Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Historia

Ameryka na nowo odkryta

Amerigo Vespucci Amerigo Vespucci Wikipedia
Dlaczego pięćset lat temu Ameryka otrzymała imię mało znanego podróżnika Amerigo Vespucciego?

W zdaniu, że Amerykę odkrył Krzysztof Kolumb, a jego słynna wyprawa przez Atlantyk odbyła się w 1492 r., zawarte są co najmniej dwa przekłamania.

Pierwszymi Europejczykami, którzy postawili nogę na kontynencie amerykańskim, byli prawdopodobnie skandynawscy wikingowie, którzy pół tysiąca lat przed sławnym genueńczykiem dopłynęli do północno-wschodnich zakątków Ameryki Północnej. Ich wyczyn nie zaowocował jednak żadnymi konsekwencjami; garstka kolonistów wymarła lub została wybita przez tubylców, a pamięć o postępkach Eryka Rudego, Biarniego Herjulfssona i Leifa Eriksona przetrwała jedynie w staroskandynawskich sagach.

Kolumb natomiast podczas pierwszej wyprawy w 1492 r. dotarł jedynie do wysp Morza Karaibskiego, a skrawki stałego kontynentu ujrzał sześć lat później, gdy w 1498 r. jego flotylla znalazła się w okolicy dorzecza Orinoko. Dopiero zaś w 1502 r., podczas ostatniej wyprawy, udało mu się dopłynąć do wybrzeży trzech, obecnie środkowoamerykańskich państw – Hondurasu, Kostaryki i Panamy.

Nagrodzony tytułem Admirała Indii Kolumb zmarł w 1506 r. niemal w zupełnym zapomnieniu. Umierał nieświadomy faktu, że znalazł drogę do nowego, wielkiego kontynentu. Był przekonany o wytyczeniu wiodącego przez ocean zachodniego szlaku do Indii (dlatego nowo odkryte ziemie przez dziesięciolecia zwano Indiami Zachodnimi). Trudno było mu dostrzec i zaakceptować jakąkolwiek inną możliwość. Co prawda po swojej trzeciej wyprawie w „Relacji dla Królów” napisał, że „te ziemie tworzą nowy świat” i „z woli Bożej poddałem inny świat berłu Króla i Królowej”, ale w jego twierdzeniach pozostało wiele odniesień azjatyckich. Podobnych dylematów i wątpliwości nie miał natomiast człowiek, który większość życia spędził w zaciszu kantoru handlowego.

Gryzipiórek odkrywca

Bogata, patrycjuszowska rodzina florencka, w której w 1451 r. urodził się Amerigo Vespucci, była osobliwa. Jak pisał Paul Herrman: „Jednemu z jej przedstawicieli wykuto w nagrobku przewrotnie brzmiące epitafium: Człowiek ten powinien był albo żyć wiecznie, albo nigdy nie ujrzeć światła dziennego”. („Pokażcie mi testament Adama”). Ojciec Ameriga nosił nieużywane od wieków imię Anastazjusz, a imię jego potomka również budziło powszechne zainteresowanie ze względu na swą odmienność.

Amerigo od wczesnej młodości wyróżniał się inteligencją i przedsiębiorczością. Podobnie jak ojciec zajął się tradycyjną w rodzinie działalnością handlową. Już jako mocno dojrzały człowiek, w 1490 r., przeniósł się do Hiszpanii i został najpierw przedstawicielem domu handlowego, a następnie dyrektorem banku Medicich (Medyceuszy), słynnego na całą Europę książęcego rodu rządzącego Florencją. W 1496 r. filia banku w Sewilli została zlikwidowana. Nad wyborem nowego zajęcia Vespucci nie zastanawiał się długo. Przez lata pracy na eksponowanym stanowisku zgromadził majątek, a już wcześniej organizował drugą i trzecią wyprawę Kolumba. Mariaż dostatecznie dużych środków finansowych i wyobraźni rozpalonej wizją dalekich wypraw w nieznane okazał się na tyle owocny, by z gryzipiórka i buchaltera uczynić zapalonego podróżnika i odkrywcę.

