Klasyki Polityki

Róże i kokardki

Marzy mi się czteroksiąg: „Bóg – 2000”, „Honor – 1700, „Ojczyzna – 3200”, „Razem – 6900”.

Z tak totalitarną władzą nie sposób żyć – skomentował parę dni temu wybory samorządowe poseł PiS Joachim Brudziński. Przyklasnął mu Adam Lipiński, partyjny kolega: trzeba walczyć z totalitaryzmem jak za czasów komuny. Pójdą zatem obaj 13 grudnia na czele pisowskiego marszu w Warszawie, a obok nich biskupi – oczywiście jeśli będzie chciało im się iść – oraz działacze Solidarności, „niepokorni” prawicowi dziennikarze i Jerzy Zelnik. Pójdą śmiało, patrząc prosto w lufy zomowskich karabinów. Pójdą, by w walce z totalitaryzmem paść na bruk za demokrację przepędzoną z Polski przez Tuska, Kopacz i innych sprzedawczyków. Jak się ten marsz zacznie, niewiele mnie obchodzi. Ważniejsze, czym się skończy. Największym zwycięstwem demonstrantów byłoby pokojowe rozebranie Belwederu do fundamentów, ale trudno na to liczyć. Mam tylko nadzieję, że ten pełen troski partyjny pochód z białymi i czerwonymi różami nie skończy się jak Wojna Dwóch Róż w średniowiecznej Anglii.

W 33 rocznicę ogłoszenia stanu wojennego na ulicach stolicy zabraknie jednak kilku jasnych postaci. Wśród nich Zbigniewa Girzyńskiego, który z własnej woli dołączył do tzw. madryckiej trójki, bo tak samo jak oni nie ma sobie nic do zarzucenia. Ten bezkompromisowy moralizator zawsze wskazywał drogę prawdy, uczciwości i odpowiedzialności. To on trzy lata temu wieszczył powstanie literatury posmoleńskiej, która będzie kontynuacją dzieła wielkich romantyków. Młode pokolenie – mówił wówczas Girzyński – zatęskni za wartościami, które reprezentował prezydent Lech Kaczyński, i zacznie pisać. O czym? O dzwonie Zygmunta, trasie przejazdu karawanu z trumną i tłumach na pogrzebie. Poseł (wtedy PiS) odkrył też przed nami bogactwo nowych tematów maturalnych, m.in. „Odrodzenie się ducha patriotycznego po 10 kwietnia 2010 r. w świetle dorobku literatury posmoleńskiej”. Może więc dr Girzyński sam chwyci za pióro. Marzy mi się jego czteroksiąg: „Bóg – 2000”, „Honor – 1700, „Ojczyzna – 3200”, „Razem – 6900”.

Wpadnijmy na chwilę do królestwa tulipanów. W Holandii dzieci rodzą się głównie w rodzinach muzułmańskich, niedługo wprowadzą tam szariat i homoseksualiści z łezką w oku będą wspominać dzisiejsze czasy. To nie jest mój żart, tylko słowa, które padły z ust Mariana Piłki (Prawica Rzeczypospolitej), gdy komentował sukces wyborczy Roberta Biedronia w Słupsku. Swoją wypowiedź gęsto okrasił epitetami „dewiacja”, „demoralizacja” itp. Na koniec wyraził nadzieję, że mieszkańcy Słupska się obudzą. Pewnie obudzi ich tupot nóg ostatnich Holendrów uciekających z Hagi przed szariatem. Chrześcijańską oceną Słupska wsparł Piłkę jezuita Dariusz Kowalczyk, dziekan Teologii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Na Biedronia głosowały dzieci i wnuki zomowców oraz milicjantów – ocenił – bo w czasach Peerelu był to bastion „czerwonych”. Wielka szkoda, że ojciec jezuita nie wspomniał o prawnukach tych, którzy żyli w Słupsku, gdy był on miastem niemieckim i nazywał się Stolp.

Ten felieton jest o niczym i dlatego mógłbym go ciągnąć bez końca. Bo to „nic” już od dawna coraz bardziej się u nas rozpycha. Oto w Sejmie posłowie i posłanki przypinają sobie na parę godzin białe kokardki, symbol walki z przemocą wobec kobiet. Z zatroskanymi twarzami mówią: „Trzeba szybko i zdecydowanie reagować na przypadki przemocy. Musimy dawać wsparcie ofiarom, aby miały odwagę stawić czoło takiej sytuacji i mówić o przestępstwach”. I to jest właśnie zwycięstwo tego „nic”. Białe kokardki oraz zapleśniałe banały.

Polityka 50.2014 (2988) z dnia 09.12.2014; Felietony; s. 113
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Mleko się rozlało? Tajemnice morderstwa w Białymstoku

Za kratami w Hajnówce od kilkunastu lat siedzi Jan Ptaszyński z Michnówki na Podlasiu. Są powody, by przypuszczać, że w jego sprawie nie wszystko jest jasne.

Arkadiusz Panasiuk
27.11.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną