Klasyki Polityki

B jak Biba

W sklepach Biby wszystko było ekstrawaganckie: ubrania, które projektowała, wystrój wnętrz, a także stroje ekspedientek. W sklepach Biby wszystko było ekstrawaganckie: ubrania, które projektowała, wystrój wnętrz, a także stroje ekspedientek. Hulton / FPM
W jej londyńskim sklepie ubierała się Cher, Julie Christie i Mick Jagger, a stroje z jej metką cieszą się wielkim powodzeniem.
Stroje projektowane przez Bibę były lekkie, przylegające do figury i czasami  szokujące krojem i kolorem.Hulton/FPM Stroje projektowane przez Bibę były lekkie, przylegające do figury i czasami szokujące krojem i kolorem.

Artykuł ukazał się w tygodniku POLITYKA w lutym 2004 r. Dodano śródtytuły

Spódniczkę mini wymyśliła Mary Quant, ale wykreowała Biba – Barbara Hulanicka, z pochodzenia Polka. Jej Biba’s Postal Boutique trafił idealnie w czas szalonych lat 60. W pierwszym dniu po otwarciu sklep przy Kensington High Street w Londynie odwiedziło 30 tys. klientów.

Barbara Hulanicka urodziła się w Warszawie kilka lat przed wojną. Cała rodzina wraz z ojcem – dyplomatą i olimpijczykiem – w czasie wojny znalazła się w Palestynie. Tu w 1948 r. Hulanickiego zamordowali terroryści. Barbara z matką i dwiema siostrami przedostały się do Londynu. Powitała je tu ekscentryczna ciotka Zofia, ubrana zawsze w teatralne stroje błyszczące brylantami. Zakwaterowała Hulanickie w swoim domu – apartamencie hotelu Ritz. Po jakimś czasie wszystkie cztery przeniosły się do Brighton.

Barbara ukończyła Brighton School of Arts, jedną z najlepszych angielskich akademii sztuk, rozpoczęła karierę ilustratorki mody, współpracując z takimi pismami jak „Times”, „Daily Express”, „Vogue” i „Observer”. To spod jej ołówka wychodziły szkice strojów prezentowanych przez Givenchy i Balenciaga na pokazach w Paryżu.

Od sprzedaży wysyłkowej do sklepu w modnej dzielnicy

W 1961 r. poślubiła Stephana Fitz-Simona. Był nie tylko jej partnerem w życiu prywatnym, ale i biznesowym. To właśnie on wpadł na pomysł sprzedaży wysyłkowej najnowszych modeli sukien. Pomysł poparł dziennik „Daily Express”. Biba’s Postal Boutique rozpoczął działalność w 1963 r. Stroje sprzedawano po niskich cenach – zaczynano od trzech funtów (prawda, że były to inne funty niż dziś). Powodzenie było tak wielkie, że w krótkim czasie sprzedaż osiągnęła wartość 14 tys. funtów. – Byliśmy zaskoczeni – mówi po latach Barbara Hulanicka. – Nie chodziło nam przede wszystkim o pieniądze. To był rodzaj zabawy.

Nie o pieniądze? Nie są to słowa typowe dla biznesmenów. Ale w tym wypadku można w nie wierzyć. Musiał być jakiś narkotyk w powietrzu w tym swinging London, mieście minispódniczek i minisamochodów, Carnaby Street i Kings Road, Beatlesów i Rolling Stonesów, modelek szczupłych jak gałązka, czyli Twiggi. To był Londyn z filmu „Powiększenie” Antonioniego, europejska stolica mody, a my mieszkający nad Wisłą byliśmy nie mniej niż sami londyńczycy oszołomieni tym, co się wyprawiało nad Tamizą.

Barbara Hulanicka wynajęła sklep na Abingdon Road, w modnej i eleganckiej londyńskiej dzielnicy Kensington, inaugurując tym samym nowe centrum mody na mapie miasta. Kupiła ruinę, w której kiedyś mieściła się apteka. Zamiast dać plastikowe wyposażenie, które było wówczas symbolem nowoczesności, zachowała wszystko, co dało się ocalić z dawnego wystroju. Ściany pomalowała na niebiesko, wstawiła stare lampy z brązu i antyczną ogromną holenderską szafę. Było to prawdziwie eklektyczne wnętrze, zanim jeszcze słowo eklektyzm zrobiło światową karierę. Kolory zgaszone, dominowała czekolada, śliwkowy, przy tym trochę rdzy i czarnych jagód ze śmietaną. Z dnia na dzień sklep stał się sensacją.