Na Atlantyk Vespucci wyruszył u boku hiszpańskiego żeglarza Alfonsa de Hojedy (Ojedy), który podążył śladami trzeciej wyprawy Kolumba i dotarł do brzegów dzisiejszej Gujany Francuskiej. Relacje na temat dalszych losów ekspedycji są sprzeczne. Wedle jednych Hojeda i Vespucci dopłynęli wspólnie do zatoki Maracaibo i nadali jej nazwę Venezuela. Inne pozwalają przyjąć, iż Vespucci odbył samotnie dalszą podróż i dotarł aż do ujścia Amazonki, o kilka miesięcy wyprzedzając w odkryciu największej rzeki świata kapitana Vincete Yaneza Pinzóna.

W połowie 1500 r. Vespucci powrócił do Kadyksu, by przez następne pięć lat pozostawać na służbie u króla Portugalii Manuela I Szczęśliwego. W jej ramach w 1501 r. znów wyruszył do Nowego Świata. Zadanie, jakie postawiono przed flotą trzech niewielkich karawel, które wypłynęły z Lizbony, to zbadanie wschodnich wybrzeży dzisiejszej Ameryki Południowej. Za cenę utraty jednego ze statków spenetrowano dokładnie szmat wybrzeża, przypuszczalnie aż do szerokości południowej 50 stopni (prawie na wysokości Falklandów).

Już podczas pierwszej z opisanych wypraw Vespucci nabrał przekonania, że rozległe wybrzeże musi być częścią kontynentu, ale przypuszczał, że należy ono do Azji. Podczas kolejnej zrozumiał, że w istocie może chodzić o nieznaną dotychczas część świata. Dał temu wyraz w narysowanych własnoręcznie mapach, na których poprawnie umiejscowił odkryty ląd w stosunku do Europy, Azji i Afryki, oraz w konstatacji: „Przejechaliśmy już sześćset mil wzdłuż tych wybrzeży, a ponieważ ciągną się one tak daleko, iż nikt nie widział ich końca, sądzę, że nie jest to wyspa, lecz prawdopodobnie ląd stały”.

Kłopotliwy mundus novus

Nie sposób z całą pewnością stwierdzić, ile razy Vespucci wyprawiał się do Nowego Świata. On sam pisał o czterech podróżach w 1497, 1499, 1501 i 1503 r. Jednak dostępne źródła potwierdzają jego uczestnictwo jedynie w wyprawach z lat 1499 i 1501. Nie są to jedyne niejasności lub raczej przekłamania pojawiające się w biografii florentyńczyka. Co najmniej część z nich powstała w wyniku świadomych zabiegów Vespucciego, który jako były buchalter i bankier pojął, że więcej osiągnie z piórem w dłoni niż jako jeden z setek mniej lub bardziej anonimowych eksploratorów zamorskich terytoriów.

W 1506 r. w swoim rodzinnym mieście opublikował więc dzieło „List Amerigo Vespucciego o wyspach ostatnio odnalezionych w jego podróżach”. Zawierało ono niezwykle barwne relacje z czterech jakoby wypraw, w jakich miał wziąć udział, zawarte w dwóch listach napisanych w 1503 i 1504 r. Wypełniały je opisy klimatu, fauny i flory, obyczajów spotkanych tubylców, ale mało w nich było konkretnych danych geograficznych dotyczących omawianych ziem. To był jeden z koronnych argumentów przemawiających za uznaniem, iż Vespucci nie uczestniczył aż w czterech zamorskich wyprawach. Pojawiła się także opinia, iż podczas podróży do Nowego Świata jego rola była całkowicie podrzędna.

Autor dobrze wybrał miejsce publikacji – z dala od Hiszpanii i Portugalii, skąd pochodziła olbrzymia większość podróżników i odkrywców mających wiedzę o prawdziwych jego wyczynach. A Amerigo zawarł w „Liście...” takie informacje, które jednych musiały zdziwić, a innych z pewnością oburzyć. Swoją bowiem pierwszą podróż, z 1499 r., umiejscowił dwa lata wcześniej i przypisał sobie całą zasługę odnalezienia Perłowego Wybrzeża, będącego lądem stałym, nie zaś wyspą.

