (redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”) w komentarzu do artykułu „PolacyŻydzi: czarne karty powstania”:

Czyż zatem należy o tym dzisiaj przypominać? Czy nie będzie to kolejny argument dla wrogów mojego narodu? Czy nie będzie to kolejne sponiewieranie AK-owskich mogił? Czy nie stanie się to swoistym przyznaniem racji tym wszystkim, którzy mówiąc: „Śmierć frajerom!” – woleli pędzić bimber i handlować z Niemcami, zamiast budować powstańczą barykadę? Czy taka publikacja nie stanie się bronią w ręku tych wszystkich, którzy patriotyzm identyfikują z bezkrytycyzmem i narodową megalomanią? Czy wolno przeto pisać o haniebnych epizodach powstania dziś, gdy zbliżamy się do obchodów 50. rocznicy tego zrywu wolnościowego, przed którego heroizmem chylimy czoło?

Nie lekceważę żadnego z tych pytań. Myślę wszelako, że zdolność do konfrontowania się z ciemnymi epizodami własnego dziedzictwa jest dla każdego narodu egzaminem z dojrzałości demokratycznej. Twierdzę, że Polacy dojrzeli do demokracji, co znaczy, że mają prawo do pełnej prawdy o własnej przeszłości.

Warszawa, 29 stycznia 1994

[„Gazeta Wyborcza” nr 24/1994]

Z artykułu w „Biuletynie Informacyjny Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Okręg Wielkopolska”:

Po czterdziestu latach fałszowania historii, opluwania i szkalowania przez komunistyczną propagandę pamięci najlepszych synów Polski, walczących w latach okupacji o wolność i niezawisłość narodu, o jego godność i honor oraz biologiczne przetrwanie, mieliśmy prawo sądzić – my, żołnierze Armii Krajowej – że doczekaliśmy się wreszcie czasów sprawiedliwości dziejowej, rehabilitacji i zadośćuczynienia. Tymczasem mniemanie to okazuje się naiwnością, gdyż nadal można nas bezkarnie oczerniać i spotwarzać. (...) Trudno odgadnąć, czym kierowała się „Gazeta”, zamieszczając właśnie w tym czasie, właśnie taki tekst Michała Cichego. W jakim uczyniła to celu i w czyim interesie?

Poznań, marzec 1994

[Biuletyn Informacyjny Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej „Okręg Wielkopolska”, nr 1/1994]

Zdzisław Najder (przewodniczący klubu Atlantyckiego) w „Tygodniku Solidarność”

Pamięć o Powstaniu – to była pamięć o ostatnim wielkim czynie Polski Niepodległej, jej legalnych władz i jej żołnierzy. Wierna tej pamięci pozostała tylko polska emigracja polityczna, za granicą spychana na margines, w kraju – konsekwentnie oczerniana i ośmieszana. Atmosfera wrogości wobec Powstania była przez władze komunistyczne starannie wytwarzana na wszystkie możliwe sposoby. (...)

Skoro jednak dotychczas sami nie oddaliśmy sprawiedliwości własnej historii – przedwcześnie było ogłaszać sierpniową rocznicę okazją do międzynarodowego pojednania i zapraszać zagranicznych gości, nie zawsze skorych do przyjęcia zaszczytu. Nie spłaciliśmy jeszcze wewnętrznego długu powstańcom Warszawy: to powinno być przede wszystkich ICH święto.

Warszawa, 29 lipca 1994

[Zdzisław Najder, W sercu Europy. Zbiór komentarzy z „Tygodnika Solidarność”, Warszawa 1998]

Z artykułu w „Gazecie Wyborczej”:

Do zorganizowania niezależnych obchodów zmusił nas prezydent Wałęsa, zapraszając przedstawicieli Niemiec i Rosji – powiedział pod Grobem Nieznanego Żołnierza płk AK Józef Teliga. Jego słów słuchało około 200 kombatantów i mieszkańców Warszawy.

Niezależne obchody rocznicy 50-lecia Powstania Warszawskiego rozpoczęła msza św. w kościele św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu. (...) W chwili gdy pod katedrą z transparentami „Grabarze Warszawy”, ze swastyką oraz sierpem i młotem, uformował się pochód, na placu Krasińskich rozpoczynał się apel poległych.

– Nie zamierzam uczestniczyć w rządowej szopce, na którą zaproszono przedstawicieli Niemiec i Rosji – powiedział uczestnik Powstania Zdzisław Kowalski. – Oni powinni tu przyjść, ale na kolanach – i prosić o przebaczenie za winy przodków.

Warszawa, 1 sierpnia 1994

[„Gazeta Wyborcza” nr 177/1994]

Gustaw Herling-Grudziński (pisarz) w dzienniku:

Powstańcza Warszawa była całkowicie opuszczona i zdradzona, w zupełnej samotności powinna więc była obchodzić swoją tragiczną rocznicę po półwieczu. Jak obchodzi się w odosobnieniu, w kole najbliższych, rocznice tragedii rodzinnych, gdy oznaką żałobnej godności jest wyłączenie udziału osób postronnych. (...)

Słyszę, że dla inicjatorów z prezydenckiego dworu to zaproszenie miało być dowodem naszej „europejskości”, naszego wyrastania z prowincjonalizmu. A było brakiem szacunku dla gruzów miasta, dla poległych mieszkańców Warszawy i warszawskich powstańców.

Neapol, 12 września 1994

[Gustaw Herling-Grudziński, Dziennik pisany nocą (1993–1996), Warszawa 1998]

***

Opracowanie: Marta Markowska (Ośrodek KARTA), współpraca: Przemysław Bogusz, Milena Chodoła, Mariusz Fiłon, Amadeusz Kazanowski, Wojciech Rodak, Adam Safaryjski, Małgorzata Sopyło (zespół „Nieskończenie Niepodległej”).

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Rabin, który przeżył kilka obozów, w tym Auschwitz

Nie wiedziałem wtedy, kim jest, ani jak się nazywa. Siedział po turecku na wielkim stole, bez przerwy palił – rabin Nissen Mangel opowiada o spotkaniu z dr. Mengele.

Agnieszka Zagner
27.01.2019
Reklama