Jeszcze większy sklep

Zwykli klienci z ulicy mogli spotkać tu prawdziwe sławy – w Bibie ubierali się m.in. Sony i Cher, aktorka Julie Christie, dla której Hulanicka zaprojektowała stroje do filmu „Darling”, Marian Faithfull i Mick Jagger oraz wielu, wielu innych, którzy nadawali ton swinging sixties. Wkrótce sklep okazał się za mały.

Biba znalazła w pobliżu, na Kensington High Street, dawny sklep spożywczy. Ściany pokryły specjalnie projektowane czerwone tapety. Zachowano mahoniowe półki i kontuar. Pojawiły się elementy nawiązujące do secesji. I to także był sukces. Klienci ustawiali się w kolejce jeszcze przed otwarciem, stojąc obok Yoko Ono, Brigitte Bardot, Barbry Streisand i Mii Farrow. Tutaj Biba swingowała przez cztery lata.

Przedsiębiorcza para małżeńska postanowiła rozwinąć interes na większą skalę. Na tej samej Kensington High Street znaleźli opuszczony magazyn dywanów. Choć Biba przynosiła dochody przekraczające 10 tys. funtów tygodniowo, to remont kilkupiętrowego budynku przekraczał możliwości Hulanickiej. Z pomocą przyszedł bank i firma Doroty Perkins, która w Bibie kupiła znaczne udziały. Wtedy Hulanicka puściła wodze wyobraźni: kolumny z egipskim zwieńczeniem, okna witrażowe i drewniana boazeria (kupione z wyburzanej pobliskiej szkoły), a pod schodami na parterze – poduszki; tu mogli odpocząć zmęczeni LSD (Pamiętacie „Lucy in the Sky in the Diamonds”?) hipisi i przygodne trampy. Biba przestała sprzedawać tylko ubrania – ze słynną etykietką sprzedawano także buty, tapety, kosmetyki i... puszki z fasolką w sosie pomidorowym.

Dziennik „Daily Mail” naliczył 30 tys. klientów w pierwszym dniu sprzedaży! Sława rosła. Biba znalazła się na pierwszych stronach gazet, choć nie tylko za sprawą sprzedawanych wyrobów. Część zatrudnionych tu kobiet utworzyła związek zawodowy, walcząc przeciwko złym warunkom pracy, a anarchistyczna grupa Angry Brigade odpaliła przed sklepem bombę na znak protestu przeciwko zniewoleniu kobiet przez modę.

Czemu Biba zawdzięcza sukces swoich kolekcji?

Czym Biba zjednała sobie klientów? Ówczesną angielską modę zdominowała francuska haute couture. Na kupowanie tych strojów stać było tylko bogatych. Ulica oczywiście chodziła ubrana bezbarwnie i szaro. Na początku lat 60. dorastać zaczęły dziewczyny urodzone w czasie wojny lub tuż po jej zakończeniu. W przeciwieństwie do swoich matek nie chciały siedzieć w domu, zajmując się mężem i dziećmi. Wiele z nich, pochodzących z rodzin robotniczych, szukało szczęścia w Londynie. Po kilka wynajmowały mieszkania, zarabiały, były niezależne i chciały się dobrze ubrać. Nie chciały wyglądać jak swoje matki, dla których szczytem elegancji były ubrania od Marksa i Spencera – solidne, niezniszczalne, ale nudne. Biba przyszła na czas, odpowiedziała na wyzwanie. Jej stroje były lekkie i dowcipne, z powiewnych materiałów lub dżerseju, przylegające do figury, a więc dobre dla szczupłych młodych dziewcząt, które dopiero co opuściły szkołę.

Ambicje Barbary Hulanickiej rosły wraz z kolejnymi sukcesami. Jej zachwyt wzbudził pobliski dom towarowy Derry and Tom utrzymany architektonicznie w stylu art déco. Dawno miał za sobą lata świetności, ale na dachu nadal istniał romantyczny ogród (do dziś można go wynająć na prywatne przyjęcia). Z pomocą finansową Dorothy Perkins i Fraser Group Hulanicka kupiła budynek za blisko 4 mln funtów. Remont kosztował milion. Był to pierwszy od zakończenia wojny(!) nowy dom towarowy w Londynie. Choć może trudno było go nazwać domem towarowym: w ogrodzie na dachu mieszkały żywe pingwiny i flamingi, strusie pióra i koronki nadawały całości powiewu eleganckiego świata. Restauracja, ze ścianami w kolorze tęczy, przyjmowała setki gości, grała orkiestra.

W Big Bibie ludzie się spotykali, poznawali, spędzali czas. Twiggi do dziś wspomina, że było to jej ulubione miejsce zakupów. Sklep nadawał ton życia pewnej części brytyjskiego społeczeństwa, generacji lat 70. Czasopismo „Vogue” twierdziło, że ten sklep to sześć pięter czystej fantazji.