Talent literacki Vespucciego okazał się na tyle duży, by oszustwo uzyskało wszelkie pozory prawdy. W 1507 r. przetłumaczony na łacinę „List...” został wydany w Saint-Dié wraz z wprowadzeniem wybitnego niemieckiego kartografa i geografa Martina Hylacomylusa Waldseemüllera, który nazwał nowy kontynent imieniem jego rzekomego odkrywcy – Amerigo Vespucciego. Powtórzył to w wydanej przez siebie „Cosmographie introductio”, umieszczając w niej mapę świata z konturami kontynentu Ameryki. Już trzy lata później nowo odkryty ląd pojawił się na słynnym Globusie Jagiellońskim, zaś dzieło Vespucciego pod tytułem „Mundus novus” ukazało się drukiem w wielu krajach Europy.

Globus Jagielloński jest nie tylko najstarszym spośród tych, na których pojawiła się nazwa Ameryki, ale stanowi także osobliwość. Raz bowiem umieszczono kontynent w miejscu jego rzeczywistego położenia, po raz drugi na Oceanie Indyjskim – w tej samej szerokości geograficznej z podpisem America nuper reperia (Ameryka niedawno odkryta).

Kolumb bez nimbu

Czym wytłumaczyć, że Krzysztof Kolumb przegrał rywalizację o zaszczyt ochrzczenia własnym imieniem odkrytego przez siebie kontynentu? I to z człowiekiem, który ruszył przez Atlantyk przetartym przez niego szlakiem! Co prawda, w przeciwieństwie do licznej grupy eksploratorów, których dokonania zostały w ogóle niezauważone, genueńczykowi pozostało na osłodę nazwanie jego imieniem jednego z państw Ameryki Południowej.

Powodów, dla których sława należna Kolumbowi spłynęła na Amerigo Vespucciego, jest kilka. Podczas gdy pierwszy z podróżników do samej śmierci był przekonany o odnalezieniu morskiej drogi do Indii, drugi ogłosił, że odkryty ląd jest nieznanym dotychczas olbrzymim kontynentem i postarał się, by swoje twierdzenie, stosownie do jego wagi, udokumentować. Listy i mapy Vespucciego stały się powszechnie znane w Europie, a jego samego zaczęto traktować jako rzeczywistego odkrywcę Ameryki. To, co na początku XVI w. uczynił Amerigo i ludzie mu sprzyjający, zwykło się współcześnie nazywać sukcesem marketingowym.

Atutów, które posiadał i w sposób perfekcyjny wykorzystał sprytny florentyńczyk, zabrakło genueńczykowi. Po części zresztą nie z własnej jego winy. Korona hiszpańska, z którą zawarł umowę i na rzecz której działał, pragnęła jego odkrycia utrzymać w jak najgłębszej tajemnicy w obawie przez konkurencją ze strony innych państw morskich. Skrzętne skrywanie informacji dotyczących wypraw Kolumba oraz jego relacji i szkiców obróciło się przeciwko niemu, pozbawiając Admirała Indii miana największego z odkrywców. Do dzisiejszych czasów nie zachowała się żadna z wykonanych przez niego map, a jedynym znanym szkicem autorstwa Kolumba jest niewielki rysunek przedstawiający zarys Hispanioli (dziś leżą na niej Haiti i Dominikana) z zaznaczonym na nim osiedlem La Navidad, pierwszą osadą założoną przez Europejczyków w Nowym Świecie (nie licząc oczywiście epizodycznego pobytu w Ameryce wspomnianych wcześniej wikingów).

Ciekawostkę stanowi fakt, że do budowy osady użyto drewna ze słynnego statku „Santa Maria”, jednego z trzech, na których Kolumb i towarzyszący mu marynarze wyruszyli przez ocean podczas pierwszej wyprawy do Indii. Maleńka osada powstała w części z maleńkiej karaweli, która przebyła olbrzymi ocean, dając początek wielkiej amerykańskiej cywilizacji białego człowieka.

Polityka 30.2007 (2614) z dnia 28.07.2007; Historia; s. 66
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

W hamaku i na leżaku. Wybraliśmy 12 książek na lato

Latem można nadrobić zaległości z całego roku, dlatego proponujemy starannie wybrany zestaw 12 gorących powieści, kryminałów i książek non-fiction z ostatnich miesięcy. Wciągających, poruszających, odkrywczych.

Jakub Demiańczuk, Justyna Sobolewska, Aleksandra Żelazińska
01.07.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną