Klasyki Polityki

Kwiaty od Mądrali

Nie zdziwiłbym się, gdyby Muzeum Historii Żydów Polskich stało się największą muzealną atrakcją stolicy.

Choćby przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów, to dla wizerunku naszego kraju nie uczyniliby tyle, co Muzeum Historii Żydów Polskich. Ministrowie, dyrektorzy, ambasadorowie, media zaprawione w walce z antypolskimi stereotypami – wszyscy oni odpierają jak mogą, mniej lub bardziej nieuzasadnione, zarzuty pod adresem Polski i Polaków, ale żadnemu nie udało się osiągnąć takiego efektu, jakim są niejednokrotnie obszerne wyrazy uznania w mediach światowych pod adresem naszego Muzeum.

W Polsce Ludowej, kiedy dostęp do prasy zachodniej był ograniczony, istniała instytucja zwana „przeglądem prasy” – nasze gazety przynosiły fragmenty prasy zagranicznej mówiące o Polsce, często tak dobrane i ufryzowane, żeby stworzyć wrażenie, iż Zachód jest pod głębokim wrażeniem kolejnego plenum KC PZPR lub oficjalnej wizyty naszego towarzysza czy ministra. Od kiedy mamy wolność oraz internet, każdy może sam sprawdzić, co o nas piszą inni. Okazuje się, że antypolskie uprzedzenia i stereotypy to nie wszystko, że świat potrafi docenić nasze osiągnięcia, kiedy są autentyczne, ale i nie daje sobie wcisnąć propagandowego kitu, np. w sprawie stosunków polsko-żydowskich. Twórcy Muzeum i ekspozycji stałej musieli się wykazać nie lada dyplomacją, żeby pogodzić Polaków, Żydów i Amerykanów o różnej pamięci i nieraz sprzecznych wizjach historii. Nie zdziwiłbym się, gdyby Muzeum stało się największą muzealną atrakcją stolicy. Takiego odzewu za granicą żadna polska instytucja nie wzbudziła.

Rick Lyman, warszawski korespondent „The New York Times”, gazety miarodajnej dla środowisk żydowskich w USA, pisze m.in.: „Aby uczcić swoją żydowską historię, Polska przedstawia Muzeum Życia. Podczas kiedy antysemityzm znów daje o sobie znać w całej Europie, zupełnie coś innego powstaje w ogromnym szklanym gmachu, w centrum zburzonej dzielnicy Warszawy”. Autor nazywa Muzeum „najbardziej ambitną instytucją kulturalną w Polsce od czasu upadku komunizmu”. Opisując dzieje Żydów w Polsce, Lyman podkreśla powrót zainteresowania ich życiem i kulturą. „Młodzi Polacy aktywnie sięgają do żydowskiej przeszłości swojego narodu. Doroczne festiwale w Krakowie i w Warszawie przyciągają dziesiątki tysięcy ludzi tańczących do muzyki klezmerów, zajadających kugel i gefilte fish (rybę faszerowaną). Prawie wszyscy z nich to polscy katolicy”.

„NYT” opisuje, jak słowo stało się ciałem – począwszy od narodzin pomysłu w Polsce i jego wsparcia przez państwo polskie, władze Warszawy i pierwszych „trzech bogatych Amerykanów” (pp. Markowicz, Rolat i Taube), do których dołączył największy dawca indywidualny – Jan Kulczyk – oraz setek innych. Po 1989 r. – pisze Lyman – nie było jasne, jaką drogę Polska wybierze. „Przeważyła wielokulturowość i muzeum jest tego dowodem”.

Nie mniej wpływowy „Wall Street Journal”, w korespondencji Matthew Kamińskiego z Muzeum, przypomina „dramatycznie skomplikowane” stosunki Polaków i Żydów (także w Stanach, gdzie czterech na pięciu Żydów ma polskie korzenie). „Muzeum pokazuje, jak kiedyś Żydzi w Polsce rozkwitali i jak kruche okazało się ich istnienie” – pisze Kamiński, i dodaje: „To ostrzeżenie przed antysemityzmem, jaki odżywa gdzie indziej w Europie”.