Ubranka dla japońskich dzieci

Tymczasem Barbara Hulanicka szybko odeszła od spódniczek mini. Jej prawdziwym dzieckiem była moda lat 70., nawiązująca do przedwojennej, czerpiąca inspiracje z secesji i art déco. Sylwetka stała się wydłużona; dominowały odcienie ulubionego przez Hulanicką brązu, różu, śliwki oraz różne odcienie szarości. Wszystko było dokładnie dobrane i stonowane – buty, kolorowe rajstopy, torebki i makijaż. Oczywiście w kolekcjach Biby były też inne stroje – kolorowe, krzyczące, szokujące niezwykłym krojem. Komentarz psychologa: Wolność jednostki i samorealizacja – pojęcia, które z psychologii przeszły do życia codziennego, znalazły swe uosobienie w nurcie mody reprezentowanym przez Bibę.

Niestety, sukces Wielkiej Biby nie trwał długo. Partnerzy sprzedali swoje udziały firmie British Land, która już nie doceniła wyjątkowości miejsca. Wkrótce lampy z brązu zostały sprzedane, a na ich miejsce przyszły jarzeniówki, stroje zawisły na tanich plastikowych manekinach. Hulanicka odeszła. Wraz z Fitz-Simonem poczuli, że to już nie ich miejsce, wyjechali do Brazylii. Wkrótce potem całe londyńskie przedsięwzięcie upadło.

Po śmierci męża Barbara w 1980 r. wróciła do Wielkiej Brytanii. Przez następne dwanaście lat z dużym powodzeniem projektowała ubrania dla dzieci, Minirock, przeznaczone na rynek japoński. Otworzyła wiele butików, jej kosmetyki sprzedawane były w 33 krajach. Na krótko powróciła do ilustracji prasowych – m.in. w dzień ślubu księcia Andrzeja i Sary Ferguson narysowała suknię panny młodej dla jednej z londyńskich gazet. Napisała też swoją biografię zatytułowaną „Od A do Biba”.

Dziś mieszka na Florydzie. Nie projektuje już sukni, butów i dodatków, lecz wnętrza restauracji, klubów nocnych i ekskluzywnych hoteli. Dzięki niej w Miami Beach powstała dzielnica art déco. Zaprojektowała też studio nagraniowe dla Glorii i Emilio Estefano. Otrzymała nagrodę przyznaną przez Amerykański Instytut Architektury, a także wyróżnienie Architektów Florydy. Jej najnowszy projekt to hotel Kent na Collins Avenue w centrum Miami Beach, nawiązujący wystrojem do filmu Stanley’a Kubricka „2001: Odyseja Kosmiczna”. Ogród hotelowy, Acid Jungle, to połączenie psychodelicznych tendencji lat 70. ze współczesnym hi-tech. – Dano mi szansę, aby trochę poszaleć. Dałam więc ludziom plac zabaw dla dorosłych – mówi o tym projekcie Barbara Hulanicka.

Powrót mody Biby w Londynie

Ach, swinging London! Każdy, kto w tym czasie był młody (a młodym chciał być każdy, bo w przeciwieństwie do lat 50., kiedy córki chciały wyglądać jak matki, teraz matki wkładały ciuchy swoich dorastających córek), pamięta dzień, kiedy po raz pierwszy włożył spodnie kupione za uciułane bony Pekao, czyli namiastkę dolarów. Pamięta, gdzie usłyszał pierwszą płytę Beatlesów i zobaczył po raz pierwszy spódniczkę mini.

Sama Biba nie zamierza osobiście wracać do Londynu, ale wróciła tu przez swoje stroje. Moda jest jak karuzela. Na Kings Road i Kensington High Street widzi się młode dziewczyny, które wyglądają, jakby dopiero co wyszły z Biby, w długich płaszczach ozdobionych frędzlami, z długimi szalikami w zgaszonych kolorach różowo-fioletowo-szarych. A autentyczne stroje Biby, jeśli mają metkę, cieszą się coraz większym powodzeniem. Ich ceny z roku na rok idą w górę.

Reklama

Czytaj także

Kultura

Wojewódzki z Matą o „Patointeligencji” i „Patoreakcji”

Mata, autor „Patointeligencji”, który właśnie opublikował nowy utwór z równie mocnym tekstem: – Społeczną rolą artysty czasami jest wystawienie się na strzał. Ja się czuję z tym dobrze, to zamieszanie czemuś służy.

Kuba Wojewódzki
03.04.2021
Reklama