Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Historia

Gry i gierki

Mundial wraca do USA. Poprzedni był jak kukułcze jajo. Tylko Kissinger miał słabość do piłki

Mundial 1994, zwycięska drużyna Brazylii. Zachowawczy styl gry zespołu krytykował publicznie Pelé. Mundial 1994, zwycięska drużyna Brazylii. Zachowawczy styl gry zespołu krytykował publicznie Pelé. Empics Sport / East News
Rozmowa z Jonathanem Wilsonem, angielskim dziennikarzem i pisarzem, autorem wydanej właśnie historii piłkarskich mundiali „Potęga i chwała”, o poprzednim turnieju organizowanym w Stanach Zjednoczonych.
Jonathan Wilsonmateriały prasowe Jonathan Wilson

MARCIN PIĄTEK: – Mundial 1994 przeszedł do historii jako kukułcze jajo podrzucone Stanom Zjednoczonym. Jeden z tamtejszych publicystów pisał, że nienawiść do piłki nożnej jest tak amerykańska jak półciężarówki i szarlotka mamy. 70 proc. Amerykanów nie wiedziało, że turniej odbywa się w ich kraju.
JONATHAN WILSON: – Mistrzostwa świata po raz pierwszy trafiły do kraju, w którym piłka nożna była sportem trzeciej kategorii. Obawiano się, że impreza będzie klapą, że nie sprzedadzą się bilety, sugerowano, że dojdzie do zmian w przepisach gry, aby stworzyć mecze bardziej zrozumiałe dla przeciętnego Amerykanina. Plotkowano o powiększeniu bramek, o podziale meczu na kwarty zamiast połów. Ostatecznie do tego nie doszło. Ciekawe, że w tym roku mecze będą się faktycznie składały się z kwart, ze względu na dodatkowe trzyminutowe przerwy na nawodnienie piłkarzy.

Dlaczego piłka nie przyjęła się w Stanach? Koniec lat 70. stał tam pod znakiem boomu: kluby kwitły, rozwijała się liga, do Ameryki ciągnęły gwiazdy: Pelé, Beckenbauer, Cruyff, Best.
Na mecze Cosmosu Nowy Jork, by zobaczyć w akcji Pelégo i Beckenbauera, przychodziło po 70 tys. osób. Działała magia wielkiego wydarzenia, ludzie chcieli się pokazać. W Stanach piłkę nożną próbowano budować od dachu, a nie od fundamentów, jak choćby w Anglii, gdzie u zarania było zamiłowanie do tego sportu, amatorskie mecze, powstawały kluby, ligi mniejsze i większe, aż w końcu zrobił się z tego biznes. W Ameryce tych korzeni nie było. Carli Lloyd, wspaniała amerykańska zawodniczka, opowiadała mi, że miała szczęście, bo w jej społeczności w New Jersey było wielu tureckich imigrantów, którzy grali w piłkę i podsycali zainteresowanie tym sportem. Bez ich aktywności i mobilizacji straciłaby możliwość gry i rozwoju.

Polityka 24.2026 (3568) z dnia 09.06.2026; Historia; s. 60
Oryginalny tytuł tekstu: "Gry i gierki"
Reklama