Znany dziennik niemiecki „Die Welt” jest również pełen uznania: „Polska znów odkrywa swoją wielką tradycję żydowską” i uznaje ją za nieodłączny element swojej tożsamości oraz historii. Gazeta dodaje, że nowy prezydent Izraela Reuven Rivlin jako cel swojej pierwszej podróży zagranicznej wybrał udział w otwarciu Muzeum. „To pokazuje, jak bliskie więzy łączą Polskę z państwem żydowskim”. Nowa, demokratyczna Polska nieodwracalnie zwrócona jest ku pluralizmowi i otwiera się na świat. Rozwój Polski od czasu wstąpienia do Unii Europejskiej to uderzająca historia sukcesu. „Rośnie waga Polski w Europie, nie tylko w gospodarce, ale i w polityce oraz w kulturze” – stwierdza „Die Welt”.

Także w Polsce, pod wieloma względami głęboko podzielonej, Muzeum zostało przyjęte bardzo dobrze. Dominikanin Tomasz Dostatni pisze w „Wyborczej” o Marianie Turskim, naszym redakcyjnym koledze i przyjacielu, jednym z najważniejszych twórców Muzeum: „A potem ten 88-letni ocaleniec z Zagłady wziął za rękę trzynastoletnią Joasię Zielińską. Krążyli po salach, stary człowiek, który zdążył poznać tamten świat, i młoda dziewczyna, przedstawicielka tych, którzy odbudowują żydowskie życie nad Wisłą…”.

Wszystko to prawda, ale Marian Turski – stary? „Znaj proporcją mocium panie!” Turski przyjął mnie do „Sztandaru Młodych” pamiętną jesienią 1956 r. i od tamtego czasu pracujemy wspólnie przez 58 lat (plus VAT) i jest ciągle młody. Wtedy byłem żółtodziobem, zaledwie 18-letnim, a Marian Turski był ode mnie starszy o naście lat. Dzisiaj jest odwrotnie – Marian jest ode mnie młodszy, ja już ledwo powłóczę nogami, a on dopiero stworzył dzieło swojego życia i ma bogate plany na przyszłość.

Niedawno redakcja uczyniła mu owację na stojąco, jak gdyby był jakimś Toscaninim czy innym Stokowskim (Turski jest melomanem), ale on nie odkłada batuty. To mi przypomina wywiad, jaki pewien Mądrala z pisma „Press” przeprowadził z Jerzym Baczyńskim, naszym redaktorem naczelnym, w 2010 r. Mądrala uczepił się Baczyńskiego, dlaczego nie odmładza redakcji i zatrudnia ramoli: „Może trzeba oddać więcej władzy młodym?” – zachęcał i dodawał taktownie: „Za dział historyczny odpowiada 84-letni redaktor. Proszę wskazać drugą gazetę w kraju, która ma kierownika w tym wieku”. Na co red. Baczyński odpowiedział: „Marian Turski – wciąż w fantastycznej formie – jest kierownikiem działu od 50 lat, więc pewnie trudno wskazać drugą taką gazetę nawet na świecie”. Kiedy Mądrala radził przegonić „baronów”, Baczyński stawiał na synergię pokoleń. A to wszystko było w czasach, kiedy Marian Turski pracował jednocześnie w POLITYCE i nad dziełem swojego życia, jakim jest Muzeum. Z kronikarza historii stał się jednym z jej protagonistów. Ciągle czekam, aż redaktor Mądrala pojawi się z kwiatami dla Mariana.

Polityka 45.2014 (2983) z dnia 04.11.2014; Felietony; s. 110
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Polityka przy stole. Symulator kampanii wyborczej i inne planszówki

Kogo znane na co dzień z ekranów i gazet polityczne spory nadal bardziej ekscytują, niż męczą, może sprawdzić swoich sił w ich wersji pudełkowej. Uwaga – wciągają jak prawdziwe.

Michał Klimko
25.11.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną